PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 pazdziernika 2001)


WOJCIECH J. BURSZTA

Technologia i spoleczenstwo

W calej rozciaglosci zgadzam sie z opinia Charlesa Jonschera, ze "niemal wszystkie przepowiednie na temat przyszlych mozliwosci samej technologii nalezy uwazac za zbyt wstrzemiezliwe, a niemal kazda przepowiednie na temat jej roli w naszym codziennym zyciu nalezy uwazac za przesadna"1). Jako antropolog kultury przywyklem zas do tego, ze czlowiek moze zyc na wiele roznych sposobow, jakze niekiedy dziwacznych z naszego punktu widzenia. "Dziwacznosc" innych ludzi objawia sie nam nie tylko w perspektywie porownawczej ("oni" jedza gasienice), ale takze wowczas, kiedy przyjrzymy sie zyciu przeszlych pokolen z kregu swiata zachodniego, nawet nie tak bardzo odleglych. Dla wspolczesnych mlodych mieszkancow swiatow wirtualnych jakze dziwne wydaje sie wiec zycie wlasnych rodzicow i dziadkow, skazanych na czarno-biala telewizje, telefony w jadalnym pokoju i opasle tomy encyklopedii, w ktorych tak trudno cokolwiek znalezc natychmiast, jako ze trzeba je mozolnie kartkowac, miast od razu "skoczyc" do odpowiedniego hasla. Czy pojecie gry dla ludzi Internetu kojarzy sie jeszcze z tradycyjnymi grami planszowymi? W perspektywie wchodzacych w zycie pokolen zycie wczesniejsze bylo nieuchronnie ubozsze, bo mniej technologicznie zaposredniczone, wymagajace wiecej trudu.

Kiedy jednak zaglebimy sie w literature naukowa, o jakiej wspomina Jonscher, widzimy jakby tendencje odwrotna: tutaj wspolczesnosc, zdominowana przez postep technologiczny w coraz wiekszym stopniu, jawi sie jako zagrozenie dla tradycyjnej organizacji zycia spolecznego. Mowiac krotko - im wiecej technologii, tym mniej rodziny, utozsamiania sie z lokalna wspolnota, atrofia uczuc narodowych. Kryzys kultury, o ktorym tak glosno sie debatuje, mialby swe zrodlo w postepujacej indywidualizacji naszego zycia, szybkosci zmian, niestalosci obrazu swiata, ktory w dodatku nieustannie jest przedmiotem medialnej manipulacji. Czytajac wieszczacych koniec autentycznosci wszelkiej kultury Jeana Baudrillarda, Paula Virilio czy Neila Postmana, mamy przed oczyma wyobcowane jednostki wpatrzone w komputerowy ekran, coraz gorzej znoszace "rzeczywista" rzeczywistosc.

Powiada sie niekiedy, ze wspolnoty wirtualne opieraja sie - w przeciwienstwie do wspolnot tradycyjnych - na koegzystencji zawsze nieobecnych z zawsze nieobecnymi. Wiezi spoleczne, jesli w ogole o nich mowic w przypadku cyberprzestrzeni, maja charakter naskorkowy, ulotny, nie prowadza do zadnych trwalszych konsekwencji, sa niekiedy forma zabawy z wlasna tozsamoscia i gry z innymi. Takie wiezi do niczego nie zobowiazuja. Czy wyrzucenie z grupy dyskusyjnej za nieprzestrzeganie regul mozna w ogole porownac z sankcjami spolecznymi, jakie spotykaja wioskowego chuligana?

Wydaje sie, ze mnozenie argumentow "przeciwko" nowoczesnym metodom interaktywnego komunikowania sie jest czynnoscia jalowa dopoty, dopoki punktem odniesienia dla nich jest jakis wyidealizowany stan kultury, ktory poprzedzal jej stan dzisiejszy. To, co bylo "przedtem", zdaje sie wowczas lepsze, bardziej naturalne, zgodne rzekomo z natura czlowieka. Argumenty takie wrecz pobrzmiewaja echem Jeana Jaques'a Rousseau, dla ktorego odejscie od zycia uczuciowego (w stanie natury) na rzecz uzywania intelektu bylo jednoznaczne z poczatkiem procesu upadku czlowieka.

A zatem: czy nasycenie technologia naszego otoczenia, bytowanie w swiecie teleobecnosci, dominacja obrazu nad slowem to symptomy powaznego zaklocenia mechanizmu funkcjonowania kultury? Czy czeka nas spoleczna samotnosc, klopoty z wlasna tozsamoscia, krach prawdziwych wiezi spolecznych i klopoty z komunikowaniem sie z innymi ludzmi w bezposrednich kontaktach? A moze przeciwnie - przed nami swiat otwarty na osciez, rzeczywistosc prawdziwie wolnych decyzji i nieskrepowanego kosmopolityzmu? No coz, odpowiem jako antropolog kultury, a wiec ktos, dla ktorego zarowno pesymisci, jak i optymisci sa rownie interesujacymi przykladami wspolczesnej kultury intelektualnej.

Nowoczesna technologia nie jest z pewnoscia przyczyna takiego, a nie innego stanu kultury spoleczenstwa. Jest raczej tak, iz w naszym kregu kulturowym (euroatlantyckim czy nowozytno-europejskim) pojawia sie ona w sytuacji, kiedy trudno juz mowic o spoleczenstwach tradycyjnych, zastapionych o wiele bardziej zlozonymi formami organizacji zycia. Wszystkie procesy, o jakich sie wspomina w kontekscie debaty o wirtualizacji kultury, zaczely sie o wiele wczesniej. Atomizacja wiezi spolecznych, indywidualizacja, sekularyzacja, pojawienie sie klasy sredniej, rosnaca ilosc czasu wolnego itp. to wszystko zjawiska typowe dla nowoczesnosci, wielekroc opisane, chocby przez Maksa Webera. To takze zjawiska niezbedne, aby istniala wiara w postep i rozwoj cywilizacyjny, ktorego istotnymi znakami sa dzisiaj komputer i cyberprzestrzen. Wszystkie technologiczne nowosci nie pojawiaja sie w spolecznej prozni, ale wlasnie w kulturze pokladajacej wiare w jakosc zycia opartego na technice najwyzszej jakosci, ale udostepnianej ludziom po to, aby im takze zylo sie lepiej, wygodniej i szybciej. To nie jest tak, jak niekiedy czytamy, ze ustawienie w domu rodzinnym komputera natychmiast spowodowalo zmiane stylu zycia, rozpad dotychczasowego modelu rodziny itp. Powiedzialbym, iz ow symboliczny komputer obnazyl jedynie to, co permanentnie juz w spoleczenstwie tkwilo. Chodzi o tendencje do przyswajania wszelkich udogodnien, wypelnianie nimi przestrzeni zycia zawodowego i prywatnego. Przypomnijmy sobie zreszta, ze nie tak dawno winiono za analogiczne zjawiska bezduszne pudlo telewizora! Piekny jest opis zachwytu pierwszym ogladanym meczem baseballa w najnowszej (zaskakujacej tematyka i realizmem) powiesci Johna Crichtona. Oto maly Luke doswiadcza magii teleobecnosci i stwierdza nagle, ze znienawidzeni Yankees, o ktorych slyszal dotad jedynie z radia, to tacy sami ludzie jak gracze Cardinals, dopingowani w Arkansas w latach 50. I dalej: "Wiedzialem juz, ze nigdy wiecej nie bede mogl porzadnie nienawidzic jankesow. Byli wrecz legendarni, byli najwiekszymi graczami w najswietniejszej druzynie, jaka kiedykolwiek grala w baseball. Moj stosunek do nich wyraznie sie zmienil, ale przysiaglem sobie, ze nie zdradze sie z tymi moimi nowymi uczuciami, Pappy by nie pozwolil, by w jego domu znalazl sie jakis sympatyk jankesow"2). Tak zaczyna sie zawsze podwojne zycie, tak dla nas dzisiaj oczywiste - zycie tutaj i zycie "tam", na odleglosc, z obcymi, ktorzy sa na wyciagniecie reki, ktorych mozna oblaskawic, poznac, polubic lub znienawidzic.

Dzisiejsze powodzenie wszelkich wspolnot wirtualnych jest dowodem na to, ze nie tyle zycie spoleczne rozpada sie, ile zmienia sie jego charakter. Powstajace w kazdej nieomal sekundzie kolejne "nowoplemiona", a to milosnikow fantasy, a to antyglobalistow, to znow zwolennikow tego i owego, sa przykladem poszukiwania wiezi z innymi, chocby byly one nietrwale, oparte na powierzchownej fascynacji, zmieniane zaleznie od nastroju. Nowe plemiona dowodza, iz czlowiek musi gdzies przynalezec, trudno mu zyc samotnie, bez braci z jakiejs, wirtualnej chocby, wspolnoty. Czy winic nalezy technologie, iz tzw. tozsamosci narzucone (rodzina, narodowosc, religia) dzisiaj juz nie wystarczaja?

Bardzo trudno jednoznacznie wypowiadac sie na temat potencjalnych zmian, jakie przyniesie takie swoiste przesuniecie zycia spolecznego do ram komunikacji zaposredniczonej technologicznie. Wiemy doskonale, ze na cybernetycznym pniu rodza sie fikcyjne narody, panstwa, powstaja jezyki etniczne (sic!). Znajdziemy tu takze wszelkie mozliwe formy dewiacji, mozemy zaznajomic sie z odwiecznymi kompleksami i obsesjami kulturowymi.

Paradoksalnie jednak, w cyberprzestrzeni ksztaltuja sie rzeczywiste narody, nieistniejace w ogole w okresie BC (before computer). Wspolczesna antropologia kultury bada wlasnie ten fenomen m.in. na przykladzie Indian polnocnoamerykanskich. I tak jedno z plemion, Oneida, tylko dzieki Internetowi stalo sie narodem, kiedy to jego elita zaczela rekonstruowac dzieje plemienne, korespondowac z Bialym Domem w celu uzyskania dostepu do tresci traktatow pokojowych. Czlonkowie Oneida, rozrzuceni po swiecie, "odnalezli sie" w sieci, stworzyli narodowa mitologie, dopracowali sie tozsamosci, pieczolowicie dbaja o jezyk. Nie mogliby o tym nawet marzyc, gdyby skorzystali z bardziej tradycyjnych form komunikowania sie.

Komputer ma jedna magiczna ceche. Bedac machina umozliwiajaca sciesnienie czasu i przestrzeni, pozwala na globalna zegluge po swiecie informacji i obrazow w zaciszu domowej lokalnosci. Zezwala tym samym na ugruntowanie sie uczucia, ze zycie "online" jest zyciem w rodzinie spajanej informatyczna wiara, iz nie jestesmy sami na swiecie. A co z zyciem "off-line", tak podobno zagrozonym przez to pierwsze? Na razie to, co zwiemy socjalizacja, a wiec uczeniem sie zycia w spoleczenstwie i kulturze, w jakich przyszlo nam sie urodzic, nadal przebiega bez przeszkod. Odrozniamy sprzedawczynie w sklepie od Lary Croft, a obowiazki wobec mlodszego brata od lojalnosci wobec wirtualnych wspolplemiencow. Skoro jednak i Kosciol w Polsce powaznie rozwaza mozliwosc transmisji mszy w Internecie, widomy to znak, ze rzeczywistosc i nadrzeczywistosc zmuszone zostana do wspolistnienia.

Ale z drugiej strony cos kaze nam jednak instynktownie rozpoznawac, ze oto mamy do czynienia z filmowa fikcja albo przerazajacym dokumentem. Tragedia World Trade Center, obserwowana tysiace razy w jej filmowym i zdjeciowym zapisie, nie banalizuje sie, a najlepsza nawet hollywoodzka superprodukcja katastroficzna - tak. Nadmiar obrazu nie zabija wrazliwosci i moznosci moralnego osadu. Pamietajmy o tym zarzucajac swiatu, ze istnieje tylko o tyle, o ile pokazuje go kamera.

Przypisy

1) Ch. Jonscher, Zycie okablowane. Kim jestesmy w epoce przekazu cyfrowego?, przel. L. Niedzielski, Muza, Warszawa 2001, s. 296.
2) J. Grisham, Malowany dom, przel. B. Przybylowska, Amber, Warszawa 2001, s. 191.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail