PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (17 listopada 2000)



LECHOSLAW LAMENSKI

Literackie grafiki Artura Popka

czyli co sie dzieje o zmierzchu,
gdy skrzydla aniolow laskocza nas po skroniach

Bohater niniejszego eseju - Artur Popek (rocznik 1960) - to niezwykle uzdolniony plastycznie tworca obecny w zyciu artystycznym Lublina i Lubelszczyzny od polowy lat 80. Obecny takze poza granicami Polski, zarowno w Europie, jak i w USA.

Postac ciekawa nie tylko dlatego, ze z rowna latwoscia i swoboda wypowiada sie z pomoca rylca, dlutka czy suchej igly, ale takze jako literat. Jak malo ktory ze znanych mi wspolczesnie artystow polskich potrafi bowiem znakomicie poslugiwac sie slowem, zwlaszcza pisanym. Z pewnoscia na szczegolna uwage zasluguje jego nie publikowany esej pt. Moje credo. O tym, jak dobrze sie schowac i co stamtad mozna zobaczyc. Jest to tekst w znacznym stopniu bardzo osobisty, mowiacy szczerze, ale w sposob niebywale poetycki m.in. o obcowaniu Artura Popka z przyroda, ktora w znacznej mierze wplynela na charakter uprawianej przez niego sztuki. Bogactwo slownictwa, szeroki wachlarz skojarzen i odniesien literackich do zjawisk obecnych w otaczajacej go rzeczywistosci, lekka i potoczysta narracja wciagaja czytelnika, rozbudzaja jego ciekawosc, zwlaszcza wowczas, gdy autor pisze o swojej tworczosci plastycznej.

Nalezy bowiem pamietac, ze Artur Popek to przede wszystkim grafik o niezwykle wysublimowanym warsztacie. Tworca, ktory zanim przystapi do pracy, musi sie najpierw wewnetrznie wyciszyc, wyizolowac. Izoluje sie od otoczenia juz w momencie, gdy zaczyna z pietyzmem czyscic, polerowac plaszczyzne kamienia lub blachy, na ktorej powoli, bez zbednego pospiechu, z zachowaniem wewnetrznej samodyscypliny zaczyna wyczarowywac basniowy swiat form i znakow plastycznych. Powstaja wtedy kompozycje wykonywane najczesciej w technikach metalowych: akwaforcie, suchej igle, akwatincie, mezzotincie czy wreszcie (znacznie rzadziej) w technice litografii.

Tworczosc Artura Popka da sie podzielic na dwa nierowne dzialy. Pierwszy, znacznie mniejszy i bardziej doslowny, to autoportrety i portrety najblizszych. Z podejsciem godnym botanika spogladajacego z miloscia przez lupe na zdzblo rzadkiej roslinki artysta rejestruje starannie ksztalty twarzy zony, syna i corki, a zwlaszcza ich szeroko otwarte oczy. Oczy radosne i smutne, zamyslone i rozmarzone, oczy ktore mowia tak wiele o portretowanym.

Dzial drugi, decydujacy o miejscu grafika na krajowym i miedzynarodowym rynku sztuki, to kilkadziesiat niewielkich (od 10x10 cm, po nieco wieksze, np. 15x12 cm) kompozycji wykonywanych najpierw na poczatku lat osiemdziesiatych czarnym tuszem i olowkiem, po wzbogacone o kolor, powstajace u schylku lat 90. akwaforty i akwatinty. Wszystkie o szalenie rozbudowanej, na poly basniowej tresci, urzekaja dekoracyjnoscia i nie majaca granic wyobraznia tworzacego je autora. Wydaje sie, ze duzy wplyw na ich charakter wywarly mlodziencze rozmowy Artura ze stryjem Janem (byl malarzem) i otarcie sie o jego sztuke, ktora - co sam przyznaje - zrobila na nim ogromne wrazenie. Podobienstwo grafik naszego bohatera z kolorowymi obrazkami stryja to przede wszystkim podobny sposob widzenia swiata. Dla Jana Popka otaczajaca go rzeczywistosc stanowila rodzaj kipiacego wulkanu, wyrzucajacego od czasu do czasu z niebywala sila bezuzyteczne odpryski cywilizacji. W swiecie, ktory stanowi zrodlo inspiracji grafik Artura Popka, takze mamy do czynienia z goracym tyglem, z magma, pod ktorej ledwo co zakrzepla powierzchnia tetni ukryte zycie, ale na szczescie zycie nie wypreparowane z wszelkiego czlowieczenstwa. Kolorowy swiat stryja, uchwycony na niewielkich kawalkach kartonu, znalazl niespodziewanie dalszy ciag w pozornie czarno-bialych grafikach Artura . Pozornie, poniewaz dzieki autorskim rozwiazaniom warsztatowym i subtelnej grze roznic walorowych artysta uzyskuje z powodzeniem zludzenie barwnosci, poglebione - w ostatnim czasie, w sposob oczywisty - dodaniem autentycznego koloru, rozproszonego i polozonego miekko na plaszczyznie odbitki.

Swiadom literackosci swych prac, potrafi "ubrac" rozbudowana tresc w atrakcyjna forme plastyczna. Nie ma w niej sztucznego udziwniania, uciekania sie do wyszukanych a nic nie znaczacych smaczkow, skrajnie nowoczesnych sposobow wypowiedzi, zapozyczonych na sile od innych - byc moze znacznie bardziej znanych i cenionych - grafikow polskich czy europejskich, jest natomiast konsekwentne tworzenie wlasnej wizji. Niemal kazdy centymetr kwadratowy malej matrycy wypelniaja drobno kladzione kreski ukladajace sie np. w antyczna lokomobile sunaca majestatycznie po szynach i rozsiewajaca dookola drobniutkie, trudne do jednoznacznego okreslenia mikroslady, opuszczajace w pospiechu pyszczek dlugiego i cienkiego komina (Nasza pierwsza maszyna do robienia buziaczkow, akwatinta, 1999), czy w wielkiego gada, podobnego do krokodyla, wypelniajacego swym niewidocznym cialem cala szerokosc rzeki, pod ktora pojawia sie niespodziewanie dworek z drewnianymi podcieniami i antena satelitarna na dachu oraz kamienna wieza tuz obok, podczas gdy powyzej wznosi sie obronny kasztel atakowany przez spadajacy z nieba z impetem cylinder, budzik, chrabaszcza, a nawet psia kosc (Kocie tesknoty do letniej spiekoty, akwatinta, 1997). Inne, rownie delikatne kreski tworza basniowe miasto rozlozone dostojnie na linii horyzontu, z samotnym kotkiem i kragla twarzyczka dziewczynki w kapeluszu na pierwszym planie, ponad ktorym zawisly oble kokony-zeppeliny o pregowanych brzuszkach, a w oddali pojawily sie kopuly neobizantynskiej bazyliki, gotycka wieza i baszty murow obronnych (Ania szuka Festera na Montmartre, akwatinta, 1998).

Swiadomie szarpane, przerywane, o roznej grubosci, kaprysne, pelne zycia i ruchu oraz spokojne i niedokonczone, leniwie ciagnace sie w nieskonczonosc kreski sluza do konstruowania nieco prymitywnych, wrecz koslawych bryl domow, drzew, ludzi i zwierzat, ktore z kompozycji na kompozycje staja sie coraz bardziej surrealistyczne. Przez zmiane proporcji i zachwianie klasycznych relacji pomiedzy nimi powstaje calkowicie umowna rzeczywistosc z pogranicza jawy i snu, w ktorej z jednej strony pojawiaja sie formy organiczne, a z drugiej futurystyczne przejawy cywilizacji.

Wyobrazni Artura Popka dostarcza ciagle nowych, oryginalnych tematow. Co prawda pewne powierzchowne tropy - falszywe jak sie zawsze na koncu okazuje - zdaja sie prowadzic widza do klasyki fantastyki literackiej (jaka byla dla wielu m.in. lektura powiesci Juliusza Verne'a), ale tak naprawde wszystko, co stworzyl artysta, ma swoje zrodlo w umiejetnosci obserwacji zjawisk zachodzacych tuz obok. Wydaje sie, ze jego wyobraznia syci sie wszystkim i w kazdej sekundzie zycia, zarowno gdy czyta gazete, slucha muzyki, oglada wiadomosci w telewizji lub gdy kapie sie w wannie, a nawet podczas snu.

Dysponujac niezbedna wiedza na temat dokonan tworczych artystow na przestrzeni stuleci (efekt dobrej znajomosci historii sztuki, wyniesiony ze studiow), Artur Popek nie stal sie jeszcze jednym zrecznym eklektykiem umiejacym wykorzystac i przetworzyc na wlasne potrzeby to, co bylo w sztuce tych najwiekszych, cieszacych sie niekwestionowanym uznaniem krytykow najciekawsze najoryginalniejsze. Choc niewatpliwie skazony surrealistycznym widzeniem swiata, pozostal na szczescie soba. I chociaz jego malutkie, wrecz miniaturowe akwaforty i akwatinty ciesza sie coraz wiekszym powodzeniem na komercyjnym i wystawienniczym rynku sztuki, potrafi zachowac zdrowy rozsadek i dystans. Nie ulega presji marszandow i odbiorcow, nie tworzy maszynowo, na ilosc, pod publiczke. Tak jak piec, dziesiec i pietnascie lat temu konsekwentnie walczy z oporna materia metalu, aby wydobyc z jego powierzchni bliskie jego wizji ksztalty i plamy barwne. Wydaje sie, ze im tworzy dluzej, tym staje sie dociekliwszy, bogatszy, wrecz barokowy w rozbudowywaniu warstwy tajemniczych symboli i ukrytej tresci.

Na pewno wazna role w odbiorze grafik lubelskiego artysty odgrywaja ich tytuly. Bardzo literackie i niekiedy rownie rozpasane, jak wyobraznia tworzacego je autora, podsuwaja (podpowiadaja) delikatnie widzowi sposob ich kontemplowania i rozumienia, choc nie do konca. Wydaje sie, ze Popek kocha ponad wszystko niedopowiedzenie, aluzyjnosc i wieloznacznosc, pozwalajace na roznorodnosc interpretacyjna. Stad: Chodza za mna marynaty (z 1994 roku), Wyprawa po seksowna bielizne (1995), Kocie tesknoty do letniej spiekoty, Muzeum wspolczucia na swiezym powietrzu oraz Mozesz mnie zjesc, mozesz mnie pokochac (wszystkie trzy z 1997 roku), czy chociazby Pomoge Wam, rzekla Wrozka (z 2000 roku).

Grafiki Artura Popka nie tylko zapewniaja odbiorcy wysublimowane odczucia estetyczne, ale przez nasycenie form czysto plastycznych uzupelniajaca je, bardzo rozbudowana trescia literacka, staja sie rownie tajemnicze i nieodgadnione jak dziela wielkich mistrzow renesansu. I moze dlatego przetrwaja zwyciesko probe czasu i pozostana w nas na zawsze.

----------------------

Seria indywidualnych wystaw i prezentacji tworczosci Artura Popka towarzyszy Festiwalowi Filmu Polskiego w Ameryce. W tym roku wystawy odbywaly sie badz odbywaja m.in. w nastepujacych miejscach: Height Theatre, Minneapolis, Minnesota; Angelika Film Center, Houston, Teksas; Broadway Performance Hall, Seattle, Waszyngton; Directors' Guild of America, Los Angeles, Kalifornia; University of Michigan, Ann Arbor, Michigan; Society for Arts, Chicago, Illinois (obecnie).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail