MACIEJ PIWOWARCZUK
Powrot do "Milusina" (dokonczenie)
12
maja 1926 roku Przeglad Wieczorny pisal: "Wczoraj
w godzinach popoludniowych w poblizu willi Marszalka w Sulejowku
poczely sie gromadzic w roznych miejscach grupy jakichs
podejrzanych indywiduow. Ludnosc miejscowa, ktora to zauwazyla,
stwierdza, iz wiekszosc z nich byla uzbrojona. Bandy te
krazyly pod ochrona laskow, podchodzac z chwila nastania
ciemnosci do samej willi. O godzinie 11 wieczorem rozpoczal
sie formalny atak band, najwidoczniej zorganizowany i pozostajacy
pod wspolnym kierownictwem, na wille Marszalka. Wille ostrzeliwano
ogniem, zdaje sie, karabinowym i rewolwerowym. Strzelanina
miala charakter jakby regularnej tyraliery i trwala przez
dluzszy czas. Na wiesc o tym napadzie zjawila sie pomoc
z pobliskich garnizonow wojskowych, dzieki czemu napastnikow
odparto i rozproszono. Jak mozna sadzic, padlo ogolem kilkaset
strzalow ze strony band".
Opis wydarzen w przytoczonej wyzej notatce mial stanowic
usprawiedliwienie dla pozniejszych wydarzen, ktore przeszly
do historii pod mianem "przewrotu majowego". Strzaly, o
ktore prosili wierni Marszalkowi oficerowie pol roku wczesniej,
mialy za chwile sie rozlegnac na ulicach Warszawy. Do Rembertowa,
gdzie stacjonowala jedna z wiernych mu jednostek, Jozef
Pilsudski wyjechal z Sulejowka o godzinie siodmej rano12
maja 1926 roku. Stamtad ruszyl na czele zolnierzy do Warszawy.
Zwycieskie walki trwaly kilka dni, po nich Naczelnik powrocil
do "Milusina", by odpoczac wsrod drzew, otoczony najblizsza
rodzina i przyjaciolmi. W dwa tygodnie pozniej Zgromadzenie
Narodowe wybralo Jozefa Pilsudskiego na prezydenta, ale
ten odmowil sprawowania urzedu, co nie oznaczalo rezygnacji
z posiadanej wladzy w panstwie - te zachowal az do smierci.
Wraz z rodzina przeniosl sie do Warszawy, gdzie zamieszkal
- jak przed laty - w Belwederze. Niemal na kazda sobote
i niedziele Pilsudscy przyjezdzali do "Milusina". Najpierw
pani Aleksandra, ktora wraz z corkami robila porzadki i
wspolnie z kucharka przygotowywala obiad. Potem pojawial
sie maz, spacerowal po sadzie, dopilnowywal uli, czytal
ksiazki w bibliotece, przyjmowal sasiadow w salonie. Tak
mijaly weekendy.
Od 1928 roku stan zdrowia Marszalka pogarszal sie dramatycznie.
Na wiosne tego roku przezyl ciezki atak apoplektyczny. Coraz
czesciej zapadal na grype i angine, co strasznie go oslabialo.
W 1931 az cztery miesiace odpoczywal na Maderze, w Pikieliszkach
i w Rumunii.
Na miesiac przed smiercia Jozefa Pilsudskiego jego adiutant
kpt. Mieczyslaw Lepecki tak oto opisal jedna z wizyt w "Milusinie":
"W pelnym swietle slonecznym, padajacym na pokoj, Marszalek
wyglada zle. Cere ma szara, policzki wpadniete i bardzo
chuda szyje. (...)
Przyjezdzamy nareszcie do Sulejowka.
Marszalek wolnym krokiem, opierajac sie na lasce, udaje
sie do ogrodu. Mija dom i zatrzymuje sie przy kepie krzakow.
Pilnie oglada pekajace paczki lisci, potem nachyla sie i
zrywa stokrotke. (...)
Przysiadlem obok Marszalka na stopniach werandy. (...)
Marszalek otworzyl oczy.
- Jestescie tu? - zapytal.
- Tak jest, Panie Marszalku.
- To dobrze dziecko, ze tu jestescie.
Marszalek milczal dlugo; wreszcie odezwal sie tymi slowami:
- Czesto teraz mysle o tej chwili przed smiercia, gdy juz
nic nie bede odczuwal ze swiata zewnetrznego, oprocz kolorow.
Beda mi jeszcze zywo staly w oczach, chociaz sam... bede
juz u progu...
I po chwili:
- Ja juz tego roku nie przezyje.
- Co tez Pan Marszalek mowi!
Marszalek dlugo wzruszal ramionami i rozkladal rece, jakby
sam z soba rozmawiajac, po czym rzekl:
- Coz wy chcecie, to przeciez zwykla rzecz.
- Zapewne to bedzie ten pierwszy raz, gdy Pan Marszalek
sie omyli.
- Wiem dobrze, ze jestescie pyskacz - rzekl - nie potrzebujecie
sie tym chwalic.
Przed wsiadnieciem do auta Marszalek przystanal na chwile,
odwrocil sie i patrzyl na cichy, bialy dworek, na zeschle
dzikie wino oplatajace ganek, na kobierce trawnikow, na
sosny...".
Byl to jeden z ostatnich wyjazdow Pilsudskiego do Sulejowka.
Zmarl 12 maja 1935 roku.
Po smierci meza Aleksandra Pilsudska nie zdecydowala sie
na powrot do "Milusina", zamieszkala w malym domku kolo
Belwederu. W przylegajacym do willi drewniaczku zamieszkal
Konstanty Miloch, jeden z zandarmow ochraniajacych posesje
Marszalka. Mozna uznac, ze od tego czasu, az do 1947 roku,
pelnil role zarzadcy nieruchomosci.
Pani Aleksandra przyjezdzala do Sulejowka niemal w kazda
niedziele dogladajac domu. Nie pozwolila niczego ruszac
ani zmieniac. W ten sposob przez lata pokoje zachowaly wystroj
i klimat z czasu pobytow Pilsudskiego w "Milusinie". To
wlasnie przyciagalo do podwarszawskiego letniska coraz to
wieksze grupy zwiedzajacych, chcacych poznac miejsce tak
bliskie Marszalkowi.
Wraz z wybuchem II wojny swiatowej to nieformalne muzeum
przestalo istniec. W "Milusinie" zamieszkala dalsza rodzina
Marszalka, a Aleksandra Pilsudska wyjechala z corkami do
Londynu. Po wojnie dworek zajela Armia Czerwona, wyposazenie
zostalo wywiezione, najprawdopodobniej na polecenie Piotra
Jaroszewicza. Na przelomie lat 40. i 50. pomieszczenia domu
sluzyly uczestnikom wojskowej szkoly politycznej, a potem
ambasadzie sowieckiej. W 1956 roku w dworku urzadzono przedszkole,
ktore dzialalo bez przerwy do czerwca biezacego roku.
Probe przywrocenia muzeum podejmowano juz w roku 1980,
ale starania "Solidarnosci" przerwal stan wojenny. W 1990
roku wznowila je rodzina Marszalka. W koncu gmina przekazala
milusinska nieruchomosc Fundacji Rodziny Jozefa Pilsudskiego
.
- Planujemy stworzyc tam muzeum - mowi Krzysztof Jaraczewski,
wnuk Marszalka. - Wszystko jest w trakcie wstepnych przygotowan.
Chcemy, by bylo ono urzadzone w duchu rodzinnym, oddajacym
atmosfere tamtych dni.
Rodzina zamierza odtworzyc wnetrze "Milusina" takim, jakim
bylo ono w chwili smierci Pilsudskiego. Oczywiscie jest
to bardzo trudne zadanie, nie tylko ze wzgledu na koszty,
ale rowniez z powodu braku mebli oraz dokumentacji dotyczacej
ich wygladu.
- W tej chwili mamy moze dwie, trzy sztuki autentycznych
mebli dziadka. To moze sie zmienic, trwaja poszukiwania,
ale szanse sa raczej male. Wiekszosc mebli bedzie trzeba
odtwarzac element po elemencie, swiecznik po swieczniku
- przedstawia problem pan Krzysztof.
Zanim jednak we wnetrzach "Milusina" stanie pierwsze krzeslo,
podloge przykryje dywan, a na suficie zawisnie zyrandol,
musi zostac przeprowadzony generalny remont.
- Szczerze mowiac, stan dworku jest mieszany - kontynuuje
wnuk Marszalka. - Przede wszystkim powinnismy sie cieszyc,
ze on w ogole jeszcze stoi. Przeszlosc przedwojenna wskazywala,
ze jego losy powojenne moglyby byc bardzo smutne. Ochronilo
go przedszkole, ktore sie tu miescilo. Scian specjalnie
nie burzono, nic nie dobudowywano. Uklad pokoi pozostal
wlasciwie nie zmieniony. Drzwi, okna, okiennice sa oryginalne.
Sciany - nienaruszone, bo je saperzy budowali i czolg by
tego nie zburzyl, ale cieknac - cieknie. Teraz trzeba to
wszystko wyremontowac i zabezpieczyc.
Prace remontowe rusza na wiosne, pozniej trzeba bedzie
zrekonstruowac wystroj wnetrz, odtworzyc przylegajacy do
dworku sad, az wreszcie zaadoptowac "Milusin" do potrzeb
odwiedzajacych go gosci.
- Mam nadzieje, ze dworek bedzie mozna zobaczyc takim,
jakim byl, za okolo poltora roku - precyzuje termin zakonczenia
prac Krzysztof Jaraczewski.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |