PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (21 wrzesnia 2001)


MAREK KUSIBA

Wszyscy jestesmy nowojorczykami

Pisze te slowa we wtorek, w pierwszy wtorek po katastrofie, i czuje, jak zupelnie inny desygnat niz dotychczas ma dzis ta nazwa. Od tygodnia wtorek jest dla wielu pokolen Amerykanow oraz ludzi zwiazanych z idea Ameryki w jakikolwiek inny sposob niz tylko geograficzno-polityczny - dniem symbolicznym.

Dzien ten moglby zmienic nazwe, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych: z Tuesday na Testday. Byl to bowiem dzien proby generalnej przed rozpoczynajacym sie spektaklem XXI wieku. Proba sie nie udala. Odslonila slabosci, skrzetnie skrywane przez zastepy biurokratow, udajacych czesto, ze pracuja, i produkujacych tony papierkow zapisanych raportami o stanie, a jakze, bezpieczenstwa kraju. Jak na ironie, rumowisko po blizniaczych wiezach zaslane jest wlasnie milionami kartek. Sa to jedyne pozostajace w jednym kawalku, choc miejscami osmalone ogniem, resztki po ogromnych budowlach.

W historii Ameryki nastapil zwrot. Mozna pokusic sie o koslawa przenosnie, ze zwaly gruzu zniszczonych wiezowcow zasypaly wawoz Atlantyku i polaczyly Ameryke z Europa. Do pamietnego wtorku kontynent amerykanski byl osobna planeta. Wyjezdzajac do Ameryki czy Kanady z Polski stanu wojennego, wyjezdzalismy de facto z Europy, wstrzasanej co dwadziescia lat wojnami. Ameryka Polnocna byla dla emigrantow planeta pokoju i wolnosci, do ktorej nie docieral nocny lomot policji politycznej, wojenny huk armat ani walacych sie pod bombami domow. Wojny rozgrywaly sie na tradycyjnie wojujacym kontynencie europejskim, w Azji, w Afryce, na Atlantyku, na Pacyfiku, na Falklandach, na Grenadzie, wszedzie, tylko nie na kontynencie polnocnoamerykanskim. Swad spalonej skory, zar plonacych budynkow, przerazenie ludzi nie znajacych bombardowan, wtargnely do swiadomosci Ameryki przed tygodniem. I juz w niej pozostana.

We wtorek, 11 wrzesnia, Ameryka Polnocna stracila przywilej bycia kontynentem wolnym od zagrozen i utrapien typowych dla Europy. Zblizyla sie do niej, stala sie jej czescia, doszlusowala do europejskiego rozumienia i przezywania historii, polaczyla z nia i z Afryka, tak jakby lady, kiedys od siebie odsuniete ruchami tektonicznymi, naraz zjechaly sie znowu. Jak para nart sunacych przez snieznobialy trakt Drogi Mlecznej. Albo bialy oblok dymu, unoszacy sie od tygodnia nad kraterem dolnego Manhattanu.

My, Europejczycy, mieszkajacy na kontynencie amerykanskim, przezylismy w "czarny wtorek" podwojny szok. Po pierwsze - okazalo sie, ze Ameryka nie jest zanadto bezpieczna. Po drugie - ze nie jest zanadto dojrzala. Zwlaszcza ta druga sprawa budzic musi niepokoj. O ile bezpieczenstwo mozna poprawic odpowiednimi zarzadzeniami, stanu swiadomosci spoleczenstwa poprawic z dnia na dzien nie mozna. Na to trzeba dekad i pokolen.

Europejczycy sa ludzmi powaznymi, doswiadczonymi przez historie, wychowanymi w swiadomosci klesk i wojennych okrucienstw. Dojrzewajacymi w cieniu zgliszczy. Na gruzach panstw i systemow. I w cieniu bezpiecznego, amerykanskiego parasola.

11 wrzesnia stalo sie jasne, ze parasol jest dziurawy i ze Europa, jak i Ameryka wraz z Kanada nie maja co czekac na ochrone amerykanskiej armii: w chwili proby w calym kraju bylo tylko tuzin gotowych do lotu mysliwcow (na lotnisku pod Waszyngtonem - ani jednego). Okazalo sie naraz, ze wielonarodowe spoleczenstwa, zamieszkujace ten ogromny tygiel narodow - sa same, skazane na niewiadoma, bezradne i opuszczone jak sieroty.

Mit Ameryki-potegi militarnej rozsypal sie chwilowo w gruzy, jak World Trade Center, rozwial sie z dymem zgliszczy jednych z najwiekszych budynkow swiata. Z kolei mit Ameryki, bronionej przez najlepsza armie swiata, posiadajaca budzet 300-miliardowy - zostal obrocony w perzyne, razem z czescia Pentagonu.

Ameryka przestala patrzec w niebo, szukajac tam tarczy obronnej; od tygodnia patrzy w niebo ze strachem.

Skutki psychologiczne tego ataku beda znacznie trwalsze niz skutki ekonomiczne. Uraz, jaki pozostanie, przejdzie na nastepne pokolenia. Amerykanie czy Kanadyjczycy nigdy nie mogli zrozumiec swych braci-Europejczykow nasluchujacych odglosow zza oceanu, zwracali nam uwage na europocentryzm, a przynajmniej na nasze przewrazliwienie kazda chmurka na europejskim politycznym niebie. Proponowali zabawe, w miejsce powaznej dyskusji o historii. Podejscie do zycia na amerykanskim luzie, bez historiozoficznych obciazen i uwarunkowan dawalo zludzenie bezpieczenstwa. Przed tygodniem zostalismy przebudzeni z drzemki horrorem, ktory, niestety, nie byl sennym koszmarem ani kolejna produkcja Hollywoodu.

Amerykanie jednak nagle, nieoczekiwanie dla wszystkich, spowaznieli. Zaczeli debate o przeszlosci i przyszlosci, o miejscu i roli Ameryki w swiecie. Nie przestali tylko mowic o sobie, jako o najwiekszym i najsilniejszym kraju swiata, co nadal jest prawda. Zaczeli na powrot budzic szacunek, zmieszany z duza dawka wspolczucia. Od tygodnia rozmawiaja z sensem i zerkaja z odrobina niepewnosci w przyszlosc, ktora nie ma kilku dni ani kilku lat. Mysla, co bedzie z idea Ameryki za lat kilkanascie i lat kilkadziesiat. Jak przejdziemy przez ten wiek, nazwany juz wiekiem terroryzmow, tak jak wiek XX byl wiekiem totalitaryzmow.

Zadaja sobie takze pytania do niedawna nad Potomakiem nie do pomyslenia: czy idea Ameryki przetrwa, czy demokracja nie wytworzyla przypadkiem samoniszczacego mechanizmu, ktory wlasnie wydal pierwsze, trujace owoce? Czy koniecznosc ograniczenia wielu swobod nie zniszczy pieknej idei Ojcow Zalozycieli? Co wreszcie oplaca sie bardziej: Ameryka mniej wolna i trudniej dostepna, mniej otwarta i bardziej nieufna, ale bezpieczniejsza - czy Ameryka otwarta dla wszystkich i jak zawsze latwowierna, by nie powiedziec naiwna, zadufana w sobie, przekonana o wlasnej nietykalnosci, a przez to wystawiona na smiertelne zagrozenia?

Paradoksalnie te zagrozenia wlasnie, ta tragedia Nowego Swiata, zblizaja ludzi wychowanych w Starym Swiecie do Ameryki. Przed kilkoma jeszcze laty, z bezpiecznej odleglosci wielkiego oceanu, solidaryzowalismy sie z mieszkancami ginacego Sarajewa. Teraz mieszkancy poranionego Sarajewa moga wspolczuc, razem z calym niemal swiatem, mieszkancom swiezo zranionego Nowego Jorku. Czy chcemy tego, czy nie, jego los stal sie przed tygodniem losem wspolnym nas wszystkich, mieszkancow wolnego swiata. Wszyscy dzis jestesmy nowojorczykami, z wszystkimi tego wyboru konsekwencjami.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail