PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 grudnia 2000)


MACIEJ PIWOWARCZUK

Powrot do "Milusina" (dokonczenie)

12 maja 1926 roku Przeglad Wieczorny pisal: "Wczoraj w godzinach popoludniowych w poblizu willi Marszalka w Sulejowku poczely sie gromadzic w roznych miejscach grupy jakichs podejrzanych indywiduow. Ludnosc miejscowa, ktora to zauwazyla, stwierdza, iz wiekszosc z nich byla uzbrojona. Bandy te krazyly pod ochrona laskow, podchodzac z chwila nastania ciemnosci do samej willi. O godzinie 11 wieczorem rozpoczal sie formalny atak band, najwidoczniej zorganizowany i pozostajacy pod wspolnym kierownictwem, na wille Marszalka. Wille ostrzeliwano ogniem, zdaje sie, karabinowym i rewolwerowym. Strzelanina miala charakter jakby regularnej tyraliery i trwala przez dluzszy czas. Na wiesc o tym napadzie zjawila sie pomoc z pobliskich garnizonow wojskowych, dzieki czemu napastnikow odparto i rozproszono. Jak mozna sadzic, padlo ogolem kilkaset strzalow ze strony band".

Opis wydarzen w przytoczonej wyzej notatce mial stanowic usprawiedliwienie dla pozniejszych wydarzen, ktore przeszly do historii pod mianem "przewrotu majowego". Strzaly, o ktore prosili wierni Marszalkowi oficerowie pol roku wczesniej, mialy za chwile sie rozlegnac na ulicach Warszawy. Do Rembertowa, gdzie stacjonowala jedna z wiernych mu jednostek, Jozef Pilsudski wyjechal z Sulejowka o godzinie siodmej rano12 maja 1926 roku. Stamtad ruszyl na czele zolnierzy do Warszawy. Zwycieskie walki trwaly kilka dni, po nich Naczelnik powrocil do "Milusina", by odpoczac wsrod drzew, otoczony najblizsza rodzina i przyjaciolmi. W dwa tygodnie pozniej Zgromadzenie Narodowe wybralo Jozefa Pilsudskiego na prezydenta, ale ten odmowil sprawowania urzedu, co nie oznaczalo rezygnacji z posiadanej wladzy w panstwie - te zachowal az do smierci.

Wraz z rodzina przeniosl sie do Warszawy, gdzie zamieszkal - jak przed laty - w Belwederze. Niemal na kazda sobote i niedziele Pilsudscy przyjezdzali do "Milusina". Najpierw pani Aleksandra, ktora wraz z corkami robila porzadki i wspolnie z kucharka przygotowywala obiad. Potem pojawial sie maz, spacerowal po sadzie, dopilnowywal uli, czytal ksiazki w bibliotece, przyjmowal sasiadow w salonie. Tak mijaly weekendy.

Od 1928 roku stan zdrowia Marszalka pogarszal sie dramatycznie. Na wiosne tego roku przezyl ciezki atak apoplektyczny. Coraz czesciej zapadal na grype i angine, co strasznie go oslabialo. W 1931 az cztery miesiace odpoczywal na Maderze, w Pikieliszkach i w Rumunii.

Na miesiac przed smiercia Jozefa Pilsudskiego jego adiutant kpt. Mieczyslaw Lepecki tak oto opisal jedna z wizyt w "Milusinie":

"W pelnym swietle slonecznym, padajacym na pokoj, Marszalek wyglada zle. Cere ma szara, policzki wpadniete i bardzo chuda szyje. (...)

Przyjezdzamy nareszcie do Sulejowka.

Marszalek wolnym krokiem, opierajac sie na lasce, udaje sie do ogrodu. Mija dom i zatrzymuje sie przy kepie krzakow. Pilnie oglada pekajace paczki lisci, potem nachyla sie i zrywa stokrotke. (...)

Przysiadlem obok Marszalka na stopniach werandy. (...)

Marszalek otworzyl oczy.

- Jestescie tu? - zapytal.

- Tak jest, Panie Marszalku.

- To dobrze dziecko, ze tu jestescie.

Marszalek milczal dlugo; wreszcie odezwal sie tymi slowami: - Czesto teraz mysle o tej chwili przed smiercia, gdy juz nic nie bede odczuwal ze swiata zewnetrznego, oprocz kolorow. Beda mi jeszcze zywo staly w oczach, chociaz sam... bede juz u progu...

I po chwili:

- Ja juz tego roku nie przezyje.

- Co tez Pan Marszalek mowi!

Marszalek dlugo wzruszal ramionami i rozkladal rece, jakby sam z soba rozmawiajac, po czym rzekl:

- Coz wy chcecie, to przeciez zwykla rzecz.

- Zapewne to bedzie ten pierwszy raz, gdy Pan Marszalek sie omyli.

- Wiem dobrze, ze jestescie pyskacz - rzekl - nie potrzebujecie sie tym chwalic.

Przed wsiadnieciem do auta Marszalek przystanal na chwile, odwrocil sie i patrzyl na cichy, bialy dworek, na zeschle dzikie wino oplatajace ganek, na kobierce trawnikow, na sosny...".

Byl to jeden z ostatnich wyjazdow Pilsudskiego do Sulejowka. Zmarl 12 maja 1935 roku.

Po smierci meza Aleksandra Pilsudska nie zdecydowala sie na powrot do "Milusina", zamieszkala w malym domku kolo Belwederu. W przylegajacym do willi drewniaczku zamieszkal Konstanty Miloch, jeden z zandarmow ochraniajacych posesje Marszalka. Mozna uznac, ze od tego czasu, az do 1947 roku, pelnil role zarzadcy nieruchomosci.

Pani Aleksandra przyjezdzala do Sulejowka niemal w kazda niedziele dogladajac domu. Nie pozwolila niczego ruszac ani zmieniac. W ten sposob przez lata pokoje zachowaly wystroj i klimat z czasu pobytow Pilsudskiego w "Milusinie". To wlasnie przyciagalo do podwarszawskiego letniska coraz to wieksze grupy zwiedzajacych, chcacych poznac miejsce tak bliskie Marszalkowi.

Wraz z wybuchem II wojny swiatowej to nieformalne muzeum przestalo istniec. W "Milusinie" zamieszkala dalsza rodzina Marszalka, a Aleksandra Pilsudska wyjechala z corkami do Londynu. Po wojnie dworek zajela Armia Czerwona, wyposazenie zostalo wywiezione, najprawdopodobniej na polecenie Piotra Jaroszewicza. Na przelomie lat 40. i 50. pomieszczenia domu sluzyly uczestnikom wojskowej szkoly politycznej, a potem ambasadzie sowieckiej. W 1956 roku w dworku urzadzono przedszkole, ktore dzialalo bez przerwy do czerwca biezacego roku.

Probe przywrocenia muzeum podejmowano juz w roku 1980, ale starania "Solidarnosci" przerwal stan wojenny. W 1990 roku wznowila je rodzina Marszalka. W koncu gmina przekazala milusinska nieruchomosc Fundacji Rodziny Jozefa Pilsudskiego .

- Planujemy stworzyc tam muzeum - mowi Krzysztof Jaraczewski, wnuk Marszalka. - Wszystko jest w trakcie wstepnych przygotowan. Chcemy, by bylo ono urzadzone w duchu rodzinnym, oddajacym atmosfere tamtych dni.

Rodzina zamierza odtworzyc wnetrze "Milusina" takim, jakim bylo ono w chwili smierci Pilsudskiego. Oczywiscie jest to bardzo trudne zadanie, nie tylko ze wzgledu na koszty, ale rowniez z powodu braku mebli oraz dokumentacji dotyczacej ich wygladu.

- W tej chwili mamy moze dwie, trzy sztuki autentycznych mebli dziadka. To moze sie zmienic, trwaja poszukiwania, ale szanse sa raczej male. Wiekszosc mebli bedzie trzeba odtwarzac element po elemencie, swiecznik po swieczniku - przedstawia problem pan Krzysztof.

Zanim jednak we wnetrzach "Milusina" stanie pierwsze krzeslo, podloge przykryje dywan, a na suficie zawisnie zyrandol, musi zostac przeprowadzony generalny remont.

- Szczerze mowiac, stan dworku jest mieszany - kontynuuje wnuk Marszalka. - Przede wszystkim powinnismy sie cieszyc, ze on w ogole jeszcze stoi. Przeszlosc przedwojenna wskazywala, ze jego losy powojenne moglyby byc bardzo smutne. Ochronilo go przedszkole, ktore sie tu miescilo. Scian specjalnie nie burzono, nic nie dobudowywano. Uklad pokoi pozostal wlasciwie nie zmieniony. Drzwi, okna, okiennice sa oryginalne. Sciany - nienaruszone, bo je saperzy budowali i czolg by tego nie zburzyl, ale cieknac - cieknie. Teraz trzeba to wszystko wyremontowac i zabezpieczyc.

Prace remontowe rusza na wiosne, pozniej trzeba bedzie zrekonstruowac wystroj wnetrz, odtworzyc przylegajacy do dworku sad, az wreszcie zaadoptowac "Milusin" do potrzeb odwiedzajacych go gosci.

- Mam nadzieje, ze dworek bedzie mozna zobaczyc takim, jakim byl, za okolo poltora roku - precyzuje termin zakonczenia prac Krzysztof Jaraczewski.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail