PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 pazdziernika 2001)


JERZY GIZELLA

Norman Davies
- historyk niekonwencjonalny

W wykladzie wygloszonym z okazji rozpoczecia roku akademickiego i 600-lecia odnowienia Uniwersytetu Jagiellonskiego w pazdzierniku 2000 r., zatytulowanym "Historia jako nauka powszechna i jako sztuka tworczej komunikacji", brytyjski uczony Norman Davies powiedzial, zalecajac swoim kolegom-historykom pokore i skromnosc: "... wszyscy jestesmy subiektywni; wszyscy postrzegamy w sposob wybiorczy; wszyscy poszukujemy prawd, ktore w sensie absolutnym sa nieosiagalne. Wazne jest to, by historyk uczciwie zaznaczal, co w jego prezentacji jest w zasadzie pewne, co jest przypuszczeniem, a co osobista opinia".

Wybiorczosc historykow wynika przede wszystkim z faktu, ze historie pisza przede wszystkim zwyciezcy, wyolbrzymiajac jedne fakty i ich konsekwencje, inne beztrosko pomijajac. Jesli gdzies w polemikach pojawia sie oskarzenie autora Bozego igrzyska o "rewizjonizm", to mozna byc niemal pewnym, ze kryje sie za nim jeden z rodzajow wybiorczosci, ktora - zdaniem Daviesa - najczesciej jest grzechem "tradycyjnych" historykow.

Nie wiem, ile jezykow opanowal dotychczas Davies, aby studiowac zrodla i oryginalne dokumenty, a dopiero z nich wyciagac wnioski zarowno w skali mikro-, jak i makrohistorii. Na spotkaniach z polskimi czytelnikami i entuzjastami najwieksze zdumienie - wrecz oszolomienie - budzi niemal biegla znajomosc jezyka i literatury kraju, ktory ten fascynujacy badacz umiescil w "sercu" Europy. Niemal kazda jego ksiazka czy artykul swiadcza o tym, ze Davies jest rownie biegly we francuskim, niemieckim i rosyjskim. Odwaga i konsekwencja, z jaka "rewiduje" historie Europy i swiata, opiera sie na rzetelnym fundamencie.

A jednak obok glosow jego entuzjastow i namietnych czytelnikow w wielu krajach i kregach uniwersyteckich nazwisko tego badacza wywoluje odruchy protestu, a czasem otwartej wrogosci. Niestety - wsrod tych krajow przoduja Stany Zjednoczone, co przed laty przyczynilo sie do udaremnienia jego profesury na prestizowym Uniwersytecie Stanforda w Berkeley. I nie tylko zawisc sowietologow czy uczonych stawiajacych na pierwszym miejscu political correctness przyczynily sie do tego, ale i bardziej podstawowe motywy - ignorancja elementarnej wiedzy o historii i geografii swiata, ktore biora sie z dlugoletniego eliminowania tych przedmiotow z calego systemu szkolnego i kanonu edukacyjnego. Dlatego w umysle nawet przecietnego Anglika, Francuza, Polaka czy Niemca - wiedza Amerykanow o swiecie jest okreslana czesto jako stojaca na poziomie "ponizej zera". Taka ignorancja to nie tylko powod do mniej lub bardziej zabawnych anegdot; konsekwencje sa o wiele powazniejsze i dalekosiezne.

Nie ma juz dzisiaj sowietologii - dawniejszych specjalistow od powtarzania idiotyzmow sowieckiej propagandy zastapili "tranzytolodzy". Utrwalona przez okres zimnej wojny tradycje traktowania Wschodu jako odrebnego swiata, ktory nie ma nic wspolnego z Zachodem - zastapiono pogladem o "odstawaniu" politycznym i ekonomicznym, jakby nie bylo kultury. Wg sowietologow Polska byla krajem komunistycznym. Wg tranzytologow jest krajem postkomunistycznym. Kultura, ktora nie poddala sie systemowi politycznemu i ekonomicznemu, nie interesuje tych specjalistow. I choc w wywiadzie udzielonym dwom dziennikarzom Rzeczpospolitej w1998 roku Davies nie wymienia ich z nazwisk, powiada, ze tranzytolodzy sa wszedzie: i w macierzystym Oxfordzie, i w Cambridge (w obu wersjach: angielskiej i amerykanskiej).

Jaskrawym przykladem ich dzialalnosci moze byc teza - powtarzana uparcie przy wszystkich okazjach - o wyjatkowosci strat wojennych poniesionych przez Zwiazek Sowiecki w czasie II wojny swiatowej. To, co dla przecietnego historyka europejskiego z "gorszej" czesci kontynentu stalo sie juz dawno mitem i klamstwem, dalej powtarzane jest w powaznych publikacjach. Artykul pt. "Ani nie dwadziescia milionow, ani nie Rosjan, ani nie ofiar wojny" z 1987 roku - nie stracil na wadze. Te bzdury nadal sa powtarzane w wiekszosci wspolczesnych podrecznikow i encyklopedii zachodnich. Jak i mylace traktowanie nazw Rosja i Zwiazek Sowiecki jako wymiennych. To przyklad drobny, ale dla zmagan Normana Daviesa z wrogami i polemistami - charakterystyczny.

Utarlo sie w powszechnej opinii, ze uczonego znad Tamizy nalezy traktowac jako nieuleczalnego polonofila, ktory wprowadzil Polske i jej kulture do swiatowego obiegu. Narazil sie przy tym z jednej strony na zarzuty antysemityzmu (pod pretekstem m.in. ignorowania czy zamazywania tragedii holocaustu), z drugiej strony - rewidujac polska mitologie piastowska i martyrologiczna - narazil sie wszystkim obroncom tezy, ze Polska i Polacy zawsze byli ofiarami historii i geopolityki.

Na zarzuty antysemityzmu i niesprawiedliwych ocen odpowiada Polakom i Zydom w dziale artykulow i polemik pt. "Polacy i Zydzi" w pierwszym zbiorze esejow, polemik, okazjonalnych wykladow i publicystyki, obejmujacych okres od 1974 do 2000 roku. Przypomina, po pierwsze, ze II wojna swiatowa zlikwidowala ostatecznie panstwo wielonarodowe, jakim Polska (nie wylaczajac zaborow) byla niemal od poczatku, i po raz pierwszy historia uczynila ja krajem homogenicznym czy monoetnicznym. Nie zdejmujac z nas odium antysemityzmu, stara sie wskazac jego historyczne zrodla i gwaltowne nasilenie sie tego zjawiska pod koniec XIX wieku - co bylo zwiazane z agresywnym ksztaltowaniem sie polskiego mieszczanstwa, jego ekspansja ekonomiczna i emancypacja polityczna, ktore doprowadzily do wylonienia sie ruchu narodowego i pojawienia jego czolowego teoretyka - Romana Dmowskiego. W okresie PRL-u o wzajemnych relacjach nie mozna bylo pisac uczciwie, dopiero od lat 1980/81 badacze i historycy mogli zaczac rzetelne studia i szukac wzajemnego zrozumienia. Zaczely sie mnozyc cenne inicjatywy, starano sie badac wzajemne stosunki w bardziej obiektywnym, wolnym od uprzedzen klimacie. Davies podkresla, ze wiecej zrozumienia znajduje wsrod historykow w Polsce i w Izraelu niz w USA, gdzie ciagle powtarzane sa zarzuty o falszowanie faktow i wypaczanie prawdy o holocauscie. Wystarczy przypomniec, ze angielski historyk zawsze powoluje sie szczegolowo na rozne relacje, w tym na znanych autorow, i poza sympatykami komunizmu, socjalistami i syjonistami - stara sie dostrzec orientacje humanistyczna, i to nie tylko wsrod inteligencji, ktora obejmowala znaczna czesc spolecznosci zydowskiej i byla nie tylko reprezentowana w literaturze (np. Ziemia obiecana Wladyslawa Reymonta czy dorobek pisarski Isaaca Bashevisa Singera), ale w obecnosci Zydow we wszystkich istotnych przejawach zycia spolecznego, kulturalnego i panstwowego przedwojennej Rzeczpospolitej. Kiedy Davies upomina sie takze o pamiec o tych wszystkich Zydach, ktorych Stalin zeslal na Syberie czy do gulagu, mozna na pewno zgodzic sie, ze stara sie byc bezstronnym badaczem - w przeciwienstwie np. do tych wszystkich Polakow, ktorzy zapamietali Zydow wylacznie jako entuzjastow wkraczajacej do Polski 17 wrzesnia 1939 r. "wyzwolenczej" Armii Czerwonej, a dzis glownie ich oskarzaja o wszystkie zbrodnie stalinowskie - jakby Urzad Bezpieczenstwa skladal sie wylacznie z przedstawicieli jednej nacji!

Dla "patriotow" czy wszelkiej odmiany narodowcow ma Davies rownie chlodna wizje przeszlosci Polski. Przy calym podziwie dla Polakow, ktorzy niemal samotnie i wbrew zachodnim strategom rzucili wyzwanie bolszewikom i pokonali ich solidarnym, nadludzkim wysilkiem w 1920 roku, a potem pierwsi ruszyli do demontazu systemu komunistycznego, nie szczedzi nam czasem - oczywistych dla niego, ale zafalszowanych w ciagu wiekow faktow. Przypomina glowne zreby mitologii i megalomanii narodowej. Oddziela je od propagandy antypolskiej, nasilajacej sie w Rosji i w Prusach w ciagu calego XIX wieku.

Niemcy widzieli Polakow w tej samej mniej wiecej perspektywie, jak Anglicy Irlandczykow. Z podobnej niecheci wywodzilo sie okreslenie polnische Wirtschaft i Untermensch. Z kolei Rosja traktowala Polakow jako Slowian-zdrajcow i agentow katolicyzmu. Najlepszym przykladem tego rodzaju stereotypow moze byc tworczosc literacka i publicystyczna Fiodora Dostojewskiego. Zrodlem wewnetrznej mitologii - poza sarmatyzmem - staly sie wojny z Turcja, zwlaszcza od 1620 roku, a potem okreslenie "Polak = katolik", biorace poczatek w 1655 i1656 roku, kiedy Polska zostala otoczona i zaatakowana ze wszystkich stron. Wczesniej "obroncy przedmurza" raczej sami byli napastnikami, o czym pozniej nie chcieli pamietac. Wojny ze Szwecja nie tyle zantagonizowaly nas z sasiadami, co doprowadzily do konfliktow narodowosciowych w obrebie Rzeczpospolitej. Pasmo nieszczesliwych wydarzen konczyla rzez humanska w 1768 i rozbiory. Proba odrodzenia idei panstwa Jagiellonow, do ktorej nawiazywal Jozef Pilsudski w 1920 r., nie powiodla sie niemal z tych samych powodow - na drodze stanela takze "Polska dla Polakow" Dmowskiego i Narodowej Demokracji. Nie nalezy tez zapominac o tym, ze do tytulu "obroncow przedmurza" kandyduja rownie zasluzeni na tym polu Wegrzy i Chorwaci.

Innym przejawem megalomanii i falszywie rozumianej religijnosci jest dla Daviesa romantyczny mesjanizm i haslo "Polska Chrystusem narodow". Uwaza je wrecz za bluznierstwo i za poglad niezgodny z doktryna Kosciola. W tej perspektywie okreslenie "Polak = katolik" brzmi wrecz ironicznie i przypomina, ze papiezowi "przylozyli" nasi romantyczni wieszczowie, jak malo ktory protestant. Podobnie krytycznie - na innej nieco zasadzie - osadza autor wysilki polskich politykow i publicystow w szerzeniu idei Polski jako kraju baltyckiego z szerokim dostepem do morza. Dla niego Polska byla i jest przede wszystkim krajem zwiazanym z Karpatami i tylko krotko panowala nad Baltykiem, pozniej ograniczajac sie wylacznie do pilnowania Gdanska. Udowadnianie polskosci tego miasta, zwlaszcza w czasach PRL-u, uwaza za czesc mitologii "piastowskiej" i endeckiej. Obie koncepcje - jagiellonska i piastowska - scieraly sie ostro przed wojna, a spory nie ustawaly dlugo na emigracji. "Dostep do morza" byl wiec bardziej mitem niz tradycja polityczna - od Galla Anonima do Zeromskiego.

Rozprawiajac sie z mitologia narodowa i megalomania, Davies szuka odpowiedzi, jakie czynniki przyczynily sie naprawde do przetrwania przez Polakow okresu zaborow i odrodzenia sie polskiej panstwowosci.

Upatruje ich glownie w kulturze - to Kosciol i literatura mobilizowaly do oporu. Pod wzgledem kultury Polska - jego zdaniem - byla mniej zniszczona po 123 latach zaborow niz po 45 latach komunizmu: "Przedwojenna kulture polska cechowaly spontaniczna blyskotliwosc, dobry smak, wyczucie stylu i autentyczne zaangazowanie, czyli wszystko to, o co tak trudno bylo w czasach pozniejszych". I tylko dzieki temu po wojnie kultura i religia pozwalaly zachowac ciaglosc i tozsamosc narodowa. Czy ta ciaglosc przetrwa po 1989 roku? Na to pytanie autor nie wypowiada sie zdecydowanie, ale przewiduje, ze do pewnego stopnia Polacy beda musieli zrezygnowac z tradycji, wstepujac do niemal zupelnie zlaicyzowanej i odzegnujacej sie od wszelkich narodowych ideologii Europy. Moze to byc proces znacznie trudniejszy i bardziej bolesny niz walka z komunizmem. Wprawdzie Polakom moze pomoc nawiazanie do tradycji Austro-Wegier i mitu Europy Srodkowej, popularnego w Austrii, w Czechach i na Wegrzech (w latach 80. odrodzonego w filozofii Josefa Kroutvora i pisarstwie Milana Kundery), ale nie jest ona powszechna w umyslach mieszkancow zarowno Wschodu jak i Zachodu. "Intelektualna konstrukcja ´Europy Wschodniejª - pisze Davies - przetrwala do czasow wspolczesnych. Wymyslona w starozytnosci, rozwinieta w oswieceniu, doczekala najwiekszego rozkwitu podczas nie tak odleglej nieslawnej zimnej wojny. Dzis jednak zelazna kurtyna lezy w gruzach. Rzucany przez nia cien sie kurczy. Wreszcie sa powody, by ufac, ze zgubny rozziew dzielacy w ludzkiej swiadomosci Wschod od Zachodu stanie sie niebawem jedynie historyczna osobliwoscia swojej epoki".

Budujacym przykladem zmian na lepsze jest ulubiona w porownaniach z Polska Irlandia. Oba kraje w zartobliwym komentarzu autora laczylo w przeszlosci "upodobanie do ziemniakow, ksiezy, wodki i konspiracji". Dzis Irlandia jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijajacych sie krajow Europy i swiata, a dochodem narodowym w przeliczeniu na liczbe mieszkancow bije od dawna Wielka Brytanie. Zagrozeni bezrobociem Anglicy plyna do Irlandii w poszukiwaniu pracy. Czy Polska moze pojsc w slady swojej europejskiej siostry i zajac podobna pozycje np. wobec Niemiec, co dzisiejsza Irlandia wobec Zjednoczonego Krolestwa? Wyglada to niemal na ekonomiczna utopie. Ale historia - magistra vitae - podpowiada nam, ze nawet najbardziej nieprawdopodobne i nieprzewidywalne sytuacje moga sie przytrafic. Takze takie, jakich najbardziej wnikliwy strateg i uczony nawet nie smial jeszcze niedawno przewidywac.

---------------------------

Norman Davies, Smok wawelski nad Tamiza. Eseje, polemiki, wyklady. Wydawnictwo Znak, Krakow, 2001, s. 316, cena 18 dol. plus NY tax i 5,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail