PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (14 wrzesnia 2001)


LESLAW GRUSZCZYNSKI

1. rocznica smierci Redaktora

W kregu Jerzego Giedroycia

14 wrzesnia ub. roku zmarl Jerzy Giedroyc. Na podparyskim cmentarzu w Le Mesnil-le-Roi spoczal czlowiek, ktory wedlug slow kaznodziei odprawiajacego egzekwie "dla Polski zrobil cos dobrego".

Fenomen redaktora paryskiej Kultury na trwale wpisal sie w dzieje narodowe, choc jego miejsce w polskim panteonie moze byc jeszcze weryfikowane przez historie. Naszym ukrainskim, litewskim czy bialoruskim przyjaciolom z kregu tamtejszych elit intelektualnych Jerzy Giedroyc jawi sie jako najwybitniejszy Polak XX wieku. I mnie sie zdaje, ze stoi gdzies w szeregu obok Dmowskiego, Paderewskiego czy Pilsudskiego, choc trudno mi ustalic kolejnosc tych wielkosci.

"Wdarlem sie na skale" Giedroyciowego parnasu w poczatkach lat 90. negujac tworzacy sie po przelomie 1989 r. polski establishment, ktory byl przez Redaktora surowo acz sprawiedliwie oceniany, zas z uplywem lat wrecz smagany w "Notatkach Redaktora" na lamach Kultury. I tak pozostalem w orbicie komfortowej niezaleznosci, kartezjanskiego racjonalizmu oraz politycznego intelektualizmu az do konca jego dni. Jeszcze na przelomie sierpnia i wrzesnia minionego roku widzialem te umeczona twarz w Maisons-Laffitte. Mowilo sie, ze sa to skutki wyczerpujacej pracy nad przygotowywanym wrzesniowym numerem Kultury, choc Zofia Hertz dyskretnie informowala, ze jest to cos bardziej powaznego. Wielkiego Redaktora juz nie ma wsrod zywych, ale nadal otwarte jest podstawowe pytanie: co nam pozostawil ze swej spuscizny, glownie politycznej, na ile my wszyscy z niego? Przy calej naszej niespojnosci w mysleniu o imponderabiliach narodowych chyba trudno nam bedzie ustalic wspolna ocene Giedroyciowego dydaktyzmu politycznego.

W pierwszych latach po przelomie 1989 r., ktory go fascynowal, Redaktor byl bardzo czynny. Nie wystarczaly mu prace nad redagowaniem tylko Kultury i Zeszytow Historycznych. Goscil w polskim radiu i telewizji, a przede wszystkim udzielal obszernych wypowiedzi w znaczacych periodykach krajowych, a takze np. w moskiewskim Kontynencie (1991 r.). Szybko jednak zdal sobie sprawe, ze jest tylko uprzejmie sluchany przez rzadzace elity. W korespondencji ze mna (1991, 1992 r.) okreslil te sytuacje jako "rzucanie grochem o sciane", lecz jeszcze z nuta optymizmu cytowal marszalka Pilsudskiego - "muru glowa nie przebijesz, ale jak nie ma innego sposobu, to trzeba i tego sprobowac". Po kilku miesiacach konstatowal z gorycza, iz "jest zorganizowana strefa milczenia, tj. faktyczny zakaz komentowania moich wypowiedzi w radiu i telewizji czy w pismach tak czy inaczej zwiazanych z establishmentem" (1992 r.). Swoja wizje Polski i calego regionu srodkowowschodniego kontynentu gdzies od polowy lat 90. przedstawial juz tylko najdobitniej na lamach Kultury, dobierajac wedlug swoich kryteriow artykuly i autorow. Informowal zarazem czytelnikow, ze pismo bedzie uwaznie sledzilo wydarzenia w kraju i u sasiadow, komentowalo je i udzielalo rad. W tych okolicznosciach znalazlem sie i ja na lamach Kultury, a moj artykul o Lodzi - "Ziemia nieobiecana" - wzbudzil wprawdzie niechec prawicowych wladz samorzadowych mojego miasta, ale tez zyczliwosc, wrecz opiekunczosc ze strony Redaktora. Chyba z lenistwa nie skorzystalem z jego rad, aby nawiazac wspolprace z kanadyjskim Zwiazkowcem (1992 r.) albo nowojorskim Nowym Dziennikiem, ktory - jak pisal - "jest naprawde na doskonalym poziomie" (1993 r.). Redaktor obiecywal swoje poparcie, podawal adresy. Wybralem z wlasnej inicjatywy "podlawy" - zdaniem Giedroycia - Czas z Winnipeg, gdzie krotko pisalem pod pseudonimem w tym najstarszym periodyku polonijnym w Kanadzie.

Redaktor nie chcial wiklac sie w jakies uklady polityczne i uporczywie odmawial przyjazdu do Polski, chocby tylko do Warszawy. Rowniez i moje namowy podczas dlugiej rozmowy czerwcowego popoludnia 1995 r. w redakcji Kultury nie daly rezultatu. Poza znanymi juz motywami natury politycznej tlumaczyl sie podeszlym wiekiem, ktory nie pozwala na odwiedzanie ulubionych kawiarn w Dzielnicy Lacinskiej oraz tym, ze Warszawy nigdy nie lubil.

Uderzala rzetelnosc i bezkompromisowosc ocen Giedroycia, jego tytaniczna praca i uczciwosc w dzialaniu, a takze chyba staroswiecka elegancja w odpowiedziach na wszystkie pytania. Tylko gloszona przy roznych okazjach, rowniez w Autobiografii na cztery rece, daleko posunieta tolerancja wobec odmiennych pogladow zdaje sie nieco watpliwa. Doswiadczylem tego, kiedy przezen namowiony napisalem o Uniwersytecie Lodzkim z okazji 50-lecia uczelni. Tekst zostal odrzucony z dopiskiem - "nie ze wszystkimi Pana ocenami sie zgadzam" (1998 r.). Jestem mu za to wdzieczny, gdyz moge smielej poruszac sie w uniwersyteckich "chambrach".

Zdumiewala mnie u Jerzego Giedroycia gleboka znajomosc realiow i biezacych wydarzen za nasza wschodnia granica, co wynikalo z jego zatroskania polska polityka wschodnia, a raczej jej brakiem. Kultura miala dobry serwis odnoszacy sie do tej czesci Europy, a jej Redaktor dysponowal duza wiedza. W korespondencji z lat 1992-1994 prosil, abym podczas pobytow na Bialorusi zweryfikowal niektore aktualnosci docierajace nad Sekwane - o wystawie polskich ksiazek w Minsku, Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie, przebiegu wyborow prezydenckich w Lidzie i Szczuczynie, albo "czy zaobserwowal Pan u nich sympatie do Niemiec?" (1994 r.). Chodzilo mu takze o osobiste kontakty z uniwersytetem w Minsku, wymiane ksiazek, a nawet chcial wiedziec, jak obecnie funkcjonuje Kanal Augustowski, co "mialoby pewne znaczenie, jesli idzie o wspolprace z Bialorusia" (1992 r.). Sprawdzilem to podczas ktoregos lata, zapominajac dogladnac grobow przodkow Jerzego Giedroycia w Wawiorce kolo Lidy. W 1999 r., po wroclawskim zjezdzie historykow polskich, prosil o adresy litewskich i bialoruskich profesorow z mysla o nawiazaniu kontaktow. Fascynujaca osobowosc, ktora nie poddawala sie procesom biologicznym!

I jeszcze cos z korespondencyjnych impresji, wskazujacych m.in. na obiektywizm Redaktora. Przekonywal i przekonal mnie o zasadniczej roznicy miedzy obecna polska checia stworzenia uniwersytetu w Wilnie, a zamiarem utworzenia przez Ukraincow uniwersytetu we Lwowie po pierwszej wojnie swiatowej. Dzis nie mamy w Wilnie - twierdzil - odpowiedniego zaplecza intelektualnego, jakim dysponowali we Lwowie Ukraincy w okresie II Rzeczypospolitej. Uwzglednilem te uwage w recenzji ksiazki o dwoch jubileuszach Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (Kultura 1997). Obiektywizm i erudycja redaktorska Giedroycia zaznaczyly sie i wtedy, kiedy zamiescil moj protest wobec prymitywnych dowcipow antyzydowskich w polskim Internecie. Redaktor zamiescil moje polish jokes obok skrajnie antypolskiego wywiadu ze stron internetowych amerykanskiego uniwersytetu w Nowym Orleanie (Kultura 1999).

Myslenie i marzenie Jerzego Giedroycia o Polsce, trwajace przez ponad pol wieku z dala od niej, doczeka sie zapewne analiz merytorycznych. W ostatnim dziesiecioleciu wytykal z bolem nieudolnosc, nieuczciwosc, dworskosc i prymitywne nuworyszostwo nowego establishmentu, ktore nie malaly mimo odchodzenia w niebyt polityczny kolejnych "mialkich" elit.

Redaktor Kultury pozostawil nam swoje opinie-zadania w kwestiach fundamentalnych. Nadal stoja one przed nami. Przypomne w tym miejscu, ze byl przeciwny "wszelkim rewindykacjom" i prywatyzacji mienia, o ile konfiskaty byly "zgodne z owczesnym (PRL) ustawodawstwem" (Kultura, 1992). Nie ma dowodu na to, aby pozniej swe stanowisko zmienil. Podobnie rzecz ma sie z jego zyczliwoscia do raczkujacej Unii Pracy, ktora "wyglada bardzo sympatycznie" (1992 r.). Od zarania polskiej transformacji Jerzy Giedroyc opowiadal sie za teza o ciaglosci naszej panstwowosci, ktorej czescia byl rowniez okres PRL "mimo zwasalizowania przez Zwiazek Sowiecki" (Kultura, 1992). Jego teze o podmiotowosci panstwa polskiego zgodnie z litera prawa miedzynarodowego, mimo dyktatury PZPR, podnoszono na dwoch ostatnich Powszechnych Zjazdach Historykow Polskich w Gdansku i Wroclawiu, lecz glosy te utonely w atmosferze rozliczen z niedawna przeszloscia. Giedroyc obstawal przy swoim i jak malo kto z nas przestrzegal przed powtorna zaleznoscia, tym razem od Waszyngtonu. Sam byl w komfortowej sytuacji jako absolutny suweren Kultury i Instytutu Literackiego, nawet w chudych latach ich istnienia. Pominmy juz inne polskie problemy, z ktorymi mierzyl sie Redaktor - dekomunizacje, role Kosciola, reforme panstwa, polskie fobie i ksenofobie...

Podsumujmy to Giedroyciowe patrzenie na Polske po przelomie 1989 r. Patrzyl na nia z miloscia, ale wnioski wyciagal skrajnie pesymistyczne i krytyczne. Jego zdaniem tylko mlode pokolenie Polakow jest "cala nadzieja", bo mysli trzezwo, bez zaszlosci i historycznych roszczen (1992 r.). Mysl te powtorzyl w rozmowie ze mna latem 1995 r., wspominajac krotko swoje perypetie edukacyjne. Lepsza przyszlosc jawi sie takze przed polskim Kosciolem, kiedy dojdzie do glosu nowa, dobrze wyksztalcona generacja duchownych.

Jerzy Giedroyc nalezal do grona krancowych realistow, marzacych jednak o idealnej Polsce. Byl czlowiekiem, ktorego cechowal zdrowy rozsadek i pragmatyzm polityczny. Widzialem w nim staroswieckiego liberala uwrazliwionego na kwestie spoleczne. Stad chyba owa deklarowana sympatia do Unii Pracy.

Przyznaje, ze przy calym demokratyzmie i liberalizmie Redaktora nie w pelni rozumiem jego akceptacje zamachu majowego Jozefa Pilsudskiego, dokonanego gwoli wzmocnienia panstwa, choc kosztem ograniczenia wolnosci obywatelskich. Z pamietnej rozmowy w Maisons-Laffitte wywnioskowalem, ze podobne ograniczenie swobod byloby najlepszym rozwiazaniem dla Polski po 1989. Kiedy nie potrafilem ukryc zdziwienia, dodal pospiesznie: "Ograniczenie o charakterze przejsciowym".

Gdybysmy zyli w wieku oswiecenia, krol Stanislaw August Poniatowski moglby wyroznic Jerzego Giedroycia swoim Medalem Merentibus - "temu, ktory odwazyl sie byc madrym".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail