ANDRZEJ KORASZEWSKI
Po wyborach
Pozegnanie pysznych
W dniu wyborow czytalem ksiazke amerykanskiego genetyka Johna Mediny pod znamiennym tytulem The Genetic Inferno. Autor mial intrygujacy pomysl, zeby wziac pod mikroskop siedem grzechow glownych i zobaczyc, co wlasciwie biolodzy wiedza juz o dzialaniu naszych organizmow. Lektura Boskiej Komedii z genetykiem powinna byc interesujaca zabawa. Okazalo sie jednak, ze profesor Medina nieco ponad miare zachwycil sie swoim geniuszem i ten jego zachwyt nad soba oraz nieustanne poklepywanie czytelnika po ramieniu bardzo powaznie utrudnialy lekture, wzbudzajac gniew graniczacy z ochota wyrzucenia jego dziela przez okno.
Wywod profesora Mediny przypominal mi do zludzenia wywody pewnego polskiego profesora, ktory poswiecil sie polityce i z tego powodu obecny jest czesto w mediach. Profesor nieodmiennie sprawia wrazenie czlowieka tak zasluchanego we wlasny glos, iz nie zdarza mu sie slyszec, co mowia inni, by juz nie wspomniec o refleksji nad tym, co inni wlasciwie slysza. Grzech pychy bywa zgubny, o czym wiemy nie tylko z bajek.
Na dlugo przed wyborami barometr polityczny zapowiadal zwyciestwo lewicy i kleske ugrupowan posierpniowych. Ugrupowania posierpniowe to dziwaczna nazwa laczaca magme ustawicznie zmieniajacych sie struktur, ktorych jedyna cecha wspolna jest zwiazek ich pojawienia sie na arenie politycznej z upadkiem komunizmu.
To, ze owa magma nie miala zadnych szans na przeksztalcenie sie w jednolity twor polityczny, wydawalo sie oczywiste od pierwszej chwili, czyli od dwunastu juz lat. Glebokie podzialy w "Solidarnosci" widac bylo od samego poczatku i upadek komunizmu musial te podzialy wylacznie wzmocnic, a nie oslabic. Wydawac by sie moglo, ze prawdziwym wyzwaniem byla nie tyle proba powstrzymania owych podzialow, co stworzenie takich mechanizmow podzialu, ktore zapobiegalyby pelnemu rozproszkowaniu owej posierpniowej magmy. Jesli ktos mogl to zrobic, to tylko pyszni, ale pyszni byli tak gleboko przekonani o czarodziejskiej mocy swojego glosu, iz gleboko wierzyli, ze uwioda wszystkich lub prawie wszystkich, co oczywiscie bylo utopia. Trudno jednak obarczac ludzi wina za naiwna wiare, mozna tu zaledwie opisywac zjawiska, ktore ujawnialy sie przy okazji rozpadu komunizmu.
Uzylem tu okreslenia "pyszni", ktore wymaga wyjasnienia. W czasach, kiedy rozpadal sie komunizm, mieszkalem w Londynie i korespondowalem z Jozefem Kusmierkiem, reporterem, ktory, moim zdaniem, byl jednym z najbystrzejszych obserwatorow zycia w owczesnej Polsce. W dzien po wyborach 4 czerwca 1989 roku Kusmierek napisal list, w ktorym opisywal miedzy innymi zabawna scene z internowania: "... po krotkiej kwarantannie w Bialolece latem 82, skierowano mnie do obozu w Darlowku. Dla reportera to byl dar niebios. Darlowek byl obozem dla wybranych. W tym Darlowku jedno pietro jednego z pawilonow nazywano pietrem ´pysznychª. Krotki pobyt w areszcie nauczyl mnie, jak wielka wage trzeba przywiazywac do roznych wieziennych przezwisk, hasel i calej tej ´ksywkiª ludzi odizolowanych. Wiezien okresla wieznia jednym przezwiskiem tak trafnie, ze psycholog czy socjolog zmarnowalby na to caly rozdzial. Cos musialo w tym byc, ze setka ludzi tego okreslonego pietra zostala okreslona ´pysznymiª.
Nie orientujac sie w ukladach i majac niewyparzona gebe, przy pierwszej okazji zwrocilem sie do mieszkancow tego pietra ´hej, wy, pyszniª. Boze, jak oni sie oburzyli, jak sie obrazili. Nie obraza byla tu najwazniejsza. Wspolzyjac z innymi w obozie byli tak odizolowani, ze nawet nie wiedzieli, ze pod takim przezwiskiem egzystuja. Tak ich ochrzcil caly oboz i w potocznej mowie miedzy soba przezwisko ´pyszniª kursowalo i bylo przez wszystkich zrozumiale. Coz za samoizolacja w odizolowanym miejscu!".
List Kusmierka byl listem rozpaczy - wiedzial, ze losy Polski znalazly sie w rekach pysznych i byl przekonany, ze pyszni nie bardzo orientuja sie, gdzie wlasciwie mieszkaja. Autor tego bardzo dlugiego listu przez ponad czterdziesci dni przed tamtymi wyborami jezdzil po Polsce. W dzien po wyborach z przerazeniem patrzyl na calkowite zaskoczenie i brak przygotowania pysznych do tego zwyciestwa.
"Grozniejsze od zaskoczenia wladz jest zaskoczenie opozycji - pisal. - Opozycja nie spodziewala sie takiego sukcesu, a juz najgorsze, ze nie jest przygotowana do udzwigniecia tego sukcesu. Absolutnie, ale to absolutnie nieprzygotowana.
Dobrym pomyslem bylo powolanie Komitetu Obywatelskiego. Pal diabli technike doboru ludzi do tego Komitetu. Mozna bylo sie ludzic, ze taki Komitet bedzie sie staral rozszerzyc swoje wplywy, umocnic swoje znaczenie. Tymczasem Komitet zamknal sie w sobie, przyjal na siebie ciezar i odpowiedzialnosc reprezentowania spoleczenstwa... i nic nie zrobil, aby je naprawde reprezentowac. Komitet przy Lechu Walesie powinien dac sygnal, zachecic do samoorganizowania sie opozycji w cos konkretnego, w cos co by wykraczalo poza ramy ´precz z komuchemª.
W tak zwanym terenie zaczeto spontanicznie organizowac komitety obywatelskie, co oczywiscie nieodmiennie spotykalo sie z najwyzsza podejrzliwoscia i potepieniem ze strony pysznych. Centralizm niekoniecznie demokratyczny nie byl u nas zjawiskiem, ktore przeniknelo z ideologii komunistycznej, wspieral sie na dlugiej rodzimej tradycji i mial byc kamieniem wegielnym ponownej budowy parlamentaryzmu w Polsce".
Wsrod pysznych, zdaniem Kusmierka, wlasciwie jedyna grupa, ktora miala sie czym pysznic, byli korowcy. Komitet Obrony Robotnikow byl pierwszy, wyzwalal odwage, pokazywal droge, byl bez watpienia najpiekniejsza karta powojennej opozycji. KOR grzeszyl ta sama pysznoscia, brakiem umiejetnosci sluchania, pogardliwym stosunkiem do reszty swiata. Korowska opozycja fascynowala jednak odwaga, poswieceniem, otwartoscia. Byla to opozycja inteligencka, ktora placac nieprawdopodobna cene, wywalczyla sobie wolnosc slowa. Wystepujac w obronie innych (przesladowanych robotnikow) uzyskiwala wartosc, ktora ta grupa ceni szczegolnie wysoko - swobode publikacji. Po latach mozemy powiedziec, ze KOR w pewnym sensie zaangazowal sie w walke o realizacje komunistycznych przyrzeczen wobec klasy robotniczej komunistycznych zakladow pracy. Mozna sie dzis zastanawiac, dlaczego powstal KOR, a nie bylo Komitetu Obrony Chlopow - ostatecznie robotnicy komunistycznego przemyslu byli w porownaniu z chlopami zgola w luksusowej sytuacji. W jednym ze swoich wczesniejszych listow Kusmierek zastanawial sie nad zabawnym pytaniem - jak osobiscie urazeni byliby polscy intelektualisci, gdyby robotnikom fabryki samochodow kazac nosic wode wiaderkami do fabryki? Mieliby poczucie cofniecia kraju, w ktorym mieszkaja, do czasow Dantego. Fakt, ze w tym samym czasie rolnicy musieli na swoich barkach nosic wode do obor i na pola nie wywolywal w ich umyslach zadnych skojarzen. Nasi pyszni po prostu nie dostrzegali istnienia znacznej czesci Polski.
Po latach widzimy interesujace konsekwencje: ludzie polskiej prawicy, tacy jak Marian Krzaklewski czy Zygmunt Wrzodak, twierdza, ze doradcy "Solidarnosci" wywodzacy sie z kregow KOR-u, zdradzili interesy robotnicze i wykorzystali robotnicze protesty wylacznie po to, zeby dostac sie do wladzy. (Mimo obrzydliwego jezyka tych oskarzen trzeba przyznac, ze z punktu widzenia szeregowego robotnika fabryki Ursus moze to poniekad tak wygladac.) Zdradzeni poczuli sie rowniez mieszkancy wsi, ktorzy swoimi glosami rozstrzygneli wybory w czerwcu 1989 roku, a ktorych w kilka tygodni pozniej "Solidarnosc" calkowicie zlekcewazyla, wchodzac w taktyczny sojusz ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym.
Pierwsza reakcja zniechecenia wyborcow do obozu posierpniowego widoczna byla juz w roku 1993. Czy obecne wybory oznaczaja ostateczna kleske Unii Wolnosci? Gdybyz to bylo tylko pozegnanie pysznych, rozstanie z ugrupowaniem, ktore powiazane bylo z feudalna tradycja, z rozumowaniem w kategoriach spoleczenstwa stanowego, pozostaloby tylko uczucie przykrosci, ze naszym nowym najwiekszym zmartwieniem jest slabosc bylych komunistow. Z tych nowych wyborow wylania sie parlament, w ktorym krolowac beda ludzie tacy, jak posel z ramienia Ligi Polskich Rodzin Zygmunt Wrzodak, Gabriel Janowski czy Antoni Macierewicz z tego samego ugrupowania, sekundowac im bedzie Andrzej Lepper i jego druzyna. Na tym tle bracia Kaczynscy reprezentowac beda szczyty parlamentarnej kultury, zas prawdziwa Europe reprezentowac bedzie postkomunistyczna lewica. Nie mam watpliwosci, ze pyszni walnie przyczynili sie do tego sukcesu skrajnie radykalnej prawicy, a rownoczesnie zal, bo mieli w rekach zloty rog. Obawiam sie, ze polski parlament stanie sie teraz dobrze oswietlona scena polskiego piekla, na ktorym rozszalec sie moze chocholi tan.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |