PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (19 pazdziernika 2001)


MARIA KORNATOWSKA

39. Nowojorski Festiwal Filmowy

W poszukiwaniu odpowiedzi

Wpisany w tradycje naszego miasta, organizowany przez Film Society of Lincoln Center, Nowojorski Festiwal Filmowy odbywal sie w dniach 28 wrzesnia - 14 pazdziernika. Program obejmowal 27 filmow pelnometrazowych i 16 krotkich metrazy z 20 krajow swiata. Publicznosc jak co roku dopisala. Przyjechali jak zwykle zagraniczni realizatorzy.

Europa, Europa...

39. NYFF, wlasciwie pierwszy w nowym stuleciu, mial znamienny charakter. Zdominowala go tworczosc europejska. Pokazano az osiem filmow francuskich, w tym pare wybitnych. Francja, jak sie zdaje, przezywa filmowy renesans, a w kazdym razie probuje odszukac kontakt z tym, co sie wokol nas dzieje, znalezc sposoby wypowiedzenia tego, co coraz wyrazniej rysuje sie w ludzkich uczuciach i zachowaniach.

Martin Scorsese w fascynujacym dokumencie Il Mio Viaggio in Italia powrocil do swych korzeni, skladajac hold mistrzom wloskiego kina. W jego filmie pobrzmiewa swoista nostalgia. Kino Rosselliniego, De Siki, Viscontiego i Felliniego nie tylko stworzylo fundamenty nowoczesnego jezyka filmowego, nie tylko otworzylo przed Dziesiata Muza nowe horyzonty, ale tez odzwierciedlalo swiat,w ktorym na przekor calemu zlu ludzkiej istoty istnial jakis lad moralny, istnialy wartosci zdolne odkupic czlowieczenstwo. Dzis swiat ten odchodzi w przeszlosc, a kino zawierzylo swoje istnienie technice efektow specjalnych. Zwlaszcza kino amerykanskie. Czlowiek coraz mniej w nim znaczy.

Scorsese komentuje fragmenty dziel mistrzow stojac na dachu budynku w Little Italy, wloskiej dzielnicy, ktora teraz stala sie po czesci dzielnica chinska. W tle, ponad jego glowa rysuja sie strzeliste sylwetki Twin Towers, ktorych juz nie ma. Kino zatrzymalo obraz rozpadajacego sie na naszych oczach swiata.

Program tegorocznego NYFF pomyslany zostal jako przeglad tworczosci roznych generacji. Znalezli sie obok siebie : 92-letni Portugalczyk Manoel de Oliveira z I'am Going Home i 26-letni Argentynczyk Lisandro Alonso z La Libertad. Dojrzaly David Lynch i mlodzienczy Wes Anderson.

Kino mistrzow

Starzy mistrzowie pokazali lwi pazur. Oliveira zrobil piekny, refleksyjny film o bliskosci smierci i urodzie zycia, o sensie istnienia i tworzenia w obliczu nieuchronnego przemijania. 81-letni Eric Rohmer zmienil calkowicie tonacje, przenoszac sie w burzliwe czasy francuskiej rewolucji. The Lady and the Duke to dzielo znakomite i madre. Opierajac sie na pamietnikach angielskiej arystokratki, Grace Elliott (Lucy Russell), rojalistki i kochanki Filipa ksiecia Orleanskiego (Jean-Claude Dreyfus), ktory przylaczyl sie do rewolucji, by na koniec zginac pod ostrzem gilotyny, Rohmer kresli wizje rewolucji jako zderzenia ladu z chaosem, moralnego porzadku z barbarzynstwem. Arystokracja w filmie reprezentuje okreslony system wartosci: poczucie honoru, lojalnosc, wiernosc wyznawanym przez siebie zasadom. Rewolucja sprawia wrazenie eksplozji nienawisci i chamstwa, irracjonalnej potrzeby niszczenia. W kontekscie ostatnich wydarzen The Lady and the Duke brzmi niemal jak ostrzezenie, zapowiedz wybuchu groznych zywiolow, ktore wymknely sie spod kontroli rozumu.

Wiecznie mlody Rohmer odrzucil wytarte konwencje kostiumowego spektaklu. Jego film zbliza sie do stylizowanego eseju. Podejmuje dyskurs intelektualny. Wykorzystujac mozliwosci cyfrowej kamery francuski rezyser zastosowal malowane dekoracje. Na ekranie ozywa Paryz niegdysiejszy, Paryz ze starych obrazow. I w tej sztucznej - zdaloby sie - scenerii postacie bohaterow nabieraja prawdy. Staja sie ludzmi z tamtego czasu, niezaleznie od tego, ze ich dylematy i wybory sa nam, wlasnie dzis, szalenie bliskie.

Znaczacym zbiegiem okolicznosci w programie NYFF znalazly sie trzy filmy ojcow-zalozycieli francuskiej Nowej Fali: The Lady and the Duke, Va Savoir Jacques'a Rivette i In Praise of Love samego Jean-Luc Godarda. Godard zrobil film o tym, ze latwo byc mlodym lub starym, najtrudniej byc doroslym, czyli dojrzalym. Nawet milosc wtedy ludziom nie wychodzi. Zapewne podjecie takiego tematu oznacza jakies nader osobiste wyznanie.

In Praise of Love ma bardzo interesujaca koncepcje wizualna. I znow zasluga to cyfrowej kamery. Okazuje sie, ze film realizowany za jej pomoca nie musi koniecznie sladem Dunczykow spod znaku Dogmy wygladac niedbale i niechlujnie, niczym robione reka amatora kino rodzinne. Godard potrafi wydobyc z ekranowego obrazu walory czysto malarskie, "wyzwolic" barwe z jej realistycznej, ilustracyjnej funkcji, nadac jej samoistna ekspresje. Jego film jest eksperymentem ciekawym, acz nie najlatwiejszym w odbiorze . Nowa Fala, jak widac, nie poddaje sie komercjalizacji. Z mlodziencza pasja walczy o artystyczny charakter kina.

Bohaterowie naszego czasu

Francuzi, zgodnie zreszta z tradycjami swojej literatury, miast uprawiac kino akcji, probuja wczytac sie w ludzkie dusze, analizowac odcienie uczuc i nastrojow. Laurent Cantet w Time Out czyni bohaterem czlowieka, ktory reprezentuje dylematy i niepokoje naszych czasow. Vincent (Aurelien Recoing) powinien pracowac ze wzgledu na pieniadze i prestiz spoleczny, ale praca jako sposob na zycie mierzi go okropnie. Kocha swoja rodzine, a jednoczesnie od niej ucieka. Ciagle cos udaje i kogos gra, jakby lekajac sie uwiezienia w jednym losie, w jednej egzystencji, poszukujac niemozliwej wolnosci. Cantet wciaga nas w historie Vincenta. Stopniowo odslania jej sprezyny i sekrety. Stopniowo odslania charakter bohatera. Buduje napiecia i je rozladowuje. Nic sie nie dzieje w tym filmie zgodnie z naszymi oczekiwaniami, zgodnie z przyjetymi konwencjami. Jednoczesnie w tle historii Vincenta rysuje sie w calej krasie wspolczesny swiat: dwuznaczne aspekty globalizacji, system korporacyjny, generalna korupcjogennosc. To, co subiektywne, laczy sie z tym, co obiektywne.

Festiwalowe filmy , nierzadko na marginesie glownej akcji, pokazywaly dosc ponury obraz otaczajacego nas swiata: pustke emocjonalna, dojmujaca samotnosc, poczucie odrzucenia, irracjonalne, czesto destruktywne impulsy, kompulsywny seks, potrzebe narkotycznego ogluszania sie i ekscytacji zarazem.

Intimacy Patrice Chereau - film nagrodzony Zlotym Niedzwiedziem na tegorocznym festiwalu w Berlinie - nerwowym, voyeurystycznym sposobem opowiadania akcentuje chaotyczny, przypadkowy charakter rzeczywistosci. Kamera z trudem przedziera sie przez tlum ludzki lub ruch uliczny. Wnetrza, ulice, twarze i ciala wydaja sie brzydkie, pospolite.

Naturalistyczny, doslowny seks na granicy pornografii wyglada jak krzyk rozpaczy. Ni sladu urody, uniesienia. Ni sladu erotyzmu. Za grosz perwersji. Naga, niemal zwierzeca fizjologia. Produkt czystego instynktu. Doslownosc seksu stala sie signum temporis. Seks na ekranie pojawia sie jako rozrywka, srodek na zabicie nudy, narzedzie wladzy i posiadania, jako remedium "na brak uczuc i brak przyjaciela". W meksykanskim Y Tu Mama Tambien Alfonso Cuarona, we francuskim Fat Girl Catherine Breillat... W wielu innych.

Sen i jawa

Przesadny naturalizm opisu laczy sie czesto ze sklonnoscia do surrealistycznych przerywnikow i inkrustacji, do wizji sennych i symbolicznych zestawien. Najbardziej surrealistycznym filmem 39. NYFF okazal sie niewatpliwie Mulholland Drive Davida Lyncha. Dzielo tajemnicze, rozgrywajace sie na pograniczu snu i jawy. Erotyczne i niepokojace. Labiryntowe w strukturze. Intensywne wizualnie. Obsesyjne. Lynch zebral i rozwinal watki swych dziel poprzednich.

W moim przekonaniu Mulholland Drive jest najdojrzalszym filmem Lyncha. Najpelniej wyraza jego sposob pojmowania rzeczywistosci i kina. Rezyser tworzy realnosc osobna, rzadzona prawami snu, a raczej sennego koszmaru. A jako ze Mulholland Drive dzieje sie w Los Angeles, w miescie "fabryki snow", wsrod ludzi, ktorzy pracuja w filmowym biznesie lub chcieliby sie w nim znalezc - jest to tez w jakiejs mierze traktat o mrocznej i amoralnej naturze kina, o jego demonicznej, pokrewnej zywiolom zla i destrukcji sile.

Na przeciwleglym Lynchowi biegunie lezy ascetyczny, surowy, powsciagliwy w tonie, wolny od wszelkiego patosu, a przeciez gleboko poruszajacy dokument Claude'a Lanzmanna Sobibor, October14,1943,4 P.M. Opowiesc o buncie w obozie zaglady w Sobiborze. O buncie i ucieczce. O zabijaniu dla ocalenia zycia. O milosci zycia w obliczu nieuchronnej, zdaloby sie, smierci.

Obowiazkiem krytyka jest obiektywizm, ale krytyk jak kazda ludzka istota ma prawo do subiektywnych wyborow. Otoz, sposrod wielu, przyznaje, interesujacych pozycji tegorocznego NYFF - jego poziom bez watpienia przewyzszal lata poprzednie - mnie osobiscie najbardziej podobal sie laureat Zlotej Palmy w Cannes, film Gianni Morettiego The Son's Room. Inni rezyserzy upodobali sobie - zapewne nie bez racji - bohaterow rozdartych, zagubionych, miotanych resentymentami i agresja, ponizanych i ponizajacych, odslaniajac w ten sposob rozmaite aspekty kryzysu tego, co uwazalismy dotad za czlowieczenstwo. Moretti postepuje inaczej. Swoim filmem naiwnie, choc na dwie godziny projekcji, ocala swiat, ktory do niedawna wydawal nam sie jedynie prawdziwy. Swiat mocnych wiezi uczuciowych, powinnosci moralnych, wartosci i tradycji. Wloski rezyser opowiada o rodzinie z prowincjonalnego miasta, ktora zyje zyciem spokojnym, rzec by mozna - szczesliwym. I nagle grom z jasnego nieba. W wypadku tonie Andrea (Giuseppe Sanfelice), nastoletni syn. Ojciec (Gianni Moretti), madry psychoteraupeuta, kojacy cierpienia innych, wlasnego cierpienia ukoic nie potrafi. Jak pokonac bol serca, jak uleczyc pamiec, jak odnalezc w sobie wole zycia w obliczu absurdu smierci? Moretti nie zamierza dawac odpowiedzi na te pytania, ale w jego pieknym, intensywnym filmie tli sie slaby promyczek nadziei. A to juz duzo jak na dzisiejszy dzien.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail