TEOFIL LACHOWICZ
Zapomniany oflag II C Woldenberg
Na polnocnych krancach wojewodztwa lubuskiego, przy linii kolejowej Szczecin-Krzyz lezy male, zapomniane miasteczko Dobiegniew. Przed wybuchem II wojny swiatowej tereny te nalezaly do III Rzeszy Niemieckiej, a miasto nazywalo sie wowczas Woldenberg. Po kampanii wrzesniowej 1939 r. zlokalizowano tutaj najwiekszy oboz jeniecki dla polskich oficerow. Teren obozu o powierzchni 25 hektarow wybrano na piaszczystym, bezdrzewnym "wygwizdowie" polozonym okolo 1,5 km od poludniowych krancow miasta. Baraki wzniesione zostaly rekoma polskich murarzy i ciesli - podoficerow i szeregowych jencow wojennych, pracujacych pod straza niemieckich wachmanow od konca wrzesnia 1939 do maja 1940 r. Jency mieszkali pod namiotami nawet zima, w wyniku czego wiekszosc z nich chorowala. Od 21 maja 1940 r. w miejsce zolnierskiego stalagu II C powstal oficerski oflag II C Woldenberg, do ktorego zaczeto zwozic z mniejszych oflagow rozsianych po calym terytorium Rzeszy polskich oficerow, chorazych, podchorazych oraz w mniejszym stopniu podoficerow i szeregowcow. Byli wsrod nich uczestnicy obrony Westerplatte, Helu, bitwy nad Bzura, obrony Warszawy i Modlina oraz bitwy pod Kockiem. Latem 1940 r. przywieziono do obozu polskich oficerow, ktorzy dostali sie do niewoli w czasie walk we Francji. W kwietniu 1942 r. oboz w Woldenbergu osiagnal swoj najwyzszy stan osobowy - 6740 jencow, w tym 5944 oficerow i 796 posiadajacych nizsze stopnie wojskowe. Jesienia 1944 r. po upadku powstania warszawskiego do obozu trafilo okolo stu wyzszych oficerow Armii Krajowej.
Warunki bytowe w obozie byly trudne. W 25 murowanych barakach (ceglane podlogi, brak sufitow) na trzypietrowych pryczach stloczono kilka tysiecy jencow. W porze zimowej w zawilgoconych i niedogrzanych pomieszczeniach panowalo przenikliwe zimno, natomiast latem dokuczal okropny zaduch. Do tego dochodzily ciagle problemy z woda i plaga robactwa. Wyzywienie jencow bylo bardzo zle, a przyznawane racje - wrecz glodowe.
Sklad osobowy jencow oflagu II C byl w miniaturze przekrojem polskiej przedwojennej inteligencji. Oprocz zolnierzy zawodowych, znajdowali sie tam w wiekszosci oficerowie rezerwy - przedstawiciele roznych zawodow, ktorych zmobilizowano do wojska na czas wojny, tj. naukowcy, lekarze, inzynierowie, ziemianie, nauczyciele, prawnicy, literaci, artysci, a takze znani politycy, np. byly premier Kazimierz Switalski.
W mysl konwencji genewskiej jencow-oficerow nie mozna bylo zmuszac do pracy fizycznej. Trzeba przyznac, ze w Woldenbergu Niemcy na ogol stosowali sie do tego prawa. Jednakze brak stalego zajecia bardzo zle wplywal na stan psychiczny kilku tysiecy ludzi zyjacych w zamknieciu. Broniac sie przed "choroba drutow" nie baczac na trudne, anormalne warunki starali sie pracowac w swoich dziedzinach - prowadzili rozne kursy, cykle wykladow, odczyty, organizowali zespoly muzyczne, teatralne i sportowe. Najwieksza popularnoscia cieszyly sie kursy jezykow obcych, szczegolnie angielskiego.
Prowadzona w obozie dzialalnosc oswiatowa i kulturalna stala na bardzo wysokim poziomie glownie dzieki Komisji Kulturalno-Oswiatowej. Jej przewodniczacym przez wiekszosc okresu, w ktorym oboz istnial, byl pplk dypl. Jan Cialowicz, dawny osobisty przyjaciel gen. Wladyslawa Sikorskiego. Dzielem komisji bylo zorganizowanie kilku obozowych bibliotek, ktore liczyly kilkadziesiat tysiecy tomow. Niektore ksiazki sprowadzano w ramach pomocy, m.in. ze Szwajcarii. Powstal prawdziwy teatr, w ktorym wystepowal jako aktor i pracowal jako rezyser ppor. Kazimierz Rudzki. Istniala orkiestra symfoniczna kierowana przez por. Jozefa Klonowskiego. Dzialaly pracownie plastyczne, w ktorych powstawaly obrazy olejne, grafiki, plakaty, obozowe znaczki pocztowe oraz bardzo popularne drzeworyty (autorami kilku tysiecy byli por. Pichel i ppor. Zukowski). Wsrod obozowych literatow najbardziej znany byl Kazimierz Brandys. Pod kierunkiem por. prof. dr. Kazimierza Michalowskiego, wybitnego egiptologa, dzialal Uniwersytet Woldenberski, na ktorym w 27 sekcjach-katedrach studiowalo okolo 1500 studentow - jencow w mundurach. Zajecia prowadzilo 80 wykladowcow z uprawnieniami nauczycieli akademickich. Nauczyciele szkol podstawowych podnosili kwalifikacje w ramach Wyzszych Kursow Nauczycielskich; ukonczylo je w oflagu 157 osob. Najwyzsza forma doksztalcania nauczycieli byl dzialajacy w obozie Instytut Pedagogiczny. Wszystko to czyniono z mysla o przyszlosci, bowiem powszechnie wierzono w kleske Niemiec i ponowne odrodzenie sie niepodleglej Polski, w ktorej beda bardzo potrzebni specjalisci z roznych dziedzin.
Dzieki tym przedsiewzieciom wielu jencow uzyskalo w obozie dyplomy studiow uniwersyteckich, swiadectwa wyzszych kursow nauczycielskich oraz innych specjalnosci, swiadectwa maturalne, a nieliczni zolnierze-analfabeci - swiadectwa ukonczenia szkoly powszechnej. Co ciekawe, dyplomy te i swiadectwa honorowane byly pozniej przez wladze oswiatowe PRL. Dowiedzialem sie o tym kiedys od swojego licealnego nauczyciela matematyki Franciszka Kurowskiego, ktory w oflagu II C Woldenberg ukonczyl wyzszy kurs nauczycielski, a trzeba wiedziec, ze wyklady z matematyki prowadzil tam wybitny specjalista w tej dziedzinie, prof. Jerzy Hryniewiecki.
W obozie kwitlo zycie sportowe. Dzialalo kilka klubow, urzadzano turnieje i rozgrywki, glownie w siatkowce, pilce noznej i recznej. W 1944 r. zorganizowano nawet obozowa olimpiade.
Jency w oflagu II C oprocz jawnej dzialalnosci prowadzili tez dzialalnosc konspiracyjna. Jej pracami dowodzili kolejno: plk. Ignacy Misiag, plk dypl. Stefan Iwanowski, plk Jozef Werobej i gen. bryg. Jan Chmurowicz. Nawiazano kontakt z Komenda Glowna Armii Krajowej, zdobyto sprzet radiowy, dzieki ktoremu od kwietnia 1942 r. do konca istnienia obozu prowadzono staly nasluch i wydawano drukiem tajny dziennik informacyjny. Pracami nasluchu (nigdy nie wykrytego przez niemiecka Abwehre) i jego ochrony zajmowal sie scisle zakonspirowany pluton "R" pod dowodztwem kpt. Tadeusza Adamki.
W ramach konspiracji oficerowie zawodowi prowadzili szkolenie wojskowe, ktore jednak nie cieszylo sie zbytnia popularnoscia, zwlaszcza wsrod oficerow rezerwy. Tylko niewielka grupa jencow pasjonowala sie tymi zagadnieniami, np. plk Adam Sawczynski, pplk Jan Cialowicz, kpt. dypl. Jozef Kuropieska i kilku innych.
Wazna dziedzina obozowej konspiracji bylo zorganizowanie komorki kontrwywiadu o charakterze antykomunistycznym, zwalczajacej rowniez infiltracje jenieckich szeregow przez niemiecki wywiad wojskowy, Abwehre. Sukcesem tej komorki bylo zdemaskowanie agenta niemieckiego, ppor. Karola Seemana, ktory zdradzil zaawansowana budowe dwoch podkopow majacych sluzyc do przeprowadzenia wielkiej ucieczki jencow.
Prace nad tymi podkopami prowadzil liczacy 48 osob oddzial specjalny dowodzony przez kpt. Zdzislawa Pacak-Kuzmirskiego. Oddzial ten, pomimo wykrycia przez Niemcow zaczetych podkopow, zorganizowal w innym czasie kilka udanych ucieczek. Do najbardziej brawurowej a zarazem pomyslowej doszlo 20 marca 1942 r. W bialy dzien ppor. Zygmunt Siekierski przebrany za niemieckiego wartownika (mundur uszyty z przefarbowanego koca; karabin - atrapa wykonana z drewna i odpowiednio pomalowana) wyprowadzil z obozu czterech oficerow: kpt. Pacak-Kuzmirskiego, por. Edwarda Madeja, por. Kazimierza Nowoslawskiego i ppor. Jerzego Kleczkowskiego.
Ogolem z oflagu II C dokonano 17 ucieczek, w ktorych wzielo udzial 34 jencow. Szesnastu uciekinierom eskapada powiodla sie, pozostalych schwytano, kilku zginelo, np. ppor. Kazimierz Cierkowski zostal postrzelony w nocy z 4 na 5 sierpnia 1942 r., gdy zaplatal sie w druty kolczaste obozowego ogrodzenia. Rannego jenca, ktory zawisl na drutach, pozostawiono bez pomocy do rana. Zmarl z utraty krwi.
Do ofiar nalezy zaliczyc tez jencow oflagu wydanych w rece gestapo i pozniej zamordowanych, np. kpt. Stanislawa Abramczyka i ppor. rez. inz. Antoniego Borkowskiego. Liczbe te uzupelniaja oficerowie, ktorzy zapadli na choroby psychiczne. Czterech z nich wywieziono do szpitali psychiatrycznych, skad juz nigdy nie powrocili: kpt. Sawicki, ppor. Teofil Pietron, ppor. Liber i ppor. Swit. Dwoch innych, por. Boleslawa Gonere i ppor. Dominika Gorzelanego zastrzelili wartownicy niemieccy, gdy w bialy dzien na oczach wielu jencow zblizyli sie do drutow okalajacych oboz i chcieli sie na nie wspiac.
Do najwiekszej zbrodni na jencach oflagu doszlo 5 lutego 1943 roku, kiedy kilku wartownikow niemieckich, nie mogac zniesc radosci okazywanej przez jencow na wiesc o klesce Niemcow pod Stalingradem, otworzylo do nich ogien. Od postrzalow zgineli mjr Planeta i ppor. Jedrzejewski, kilku innych jencow zostalo rannych.
W styczniu 1945 r. Niemcy na wiesc o zblizaniu sie od wschodu wojsk sowieckich przystapili do pieszej ewakuacji jencow w kierunku zachodnim. 30 stycznia cztery bataliony jencow zostaly w dramatycznych okolicznosciach odbite przez czolgi sowieckie (22 jencow zginelo, 34 zostalo rannych). Wsrod ciezko rannych byl ppor. Wiktor Zieminski , pozniejszy general Ludowego Wojska Polskiego. Wsrod jencow oswobodzonych przez Rosjan byli m.in. ekonomista Adam Rapacki - pozniejszy minister spraw zagranicznych PRL i prof. Witold Nowacki - przyszly sekretarz Polskiej Akademii Nauk.
Pozostale dwa bataliony jencow dotarly pieszo az w rejon Hamburga, gdzie w maju oswobodzily ich wojska alianckie.
Po wojnie srodowisko bylych woldenberczykow nie zapomnialo o miejscu swojego przymusowego pobytu w latach 1939-1945. W duzej mierze przyczynili sie do wybudowania w Dobiegniewie w latach 60. nowoczesnej szkoly podstawowej, ktora do dzis wspomagaja.
Teren bylego oflagu II C w latach powojennych nie mial jakos szczescia. W dawnych barakach jenieckich zorganizowano... tuczarnie swin, ktora zamknieto dopiero kilka lat temu. Przez ten czas "wigwizgow", na ktorym w latach wojny zlokalizowany byl oboz, zmienil sie nie do poznania. Wysokie drzewa i bujna roslinnosc porastajaca teren dawnego obozu pokazuje, czym jest sila przyrody. Dla zwiedzajacych zachowano czesc dawnego ogrodzenia z drutow kolczastych, a jeden z barakow zamieniono na interesujace muzeum obrazujace dzieje obozu w latach 1939-1945.
Przed glownym wejsciem stoi na poboczu pamiatkowa plyta z 1966 r., poswiecona pamieci polskich jencow wojennych. Przygnebiajace wrazenie robi jednak zwalony, pekniety na pol jeden z otaczajacych plyte slupkow. Stojaca w poblizu tablica informacyjna z planem obozu jest tylko z nazwy informacyjna, poniewaz tak juz wyblakla, ze trudno cokolwiek na niej odczytac.
Kilka barakow dawnego tzw. przedobozia, zajmowanego przez obsluge niemiecka, zostalo obecnie zaadaptowanych na mieszkania dla najbiedniejszych. Natomiast czesc wlasciwego obozu, zajetego kiedys przez polskich jencow, przedstawia sie oplakanie. Niektore baraki jeszcze stoja. Pisze "jeszcze", poniewaz teren, nieogrodzony i przez nikogo nie pilnowany, jest systematycznie dewastowany i - mowiac wprost - rozkradany. Po czesci dzieje sie to za przyzwoleniem miejscowych wladz gminnych, ktore wydaja zezwolenia na rozbiorke jenieckich barakow, z ktorych cegly wedruja na prywatne budowy. Niektore baraki zostaly podpalone i pozostaly z nich jedynie zweglone rumowiska. W innych zawalone dachy strasza sterczacymi kikutami podpor. W barakach, ktore jeszcze stoja, nie uswiadczysz drzwi, wszystkie powyrywane. Podobnie z wiekszoscia okien. Przestrzen pomiedzy barakami zarasta bujna roslinnosc, prawie jak w tropikalnej dzungli. Wnetrza ziona pustka, ostaly sie jedynie solidne betonowe swinskie koryta.
Na dawnym przyobozowym cmentarzu zarosnieta trawami alejka, wykonana ze stosunkowo niedawno polozonych plytek (o dziwo jeszcze zachowanych), prowadzi pod przysloniety galeziami krzakow betonowy obelisk z pamiatkowa tablica, na ktorej widnieje napis: "Mogila ta znajduje sie na miejscu bylego cmentarza Oflagu II C jencow, zolnierzy polskich z lat 1939-1945. W okresie niewoli z obozu tego zamordowano 47 zolnierzy, poleglo 36 zolnierzy, zmarlo 71 zolnierzy. Oddali swoje zycie za nasza wspolna przyszlosc". Po orle w koronie, zamontowanym tuz obok tablicy, pozostal jedynie widoczny na betonie zarys i dwa urwane, metalowe bolce.
Opuszczalem teren dawnego oflagu mocno przygnebiony. Co nas czeka w przyszlosci, jezeli dzis nie potrafimy nalezycie chronic naszych miejsc pamieci narodowej? Zrobilismy wiele i czynimy to nadal, aby zachowac pamiec o tragedii jencow polskich z wrzesnia 1939 r. wiezionych przez Sowietow w Kozielsku, Charkowie i Ostaszkowie. Zapomnielismy jednak o ich kolegach z Woldenberga. Czy dlatego, ze nie spotkal ich rownie okrutny los?
----------------------
Zrodla:
1. J. Pollack, Jency polscy w hitlerowskiej
niewoli, Warszawa 1982
2. J. Olesik, Dobiegniew-Woldenberg, Drezdenko,
1989.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |