KAZIMIERZ BRAUN
Emigracja w sporze o istote polskosci
Wypowiedz na Kongresie Kultury w Warszawie, 10 grudnia
2000
Zanim przystapie do meritum, chcialbym spelnic wazny obowiazek. Wzruszajacy film dokumentalny pokazany nam na poczatku obrad przypomnial twarze wielu uczestnikow Kongresu Kultury Polskiej roku 1981, ktorzy juz odeszli. Nie zobaczylismy na ekranie jednego z najwazniejszych i najbardziej aktywnych organizatorow tamtego kongresu. Dzialal on bowiem niestrudzenie, ale glownie za kulisami. Chce przypomniec sp. Zbigniewa Kubikowskiego.
Przed obecnym kongresem odbyly sie liczne ogolnopolskie konferencje przygotowawcze, prowadzace do niego. Dwie z nich podjely niektore problemy polskiej emigracji. Jednakze w programie kongresu, koronujacego dlugotrwale przygotowania, sprawy emigracji nie znalazly miejsca. Wielu mowcow ukierunkowalo nasze myslenie na uczestnictwo polskiej kultury w kulturze zjednoczonej Europy, na promieniowanie polskiej kultury ku sasiadom Polski, ale nie na skupiska Polonii. Tylko pani marszalek Senatu, profesor Alicja Grzeskowiak poswiecila przemowienie polskiej emigracji, wprowadzajac jej problematyke w materie intelektualna kongresu. Chce do tej madrej i pieknej wypowiedzi nawiazac. Chce mowic o kulturze polskiej emigracji, o uczestnictwie Polakow zamieszkalych poza krajem w narodowej kulturze.
Za granicami Polski zyje okolo 15 milionow Polakow. To okolo jedna trzecia calego narodu. Poza Irlandia i panstwem Izrael zaden narod - w stosunku procentowym - nie ma takiego wychodzstwa, takiej diaspory. Od konca XVIII w. krwiobieg narodu polskiego obejmowal wiele krajow. Walczac "za wasza wolnosc i nasza" Polacy krwawili na wielu obcych ziemiach. Nasz hymn narodowy to piesn wojska utworzonego za granica, zmierzajacego "z ziemi obcej do Polski". Kultura polska od przeszlo dwoch wiekow oddychala dwoma plucami: kraju i emigracji. Calymi latami - pelniej i swobodniej na emigracji. Emigracja stala sie kondycja, etosem, losem tysiecy, a potem milionow Polakow. Losem czesto trudnym, bolesnym, przezywanym wsrod rozterek, a nawet wyrzutow sumienia. Adam Mickiewicz napisal w Paryzu: Biada nam zbiegi, zesmy w czas morowy/ lekliwe niesli za granice glowy. On, ktory krajowi z zagranicy zasylal dziela uswiadamiajace mu najglebiej jego tozsamosc, ktory hojnie bogacil i mistrzowsko ksztaltowal narodowa kulture. Nie mozemy przypomniec tu wszystkich wielkich Polakow-emigrantow. Niech swiadcza chociaz: Mickiewicz i inni pisarze; Helena Modrzejewska, "gwiazda dwoch kontynentow" i inni artysci teatru i opery; Ignacy Paderewski, wirtuoz i polityk; Jerzy Giedroyc i jego dzielo Kultura; Jan Nowak-Jezioranski i - obecny wsrod nas - Zdzislaw Najder oraz ich dzielo Radio Wolna Europa; Zbigniew Brzezinski, polityk swiatowego formatu; Jan Pawel II, Papiez - juz od 22 lat emigrant. Lista jest bardzo dluga. Dlugi jest tez wykaz kolejnych fal emigracji, wsrod ktorych przeplataly sie fale emigracji zolnierskich, zarobkowych, politycznych. Nie mozemy ich tu wszystkich ani nawet wymienic, ani analizowac. Pewne jest jednak, ze i najwybitniejsi emigranci i emigracyjne masy uczestniczyly przez wieki w okreslaniu, co jest istota polskosci. Uczestniczyly w narodowej kulturze. Przechowywaly ja i tworzyly.
Gdy wielki ruch "Solidarnosci" skruszyl zelazna kurtyne, gdy nie potrzeba juz bylo przenosic egzemplarzy Kultury przez Tatry, bo mozna ja bylo jawnie drukowac i kolportowac w kraju, gdy nie potrzeba sie juz bylo wsluchiwac w Wolna Europe poprzez warkot zagluszaczek, gdy Polska zaczela, acz w trudzie, a niekiedy po omacku wracac do rodziny wolnych narodow swiata - wielu, jak przypuszczam, podswiadomie, a niektorzy zapewne i swiadomie, przestalo przywiazywac wage do istnienia, tak, do samego istnienia polskiej emigracji. Przestalo sie nia w ogole klopotac lub uznalo ja za klopot zbedny, jak w przypadku Polakow zamieszkalych w Kazachstanie. Co wiecej, pojawily sie tez tendencje do zwalczania emigrantow i do utrudniania im zwiazkow z krajem. Ujawnila sie niechec do emigracji, a co najmniej brak zainteresowania wiedza, doswiadczeniem, umiejetnosciami emigrantow, ktore tak bardzo moglyby sie przydac w kraju. A jednak te 15 milionow Polakow za granica po prostu jest.
Co to za ludzie? Oczywiscie, jak w kraju, rozni, bardzo rozni. Robotnicy i naukowcy, przedsiebiorcy i kaplani, dziennikarze i artysci; tyle ze dawniej bylo wsrod nich wiecej gornikow i rolnikow, a dzis - pracownikow budowlanych i specjalistow od komputerow. Nie da sie w jednej wypowiedzi tych wszystkich ludzi wymienic, opisac. Z punktu widzenia kultury - a to jest punkt widzenia naszego kongresu - ci wszyscy, bardzo rozni ludzie, maja jednak pewne cechy wspolne.
Cechuje ich pamiec. Sa zwiazani z Polska. Ich wiezi z krajem maja podstawy rodzinne, srodowiskowe, zawodowe. Utrzymuja je, a nawet - to zjawisko stosunkowo nowe a bardzo powszechne - buduja je na nowo, jesli w kolejnych pokoleniach ich zwiazki z ojczyzna oslably. Wielu szuka dzis swych polskich korzeni. Przyjezdzaja do kraju, studiuja stare ksiegi parafialne szukajac zapisow chrztow swoich przodkow. Zawiazuja stowarzyszenia wymieniajace w Internecie informacje o zmarlych i zywych czlonkach rodzin. Nie szczedzac trudu i kosztow jezdza na rodzinne wesela, na prymicje i jubileusze kaplanskie, na studia, na wakacje. Ich pamiec jest uporczywa, dociekliwa, wybaczajaca. Cechuje ich starannosc. Starannie przechowuja obyczaje wyniesione z kraju lub przekazywane juz na obczyznie z pokolenia w pokolenie. Starannie dobieraja jadlospisy wigilii. Choc wielu lekkomyslnie zachwaszcza swa mowe i pozwala dzieciom o niej zapomniec, to rownoczesnie wielu stara sie o jej przechowywanie lub powraca do niej, nawet i z drugiego brzegu calkowitej utraty. Opodatkowuja sie wiec na polskie szkoly, ktorych praca jest jednym z najpiekniejszych i najcenniejszych, choc malo efektownych watkow zycia polskich emigrantow na calym swiecie. Cechuje ich religijnosc. To prawda, ze wielu traci wiare, zwlaszcza pod naporem laickich cywilizacji zachodnich, ale zarazem wiara wielu oczyszcza sie i wzmaga. Jest to wiara prosta, goraca, tradycyjna i ortodoksyjna - w najlepszym tych slow znaczeniu. To wiara ludzi wiernych Kosciolowi i jego magisterium, wpatrzonych w Papieza-Polaka. Ci ludzie, nawet jesli na co dzien posluguja sie tylko obcym jezykiem, w glebi serc modla sie po polsku - a to bardzo gleboki poziom wiezi z polskoscia. Cechuje ich pracowitosc. Ci ludzie - z ktorych wielu nie wywiozlo spod komunizmu nawykow dobrej pracy - za granica pracuja ciezko, uczciwie, efektywnie i etycznie. Oczywiscie, etyka i warunki pracy w krajach wysokiej cywilizacji stawiaja przed nimi takie wymagania. Rzecz w tym, ze potrafia im sprostac. Cechuje ich patriotyzm. Nazwalbym to czystoscia polityczna. Ich wybory sa jednoznaczne. Choc pomiedzy soba notorycznie i ustawicznie skloceni, jesli chodzi o kraj potrafia wylonic zdecydowana wiekszosc, opowiadajac sie, gdy przychodzi wazna chwila dziejowa, za Paderewskim, za Sikorskim, za Walesa. Cechuje ich, wreszcie, po prostu, milosc do kraju - milosc bezwarunkowa, wierna, ofiarna, hojna.
A jak traktuje tych ludzi kraj? To rowniez dluga i skomplikowana historia, w ktorej nie brak epizodow bolesnych, zawstydzajacych, nie brak tez radosnych, pieknych. Przytocze tylko dwa przyklady, ktore mowia wiele. Po I wojnie swiatowej rzad Rzeczpospolitej odmowil rent inwalidzkich i emerytur wojskowych zolnierzom armii Paderewskiego-Dmowskiego-Hallera, ktorzy wrocili do Ameryki z pol bitew za Polske na "ziemi obcej" we Francji i w kraju, odmowil tez odszkodowan rodzinom poleglych. Wykopalo to glebokie przedzialy. Polozylo sie cieniem na stosunkach pomiedzy krajem a amerykanska Polonia. Przeskoczmy (choc nie zapomnijmy o nich) - lata komunistycznych prob infiltrowania polskiej emigracji, nasylania agentow, werbowania donosicieli, a zarazem wymazywania emigracji z historii narodu - i przeniesmy sie w czas obecny. Oto polscy ustawodawcy przygotowuja nowa ustawe o obywatelstwie. Bez konsultacji z emigracja, bez zrozumienia zarowno praktyki zycia poza krajem, jak i psychiki emigrantow. To majstrowanie przy ustawie o obywatelstwie, przeciw ktoremu protestowal m.in. Jan Nowak-Jezioranski, a takze polonijna prasa, jest niewatpliwie lekkomyslne i niebezpieczne. Niebezpieczne dla Polski. Juz przynioslo wiele szkod. Oby zostaly naprawione. Sa wiec pomiedzy krajem a emigracja sprawy najwiekszej, narodowej wagi, majace wymiar historyczny. Sa tez sprawy praktyczne, codzienne, rodzinne i zawodowe. Jakze czesto kraj emigracje po prostu lekcewazy, a emigrantow traktuje jako Polakow drugiej kategorii, ktorym mozna zaoferowac byle co. Podam jeden tylko przyklad z mego podworka: widowiska, koncerty, przedstawienia czy kabarety, jakie podrozuja z kraju do skupisk Polonii, maja z reguly (od ktorej zdarzaja sie naturalnie wyjatki) poziom zawstydzajacy, zenujacy; zle swiadcza o polskiej sztuce i kulturze. Zarazem jednak kraj wychyla sie do emigracji. Po pierwsze chce podkreslic, jak wielkim szacunkiem na wschod i zachod od Warszawy cieszy sie Wspolnota Polska, jak wielka miloscia otaczany jest jej prezes, profesor Andrzej Stelmachowski. Jego nazwisko, jako wielkiego obroncy i opiekuna polskiej kultury, powinno bylo pasc w tej sali. Sluchane jest i kochane Radio Maryja. Ogladana jest telewizja polska i jej programy polonijne; stad dyskusje na temat srodkow masowego przekazu, przekazywanych przez nie tresci i wartosci dotycza emigrantow bardzo zywo.
Pomiedzy krajem a emigracja istnialy wiec i istnieja niezliczone zwiazki. Przeplywa jakas wielka energia milosci, a z drugiej strony wykopywane sa przedzialy. Wiele jest nieufnosci i niezrozumien. W 1863 roku tak pisal o tym emigrant, Cyprian Kamil Norwid: "Nasluchalem sie przez lat kilkanascie mniemania, jakoby dlugo od kraju oddaleni nie mieli moznosci uprzytomnienia sobie potrzeb miejscowych - chciej, z laski swojej, [to fragment listu do W. Bentkowskiego] przyjac w zamian uwage, ze wieksza czesc potegi postepowej z tego sie wlasnie czerpie, iz skoro szczegoly i detale miejscowe tracimy z oczu, pozostaja przed wszystkim ogolne zarysy dobra, prawdy i piekna. I zaprawde powiadam Ci, ze nie tylko Kosciuszko po to do Ameryki odsunal sie, ale ze cala Emigracja dlatego i po to na wszystkie swiata strony musiala koniecznie byc przez dlugie lata rozeslana". Znaczace slowa. Prawdziwe wtedy, prawdziwe dzis. Warto sie nad nimi zadumac. Istotnie, oddaleni od kraju jasniej, czesciej, wyrazniej widzimy "ogolne zarysy dobra, prawdy i piekna" - i kraju, i tego co sie w nim dzieje. Zarazem, dzis, w dobie dogodnej komunikacji lotniczej, radia, telewizji, telefonu, faksu i zwlaszcza Internetu, znamy rowniez na biezaco "szczegoly i detale miejscowe". Oczywiscie, ze je znamy, mogac na przyklad przeczytac na ekranie codzienna gazete, w tym samym czasie, w ktorym kupuje ja w kiosku mieszkaniec Wroclawia czy Gdanska.
Emigracja jest. Emigranci sa uczestnikami, odbiorcami i tworcami polskiej kultury. Kultura zas jest najwazniejszym wspolnym ukladem komunikacyjnym pomiedzy krajem a emigracja. Ta sesja naszego kongresu to "spor o istote i przyszlosc polskosci". Biora w nim udzial wszyscy Polacy niezaleznie od miejsca zamieszkania. Trwa spor o to, czy kultura polska bedzie kultura wszystkich Polakow - i tych, ktorzy mieszkaja w kraju, i tych, ktorzy mieszkaja na emigracji.
Z notatnika kongresowego
Uczestniczylem w Kongresie Kultury Polskiej w 1981 r. Bylem
jednym z ostatnich mowcow wieczorem w sobote 12 grudnia.
Nazajutrz rano bylem jednym z tych, ktorzy na wlasne oczy
zobaczyli kartke przybita gwozdziem do drzwi Teatru Dramatycznego
w Warszawie, na ktorej ktos nabazgral, ze Kongres Kultury
"zostal rozwiazany". Juz wtedy mowilismy miedzy soba, ze
nie przyjmujemy tego "rozwiazania" do wiadomosci. Kongres
zostal przerwany przez Jaruzelskiego. My go doprowadzimy
do konca. Pamietam, ze w jakims odruchu, moze aby mocno
zapamietac, podszedlem i dotknalem palcem tej kartki. Kongres
Kultury Polskiej roku 2000 swiadomie nawiazal do tamtego,
z roku 1981. Wymierzyl wiec dziejowa sprawiedliwosc. Jego
pomyslodawcom i organizatorom, na czele z profesorem Andrzejem
Sicinskim, nalezy sie wielkie podziekowanie i uznanie. Kongres
roku 2000 byl impreza ogromna, jego program objal dwa dni
sesji plenarnych, przedzielonych obradami w dziewieciu grupach
dyskusyjnych. Prowadzily do kongresu liczne konferencje
tematyczne, a towarzyszyly mu spektakle, wystawy, koncerty
i publikacje. W dyskusjach padlo wiele waznych mysli, diagnoz,
propozycji. Cale to bogactwo, acz skapo relacjonowane przez
media, ma byc opracowane i wydane drukiem. Nie sposob ujac
go w krotkiej refleksji. Mozna natomiast zestawic oba kongresy
(z 1981 i 2000 r.), aby tym sposobem wskazac na ich najwazniejsze
cechy i watki, aby dawny kongres przypomniec, a nowy syntetycznie
opisac. Synteza zawsze niesie niebezpieczenstwo uproszczen,
zarazem pomaga, jak mowi przywolany przeze mnie Norwid,
dostrzec "ogolne zarysy dobra, prawdy lub piekna". Pamietajac
o niebezpieczenstwach i pozytkach syntezy, sprobuje jej
dokonac wykorzystujac notatki prowadzone na biezaco. Posluze
sie, dla zwiezlosci skrotami: K1981 - to kongres 1981 roku,
K2000 - 2000 r.
K1981 byl, z istoty i nieoficjalnej nazwy, Kongresem Kultury
Niezaleznej. Byl inicjatywa spoleczna Komitetu Porozumiewawczego
Stowarzyszen Tworczych. Jego idea narodzila sie w ramach
solidarnosciowych dazenia do przebudowy kraju. Byl manifestacja
dazenia do wolnosci duchowej, intelektualnej, politycznej.
Komunizm chcial nas wydziedziczyc z naszej wlasnej narodowej
kultury - na kongresie 1981 r., dazylismy do objecia jej
ponownie w posiadanie i zarzad. Obrady K1981 byly spontaniczne
i autentyczne. Kongres byl zwiazany z opozycja polityczna,
byl impreza antyrzadowa, "antypanstwowa" (jak zwano go w
kregach owczesnej wladzy). Byl wylomem w totalitarnym systemie
politycznym, w systemie kultury oficjalnej. Natomiast K2000
byl impreza oficjalna. Choc zorganizowany spolecznie, wspierany
finansowo przez fundacje i inne organizacje pozarzadowe,
byl zarazem oficjalnie popierany i akceptowany. Na poczatku
obrad przemowienie wyglosil urzedujacy prezydent RP, ktory
zreszta zaskoczyl wielu zebranych stwierdzeniem (to cytat
z pamieci), ze "wspolnie wywalczylismy wolnosc", ktora umozliwia
nam spotkanie na K2000. Ktos szepnal mi, ze poprzedni kongres
byl kongresem kultury niezaleznej, a obecny to kongres kultury
uzaleznionej - uzaleznionej od nowej nowomowy i nowych ukladow,
od starych nawykow myslenia i postepowania.K1981 zgromadzil
tworcow sztuki i nauki. Ci pierwsi dominowali. Prym wiedli
pisarze. Porywajace, przenikliwe intelektualnie a zarazem
pelne plomiennej energii przemowienia wyglosili m.in. Andrzej
Kijowski i Andrzej Szczypiorski. Zapamietalem surowe i madre
diagnozy sytuacji kultury, w tym tworczosci w roznych dziedzinach,
jakie sformulowali Bohdan Korzeniewski, Tadeusz Kantor,
Andrzej Wajda. Wielu bylo tam ludzi teatru, plastykow, muzykow.
Przedstawicieli owczesnych wladz, czy to partyjnych czy
panstwowych, nie bylo wcale. Tylko w kuluarach siedzial
przed monitorem telewizyjnym wysoki urzednik-cenzor ze swoja
ekipa i nagrywal obrady. Oczywiscie, nie zabral glosu z
trybuny. Gdyby sprobowal - zostalby wyklaskany, co zreszta
stalo sie udzialem kilku mowcow, ktorzy akurat wtedy na
gwalt zmieniali barwy i skory. K2000 r. zostal zorganizowany
i zdominowany przez naukowcow (wsrod nich glownie socjologow)
i publicystow. Stosunkowo bardzo malo bylo rezyserow, kompozytorow,
malarzy; jedynym znaczacym glosem pisarza bylo wystapienie
Ryszarda Kapuscinskiego. Wcale nie bylo na K2000 ludzi mlodych.
W znaczacy i jednoznaczny sposob K2000 omineli politycy
i dzialacze lewicowi, poza prezydentem, przybylym z urzedu.
Pojawil sie premier, ministrowie, wysocy urzednicy panstwowi,
parlamentarzysci, szefowie telewizji. Premier wyglosil na
ostatniej sesji piekne, cieple, madre, serdeczne, osobiste
przemowienie, wspominajac jak polska kultura byla dla niego,
dziecka pogranicza, busola. Przypomniala sie formula "wasz
prezydent, nasz premier" - ale faktem jest, ze rzad premiera
Buzka przeznacza na kulture tylko 0,43% budzetu.Wlasnie.
O ile na K1981 dominowaly idee i wartosci, o tyle na K2000
w tekstach i podtekstach dominowaly sprawy finansowe. Zgrabnie
podpowiedziala ten ton juz na pierwszej sesji plenarnej
znana pisarka, ktora wspominajac poprzedni kongres mowila
o przeszkodach stawianych tworcom przez wladze. "Rzad nas
wtedy nie kochal" powiedziala, nastepnie zawiesila glos
i oswiadczyla: "... a teraz rzad nas tez nie kocha". Otrzymala
gromkie brawa duzej czesci sali. Bylo to niepomiernie zastanawiajace.
Co pisarza w wolnym kraju w ogole obchodzi, ze "rzad go
nie kocha? " Pozniej sprawa dotowania kultury, instytucji
artystycznych oraz indywidualnych artystow przez rzad wracala
wielokrotnie. Ujawnialy sie z wielka sila, jak to nazywa
krajowa prasa, "postawy roszczeniowe". Zarazem braklo refleksji
nad faktem, ze jak powiedzial dyrektor Teatru TV: "Kultura
jest jedyna dziedzina zycia spolecznego, ktora od czasu
zmian systemowych w 1989 r. nie zostala poddana reformom,
chyba, ze uznac za nia redukcje wydatkow". Malo pojawilo
sie mysli konstruktywnych. Wyjatkiem byla - mimo ze kontrowersyjna
- propozycja, aby telewizja panstwowa utworzyla osobny kanal
dla kultury i edukacji.K1981 sam aktywnie tworzyl narodowa
kulture, stawial przed nia zadania, staral sie wyartykulowac
jej nowy ksztalt. K2000 narodowa kulture badal i opisywal.
Sporzadzil dlugi katalog brakow, zaniedban, zagrozen. Oto
kilka przykladow. Dyskusje nad kultura prowadzone sa hermetycznym
jezykiem naukowym, albo uproszczonym jezykiem mediow. I
jeden i drugi nie dociera do istoty polskiej kultury w jej
powiazaniu z tradycja, nie mowi o obowiazkach wobec wspolczesnosci,
wyzwaniach, jakie stawia przed nia przyszlosc. Upadaja regionalne
towarzystwa i stowarzyszenia kulturalne. Instytucje kulturalne,
w tym artystyczne, sa w tak fatalnym stanie finansowym,
ze akurat w grudniu 2000 r. "Solidarnosc" rozpoczela w ich
obronie akcje protestacyjna - zawieszona kurtuazyjnie na
czas kongresu. 52 procent Polakow nie czyta ksiazek. Oplakana
jest kondycja edukacji kulturalnej. W epoce globalizacji
slabsze kultury, w tym kultury mniejszosci narodowych, ponosza
najwieksze straty. Polske zalewa tandetna kultura amerykanska.
"Wspolczesna sztuka polska jest jalowa", przyznal jeden
z jej czolowych tworcow, rezyser filmowy. Tworcy nie potrafili
zagospodarowac, przekazac i utrwalic w wyobrazni zbiorowej
wielkich narodowych symboli ostatnich dekad: "Solidarnosci",
pontyfikatu Papieza-Polaka. Idealem wiekszosci spoleczenstwa
stala sie konsumpcja. Itd., itp. Dluga lista.K2000 ujawnil,
ze kultura polska znajduje sie w stanie wielorakiego kryzysu.
Ma on kilka glownych aspektow. Kultura polska zda sie odrywac
od swych tradycyjnych, chrzescijanskich i narodowych korzeni,
przejmujac laickie, materialistyczne i konsumpcyjne wzorce
wspolczesnego Zachodu, niejako wlaczajac sie w jego procesy
degeneracyjne. Tradycyjne elity inteligenckie, artystyczne,
naukowe zdaja sie rezygnowac (zmeczone? zniechecone? odsuniete?)
z duchowego przywodztwa, tak charakterystycznego dla Polski
zarowno w czasach wojen, zaborow i okupacji jak i pokoju.
Nowe elity polityczne i gospodarcze zdaja sie nie rozumiec
ogromnej energii spolecznej i tworczej kultury, sztuki i
edukacji. Stad kultura pozostala w ogonie reform i brak
jej dynamizujacego ustawodastwa. Brak jest, przede wszystkim,
nowego, pozytywnego programu w sferze wartosci i idei, ktory
wszedlby na miejsce dawnego programu negatywnego (walki
z komunistycznym totalitaryzmem) i zorganizowal zbiorowa
wyobraznie narodu. Zarazem K2000 dowiodl - to nie paradoks,
po tym co juz zanotowalem - ze polskie elity ludzi tworczych
i myslacych sa liczne i silne, ze gdzies ponizej, czy ponad
zgielkiem i blichtrem kultury masowej, istnieje ogromne
zapotrzebowanie i tesknota za kultura wysoka, za wartosciami,
ktore tylko w obrebie kultury moga byc tworzone i dzielone,
moga ubogacac zycie narodu, zycie kazdego z nas.
Kazimierz Braun
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |