GRAZYNA DRABIK
Nowojorska kronika kulturalna (teatr)
The
Full Monty. Libretto: Terrence McNally, muzyka:
David Yazbek, rezyseria: Jack O'Brian, choreografia: Jerry
Mitchell, scenografia: John Arnone, kostiumy: Robert Morgan,
oswietlenie: Howell Binkley, dzwiek: Tom Clark. Dyrygent
zespolu muzycznego: Kimberly Grigsby. Wykonawcy: John Elllison
Conlee [Dave Bukatinsky], Nicholas Cutro [Nathan Lukowski],
Jason Danieley [Malcolm MacGregor], Lisa Datz [Pam Lukowski],
André De Shields [Noah "Horse" T. Simmons], Kathleen
Freeman [Jeanette Burmeister], Romain Frugé [Ethan
Girard], Annie Golden [Georgie Bukatinsky], Marcus Neville
[Harold Nichols], Emily Skinner [Vicki Nichols] oraz Patrick
Wilson [Jerry Lukowski]. Premiera 26 pazdziernika. The Eugene
O'Neill Theatre, 230 W. 49 St.
No i mamy wreszcie pierwszy wielki hit sezonu: muzyczna
adaptacje popularnego filmu Golo i wesolo o pelnych
dumy, wysoko wykwalifikowanych robotnikach, ktorzy po zamknieciu
lokalnych stoczni znalezli sie w szarych szeregach masy
bezrobotnych. Bez solidnego gruntu rutyny, dobrych zarobkow
i wyraznie okreslonych rol spolecznych musza oni znalezc
nowy sposob na zycie. Temat jak na musical jest zaskakujacy:
bytowe i psychologiczne klopoty bezrobotnych. Kierunek adaptacji
tez dosc rzadki: z ekranu na scene Broadwayu. Niskobudzetowy
film angielski Petera Cattaneo zyskal w 1997 r. niespodziewanie
szeroka, miedzynarodowa popularnosc oraz cztery nominacje
do Oscarow. Pozytywne recenzje, brawa publicznosci i wyprzedane
bilety obiecuja, ze nowy musical Terrence'a McNally'ego
i Davida Yazbeka rowniez podbije wiele serc.
Spotykamy tu grupe mezczyzn w tym dosc ryzykownym srednio-mlodym
momencie, kiedy juz sie znak smak kleski i rezygnacji. Jest
za pozno, by zycie wydawalo sie jak wielka przygoda otwarta
na wszystko, lecz zbyt wczesnie, by zrzec sie z marzen czy
po prostu poddac. Indywidualnosci poszczegolnych bohaterow
- a raczej antybohaterow - sa wyraznie zaznaczone.
Roznia ich cechy charakteru i sytuacja rodzinna. Jerry
Lukowski jest bunczucznie mlodzienczy. Bardzo chcialby splacic
dlugi swej bylej zonie Pam na podrastajacego syna, ale nie
wie, skad wziac pieniadze. Opiera sie jej namowom, by przyjac
prace w prowadzonej przez nia firmie. Pam uwaza, ze Jerry
ciagle nie chce dorosnac. On sam - ze po prostu nie chce
sie poddac. Najblizszy przyjaciel Jerre'go Dave Bukatinsky
jest dobrodusznie cieply, przytulny jak pluszowy mis i jak
mis pluszowato niezaradny. Wierna Georgie stoi przy nim
ufnie, lecz czuje sie coraz bardziej bezradna wobec jego
ciemniejacej depresji. Byly boss Jerry'ego Harold Nichols
ukrywa strate pracy przed ukochana zona Vicki, starajac
sie z pomoca kart kredytowych utrzymac iluzje zasobnego
stylu zycia. Oplaca skrywana desperacja beztroske Vicki.
Malcolm MacGregor znajduje sie w pulapce uzaleznienia obezwladniony
niesmialoscia i nadmiarem obowiazkow wobec kalekiej matki.
Ciemnoskorego starzejacego sie Noah T. Simmonsa paralizuja
stereotypy rasowe i artretyzm. Z kolei nadmiernie ruchliwy
Ethan Girard ryzykuje zdrowie wierzac, ze sie odnajdzie,
jesli tylko uda sie mu powtorzyc nieprawdopodobne wyczyny
aktorow starych filmow przygodowych.
Laczy ich kleska utraty pracy, dotkliwy brak pieniedzy
i zagubienie w nowej sytuacji. Kiedy Jerry wpada na pomysl,
by zdobyc zastrzyk gwaltownie potrzebnej gotowki jednorazowym
uderzeniem pokazu meskiego striptizu, reaguja z niedowierzaniem,
pelni watpliwosci co do wlasnej atrakcyjnosci. W czasie
cwiczen do wystepu znajduja w sobie wzajemne oparcie. We
wspolnie podjetym ryzyku odnajduja sile i nadzieje.
Ogolnie biorac, musical pozostaje nadzwyczaj wierny tresci
filmu. Tym ciekawsze sa pewne znaczace zmiany wprowadzone
przez McNally'ego. Przede wszystkim akcja zostala przeniesiona
z Sheffield w polnocnej Anglii do Buffalo i udanie osadzona
w amerykanskich realiach. Stocznie - kiedys wielkie krolowe
przemyslu United Steel - stoja zamkniete. Wieloetniczna
zaloga - sprowadzona do wspolnego mianownika bezrobocia.
Zwiazek stoczniowcow - zredukowany do gwarantowania wyplacania
zasilku. Buffalo traci swa indywidualnosc. Dolacza do szeregu
innych miast, gdzie prace, owszem, mozna znalezc - w barze
striptizu, na zapleczu restauracji, jako ochroniarz, jako
jeszcze jeden niewykwalifikowany robotnik pracujacy bez
zaplecza zwiazku zawodowego, wedlug potrzeb i widzimisie
korporacyjnego bossa. Scenografia Johna Arnone'a udanie
sugeruje skrzyzowanie dawnej swietnosci z drugorzedna terazniejszoscia.
Tlo opuszczonych hal fabrycznych, polpustych ulic ujmuje
w jaskrawe ramy. Neonowe swiatla, blichtr kolorow wykrzykuja
obietnice szybkiego zarobku pokrywajac smetna nicosc.
Wyrazniej niz w filmie zaznaczony jest watek homoseksualny.
Dosc sztampowo. Dwoch czlonkow zespolu odkrywa smak erotycznie
podkolorowanej przyjazni. Bardziej interesujaco i subtelniej
zaznaczone sa zmiany w postawie Jerry'ego. Zadziorny prowodyr
(rola wielostrunowo ustawiona i ciekawie zagrana przez Patricka
Wilsona) potrafi sie wyzwolic ze stereotypowych uproszczen
o tym, co stanowi o "prawdziwej meskosci". Lagodniej potraktowana
jest postac aroganckiego szefa, ktory w filmie jest nieprzyjemny
i nielubiany. Tutaj Harold (Marcus Neville z atrakcyjnie
aksamitnym glosem) szybko wpisuje sie harmonijnie w solidarnosc
grupy, przyjaznie wszystkich uczac tanecznych krokow.
Dwukrotnie pojawia sie na scenie zawodowy tancerz meskiego
striptizu (Denis Jones) tworzac rodzaj klamry i kontrapunktu
dla glownego watku. Jego popisy otwieraja przedstawienie
i podsuwaja Jerry'mu pomysl szybkiego zarobku. Zadbane cialo,
precyzyjnie wykalkulowane ruchy, szeroki usmiech, zgrabna
dupka, sensualne obroty biodrami wywoluja entuzjazm kobiet
w Buffalo, ktore dopinguja go do dalszych popisow okrzykami,
gromkimi brawami i banknotami wpychanymi za czerwone slipki.
Wzbudzaja takze entuzjazm publicznosci wypelniajacej sale
broadwayowskiego teatru O'Neilla. Lecz kiedy pod koniec
przedstawienia nasi bohaterowie szykuja sie pelni podniecenia
do wlasnego striptizowego wystepu, tancerz informuje ich
z wyrazna satysfakcja, ze porzuca estrade. Szczesliwy i
dumny oznajmia, ze otrzymal zwykla prace - przy komputerach
czy cos podobnego - i juz nie musi wiecej krecic golymi
biodrami.
Genialnym posunieciem jest wprowadzenie - nie wiem, czy
przez McNally'ego, czy przez bardzo sprawnie prowadzacego
caly zespol Jacka O'Briena - postaci podstarzalej kabaretowej
spiewaczki. Zjawia sie niespodziewanie, kiedy niedoswiadczony
zespol rozpoczyna proby, a jej obecnosc Jerry tlumaczy nic
nie tlumaczacym wyjasnieniem: "Nie mam pojecia, skad sie
wziela. Zjawila sie ni stad, ni zowad razem z pianinem...".
Steskniona za estrada, zmeczona bezczynnoscia wymuszona
przez wiek, wali teraz z pasja w klawisze pianina, spiewa
z jeszcze wieksza pasja, podbudowuje entuzjazmem tancerzy-in-spe.
Doskonala Kathleen Freeman natchnela postac Jeanette Burmeister
tak autentycznym zyciem, ze trudno sobie wyobrazic widowisko
bez jej ironicznych bons mots, szorstkiego humoru
i swietnego spiewu.
Jest tutaj co krytykowac. Tekst Terrence'a McNally'ego
niebezpiecznie ciagnie ku mieliznom sentymentalnosci. Muzyka
Davida Yazbeka, choc pelna werwy, nie wyroznia sie zbytnia
oryginalnoscia. Z wyjatkiem kilku melodii - jak pelna ironii
piosenka "Big-Ass Rock" zalecajaca samobojstwo, doskonale
spiewana przez trio Wilson, Conlee i Jason Danieley czy
brawurowo wykonany przez André De Shieldsa rodzaj
bluesa "Big Black Man" - poszczegolne numery muzyczne, zwlaszcza
w drugiej czesci, zlewaja sie dosc monotonnie w ogolna jazzo-pop-rockowosc.
Niektore zarty przypominaja sztubackie niewybrednosci malolatow,
dopiero odkrywajacych wspanialosci krajobrazu kobiecego
ciala. Zmysl krytyczny podsypia, za to krew pulsuje w zylach
rytmem ciagle jeszcze dorastajacej mlodzienczosci. Mezczyzni-chlopcy
wyspiewuja zachwyty nad pieknem biustow, ktorym potrzeba
wielkich biustonoszy. Kobiety-dziewczynki nadal marza o
niezawodnym partnerze - silnym, lecz czulym, delikatnym,
lecz co to przez prog przeniesie i pensje do domu przyniesie...
Ale krytykowac nie bede. Smialam sie szczerze i szeroko.
Kolysalam sie z przyjemnoscia w takt tego jazzo-pop-rocka.
W duzej mierze bylo to zasluga zespolu pod batuta Kimberly
Grigsby. Kiedy mi sie ciut zbyt monotonnie robilo - przygladalam
sie, jak radosnie podskakiwala czupryna Grigsby. Ech - wydawaly
sie roztanczone blond wlosy spiewac - jak wspaniale czuc
podziw za plecami, jak dobrze miec ten zespol przed soba!
Kiedy zadziorny Jerry i prawie pokonany Dave, Harold, Malcolm,
Ethan i Noah rozpoczeli swe taneczne proby, szczerze im
zyczylam, by sie im wszystko udalo - na scenie i w zyciu.
W Full Monty doswiadczamy tej rzadkiej i wspanialej
magii, kiedy sumuja sie tylko pozytywne elementy przedstawienia.
Wszelkie slabosci odsuwaja sie na dalszy plan. Kazdy aktor
ma szanse zajasniec w momencie indywidualnej glorii. John
Ellison Conlee gra prawie pokonanego Dave'a z wyczuciem
i ciepla sympatia. Mlodziutki Nicholas Cutro ustawia role
syna Jerry'ego nadzwyczaj dojrzale. Lisa Datz, Annie Golden,
Emily Skinner nadaja wyrazistosc nawet stosunkowo drugorzednym
postaciom kobiecym. Caly zespol wzajemnie sie dopinguje,
dodajac sobie skrzydel.
Geba nam sie smieje, a serce puka, bo ot, mamy przed soba
grupe sympatycznych nieudacznikow. Widzimy, jak wspieraja
sie na resztkach kruchej godnosci. Choc traca grunt pod
nogami, nie chca sie poddac porazce. Staraja sie przerobic
swe zycie. Towarzyszymy im w tym przedsiewzieciu chetnie,
solidarni z przegrywajacymi. Razem z nimi pragniemy, by
odnalezli wewnetrzna sile, by los odmienil sie laskawie.
Niemalo entuzjazmu dodaje naszemu dopingowi fakt, ze ogromnie
ciekawi jestesmy, jak tez te golasy wypadna na scenie. Lecz
kiedy juz tancza "golo i wesolo", mniej sie liczy ich golizna,
bardziej nasza - zespolu i publicznosci - satysfakcja. Ich
kleska zmienia sie w nasz wspolny tryumf. Kosztujemy slodki
smak nadziei. Mozemy sie wszyscy bawic - swietnie i bezwstydnie.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |