PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (17 listopada 2000)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska kronika kulturalna (teatr)

The Full Monty. Libretto: Terrence McNally, muzyka: David Yazbek, rezyseria: Jack O'Brian, choreografia: Jerry Mitchell, scenografia: John Arnone, kostiumy: Robert Morgan, oswietlenie: Howell Binkley, dzwiek: Tom Clark. Dyrygent zespolu muzycznego: Kimberly Grigsby. Wykonawcy: John Elllison Conlee [Dave Bukatinsky], Nicholas Cutro [Nathan Lukowski], Jason Danieley [Malcolm MacGregor], Lisa Datz [Pam Lukowski], André De Shields [Noah "Horse" T. Simmons], Kathleen Freeman [Jeanette Burmeister], Romain Frugé [Ethan Girard], Annie Golden [Georgie Bukatinsky], Marcus Neville [Harold Nichols], Emily Skinner [Vicki Nichols] oraz Patrick Wilson [Jerry Lukowski]. Premiera 26 pazdziernika. The Eugene O'Neill Theatre, 230 W. 49 St.

No i mamy wreszcie pierwszy wielki hit sezonu: muzyczna adaptacje popularnego filmu Golo i wesolo o pelnych dumy, wysoko wykwalifikowanych robotnikach, ktorzy po zamknieciu lokalnych stoczni znalezli sie w szarych szeregach masy bezrobotnych. Bez solidnego gruntu rutyny, dobrych zarobkow i wyraznie okreslonych rol spolecznych musza oni znalezc nowy sposob na zycie. Temat jak na musical jest zaskakujacy: bytowe i psychologiczne klopoty bezrobotnych. Kierunek adaptacji tez dosc rzadki: z ekranu na scene Broadwayu. Niskobudzetowy film angielski Petera Cattaneo zyskal w 1997 r. niespodziewanie szeroka, miedzynarodowa popularnosc oraz cztery nominacje do Oscarow. Pozytywne recenzje, brawa publicznosci i wyprzedane bilety obiecuja, ze nowy musical Terrence'a McNally'ego i Davida Yazbeka rowniez podbije wiele serc.

Spotykamy tu grupe mezczyzn w tym dosc ryzykownym srednio-mlodym momencie, kiedy juz sie znak smak kleski i rezygnacji. Jest za pozno, by zycie wydawalo sie jak wielka przygoda otwarta na wszystko, lecz zbyt wczesnie, by zrzec sie z marzen czy po prostu poddac. Indywidualnosci poszczegolnych bohaterow - a raczej antybohaterow - sa wyraznie zaznaczone.

Roznia ich cechy charakteru i sytuacja rodzinna. Jerry Lukowski jest bunczucznie mlodzienczy. Bardzo chcialby splacic dlugi swej bylej zonie Pam na podrastajacego syna, ale nie wie, skad wziac pieniadze. Opiera sie jej namowom, by przyjac prace w prowadzonej przez nia firmie. Pam uwaza, ze Jerry ciagle nie chce dorosnac. On sam - ze po prostu nie chce sie poddac. Najblizszy przyjaciel Jerre'go Dave Bukatinsky jest dobrodusznie cieply, przytulny jak pluszowy mis i jak mis pluszowato niezaradny. Wierna Georgie stoi przy nim ufnie, lecz czuje sie coraz bardziej bezradna wobec jego ciemniejacej depresji. Byly boss Jerry'ego Harold Nichols ukrywa strate pracy przed ukochana zona Vicki, starajac sie z pomoca kart kredytowych utrzymac iluzje zasobnego stylu zycia. Oplaca skrywana desperacja beztroske Vicki. Malcolm MacGregor znajduje sie w pulapce uzaleznienia obezwladniony niesmialoscia i nadmiarem obowiazkow wobec kalekiej matki. Ciemnoskorego starzejacego sie Noah T. Simmonsa paralizuja stereotypy rasowe i artretyzm. Z kolei nadmiernie ruchliwy Ethan Girard ryzykuje zdrowie wierzac, ze sie odnajdzie, jesli tylko uda sie mu powtorzyc nieprawdopodobne wyczyny aktorow starych filmow przygodowych.

Laczy ich kleska utraty pracy, dotkliwy brak pieniedzy i zagubienie w nowej sytuacji. Kiedy Jerry wpada na pomysl, by zdobyc zastrzyk gwaltownie potrzebnej gotowki jednorazowym uderzeniem pokazu meskiego striptizu, reaguja z niedowierzaniem, pelni watpliwosci co do wlasnej atrakcyjnosci. W czasie cwiczen do wystepu znajduja w sobie wzajemne oparcie. We wspolnie podjetym ryzyku odnajduja sile i nadzieje.

Ogolnie biorac, musical pozostaje nadzwyczaj wierny tresci filmu. Tym ciekawsze sa pewne znaczace zmiany wprowadzone przez McNally'ego. Przede wszystkim akcja zostala przeniesiona z Sheffield w polnocnej Anglii do Buffalo i udanie osadzona w amerykanskich realiach. Stocznie - kiedys wielkie krolowe przemyslu United Steel - stoja zamkniete. Wieloetniczna zaloga - sprowadzona do wspolnego mianownika bezrobocia. Zwiazek stoczniowcow - zredukowany do gwarantowania wyplacania zasilku. Buffalo traci swa indywidualnosc. Dolacza do szeregu innych miast, gdzie prace, owszem, mozna znalezc - w barze striptizu, na zapleczu restauracji, jako ochroniarz, jako jeszcze jeden niewykwalifikowany robotnik pracujacy bez zaplecza zwiazku zawodowego, wedlug potrzeb i widzimisie korporacyjnego bossa. Scenografia Johna Arnone'a udanie sugeruje skrzyzowanie dawnej swietnosci z drugorzedna terazniejszoscia. Tlo opuszczonych hal fabrycznych, polpustych ulic ujmuje w jaskrawe ramy. Neonowe swiatla, blichtr kolorow wykrzykuja obietnice szybkiego zarobku pokrywajac smetna nicosc.

Wyrazniej niz w filmie zaznaczony jest watek homoseksualny. Dosc sztampowo. Dwoch czlonkow zespolu odkrywa smak erotycznie podkolorowanej przyjazni. Bardziej interesujaco i subtelniej zaznaczone sa zmiany w postawie Jerry'ego. Zadziorny prowodyr (rola wielostrunowo ustawiona i ciekawie zagrana przez Patricka Wilsona) potrafi sie wyzwolic ze stereotypowych uproszczen o tym, co stanowi o "prawdziwej meskosci". Lagodniej potraktowana jest postac aroganckiego szefa, ktory w filmie jest nieprzyjemny i nielubiany. Tutaj Harold (Marcus Neville z atrakcyjnie aksamitnym glosem) szybko wpisuje sie harmonijnie w solidarnosc grupy, przyjaznie wszystkich uczac tanecznych krokow.

Dwukrotnie pojawia sie na scenie zawodowy tancerz meskiego striptizu (Denis Jones) tworzac rodzaj klamry i kontrapunktu dla glownego watku. Jego popisy otwieraja przedstawienie i podsuwaja Jerry'mu pomysl szybkiego zarobku. Zadbane cialo, precyzyjnie wykalkulowane ruchy, szeroki usmiech, zgrabna dupka, sensualne obroty biodrami wywoluja entuzjazm kobiet w Buffalo, ktore dopinguja go do dalszych popisow okrzykami, gromkimi brawami i banknotami wpychanymi za czerwone slipki. Wzbudzaja takze entuzjazm publicznosci wypelniajacej sale broadwayowskiego teatru O'Neilla. Lecz kiedy pod koniec przedstawienia nasi bohaterowie szykuja sie pelni podniecenia do wlasnego striptizowego wystepu, tancerz informuje ich z wyrazna satysfakcja, ze porzuca estrade. Szczesliwy i dumny oznajmia, ze otrzymal zwykla prace - przy komputerach czy cos podobnego - i juz nie musi wiecej krecic golymi biodrami.

Genialnym posunieciem jest wprowadzenie - nie wiem, czy przez McNally'ego, czy przez bardzo sprawnie prowadzacego caly zespol Jacka O'Briena - postaci podstarzalej kabaretowej spiewaczki. Zjawia sie niespodziewanie, kiedy niedoswiadczony zespol rozpoczyna proby, a jej obecnosc Jerry tlumaczy nic nie tlumaczacym wyjasnieniem: "Nie mam pojecia, skad sie wziela. Zjawila sie ni stad, ni zowad razem z pianinem...". Steskniona za estrada, zmeczona bezczynnoscia wymuszona przez wiek, wali teraz z pasja w klawisze pianina, spiewa z jeszcze wieksza pasja, podbudowuje entuzjazmem tancerzy-in-spe. Doskonala Kathleen Freeman natchnela postac Jeanette Burmeister tak autentycznym zyciem, ze trudno sobie wyobrazic widowisko bez jej ironicznych bons mots, szorstkiego humoru i swietnego spiewu.

Jest tutaj co krytykowac. Tekst Terrence'a McNally'ego niebezpiecznie ciagnie ku mieliznom sentymentalnosci. Muzyka Davida Yazbeka, choc pelna werwy, nie wyroznia sie zbytnia oryginalnoscia. Z wyjatkiem kilku melodii - jak pelna ironii piosenka "Big-Ass Rock" zalecajaca samobojstwo, doskonale spiewana przez trio Wilson, Conlee i Jason Danieley czy brawurowo wykonany przez André De Shieldsa rodzaj bluesa "Big Black Man" - poszczegolne numery muzyczne, zwlaszcza w drugiej czesci, zlewaja sie dosc monotonnie w ogolna jazzo-pop-rockowosc. Niektore zarty przypominaja sztubackie niewybrednosci malolatow, dopiero odkrywajacych wspanialosci krajobrazu kobiecego ciala. Zmysl krytyczny podsypia, za to krew pulsuje w zylach rytmem ciagle jeszcze dorastajacej mlodzienczosci. Mezczyzni-chlopcy wyspiewuja zachwyty nad pieknem biustow, ktorym potrzeba wielkich biustonoszy. Kobiety-dziewczynki nadal marza o niezawodnym partnerze - silnym, lecz czulym, delikatnym, lecz co to przez prog przeniesie i pensje do domu przyniesie...

Ale krytykowac nie bede. Smialam sie szczerze i szeroko. Kolysalam sie z przyjemnoscia w takt tego jazzo-pop-rocka. W duzej mierze bylo to zasluga zespolu pod batuta Kimberly Grigsby. Kiedy mi sie ciut zbyt monotonnie robilo - przygladalam sie, jak radosnie podskakiwala czupryna Grigsby. Ech - wydawaly sie roztanczone blond wlosy spiewac - jak wspaniale czuc podziw za plecami, jak dobrze miec ten zespol przed soba! Kiedy zadziorny Jerry i prawie pokonany Dave, Harold, Malcolm, Ethan i Noah rozpoczeli swe taneczne proby, szczerze im zyczylam, by sie im wszystko udalo - na scenie i w zyciu.

W Full Monty doswiadczamy tej rzadkiej i wspanialej magii, kiedy sumuja sie tylko pozytywne elementy przedstawienia. Wszelkie slabosci odsuwaja sie na dalszy plan. Kazdy aktor ma szanse zajasniec w momencie indywidualnej glorii. John Ellison Conlee gra prawie pokonanego Dave'a z wyczuciem i ciepla sympatia. Mlodziutki Nicholas Cutro ustawia role syna Jerry'ego nadzwyczaj dojrzale. Lisa Datz, Annie Golden, Emily Skinner nadaja wyrazistosc nawet stosunkowo drugorzednym postaciom kobiecym. Caly zespol wzajemnie sie dopinguje, dodajac sobie skrzydel.

Geba nam sie smieje, a serce puka, bo ot, mamy przed soba grupe sympatycznych nieudacznikow. Widzimy, jak wspieraja sie na resztkach kruchej godnosci. Choc traca grunt pod nogami, nie chca sie poddac porazce. Staraja sie przerobic swe zycie. Towarzyszymy im w tym przedsiewzieciu chetnie, solidarni z przegrywajacymi. Razem z nimi pragniemy, by odnalezli wewnetrzna sile, by los odmienil sie laskawie. Niemalo entuzjazmu dodaje naszemu dopingowi fakt, ze ogromnie ciekawi jestesmy, jak tez te golasy wypadna na scenie. Lecz kiedy juz tancza "golo i wesolo", mniej sie liczy ich golizna, bardziej nasza - zespolu i publicznosci - satysfakcja. Ich kleska zmienia sie w nasz wspolny tryumf. Kosztujemy slodki smak nadziei. Mozemy sie wszyscy bawic - swietnie i bezwstydnie.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail