Henryk Tomaszewski (1924-2001)
Odejscie wielkiego maga |
Teatrowi
dramatycznemu staral sie dorownac mysla, baletowi - ruchem.
To stanowilo o nowatorstwie jego sztuki.
Jego teatr powstal ze znuzenia slowem, ze swiadomosci ograniczen, jakie stwarzala owczesna sztuka baletowa. Na Henryku Tomaszewskim konczy sie pewna epoka w historii pantomimy. Nikt nie moze powiedziec, czy wroci ona do swoich zrodel, czy rozwijac sie bedzie dalej, bo dalej niz Tomaszewski pojsc juz niepodobna. W sztuce wyrazania mysli gestem doszedl do granicy, ktorej nie da sie przekroczyc, nie uzywajac slowa.
Fascynowal go Marcel Marceau, samotny mim, ktory na przelomie lat 40. i 50. zdobywal slawe w Europie. Jego wlasnie sladem podazyl poczatkowo Henryk Tomaszewski, rezygnujac z kariery tancerza. W 1955 roku na Festiwalu Mlodziezy zdobyl srebrny medal za wykonany przez siebie program. W tym samym roku zorganizowal zespol pantomimy przy Teatrze Polskim we Wroclawiu.
Poczatkowo probowal laczyc tresc literacka z ekspresja ruchu. Potem ascetyczna prostote zastapil "teatrem totalnym". Pelnospektaklowe choreodramy realizowal z iscie barokowym przepychem, wykorzystujac wszelkie skladniki sztuki widowiskowej do pokazania problemow czlowieka, sily jego instynktow, namietnosci i pasji erotycznej. Szokowal i zachwycal doprowadzona do perfekcji forma. W 1966 roku, po serii glosnych przedstawien, zadebiutowal w Oslo jako rezyser Procesu Kafki. Od tamtej pory zaczela sie wspolpraca Tomaszewskiego z teatrami dramatycznymi, ktorych aktorzy pod jego kierunkiem osiagali znakomita sprawnosc ruchowa. Teatrowi dramatycznemu staral sie dorownac mysla, baletowi - ruchem. To stanowilo o nowatorstwie jego sztuki. Po swojej ostatniej premierze, ktora byly Tragiczne gry wg Brucknera, powtorzyl mi to samo, co powiedzial kilka lat wczesniej. "Dla mnie przeszlosc to sa doswiadczenia. Swoich doswiadczen nie mozna odrzucic, ale naleza one do tego, co juz umarlo".
Zawsze opowiadal o sobie ze spokojem i skromnoscia czlowieka, ktory wie, ze nie ma nic gorszego dla artysty jak przesadna pewnosc, ze osiagnelo sie doskonalosc. Tomaszewski nigdy nie mial takiej pewnosci. Byl wielkim artysta, ale rownoczesnie skromnym czlowiekiem pelnym pokory wobec sztuki. Jego rodzina byl teatr, grupa przyjaciol i lalki, ktore namietnie kolekcjonowal, zwozac je z najrozniejszych zakatkow swiata.
Za najwieksza zdobycz pantomimy uwazal to, ze pozostawiala widzowi wiekszy margines do wlasnej interpretacji, odwolywala sie do ludzkiej fantazji i wrazliwosci. "Taniec - mowil - jest bardziej ekspresyjny, jest zawsze jakas zewnetrzna projekcja wewnetrznych przezyc, podczas gdy podstawowym srodkiem wyrazu mima jest skupienie. Pantomima jest sztuka troche ´dzikaª przez to, ze nie ma dla niej gotowej literatury. Kto sie bierze za pantomime, musi miec jakas koncepcje tego teatru, musi sobie wychowac ludzi, aby spelniali zadania, ktore im powierzy. Trzeba wreszcie wiedziec, co chce sie za pomoca pantomimy powiedziec publicznosci, bo to nie moze byc tylko mniej lub bardziej efektowne ruszanie sie na scenie".
Mial wielu nasladowcow, ale byl przekonany, ze powtarzajac za nim, nigdy sami nie stworza czegos wlasnego. Byl swiadom granic mozliwosci, jakimi dysponuje pantomima. W Kaprysie wg Hauptmanna eksponowal slowa: "Zyje dniem i tylko dniem zyje. Wczoraj i jutro nic mi nie znacza i znaczyc nie beda".
Wszystko jest przypadkiem, w zmieniajacej sie szybko rzeczywistosci czlowiek nie jest w stanie niczego na trwale uchwycic. Dlatego najwazniejsze staje sie to, co trwa w danej chwili. To, co bylo, nalezy juz do przeszlosci, to, co jest przyszloscia, jeszcze sie nie narodzilo. Fantazja, marzenia, imaginacja, sen, to bylo cos, co dla Tomaszewskiego bylo godne zainteresowania. "Przeszlosc - mowil - to tylko wspomnienie, doswiadczenia. Na wspomnieniach nie mozna jednak budowac przyszlosci. Jestesmy okresleni czasem. Wszystko jest przemijajace, zwlaszcza dla czlowieka w tym wieku co ja. Moj wiek wplywa na to, ze widze zycie i jego sens inaczej niz kiedys. Dla mnie przeszlosc to sa doswiadczenia. Nie mozna jednak na nich budowac wlasnej przyszlosci, ktorej zreszta tez nie mozemy byc pewni. Porazek nie sposob uniknac. Jezeli czlowiek nie probuje, jezeli sie na cos nie odwazy, jezeli nie zrobi czegos, czego rezultatow nie jest calkiem pewny, wtedy nie ma rozwoju".
Byly realizacje, ktore mu sie nie udaly, ale uwazal to za cos zupelnie normalnego. Nigdy jednak nie probowal poprawiac samego siebie, nigdy nie wracal do tego, co juz zrobil. To byl dla niego czas przeszly dokonany. Walka z przeciwienstwami, dazenie do czegos stanowily dla Tomaszewskiego istote natury ludzkiej. Kto nie dazy - niczego nie osiagnie. Nie chodzi jednak o sukces, slawe, gdyz te sa pojeciem wzglednym. Dla niego najwazniejsze bylo to, co sie dzieje w czlowieku. Etyke i moralnosc uwazal za wartosci nie wynikajace jednak z gloszonych idei czy hasel, lecz z samodzielnego dazenia do poznania samego siebie.
"Nie moge powiedziec, ze juz sie pogodzilem ze swoim zyciem, ze jest ono ostatecznie uksztaltowane. Taki moment, wydaje mi sie, nigdy nie nastapi. Moge byc doraznie szczesliwy. Czlowiek dazy do szczescia, a potem okazuje sie, ze to, co osiagamy, nie jest wcale tym, co nas zadowala lub uszczesliwia".
Niezadowolenie z siebie uwazal za sile tworzenia. Sile dawalo mu zwatpienie. "Mobilizuje mnie zwatpienie i przekonanie, ze w tym, co robie, nie jestem doskonaly".
Jerzy Piekarczyk
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |