LECHOSLAW LAMENSKI
Literackie grafiki Artura Popka
czyli co sie dzieje o zmierzchu,
gdy skrzydla aniolow laskocza nas po skroniach
Bohater
niniejszego eseju - Artur Popek (rocznik 1960) - to niezwykle
uzdolniony plastycznie tworca obecny w zyciu artystycznym
Lublina i Lubelszczyzny od polowy lat 80. Obecny takze poza
granicami Polski, zarowno w Europie, jak i w USA.
Postac ciekawa nie tylko dlatego, ze z rowna latwoscia
i swoboda wypowiada sie z pomoca rylca, dlutka czy suchej
igly, ale takze jako literat. Jak malo ktory ze znanych
mi wspolczesnie artystow polskich potrafi bowiem znakomicie
poslugiwac sie slowem, zwlaszcza pisanym. Z pewnoscia na
szczegolna uwage zasluguje jego nie publikowany esej pt. Moje credo. O tym, jak dobrze sie schowac i co stamtad
mozna zobaczyc. Jest to tekst w znacznym stopniu bardzo
osobisty, mowiacy szczerze, ale w sposob niebywale poetycki
m.in. o obcowaniu Artura Popka z przyroda, ktora w znacznej
mierze wplynela na charakter uprawianej przez niego sztuki.
Bogactwo slownictwa, szeroki wachlarz skojarzen i odniesien
literackich do zjawisk obecnych w otaczajacej go rzeczywistosci,
lekka i potoczysta narracja wciagaja czytelnika, rozbudzaja
jego ciekawosc, zwlaszcza wowczas, gdy autor pisze o swojej
tworczosci plastycznej.
Nalezy bowiem pamietac, ze Artur Popek to przede wszystkim
grafik o niezwykle wysublimowanym warsztacie. Tworca, ktory
zanim przystapi do pracy, musi sie najpierw wewnetrznie
wyciszyc, wyizolowac. Izoluje sie od otoczenia juz w momencie,
gdy zaczyna z pietyzmem czyscic, polerowac plaszczyzne kamienia
lub blachy, na ktorej powoli, bez zbednego pospiechu, z
zachowaniem wewnetrznej samodyscypliny zaczyna wyczarowywac
basniowy swiat form i znakow plastycznych. Powstaja wtedy
kompozycje wykonywane najczesciej w technikach metalowych:
akwaforcie, suchej igle, akwatincie, mezzotincie czy wreszcie
(znacznie rzadziej) w technice litografii.
Tworczosc Artura Popka da sie podzielic na dwa nierowne
dzialy. Pierwszy, znacznie mniejszy i bardziej doslowny,
to autoportrety i portrety najblizszych. Z podejsciem godnym
botanika spogladajacego z miloscia przez lupe na zdzblo
rzadkiej roslinki artysta rejestruje starannie ksztalty
twarzy zony, syna i corki, a zwlaszcza ich szeroko otwarte
oczy. Oczy radosne i smutne, zamyslone i rozmarzone, oczy
ktore mowia tak wiele o portretowanym.
Dzial drugi, decydujacy o miejscu grafika na krajowym i
miedzynarodowym rynku sztuki, to kilkadziesiat niewielkich
(od 10x10 cm, po nieco wieksze, np. 15x12 cm) kompozycji
wykonywanych najpierw na poczatku lat osiemdziesiatych czarnym
tuszem i olowkiem, po wzbogacone o kolor, powstajace u schylku
lat 90. akwaforty i akwatinty. Wszystkie o szalenie rozbudowanej,
na poly basniowej tresci, urzekaja dekoracyjnoscia i nie
majaca granic wyobraznia tworzacego je autora. Wydaje sie,
ze duzy wplyw na ich charakter wywarly mlodziencze rozmowy
Artura ze stryjem Janem (byl malarzem) i otarcie sie o jego
sztuke, ktora - co sam przyznaje - zrobila na nim ogromne
wrazenie. Podobienstwo grafik naszego bohatera z kolorowymi
obrazkami stryja to przede wszystkim podobny sposob widzenia
swiata. Dla Jana Popka otaczajaca go rzeczywistosc stanowila
rodzaj kipiacego wulkanu, wyrzucajacego od czasu do czasu
z niebywala sila bezuzyteczne odpryski cywilizacji. W swiecie,
ktory stanowi zrodlo inspiracji grafik Artura Popka, takze
mamy do czynienia z goracym tyglem, z magma, pod ktorej
ledwo co zakrzepla powierzchnia tetni ukryte zycie, ale
na szczescie zycie nie wypreparowane z wszelkiego czlowieczenstwa.
Kolorowy swiat stryja, uchwycony na niewielkich kawalkach
kartonu, znalazl niespodziewanie dalszy ciag w pozornie
czarno-bialych grafikach Artura . Pozornie, poniewaz dzieki
autorskim rozwiazaniom warsztatowym i subtelnej grze roznic
walorowych artysta uzyskuje z powodzeniem zludzenie barwnosci,
poglebione - w ostatnim czasie, w sposob oczywisty - dodaniem
autentycznego koloru, rozproszonego i polozonego miekko
na plaszczyznie odbitki.
Swiadom literackosci swych prac, potrafi "ubrac" rozbudowana
tresc w atrakcyjna forme plastyczna. Nie ma w niej sztucznego
udziwniania, uciekania sie do wyszukanych a nic nie znaczacych
smaczkow, skrajnie nowoczesnych sposobow wypowiedzi, zapozyczonych
na sile od innych - byc moze znacznie bardziej znanych i
cenionych - grafikow polskich czy europejskich, jest natomiast
konsekwentne tworzenie wlasnej wizji. Niemal kazdy centymetr
kwadratowy malej matrycy wypelniaja drobno kladzione kreski
ukladajace sie np. w antyczna lokomobile sunaca majestatycznie
po szynach i rozsiewajaca dookola drobniutkie, trudne do
jednoznacznego okreslenia mikroslady, opuszczajace w pospiechu
pyszczek dlugiego i cienkiego komina (Nasza pierwsza
maszyna do robienia buziaczkow, akwatinta, 1999), czy
w wielkiego gada, podobnego do krokodyla, wypelniajacego
swym niewidocznym cialem cala szerokosc rzeki, pod ktora
pojawia sie niespodziewanie dworek z drewnianymi podcieniami
i antena satelitarna na dachu oraz kamienna wieza tuz obok,
podczas gdy powyzej wznosi sie obronny kasztel atakowany
przez spadajacy z nieba z impetem cylinder, budzik, chrabaszcza,
a nawet psia kosc (Kocie tesknoty do letniej spiekoty,
akwatinta, 1997). Inne, rownie delikatne kreski tworza basniowe
miasto rozlozone dostojnie na linii horyzontu, z samotnym
kotkiem i kragla twarzyczka dziewczynki w kapeluszu na pierwszym
planie, ponad ktorym zawisly oble kokony-zeppeliny o pregowanych
brzuszkach, a w oddali pojawily sie kopuly neobizantynskiej
bazyliki, gotycka wieza i baszty murow obronnych (Ania
szuka Festera na Montmartre, akwatinta, 1998).
Swiadomie szarpane, przerywane, o roznej grubosci, kaprysne,
pelne zycia i ruchu oraz spokojne i niedokonczone, leniwie
ciagnace sie w nieskonczonosc kreski sluza do konstruowania
nieco prymitywnych, wrecz koslawych bryl domow, drzew, ludzi
i zwierzat, ktore z kompozycji na kompozycje staja sie coraz
bardziej surrealistyczne. Przez zmiane proporcji i zachwianie
klasycznych relacji pomiedzy nimi powstaje calkowicie umowna
rzeczywistosc z pogranicza jawy i snu, w ktorej z jednej
strony pojawiaja sie formy organiczne, a z drugiej futurystyczne
przejawy cywilizacji.
Wyobrazni Artura Popka dostarcza ciagle nowych, oryginalnych
tematow. Co prawda pewne powierzchowne tropy - falszywe
jak sie zawsze na koncu okazuje - zdaja sie prowadzic widza
do klasyki fantastyki literackiej (jaka byla dla wielu m.in.
lektura powiesci Juliusza Verne'a), ale tak naprawde wszystko,
co stworzyl artysta, ma swoje zrodlo w umiejetnosci obserwacji
zjawisk zachodzacych tuz obok. Wydaje sie, ze jego wyobraznia
syci sie wszystkim i w kazdej sekundzie zycia, zarowno gdy
czyta gazete, slucha muzyki, oglada wiadomosci w telewizji
lub gdy kapie sie w wannie, a nawet podczas snu.
Dysponujac niezbedna wiedza na temat dokonan tworczych
artystow na przestrzeni stuleci (efekt dobrej znajomosci
historii sztuki, wyniesiony ze studiow), Artur Popek nie
stal sie jeszcze jednym zrecznym eklektykiem umiejacym wykorzystac
i przetworzyc na wlasne potrzeby to, co bylo w sztuce tych
najwiekszych, cieszacych sie niekwestionowanym uznaniem
krytykow najciekawsze najoryginalniejsze. Choc niewatpliwie
skazony surrealistycznym widzeniem swiata, pozostal na szczescie
soba. I chociaz jego malutkie, wrecz miniaturowe akwaforty
i akwatinty ciesza sie coraz wiekszym powodzeniem na komercyjnym
i wystawienniczym rynku sztuki, potrafi zachowac zdrowy
rozsadek i dystans. Nie ulega presji marszandow i odbiorcow,
nie tworzy maszynowo, na ilosc, pod publiczke. Tak jak piec,
dziesiec i pietnascie lat temu konsekwentnie walczy z oporna
materia metalu, aby wydobyc z jego powierzchni bliskie jego
wizji ksztalty i plamy barwne. Wydaje sie, ze im tworzy
dluzej, tym staje sie dociekliwszy, bogatszy, wrecz barokowy
w rozbudowywaniu warstwy tajemniczych symboli i ukrytej
tresci.
Na pewno wazna role w odbiorze grafik lubelskiego artysty
odgrywaja ich tytuly. Bardzo literackie i niekiedy rownie
rozpasane, jak wyobraznia tworzacego je autora, podsuwaja
(podpowiadaja) delikatnie widzowi sposob ich kontemplowania
i rozumienia, choc nie do konca. Wydaje sie, ze Popek kocha
ponad wszystko niedopowiedzenie, aluzyjnosc i wieloznacznosc,
pozwalajace na roznorodnosc interpretacyjna. Stad: Chodza
za mna marynaty (z 1994 roku), Wyprawa po seksowna
bielizne (1995), Kocie tesknoty do letniej spiekoty, Muzeum wspolczucia na swiezym powietrzu oraz Mozesz
mnie zjesc, mozesz mnie pokochac (wszystkie trzy z 1997
roku), czy chociazby Pomoge Wam, rzekla Wrozka (z
2000 roku).
Grafiki Artura Popka nie tylko zapewniaja odbiorcy wysublimowane
odczucia estetyczne, ale przez nasycenie form czysto plastycznych
uzupelniajaca je, bardzo rozbudowana trescia literacka,
staja sie rownie tajemnicze i nieodgadnione jak dziela wielkich
mistrzow renesansu. I moze dlatego przetrwaja zwyciesko
probe czasu i pozostana w nas na zawsze.
----------------------
Seria indywidualnych wystaw i prezentacji
tworczosci Artura Popka towarzyszy Festiwalowi Filmu Polskiego
w Ameryce. W tym roku wystawy odbywaly sie badz odbywaja
m.in. w nastepujacych miejscach: Height Theatre, Minneapolis,
Minnesota; Angelika Film Center, Houston, Teksas; Broadway
Performance Hall, Seattle, Waszyngton; Directors' Guild
of America, Los Angeles, Kalifornia; University of Michigan,
Ann Arbor, Michigan; Society for Arts, Chicago, Illinois
(obecnie).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |