PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (28 wrzesnia 2001)


GRAZYNA DRABIK

Rytmy Nowego Jorku

Na skrzyzowaniu

Po sierpniu w Europie chetnie lapalam resztki nowojorskiego lata. Rozsloneczniona pogoda konca sierpnia i poczatku wrzesnia kusila plaza. Niedziela na rozleglych lachach piaskow, w falach nagrzanego sloncem Atlantyku jest jednym z najpieknieszych darow. W srodowe wieczory cieszyly swietne koncerty jazzowe przy Grant's Tomb na gorze Manhattanu. Udane bylo w tym roku przedstawienie Mewy w ramach Public Theatre/Shakespeare Festival w Central Parku. Bardzo ciekawy byl przeglad nowych filmow z Ameryki Lacinskiej w Walter Reade Theater. Warto zapamietac nazwisko argentynskiej rezyserki Pauli Hernandez, ktorej film Herencia opowiada z ciepla nuta podwojna historie straconej i odnalezionej milosci. Dwoje obcych ludzi - starsza juz kobieta z Wloch, ktora przybyla do Buenos Aires po drugiej wojnie swiatowej w poszukiwaniu ukochanego, oraz mlody chlopak z Niemiec, ktory dzis szuka swej argentynkiej dziewczyny - spotyka sie przypadkowo. Ich przyjazn i wzajemne wsparcie pozwalaja im odnalezc smak nadziei, wytyczyc dla siebie nowy szlak.

Zdazylam byc na koncercie-biesiadzie muzyki i poezji z Wysp Karaibskich, Meksyku i Brazylii na placu przy fontannie w Lincoln Center. A takze na ostatnim koncercie na swiezym powietrzu kameralnej muzyki wspolczesnej w ramach dorocznego Summergarden, organizowanego zwykle w MoMA, a w tym roku w zwiazku z remontem muzeum odbywajacego sie w Bryant Park. Po halasliwej intesywnosci Times Square - po nachalnym huku ogloszen, pospiechu samochodow i naporu fal ludzkiego tlumu - nieodmiennie zaskakuje mnie wyciszenie odnowionego skweru przy gmachu Biblioteki Publicznej. Niby ciagle jestesmy w najbardziej ruchliwej, wielkomiejskiej czesci Manhattanu, a tu zielona polanka. Ktos drzemie na kocyku. Jakas para flirtuje na laweczce. Starsi panstwo karmia golebie. Rozkosznie usiasc leniwie pod krolewskimi koronami klonow. Z nieprzyzwoita wrecz nonszalancja czytac sobie ksiazke. A na podium mlodzi i przejeci muzycy - Michael Klotz i Toni Glickman, Bridget Fitzgerald, Katherine Cherbas i Alexander Fiterstein - stroja instrumenty do Kwartetu nr 1, op. 20 Alberto Ginastra.

W piatek 7 wrzesnia zjechalam na dol miasta. Przywiodla mnie ciekawosc, co tez moze zaproponowac awangardowa tancerka Sarah Skaggs w przedstawieniu w plenerze, w jednej z bardziej zroznicowanych spolecznie i kulturowo dzielnic miasta. Sara Delano Roosevelt Park przy East Houston St. znajduje sie na pograniczu kilku swiatow. Ocieraja sie tutaj Chinatown i NoHo, Zydzi i Portorykanie, starsi, biedni Murzyni i nowi, zamozniejsi przybysze. "Park" brzmi zbyt dumnie na okreslenie tej skromnej, mocno naduzytej przestrzeni. Wyasfaltowane boiska do koszykowki. Wylysialy trawnik. Kosze, z ktorych przesypuja sie smiecie. Niewielki placyk do zabaw, na ktorym krzykliwie nawoluja sie ciemnoskore dzieci. Na lawkach biwakuja bezdomni, calkiem solidnie juz tu zadomowieni. Legowiska sa wymoszczone warstwami kocow, wozki z supermarketow pelne roznorakiego dobytku. Pod drewnianymi stolami walaja sie pekate butelki taniego wina.

Pod wieczor boisko zaczelo pustoszec. Jedna grupa - mezczyzni juz nie tacy mlodzi, niscy, zbudowani jak male czolgi, moze z Meksyku, moze z Gwatemali - przesunela sie ku stronie zachodniej. Druga grupa, dziewczyna i kilku chlopcow, szczupli, wysocy, bardzo ciemnoskorzy, zawahali sie chwile, wstrzymali bieg, zlapali pilke, patrzyli z obojetna ciekawoscia. Powiekszyl sie wianuszek bialych widzow zebranych wokol placyku.

O zachodzie slonca, tak jak informowala ulotka, wyciszyla sie glosna muzyka rap. Na wielkim placu zjawila sie szczuplutka sylwetka tancerki. Z glosnika zabrzmialo rytmiczne nawolywanie-kazanie pastora. Potem mocny rytm rockowych piosenek Chemical Brothers i Surrender. Sarah Skaggs w Prelude for Salome i jej imponujacy tancerze - Eric Dunlap, Jae Gruenke, Jeremy Laverdure, Kathy McGowan, Brittany Reese w Get Out of the House! potrafili w pelni skupic uwage przedziwnej mieszaniny zebranych wokol boiska. Sylwetki tancerzy w najprostszych czarno-bialych kostiumach (Jeffrey Marcus) przecinaly rozlegla przestrzen w nieustannym ruchu ni to prosby, ni oferty. Wirowaly jak w kole derwiszy. Pojedyncze ciala skladaly sie jak w kalejdoskopie to w weza, to duety, tria, kwartety w ciagle nowym ukladzie odniesienia. Nieustannie rozwijajaca sie i zwijajaca spirala stala sie wspaniala afirmacja zycia, wspolnym rytmem serca. Piekne, cieple swiatlo wrzesniowego wieczoru otaczalo nas wszystkich. I wszyscy bylismy kolorowymi czesciami wielkomiejskiej mozaiki - obok siebie, zgodnie, prawie-razem.

To bylo przedtem.

Jak zwykle po Labor Day Nowy Jork byl gotowy do skoku z pelnym rozpedem w sezon jesienny. Sezon zapowiadal sie nadzwyczaj ciekawie, pelen fajerwerkow i znaczacych wizyt gosci z zagranicy, premier sztuk na Broadwayu, nowych sztuk na off-off-Broadwayu, festiwali. W Filharmonii ostatni sezon pod batuta Kurta Masura. Latajacy Holender w City Opera. Moj pracowity kalendarz krytyka byl juz zapelniony. Moze szczegolnie cieszyl mnie cykl spotkan i wystepow Dario Fo, razem z zona, aktorka Franca Rame, w Instytucie Wloskim na Columbia University. Przez lata wloski pisarz, aktor, anarchista z przekonania i "madry blazen" z temperamentu, byl persona non grata w Stanach jako "wrog ideologiczny", sympatyk partii komunistycznej. Nagroda Nobla dodala mu jakby patyny nobliwosci, a i linie podzialow ideologicznych mocno sie przesunely. Co bylo non grata kiedys, niegroznym sie wydaje dzisiaj. W kazdym razie Fo i Rame wizy dostali.

I stalo sie naczej. Zatrzymal sie rytm ulicy. Zamknely drzwi teatru. Nie odbyly zapowiadziane premiery. Uslyszelismy rytm serca. Bilo w przerazeniu. Z niespodziewanie ciepla, wzajemna zyczliwoscia.

Nie przyjechal zespol Compagnie Marie Chouinard. Caly festiwal kanadyjski Quebec/New York 2001 zostal zawieszony. Wiele wystepow bylo zaplanowanych na dole miasta. Z powodu odwolanej sesji ONZ-u nie odbeda sie spotkania z ministrami spraw zagranicznych. Nie mogl takze przyjechac Dario Fo. Ale przedstawienia jego sztuki Johan Padan and the Discovery of the Americas odbywaja sie, jak byly planowane, w Provincetown Playhouse przy McDougal St. W Pearl Theatre na St. Mark's odbyla sie premiera Exit the King Eugene'a Ionesco, sztuki ciemnej, lecz madrej, rozbrzmiewajacej zywym echem. Zwracam uwage panstwa na te dwa wydarzenia, bo szkoda byloby je stracic. Obaj dramaturdzy, Rumun Ionesco i Wloch Fo bardzo rzadko zjawiaja sie tutaj w teatrze. Sa swietni, z humorem potrafia mowic o dotkliwych sprawach. Napisze wiecej w kronice teatralnej, lecz juz wtedy sztuk na scenie nie bedzie; ostatnie przedstawienie Johana Padana odbedzie sie 7 pazdziernika, Exit the King schodzi z afisza 20 pazdziernika.

Miasto znowu tetni - dniem dzisiejszym, momentem, teraz. Filharmonia otrzasnela sie z opoznionego powrotu z Europy i rozpoczela jesienny sezon specjalnym, uroczystym wykonaniem monumentalnego Niemieckiego requiem Brahmsa. Guggenheim Museum rozeslalo zaproszenia na bogata wystawe sztuki nowoczesnej z Brazylii. Znowu tyle sie dzieje w Nowym Jorku. Tylko nigdy juz nie bedzie "jak zwykle".

Mieszkam tutaj cwierc wieku. Tu powoli sie uczylam brac w swoje rece moje sprawy, nie narzekac, ze inni nie tak, ze nie mozna czy nie nalezy. Mam juz utkana cienka, a jednak mocna, siatke punktow codziennosci, do spraw praktycznych, koniecznych czy po prostu milych.

Na pobliskim rogu wiecznie otwarty sklep z owocami i warzywami. "U Greka", gdzie jako kasjerki w dzien pracuja rozgadane panienki z Republiki Dominikanskiej, a na nocnej zmianie piekne dziewczyny z Etiopii. Skrzynie z mango czy jablkami rozladowuja ciemnoskorzy pracownicy z Wybrzeza Kosci Sloniowej. Caloscia zawiaduje Mulat z Brazylii, ktory chyba nigdy nie spi, bo krzata sie energicznie po sklepie za dnia i noca.

Na Broadwayu codziennie zatrzymuje sie przy kiosku z gazetami, gdzie od sprzedawcy z Pakistanu mozna kupic prase z calego swiata. Nieopodal jest moja ulubiona kawiarnia, znana jako "wegierska", choc wlascicielami sa dwaj bracia - Grecy. (Plotka powiada, ze odziedziczyli majatek po ojcu, bogatym armatorze. Moze to i prawda, bo kawiarnia, gdzie ludzie godzinami przesiaduja z gazeta czy przy komputerze, przy kubku kawy, dochodu wielkiego im nie przynosi.) Blisko mam zaklad "mojej" fryzjerki (z Japonii, choc raczej teoretycznie, bo urodzila sie na Hawajach, a po raz pierwszy byla "z wizyta w domu", jak mowi z przejeciem, tego lata, kiedy na promocyjnej loterii wygrala bilet Air Japan). Na dole miasta, jest "moja" dentystka (z Polski, choc do Nowego Jorku dotarla z Sao Paulo). Po drugiej stronie rzeki - przyjaciele z Sopotu, z Krakowa, z Rio de Janeiro, z Finlandii, z Kalifornii.

Tylu nas skads. "Skads" pulsuje w naszych akcentach, czy chcemy tego, czy nie. W sercu. Mieszkamy w Nowym Jorku rok, piec lat, cale zycie prawie, a ciagle jak w drodze. Kogo ja wlasciwie znam, kto urodzil sie tutaj, wychowal tutaj i tutaj ma groby swoich bliskich? Punkt "skad" jest wyrazisty. Punkt przed nami, otwarty. Tutaj, to znaczy w tranzycie. A jednak dom. Zycie na co dzien.

Na ile tylko moge, unikam patrzenia w dol miasta. Pod powiekami zieje tam dziura w niebie. Kiedy niebo jest niebieskie, nad pustka ciagle unosi sie lekka poswiata - pyl czy chmura, a moze slad obecnosci.

Nieobecni patrza na nas z plakatow. Wolaja z murow wokol gmachu Armory na Lexington Avenue i przy wejsciu na Penn Station. Z granitowego postumentu pod kopytami konia Jerzego Waszyngtona na Union Square, z siatki wokol Luku Tryumfalnego na Washingon Square, ze slupa znaku STOP na rogu West Houston i Avenue of the Americas, ze szklanej szyby wiaty przystanku autobusowego naprzeciwko "moich" Grekow od owocow i warzyw.

Wzrusza mnie, ze te zdjecia sa tak nieodpowiednie. Jim Reilly siedzi w szortach na skale, opalony, za nim szumi morze. Kristy Anne Irvine-Ryan usmiecha sie zza slubnego welonu. George Merkouris tanczy przytulony na jakims balu.

I ten czas terazniejszy. Carl DiFranco, brazowe oczy i brazowe wlosy, pracuje w Marsh & McClennan, na 100. pietrze. Lucy Crifasi, lat 51, pracuje w American Express. Sandy Ayala, w restauracji Windows on the World, Abdoulaye Kone tez. William Bernstein z Cantor Fitzgerald na lewym ramieniu ma blizne, na lancuszku nosi Gwiazde Dawida. Rajesh A. Mirpuri ze 106. pietra, czarne wlosy i oczy, nosi czarna nitke wokol szyi. Jennifer De Jesus ma zolta rozyczke wytatuowana na kostce prawej nogi.

Zhanetta Tsoy. Bob Forth, ktory zadzwonil do siostry, by powiedziec, ze ja kocha i przeprasza, ze tak jej dokuczal, kiedy byla mala. Nurul Miah i Shakila Yasmin. Lukas Milewski. Colleen Supinski. Harry Goody. Kenneth Van Auken. John Katsimatides. Johanna Sigmund. Ralph Licciardi. Juan Salas. Larry Sumaya. Tawana Johnson. Paul Ortiz Jr. Ronald E. Magmuson Sr. Craig Silverstein. Amy Toyen. Taimour Khan. Krishna V. Moorthy. Alan Bondarenko. Tyrone May. Gregory Milanowycz. Giovanna Gambale. Salvatore Papasso. Swarna Chalasani. Nigdzie indziej lista nieobecnych nie moglaby zabrzmiec taka muzyka.

Nowy Jork, skrzyzowanie sciezek swiata.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail