[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (5 pazdziernika 2001)


MALGORZATA BARANOWSKA

80-lecie Tadeusza Rozewicza

Cale zycie z niemozliwym

Teraz, kiedy Tadeusz Rozewicz konczy osiemdziesiat lat, swietnie widac, jak wielkie i jak bardzo ciagle obecne jest jego dzielo. Od poczatku poeta powtarza, iz wlasciwie po katastrofie nic nie nalezy mowic, bo nie wiadomo, jak mowic, nie ma nic do powiedzenia. Nie mozna uniesc ciezaru XX wieku.Trudno czasami pojac, jak czlowiek o tak silnym przekonaniu, ze katastrofa drugiej wojny swiatowej, ze zaglada "zlikwidowala" istniejacy dotad jezyk, moze stale ponawiac proby wypowiedzenia sie. I to jakiego! Tworczosc Rozewicza wydaje sie najlepszym dowodem na tyranie poezji i na "zbawienie" przez poezje.

Nadejscie poezji, ktora bezwzglednie zada dla siebie wypowiedzenia, jest momentem trudnym i tajemniczym. Z wiersza Zwiastowanie z tomu Zawsze fragment, 1998 r.:

Zwiastowanie poezji
budzi w czlowieku
pelnym zycia
poploch

Nie wiadomo, jak to sie dzieje, ze poezja zagarnia mlodzienca. To w pewnej chwili staje sie i nie ma wyjscia. Rozewicz nagle okazal sie poeta i pozostanie nim na zawsze. Nawet kiedy mowi sie o nim jako o dramaturgu czy prozaiku, nazywa sie go poeta. Dzieje sie tak nie tylko dlatego, ze poezja uwazana jest za krolowa literatury, a Rozewicz przede wszystkim za poete. Ale i dlatego, ze jego pisarstwo przejawia nowoczesna sklonnosc do mieszania i jakby "podmieniania" gatunkow. Nigdy nie wiadomo, czy w jego dramacie nie bedziemy mieli do czynienia z nowela czy opowiadaniem, a w wierszu - z dramatem. Moze okaze sie, ze w calym dziele Rozewicza mamy do czynienia z jednym, olbrzymim poematem. Tom Przygotowanie do wieczoru autorskiego, wydany w roku 1971 zbior szkicow, wspomnien, fragmentow utworow roznych gatunkow, bedacy jednym wielkim autokomentarzem, jest tez wielkim poszukiwaniem formy. To usilne poszukiwanie charakteryzuje calosc tworczosci poety. Calosc zawsze traktowana przez niego jako niegotowa, nieukonczona.

Juz od pewnego czasu spotykamy tez obok drukowanych wierszy - pokreslone rekopisy. Twierdzi, ze drukowanie takich szkicow do wierszy to rodzaj lekcji prowadzonej z czytelnikiem o nim samym. Kiedy taki "prywatny" szkic jest opublikowany, niejako obiektywizuje sie i swiadczy o pewnej prawdzie pisania.

Wsrod Rozewiczowskich ksiazek laczacych gatunki i obejmujacych obszary nieprzewidywalne ukazaly sie dwie "ksiazki rodzinne": Nasz starszy brat, 1992 r., i Matka odchodzi, 1999 r.. Pierwsza zawiera zapiski i utwory Janusza Rozewicza, starszego brata poety Tadeusza i rezysera Stanislawa. Sa tu takze wiersze i zapiski, wspomnienia Tadeusza i wspomnienia Stanislawa. W drugiej znajdujemy fascynujace wspomnienia ich matki o wsi na poczatku XX wieku, wspomnienia Tadeusza o matce, kartki z dziennika, wiersze.

Te dwie ksiazki, zwlaszcza ta o bracie, piszacym wiersze oficerze Armii Krajowej rozstrzelanym przez gestapo 7 listopada 1944 roku, niespodziewanie odpowiadaja czesciowo na pytanie, jak sie uksztaltowal ten czesto narzucajacy sie w utworach Tadeusza Rozewicza stan istnienia jakby miedzy zyciem i smiercia, zeby nie powiedziec miedzy smiercia i smiercia. On nalezy przeciez do pokolenia zolnierzy "okradzionych z walki". Wszystkie nadzieje obu braci poszly na marne, a bohaterska smierc Janusza i jemu podobnych zolnierzy podziemia zostala calkowicie odarta ze swej prawdy. Tadeusz i wielu jemu podobnych przezyli nie tylko prywatne kleski meki i smierci najblizszych, ale i kleske majacej wlasnie nadejsc wolnosci, ktora nie nadeszla.

Z pamietnika Tadeusza: "Paryz. Cos nas ten Paryz meczyl w Radomsku... Moze dlatego, ze byl rownie nieznany i niedostepny jak Atlantyda. A w Paryzu mielismy sie spotkac pod pomnikiem Mickiewicza... przyrzeklismy sobie, ze takiego to i takiego dnia i miesiaca, o godzinie 12. w poludnie bedziemy na siebie czekali... po skonczeniu wojny bedziemy tam przez trzy kolejne lata przychodzili na spotkanie, bedziemy dazyli wszelkimi srodkami na umowione spotkanie... jesli przez trzy lata od skonczenia wojny nie spotkamy sie, to znaczy... ze nie spotkamy sie juz". Tadeusz pojechal do Paryza w roku 1957. "Ogladam to miasto jakbym tu... jakbym tu trafil po smierci... W mojej obojetnosci jest cos nienaturalnego a moze... tylko jestem martwy". Czeslaw Milosz przerazil sie wtedy jego stanu. Zadrzal o poezje polska. A jednak to ten stan Tadeusza Rozewicza dal niezwykly, czarny blask jego dzielu.

W ksiazce Matka odchodzi pojawia sie wiersz-autokomentarz, wiersz nadajacy Rozewiczowi imie. To imie nadane sobie samemu przez poete. Domek:

Ja domek dla umarlych
znalezli tu swoje
ostatnie schronienie

Kiedy sie mysli o Rozewiczu, w pierwszej chwili widzi sie go jako czlowieka odgradzajacego sie od innych za pomoca gorzkiej ironii, za pomoca skamienialej rozpaczy, czesto za pomoca niecheci okazywanej widokom swej wspolczesnosci. Ale wystarczy wejsc w te wiersze i nagle znajdujemy sie wsrod przyjaciol, malarzy, poetow, jak Wroblewski czy Filipowicz. Pelno tu artystow z calego swiata i z roznych czasow. Wsrod nich matka, brat.

Pod wrazeniem Rozewiczowskiej nieciaglosci, przejawiajacej sie w mieszaniu gatunkow czy we fragmentarycznosci, czesto nie widzi sie tego, co ujawnia sie w calosci jego dziela. Naprawde poeta nieprzerwanie snuje nic ciaglosci. I okazuje sie, ze to ciaglosc uczuc, chociaz on nigdy by sie do tego publicznie i wprost nie przyznal. Nawet smierc nie przerywa jego przestawania i rozmow z tymi, ktorych kocha. Tworczosc Rozewicza pelna jest duchow. Jego ostatni tom Nozyk profesora, ktory chwilami wydaje mu sie pozegnaniem, konczy sie wierszem deszcz w Krakowie i slowami:

deszcz deszcz deszcz
w Krakowie
czytam Norwida
slodko jest zasnac
slodziej byc z kamienia
dobranoc moi mili
dobranoc
zywi i umarli poeci
dobranoc poezjo

lipiec 2000

Wlasciwie tylko ona sie ostaje, poezja. Tylko ona jest prawdziwym pieknem (choc to slowo dla poety "niewymawialne"). Coz moze sie z nia rownac i co jej moze zagrozic? Jest jednak cos takiego. W tomie Plaskorzezba znajduje sie wiersz bez tytulu (inc. Wygasniecie Absolutu niszczy...):

Wygasniecie Absolutu niszczy
sfere jego przejawiania sie

marnieje religia filozofia sztuka
maleja naturalne zasoby
jezyka

[...]

wymieraja pewne gatunki
motyli ptakow
poetow
o imionach dziwnych i pieknych
Miriam Staff Lesmian
Tuwim Lechon Jastrun
Norwid
nasze sieci sa puste
wiersze wydobyte z dna
milcza
rozsypuja sie

Oczywiscie nie mozna poezji polskiej redukowac do dwoch poetow, ale z lotu ptaka patrzac na wiek XX widzimy, ze pierwsza jego polowa zdominowana jest przez Leopolda Staffa, a druga przez Tadeusza Rozewicza. Staff nie tylko byl odkrywca codziennosci, tak pozniej rozwinietej w poezji XX wieku, ale tez byl mistrzem swoich nastepcow. W okresie debiutu skamandrytow kazdy poczatkujacy poeta zapisywal swoje wiersze w kajetach i biegl z nimi do Staffa. Dzis czesto sie juz o tym nie mysli. Ale Rozewicz nigdy nie zapomina. Wydal w latach 60. wybor poezji Staffa pod tytulem Kto jest ten dziwny nieznajomy.

W roku 1998, kiedy dostal przyznawana przez Pen Club Nagrode Parandowskiego, na wieczorze poswieconym laureatowi, zamiast, jak wszyscy, zajac sie soba, czytal publicznosci na glos wiersze Staffa. Wspominal Staffa i Parandowskiego jako starcow madrych i godnych nieustannej pamieci. Rozewicz lacznikiem miedzy dawnymi i nowymi laty? A jednak tak wlasnie jest.

Za debiut Rozewicza uwazany jest tom Niepokoj, 1947 r., w ktorym ujawnily sie juz charakterystyczne cechy jego poetyki. Najnowszy tom, Nozyk profesora, wydany zostal w roku 2001. Niezauwazalne mijanie czasu, to wlasciwie nic, ktore dzieli starosc od chwili urodzenia, opisal Rozewicz we wstrzasajacym wierszu Czytanie ksiazek z tomu Plaskorzezba, 1991 r., ktory zaczyna sie od rutynowej formulki oficjalnego zyciorysu:

Ja nizej podpisany
Tadeusz
Syn Wladyslawa i Stefanii
urodzony w roku 1921
w miescie Radomsku

Nic takiego sie nie dzieje. Poeta czyta pare ksiazek, zauwaza kilka chwil - liczonych wlasnie czytaniem, pisaniem listu, albo nawet jego nienapisaniem. Te chwile maja czasem swoje imiona w postaci godzin, lat albo dni. Ale to tylko pare chwil. A w realnym zyciu minelo kilkadziesiat lat. To, co tak bylo trudno wyrazic, rozrastalo sie i zajmowalo wazne miejsce w literaturze polskiej.

Tworczosc Tadeusza Rozewicza nalezy do dziel, bez ktorych trudno sobie wyobrazic w polszczyznie mowienie o wieku XX. A przy tym patrzenie z jego punktu widzenia niczego nie ulatwia. Wrecz przeciwnie. Rozewicz jest specjalista od spraw nierozwiazywalnych, od wskazywania przykrych, niewygodnych sprzecznosci myslowych ludzkosci, narodu, czlowieka. Rzeczy uznawane za najbardziej oczywiste wydaja mu sie najbardziej godne zaprzeczenia. Najchetniej zaprzeczylby istnieniu bytu. Problemy dajace sie rozwiazac i zrozumiec wydaja sie mu niegodne uwagi.

Stawiajac swe tragiczne, nierozwiazywalne kwestie poeta nie udziela odpowiedzi, nie uwaza, zeby ktokolwiek je znal. Tym bardziej nie jest sklonny do jakiegokolwiek pocieszania. Zycie w jego poezji wydaje sie zupelnie nieprzezroczyste.

Zycie po prostu wydaje sie niemozliwe. Mamy uwazac to za sprzecznosc podstawowa?

czemus mnie opuscil
czemu ja opuscilem
Ciebie
zycie bez boga jest mozliwe
zycie bez boga jest niemozliwe

(Z wiersza bez, tom Plaskorzezba)

Tadeusz Rozewicz to rdzenny mieszkaniec XX wieku z jego niemozliwoscia porozumienia sie miedzy ludzmi, z jego rzeziami, nienawisciami, masowa smiercia, bezdomnoscia i w koncu nawet z jego gora smieci. Oto fragment rozmowy z angielskim dziennikarzem Jamesem Hopkinem ("Angielska perspektywa", Gazeta Wyborcza, 12 VII 2001):

"Szczegolnym gatunkiem zla jest w utworach Rozewicza zlo smietnikow. [...] Wspomina swa sztuke Stara kobieta wysiaduje, w ktorej instytucje najbardziej wymagajace czystosci i sterylnosci zbudowane sa na smietniku. ´Pisana byla, kiedy ekologii nie bylo jeszcze w gazetach. Pod koniec mojego zycia panstwa nawzajem podrzucaja sobie smieci. Wiec, w pewnym stopniu, jestem prorokiem smieciª".

Charakterystyczne - dla Rozewicza brzydota czy smietnik nie wydaja sie nalezec do kategorii estetycznych, ale do etycznych. Podstawowym krajobrazem zycia, zycia w wieku XX, jest jednak zlo, nie dobro. Ale jedno i drugie wydaje sie skompromitowane. Wobec pewnych instytucji ludzkosc na naszym etapie rozwoju jest calkowicie bezsilna. Jakby nie byla w stanie rozroznic zla od dobra. A co z pieknem i prawda? Rozewicz wolalby, zeby Keats nie sformulowal swej slynnej mysli. Wiersz cos takiego z tomu Plaskorzezba:

trzeba miec odwage
aby napisac cos takiego

piekno jest prawda
prawda jest pieknem

Najwyrazniejszym przykladem Rozewiczowskiego wahania i rozwazania racji dobrych i zlych jest wiersz, ktory byc moze wcale jeszcze w nim nie zakonczyl swego dojrzewania. Trzeba przypomniec, ze Tadeusz Rozewicz walczyl w partyzantce akowskiej, a wiec jest poeta-zolnierzem. Jego brat Janusz zostal rozstrzelany przez gestapo jako oficer AK i poeta dotad go oplakuje. A w tomie Slowo po slowie, 1994 r., znajdujemy wiersz Dezerterzy. W komentarzu w Historii pieciu wierszy, 1993 r., Rozewicz pisze, ze mimo protestow Partii Chrzescijanskich Demokratow w Getyndze postawiono pierwszy w historii pomnik ku czci dezerterow. Chodzi o trzydziestu pieciu dezerterow z Wehrmachtu z okresu drugiej wojny swiatowej. Problem oceny czy nawet zrozumienia tej sprawy wydaje mu sie "nie-do-rozwiazania". Bo co sadzic wtedy o tych amerykanskich z Wietnamu i sowieckich z Afganistanu?

Rozewicz pisze: "Wiem, ze nie dokoncze pracy nad tym poematem-pomnikiem dla dezerterow - tych bohaterow tchorzy. Pragne przekazac moje proby daremne, pragne przekazac mlodym te fragmenty poematu, skazanego juz przy poczeciu na jalowa kleske. Czy kiedys dorosniemy do tego, zeby zrozumiec Calego Czlowieka? Bohatera tchorza dezertera...".

Naraz istnieje swiat codziennosci i swiat zbrodni przeciw ludzkosci, skrajnej niewiary i wiary, odwagi i tchorzostwa. Co gorsza, na wypowiedzenie tego swiata mamy tylko jeden jezyk. Musi wystarczyc zarowno na trywialnosc jak i na wznioslosc. I to zawsze budzilo bunt poety. A jednak od poczatku usilowal znalezc najbardziej niemozliwy punkt widzenia. Ten, do ktorego slowa wydaja sie juz nie siegac.

W roku 1998 na uroczystosci ogloszenia laureata Nagrody Nike (Rozewicz otrzymal ja w dwa lata pozniej), w Teatrze Stanislawowskim w Lazienkach puszczono na wielkim wideo wypowiedzi nominowanych pisarzy o slowie. Gdy doszlo do Rozewicza, ujrzelismy go w technikolorze, ale bez glosu. Widac bylo, ze poeta chce sie wyrwac dziennikarzowi. Robi odstraszajace miny i nic! Dziennikarz nie ustepuje, slow nie slyszymy. Nagle maszyna ruszyla i uslyszelismy wymowione z wielkim naciskiem zdanie: "Bo dla mnie cisza jest tyle samo warta, co slowo".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail