PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (7 wrzesnia 2001)


IRENA GRUDZINSKA-GROSS

Jedz do Francji, jedz do Europy

Niemcewicz i Ameryka

Julian Ursyn Niemcewicz (1758-1841) jest w Stanach Zjednoczonych jednym z najczesciej cytowany polskich pisarzy. Fragmenty jego dziennika mozna przeczytac na pamiatkowej tablicy w Mount Vernon i w amerykanskich podrecznikach szkolnych, w pracach historycznych i, oczywiscie, w Internecie. Szukac go nalezy pod haslami: niewolnictwo, Murzyni, Mount Vernon, Jerzy Waszyngton. Bo tekst, z ktorego jest znany, to opis wizyty, jaka zlozyl latem 1798 roku w Mount Vernon, rezydencji bylego prezydenta Stanow Zjednoczonych Jerzego Waszyngtona. Niemcewicz nie tylko opisuje dokladnie miejsce zamieszkania, wyglad i temperament Waszyngtona, ale takze sposob bycia domownikow, cztery przez niego posiadane farmy i pracujacych tam niewolnikow, przywoluje jego slowa. O Murzynach pisze z wielkim wspolczuciem, porownujac ich los do losu polskiego chlopa panszczyznianego. Krotkie sprawozdanie z wizyty Niemcewicza w lepiance zamieszkanej przez niewolnikow jest rzadkim bezposrednim opisem ich zycia i stanowi czesc amerykanskiego kanonu swiadectw historycznych.

Niemcewicz i Kosciuszko

Dziennik, ktorego czescia jest to sprawozdanie, wydany zostal w calosci w Polsce dopiero w roku 1959, a w Stanach Zjednoczonych nawet pozniej (1965). Jest on zapisem dlugiego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Niemcewicz przyjechal tu w roku 1797 wraz z Tadeuszem Kosciuszka. Pierwszy okres jego pobytu zakonczyl sie w 1802 r. Wraca wtedy do Polski, by zajac sie sprawami spadkowymi. Wyjezdza znow do USA w 1804 roku, do poslubionej cztery lata wczesniej Amerykanki. W roku 1805 dostaje amerykanskie obywatelstwo. Traci jednak zainteresowanie i zona, i Ameryka, gdy w roku 1807 utworzone zostaje Ksiestwo Warszawskie. Wraca do kraju. Ma wowczas 49 lat i uwaza sie za czlowieka starego. Przed nim 34 pracowite lata, wiele dziel, zaszczytow, powstanie, tulaczka i emigracja. Stany Zjednoczone byly krotkim rozdzialem w jego dlugim zyciu.

Niemcewicz stale pisal, notowal, tworzyl, wiec i o Stanach Zjednoczonych napisal bardzo duzo. Prawie cale zycie prowadzil dziennik, ktorego w wiekszosci potem nie redagowal. Wspomniane tu tomy, polski i angielski, sa wlasnie wydaniem zapiskow dotyczacych pobytu w USA. Notatki te robione byly na goraco, spisywane czesto na kolanie, w podrozy i przeznaczone, jak sie wydaje, do ewentualnej, przedwydawniczej obrobki. Sa drobiazgowym, spontanicznym zapisem rzeczywistosci, bliskim doswiadczeniu i nieudrapowanym. Stanowia rzadka okazje spojrzenia na owczesna Ameryke. I na swiadomosc podrozujacego skryby.

Zanim porusze glowna sprawe, czyli obraz Ameryki w oczach Niemcewicza, musze powiedziec pare slow o slynnym rozstaniu sie Tadeusza Kosciuszki z autorem Powrotu posla. Podczas powstania 1794 roku Niemcewicz byl sekretarzem Kosciuszki; razem zostali ranni i aresztowani, a potem osadzeni na dwa lata w twierdzy Pietropawlowskiej. Po uwolnieniu na prosbe Kosciuszki Niemcewicz wyjezdza z nim do USA. Tych pare zdan nie oddaje calego dramatyzmu ich zmieniajacej sie sytuacji, cierpien wieziennych, fizycznej niemocy Kosciuszki po zwolnieniu z wiezienia, komplikacji i kompromisow politycznych, wyrzeczen, intryg. Kosciuszko byl chory, potrzebowal opieki i wydawalo sie mu, jak mozna przypuscic, ze w troche wowczas ponadtrzydziestoletnim Niemcewiczu ma towarzysza nie tylko podrozy, ale takze walk politycznych. Po przyjezdzie okazalo sie chyba (a sadzic tak mozna na podstawie zapiskow Niemcewicza), ze Julian Ursyn byl osoba o dosc wowczas ograniczonych zainteresowaniach politycznych, raczej reformatorem niz politykiem, czlowiekiem towarzyskim i potrzebujacym w owym momencie spokojniejszego zycia. A sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych byla Kosciuszce niesprzyjajaca. Naczelnik zaczal ukrywac przed swym towarzyszem czesc swojej dzialalnosci az do momentu, gdy niespodziewanie dla Niemcewicza wyjezdza do Francji. Fragment ten jest w zapiskach Niemcewicza oddany bardzo dramatycznie. Kosciuszko oznajmia swoja decyzje i prosi swego bylego sekretarza, by podawal falszywe informacje na temat kierunku jego podrozy. Opuszczal Stany Zjednoczone w tajemnicy i nie chcial ujawniac pomocy udzielonej mu wowczas przez Thomasa Jeffersona, znajdujacego sie w opozycji do prezydenta Johna Adamsa. Sytuacja w Ameryce byla Kosciuszce bardzo niesprzyjajaca. Zgodnie z jego prosba rozgoryczony Niemcewicz udaje sie w podroz po USA. Ubolewa nie tylko nad tym, ze Kosciuszko go opuscil, ale takze nad koniecznoscia klamania: wszystkie swe kontakty zawdzieczal Kosciuszce, o ktorego pytal go kazdy z wazniejszych rozmowcow. "Moje pierwsze slowa wypowiedziane do Waszyngtona, pisze Niemcewicz, niestety byly klamstwem".

Ameryka przelomu wiekow

Coz mozna powiedziec o Ameryce, ktora wylania sie z notatek Niemcewicza? Jest to opis bardzo zyczliwy. Niemcewicz chcial pozniej, juz po powrocie do kraju, nazwac swoj majatek "Ameryka". Z dzisiejszej perspektywy niektore opisy sa bardzo wzruszajace. Jest to kraj, ktory ma wtedy tylko okolo 4 milionow mieszkancow, a jego struktura i organizacja sa dopiero w zalazku. Najwazniejszymi miastami sa Filadelfia i Boston; Waszyngton nazywa sie jeszcze Federal City; Baltimore sklada sie z jednej ulicy, a Nowy Jork ogranicza sie do poludniowego cypla Manhattanu. "Miasto rosnie w oczach - pisze Niemcewicz. - Przez trzy lata ludnosc jego wzrosla o 10 tysiecy dusz. Jest ono zabudowane mniej regularnie niz Filadelfia, ale duzo weselsze. Broadway jest wspanialy i sa tam piekne domy. Pearl Street przebiega prawie cale miasto. Nie ma nic weselszego nad czesc miasta zwana Bateria. Jest to esplanada otoczona druciana siatka, ktora wychodzi na kanal i otwiera naprzeciw widok na Long Island [a teraz rowniez na Statue Wolnosci - przyp. IG-G]. … Jest to jedyna promenada w miescie…". Opis Nowego Jorku stanowi dogodna okazje do lekcji swiatopogladowych. Siedzac na przedstawieniu w jednym z trzech nowojorskich teatrow, Niemcewicz mysli: "Nie ma jeszcze 150 lat, kiedy tu, gdzie dzis widzimy bogate miasto, lud zamozny i obyczajny, wreszcie rozrywke, w jakiej gustuja tylko ludzie cywilizowani, nie ma jeszcze poltora wieku - mowilem sobie - jak na miejscu, gdzie dzis jest ta sala, widzialo sie jedynie dziewicza przyrode i dzikusow, uzbrojonych w luki, uganiajacych sie za zwierzyna. Taka jest potega oswieconego i przemyslnego czlowieka, wspomaganego madrze pojeta wolnoscia, wyswobodzonego z wiezow despotyzmu i rownie niszczycielskiego nieladu, swawoli i anarchii. W mgnieniu oka zmienia on pustynie na urodzajne pola i wyciska na wszystkim, czego sie dotknie, pietno przemyslnosci i cywilizacji". (Czesc notatek wydana zostala po polsku w tlumaczeniu z francuskiego, czesc pisana byla przez Niemcewicza po polsku).

Powyzszy fragment zawiera w skrocie Niemcewiczowska filozofie historii. Jasno widac tu wiare w postep i cywilizacje, w przyszlosc oswieconego obywatela. Ameryka przedcywilizacyjna to pustynia, a jej mieszkancy sa dzikusami: dopiero cywilizacja przynosi tu historie. Jest to podejscie wowczas tak powszechne, ze musialo "napisac sie" Niemcewiczowi niejako automatycznie. Ale nas interesowac bedzie co innego, a mianowicie sposob, w jaki Niemcewicz konstruuje swoja wizje Ameryki. W jego opisie, oczywiscie, kazdy szczegol jest znaczacy, a znaczenie to zdobywa dzieki ogolnej strukturze dziela. Poniewaz jest to zapis podrozy, struktura ta jest struktura porownania.

Podroznik, czyli soczewka, przez ktora nowa rzeczywistosc jest postrzegana i interpretowana, przywozi ze soba cala siatke odniesien, mape, w ktorej umieszcza nowy kraj. Jego bagaz sklada sie takze z bolaczek i problemow, pytan, na ktore poszukuje odpowiedzi. Porownanie jest przewaznie kontrastem i opisy kraju, do ktorego przyjechal, sa skierowane do czytelnika pozostawionego w domu, a wiec odnosza sie do kwestii pozostawionych w ojczyznie: stanowia wewnetrzna debate, poszukiwanie rozwiazan. Istnieja narodowe tradycje opisywania poszczegolnych krajow, teksty klasyczne, do ktorych odniesc sie musi kazdy nastepny podroznik, a takze momenty historyczne, w ktorych tradycyjne opisy zmieniaja wektor interpretacyjny.

Stany Zjednoczone, choc od Europy dalekie, byly krajem powodujacym wiele emocji. Utraciwszy go jako kolonie, Anglicy Basil Hall, Frances Trollope (matka Anthony'ego Trollope'a) i Karol Dickens opisywali go jako odstepstwo od normy: nie ten akcent, nie te obyczaje, wykrzywione instytucje, spaczone natury. Standardem byla Anglia i kazda roznica interpretowana byla na niekorzysc nowego kraju. Niepodleglosc zdeprawowala kolonie i zbuntowane dziecko, ze swym nasladowczym, nietworczym charakterem narodowym, zeszlo na zla droge. Wspolczesna Niemcewiczowi tradycja francuska, w ktorej z braku polskiej byl oczytany, roznila sie w zaleznosci od ideologicznego nastawienia podroznika-autora. Republikanie uwazali ten kraj za obietnice wolnosci, monarchisci za abominacje. Sam Niemcewicz, jak widac zreszta z cytowanego powyzej fragmentu, patrzal na Stany Zjednoczone jako na kraj wolnosci. "Kraj ten - pisze - w lat 50 stal sie dojrzalszym niz tyle dawnych krajow w Europie ledwie nie powiem w podobnejze liczbie wiekow. Dlaczego? Wolnosc taka, jaka od dawna jest w Ameryce, wolnosc, mowie, prawdziwa jest dla ludzi tym, czym slonce dla zywiolow i roslin, spieszy ich wzrost, krzepi sily, dogrzewa, prazy ich owoce" (str. 279). W wyraznej analogii do Polski, Stany Zjednoczone sa dla niego panstwem kruchym, slabym, ktore - jak dzis powiedzielibysmy - wyzwolilo sie z kolonialnej niewoli. Choc cenil Anglie, jej panowanie nad Stanami przypomnialo mu zdominowanie Polski przez Rosje.

Wolnosc od obcej dominacji nie byla dla niego tozsama z wolnoscia wewnetrzna. Uciekal przed despotyzmem, ale w wolnosci bal sie anarchii. Bal sie takze rewolucji. Byl monarchista, uwazal silne centralne rzady za niezbedne dla zdrowia spolecznego. Ale Ameryka, szczegolnie na poczatku jego tam pobytu, byla krajem wolnosci. Jest bowiem przez niego porownywana nie tylko do zniewolonej Polski, ale takze do wstrzasanej rewolucjami Europy. "W poludnie przyjechalismy do Filadelfii i kazdy z nas udal sie wprost do siebie. W Europie trzeba byloby przejsc przez tysiace formalnosci i impertynencji; pytano by nas skad przybywamy, co zamierzamy robic, otwierano by nasze bagaze, przeszukiwano kieszenie, itp. Szczesliwy kraj, ktory nie zna tych wszystkich wstretnych obrzadkow" (str. 106, tlum. z francuskiego). Po rozmowie z rewolucyjnie nastawionym obywatelem ziemskim, Niemcewicz notuje: "Jestes fanatykiem, przyjacielu, twoj mozg jest chory, spokoj i dostatek, w ktorym zyjesz, ciaza ci, nudza cie, czujesz potrzebe wrazen i wstrzasow, chocby to mialo byc ruina domu i twego kraju. Ale jedz do Francji, jedz do Europy, zobacz, co sie tam dzieje, a powrocisz uzdrowiony z twego szalenstwa" (str. 100, tlum. z francuskiego). Ten kontrast z wstrzasanym przemoca kontynentem europejskim byl sila, ktora trzymala go w Stanach. "Jedz do Francji, jedz do Europy" - musial sobie ironicznie powtarzac, gdy poswiecal sie spokojnemu malzenskiemu zyciu, ogrodnictwu i pracom literackim w Elisabethtown, New Jersey.

Ale Europa to nie tylko przemoc i despotyzm. To takze przeszlosc, kultura, cywilizacja. "Nie zobaczycie tu wcale, jak w Europie - pisze Niemcewicz o okolicach Filadelfii - swiatyn, wiez, ruin starych, gotyckich zamkow, pomnikow wreszcie, ktore przenosza nas w minione wieki i odtwarzaja epoki barbarzynstwa, feudalizmu, slowem, wszystkie stopnie, po ktorych wznosil sie umysl ludzki, zanim doszedl, zarowno w sztuce rzadzenia, jak i umiejetnosciach, do tej doskonalosci, w jakiej widzimy go dzisiaj. Podroznik przebywa tu jedynie w terazniejszosci i tylko z nia obcuje, podczas gdy w Europie tysiace przedmiotow przenosi jego wyobraznie w przeszlosc, dajac znacznie szersze pole dla wspomnien i slodkich duman" (str. 37, tlum. z francuskiego). Do Europy tesknil, ale w sposob mniej bolesny niz do Polski.

Cytat powyzszy jest typowy dla owczesnego opisu Ameryki. Jest ona zaprzeczeniem Europy, nie ma w niej przeszlosci, ktorej sladem sa ruiny. Dlatego opisywana jest jako "pustkowie" czy tez "pustynia" (z francuskiego oryginalu: le désert), poniewaz nie mieszkali na niej ludzie, tylko "dzikusy" (les sauvages). Ta wizja nie wykluczala wcale wspolczucia dla Indian i oburzenia na ich degradacje, ktora Niemcewicz uwazal za wynikla z celowej dzialalnosci kolonizatorow. I znow, w owczesnych opisach Ameryki ten wewnetrzny kontrast miedzy wolnoscia osadnikow a niewolnictwem Murzynow i niedola Indian krytykowany jest przez wszystkich Europejczykow. Niemcewicz nie wnosi tu nic nowego, a wartosc jego zapisu lezy w bezposredniosci, w konkrecie. Na goraco zapisywal doswiadczenia tak, jak po sobie nastepowaly. W kazdym spotkanym Indianinie czy Murzynie widzial cierpiacego czlowieka i cierpienie to umial zapisac. Samego sytemu niewolnictwa czy wyniszczania Indian nie kwestionowal. Niemcewicz byl reformatorem, a nie radykalnym politykiem, i tu chyba takze lezala przyczyna jego rozejscia sie z Kosciuszka.

Samego autora w notatkach tych nie bardzo widac. Nie jest on obiektem swojego zainteresowania, a czasy to przedromantyczne. Scena melancholijnego wpatrywania sie w morze, krotkie narzekanie na zone, tesknota za ojczyzna: oto niektore okruchy skladajace sie na portret piszacego. Ale, jak zauwazyl Wiktor Weintraub w przedmowie do amerykanskiego wydania, interesowalo go wszystko. Trudno o lepsze, bardziej dokladne swiadectwo tego, co sie wowczas w Stanach Zjednoczonych dzialo. Gdziekolwiek byl, wszystko opisywal: kobiety (z reguly bardzo pociagajace), szczegoly przemyslu, rolnictwa, pejzaze. Notowal ceny (zawsze za wysokie), rozmowy, zaopatrzenie sklepow. Jak bylo to wowczas w zwyczaju, zwiedzal wiezienia, szpitale i przytulki, poszukiwal rozwiazan dla bolaczek spolecznych, byl dydaktyczny, reformatorski, praktyczny. Jego ogromna sila bylo to, co nazwalabym talentem metabolizujacym. Bez przerwy podrozowal po swiecie, zarowno doslownie jak i w lekturach, zbierajac i przyswajajac kulturze polskiej to, co wydawalo mu sie wartosciowe. Taki byl kierunek jego mysli, wektor jego dzialan: zbieral i przetwarzal. I chodzi tu nie tylko o rozwiazania problemow spolecznych, ale takze o formy literackie - jak ballada, czy sceniczne - jak opera. Stany Zjednoczone z opisu Niemcewicza jawia sie tak, jak moglyby sie jawic opisane przez Francuza. Jak juz zauwazylam, perspektywa polska polegala, poza szczegolami, na wyczuleniu na los kraju wyzwolonego spod obcego jarzma. Ale poza tym Niemcewicz przyswajal sobie i Polakom Ameryke widziana oczami Europejczyka. Ameryka byla przeciez takze europejskim eksperymentem spolecznym, przez Europejczyka ocenianym.

Ameryka i Rosja

Jego reformatorskie, dydaktyczne podejscie do Ameryki bylo podejsciem dosc powszechnym. Stany Zjednoczone to kraj, ktorego ludnosc nalezalo uczyc; i uczyc sie mozna bylo na jego przykladzie. Zgodnie z owczesnym rozumieniem rozwoju swiata, kraje i narody, jak ludzie, rozwijaly sie i mialy cos w rodzaju wieku. Francja i Anglia byly krajami dojrzalymi, w pelni sil witalnych. Indie, Egipt czy Chiny to kraje stare i zwiedle cywilizacje. Ameryka byla zas krajem mlodym, tak samo zreszta jak Rosja. "Ten rodzacy sie narod - pisal Niemcewicz o Amerykanach - budzi zainteresowanie, podobnie jak piekny, mlody czlowiek, pelen zdrowia i tezyzny, ktory rokuje nadzieje, ze kiedys stanie sie ozdoba spoleczenstwa" (str. 128, tlum. z franc.). Personifikacje kraju lub narodu dopelnial opis charakteru narodowego. Dla Niemcewicza Amerykanin byl zywotny, praktyczny, zimny, uczciwy i odpowiedzialny.

Poniewaz Ameryka byla "nowa" i opierala sie na innych zasadach niz kraje "stare", traktowana byla jako rodzaj laboratorium spolecznego. Uderzajace, ze sposob opisywania tego kraju jest nadzwyczaj podobny do sposobu, w jaki opisywano ponad sto lat pozniej inny nowy, "mlody" kraj bedacy rodzajem laboratorium spolecznego - Zwiazek Sowiecki. Oba te kraje byly "mlode", bo cywilizacje rosyjska datowano w przyblizeniu od czasu wyzwolenia sie Rosji spod jarzma mongolskiego, a wiec mniej wiecej od wtedy, gdy "odkryta" zostala Ameryka. Oba wiec nie mialy tradycji. Bez tradycji, kraj mogl przeskoczyc etapy, ktore - zdaniem filozofow oswiecenia - stanowily ciag rozwojowy kazdego narodu. Etapy te nazywane byly tak, jak w rozwoju czlowieka: dziecinstwo, mlodosc, lata dojrzale, starosc. A wiec kraje "mlode" - Rosja, USA - mogly stac sie dojrzale bez koniecznosci popelniania bledow mlodosci. W dziedzinie zwanej sowietologia nazywalo sie to pozniej the advantages of backwardness, czyli korzysciami plynacymi z zacofania. Oba kraje opisywane byly przez swoich zwolennikow jako kraje slabe, kruche, potrzebujace ochrony i wsparcia. Jednoczesnie charakteryzowac je miala sila, ogromny potencjal, wielka zywotnosc i przyszlosc, ktora czeka na tych, co sa mlodzi. To od nich zalezec miala przyszlosc swiata. Te XIX-wieczne przepowiednie dotyczace Rosji i Stanow Zjednoczonych spelnily sie az nazbyt dokladnie.

Najwazniejsza cecha laczaca stosunek do obu krajow bylo zainteresowanie zyczliwych podroznikow eksperymentami spolecznymi. Niemcewicz zwiedzal wiezienia amerykanskie i napisal nawet o nich memorial. Zwyczaj zwiedzania wiezien, przytulkow i szpitali dla chorych psychicznie nie ograniczal sie wtedy tylko do USA. Podroznicy opisywali takze wiezienia i przytulki w Europie. Ale tu, w przeciwienstwie do Europy, chodzilo o wiedze spoleczna raczej niz malowniczosc czy groze. W Zwiazku Sowieckim zwyczaj zwiedzania wiezien, szpitali i domow opieki spolecznej zostal zinstytucjonalizowany. Wszyscy znaczniejsi goscie przepuszczani byli przez te same obowiazkowe, kontrolowane trasy. Monopol panstwowy polaczyl eksperymenty spoleczne z propaganda.

Oczywiscie, glowna cecha nowego kraju, ktora przyciagala do niego entuzjastow, byla rownosc. Niemcewicz pisze ciagle o skromnosci i braku przepychu wsrod warstw wyzszych. "Spotkalem wielu czlonkow Izby - pisze majac na mysli Kongres - powracajacych do domu [po posiedzeniu] konno z malym tlumoczkiem za soba. Cokolwiek by sie mowilo, dopoki kraj ow bedzie mial przedstawicieli podrozujacych w ten sposob, nie potrzebuje obawiac sie zepsucia ani tyranii" (str. 36, tlum. z francuskiego). Zachwyca sie prostota obejscia Waszyngtona - obywatela-rolnika, demokracja, w ktorej General (jak nazywal Waszyngtona) sam kosi trawe. Jego idealem byl zolnierz-rolnik, jak Cyncynat. Gdy przyjal obywatelstwo amerykanskie, zrzekl sie szlachectwa i wszystkich tytulow. Zostal obywatelem Niemcewiczem.

Rownosc w spoleczenstwie amerykanskim zauwazali wszyscy podroznicy do Stanow - kazdy byl tu panem samego siebie. Takze w swiadectwach podrozy do Rosji, a potem do Zwiazku Sowieckiego, kazdego bez wyjatku zaskakiwala rownosc panujaca w tym spoleczenstwie, choc tu polegala ona na tym, ze nikt nie byl panem samego siebie. Wielka roznica miedzy oboma krajami i sposobem, w jaki postrzegali je podroznicy, jest stosunek do wolnosci. Roznice te opisano przed powstaniem Zwiazku Sowieckiego, gdy kraj ten byl jeszcze Rosja. Najslynniejsze porownanie Rosji z Ameryka wyszlo drukiem w 1835 roku w Paryzu, miescie, w ktorym mieszkal wowczas Niemcewicz. Byl to fragment konczacy pierwszy tom O demokracji w Ameryce Alexisa de Tocqueville'a. Zaczyna on od tego, ze sa to kraje mlode. "Rzec by mozna, ze wszystkie inne narody osiagnely juz to, co mialy osiagnac, podczas gdy te dwa ciagle pna sie w gore. Wszystkie inne narody zatrzymaly sie juz w miejscu lub rozwijaja sie z najwiekszym wysilkiem, one zas lekko i pospiesznie krocza ku potedze, ktorej granic umysl ludzki nie potrafi przewidziec…". Dalej przechodzi do porownania obu krajow ze wzgledu na ich stosunek do wolnosci. "Podbojow Amerykanin dokonuje za pomoca pluga, Rosjanin za pomoca zolnierskiego miecza. Dla osiagniecia swoich celow Amerykanin odwoluje sie do interesu jednostki i pozwala dzialac bez nadmiernej kontroli jej woli i rozumowi. Rosjanin w pewnym sensie skupia w jednostce cala sile spoleczenstwa. Amerykanin za zasade dzialania przyjmuje wolnosc, Rosjanin niewole". Porownanie to konczy Tocqueville proroczymi slowami: "Ich punkty wyjscia sa rozne i odmienne sa ich drogi, lecz na mocy tajemnych planow Opatrznosci zdaja sie powolani do tego, by kiedys w rekach kazdego z nich znalazly sie losy polowy swiata". Byla to z pewnoscia rowniez opinia Niemcewicza, choc nie umial tego tak celnie powiedziec. Wygnany do Ameryki przez despotyzm rosyjski, nie mogl tam jednak wiesc spokojnego zywota. I wrocil w cien Rosji. Bo "kazdego obywatela pierwsza jest powinnoscia byc pozytecznym spoleczenstwu, w ktorym sie urodzil… - pisal przygotowujac sie do powrotu. - Dzis, gdy tak silnie zajasnialy nadzieje, gdy ciagnac z szczesliwymi i zwycieskimi choragwiami Francji, powstaly z popiolow i laczyly sie orly polskie, gdy ziomkowie, znani z cnot i obywatelstwa swego, prace i majatki swe tym swietnym poswiecali nadziejom, zostawac odleglym, obojetnym, gnusnym, choc juz w wieku podeszlym, jezeli nie wystepkiem, szpetna byloby zakala" (str. 384). Byl to krok, ktorego nigdy nie mial zalowac.

 

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail