PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (10 listopada 2000)


ROMAN ZELAZNY

Literatura polska w Niemczech

Pochwaly i przygany

Wedlug obiegowej opinii, Polska jako gosc honorowy tegorocznych Miedzynarodowych Targow Ksiazki we Frankfurcie odniosla znaczacy, jesli nie wielki sukces. Zgodni co do tego sa krajowi komentatorzy, podobnie jak promotorzy polskiej kultury w Niemczech. Nie wiem, czy pod koniec pazdziernika (pisze ten artykul 2 listopada) odbyla sie w Krakowie - jak to znacznie wczesniej zaplanowano - dyskusja pod haslem "Frankfurt 2000, dlaczego sukces", ale nawet jesli sie nie odbyla, to i tak sam zamiar jej zorganizowania oddaje nastroj towarzyszacy obecnosci polskiej ksiazki na frankfurckiej imprezie. Sukces zostal zaprogramowany z gory, zdaje sie, ze innej mozliwosci nie wzieto pod uwage. I dobrze! W koncu organizatorzy, wystawcy, ksiegarze i cala rzesza sympatykow po stronie niemieckiej pracowali nie po to, by sie tylko pokazac. W operacje "gosc honorowy" wlozono ogromny wysilek (o pieniadzach nie mowiac), mocno koncentrujac sie na celu, ktorym bylo zdobycie przebojem targow, a co za tym idzie - najwiekszego w Europie rynku ksiegarskiego i czytelniczego: niemieckiego.

To pierwsze sie udalo. A drugie? Odpowiedz na to pytanie jest trudniejsza, niejednoznaczna, zlozona. Z pewnoscia od pewnego czasu obserwuje sie w Niemczech wzrost zainteresowania polska literatura. Autorzy z Polski przyciagaja coraz wieksza uwage, sa bez watpienia czytani. Jest to proces powolny, ale dajacy sie zauwazyc. Tegoroczne 52. Targi Ksiazki we Frankfurcie dodadza mu sily i przyspieszenia. Za to warto bylo zaplacic znaczne pieniadze, co zreszta nie wszystkim w Niemczech sie spodobalo. Szczegolnie krytycznie potraktowano fakt, ze w roli finansowego potentata wystapilo panstwo. Podniosly sie glosy mowiace o analogii historycznej - o roli panstwa komunistycznego jako wszechwladnego mecenasa w kulturze powojennego 40-lecia i niebezpiecznym refleksie tej tradycji w czasach wspolczesnych. Czyzby - pytano - mial sie powtorzyc ow wielce osobliwy, sprzyjajacy konformizmowi i oportunizmowi mezalians tworcow kultury z panstwem - dysponentem dobr i lask, dokonujacym ich rozdzialu wedlug klucza dowolnego, najczesciej sluzacego jego wlasnym interesom?

Nie, oczywiscie ze nie - padala w domysle odpowiedz. Ale jest cos niestosownego, wrecz podejrzanego w dzialaniach panstwa, ktore do tego stopnia szasta pieniedzmi, ze wydawnictwa w Niemczech nawet nie wiedza, jakich autorow z Polski i jakie ksiazki drukuja. To samo dotyczy tlumaczen. Polska zdaje sie placic kazdemu i za wszystko, co trafi do przekladu. Zarzut ten trudno zignorowac. Pochodzi on z ust nie byle jakich, mianowicie Marcela Reich-Ranickiego, "papieza krytyki literackiej" w Niemczech. Z drugiej strony ten sam Reich-Ranicki wyglosil niedawno rzadka u niego pochwale wlasnie pod adresem polskiej literatury, szczegolnie okresu romantyzmu. Byla to literatura zaangazowana - ale pozbawiona znamion propagandy, patriotyczna - ale bez agitacyjnej goraczki, siegajaca chetnie do wzorcow zachodnich - ale nie za cene wlasnej specyfiki i odrebnosci. Taka literatura jest zrodlem satysfakcji, lecz takze zobowiazaniem. I otoz o to wlasnie zobowiazanie chodzi. Reich-Ranicki nie kryje swego wzburzenia obecna recepcja polskiej literatury w Niemczech. Polska to literacko kraj bardzo rozwiniety i tak tez nalezy go traktowac - chwalic to, co na pochwale zasluguje, ganic to, z czego wylazi kicz i glupota. Tymczasem co dzieje sie w Niemczech? Tu Polska widziana jest jako kraj dopiero stojacy na progu rozwoju, w ktorym kazde byle jak sklecone slowo ma dowodzic opanowania przez obywateli alfabetu. Konsekwencja jest taka, ze kazda ksiazke chwali sie za wszystko z gory i na wyrost - od pierwszego do ostatniego zdania. Dlaczego - pyta retorycznie krytyk - wciaz traktujemy polska literature inaczej niz literature francuska czy wloska?

Znawcow literatury w Niemczech nie trzeba namawiac do lektury uznanych dziel pisarzy polskich. Kanon jest wbrew pozorom dosc szeroki, siega od romantyzmu (a dla prawdziwych koneserow jeszcze glebiej) po pokolenie "zmiany warty" z Krynickim, Kornhauserem i Zagajewskim na czele. Jest to literatura uznana, ale czy znana? Budzi zainteresowanie, ale czy jest popularna? Respektuje sie ja, ale czy odbiera z zachwytem? Pytanie za pytaniem. A przeciez trzeba sobie zdawac sprawe, ze inaczej wyglada w Niemczech sytuacja poezji polskiej, a inaczej prozy; co innego - szkola reportazu Hanny Krall, co innego reportazowy kolaz Ryszarda Kapuscinskiego. I wreszcie najwazniejsze pytanie: czy - nawet czytana - jest polska literatura rowniez rozumiana? Od tego przeciez w najwiekszym stopniu zalezy jej sukces czytelniczy i rynkowy.

"Ogladalismy sztuki teatralne Slawomira Mrozka. Smialismy sie z ich depresyjnego podtekstu, nazywalismy to ‘czarnym humorem’, smialismy sie jeszcze bardziej, ale nie rozumielismy nic. Powtarzalismy Mysli nieuczesane Stanislawa Jerzego Leca, odnajdowalismy w nich siebie, smialismy sie do rozpuku i nie rozumielismy nic. Poznalismy sztuki teatralne i Dzienniki Witolda Gombrowicza, znow smialismy sie, tym razem z zaklopotaniem, bo jego teksty dotyczyly nas bezposrednio. Gombrowicz mawial, ze znaczenie jakiegos dziela zalezy tak samo od tego, kto je czyta, jak od tego, kto je pisze. To nam sie podobalo" - zwierza sie Verena Auffermann w Süddeutsche Zeitung w eseju poswieconym Adamowi Zagajewskiemu. Podobalo sie, ale czy rozumiano, o co tak naprawde pisarzowi chodzi? Nie bardzo, bo - jak przyznaje eseistka SZ - "Polski nie bylo. ‘Zelazna kurtyna’ spowodowala, ze zapomnielismy na dlugie lata, iz za nia jeszcze cos istnieje".

Problemem, z ktorym w ciagu powojennego 40-lecia musiala walczyc polska literatura, byl brak dostepu do niej, skazanie na peryferyjnosc, zmuszenie do kamuflazu. Czytelnicy w Niemczech mieli prawo nie rozumiec jej jezyka. Do tego doszla literacka "zelazna kurtyna". W fundamentalnym dziele Hugo Friedricha Struktura wspolczesnej liryki z roku 1956 - "biblii" krytykow i studentow literatury - nie pojawia sie ani jeden poeta z Europy Srodkowej i Wschodniej. Trudno zatem sie dziwic, ze prawdziwa popularnosc zarowno wsrod wydawcow, jak i czytelnikow zdobyli, najzupelniej zreszta zasluzenie, tworcy wyjatkowo w Polsce "niezaangazowanej literatury" - mistrz epigramatycznej puenty Stanislaw Jerzy Lec i epik science fiction Stanislaw Lem. Ach, i Jozef Korzeniowski, ale kto by tam w Niemczech - poza garscia wtajemniczonych - wiazal go z Josephem Conradem.

Za "zelazna kurtyna" toczyla sie wojna. Stawka, o ktora w niej chodzilo, byla dla czytelnika niemieckiego abstrakcja. Dla Milana Kundery, ktory przejmujaco pisal w esejach Skradziony Zachod i Tragedia Europy Srodkowo-Wschodniej, byla to wojna "narodow srodkowoeuropejskich o zachowanie tozsamosci, wiedzialy one bowiem, ze umieraja". Dla Czeslawa Milosza Polska stala sie widownia "konfrontacji miedzy poezja Europy i pieklem XX wieku". Przeciwstawiajac sie estetyzmowi w literaturze Milosz pisal: "W przypadku nieszczesc, gdy likwidowane sa cale spoleczenstwa, jak w okupowanej przez nazistow Polsce, zanika przepasc miedzy poeta i wielka ludzka rodzina, i poezja staje sie artykulem codziennej potrzeby jak chleb". Wielka narodowa tragedia "pozwala widziec w sytuacji Polski laboratorium, w ktorym bada sie, co w scisle okreslonych warunkach dzieje sie z nowoczesna poezja" - stwierdzal laureat Nagrody Nobla.

Poezja jako kolo ratunkowe spoleczenstwa przed katastrofa - tak widzi to rowniez Adam Zagajewski. A takze przed przejmujaca strachem "wiecznoscia" bloku wschodniego. Wielu polskich pisarzy wyemigrowalo w rozne strony swiata: Gombrowicza zanioslo az do Argentyny, Milosz wyjechal do Kalifornii, Herbert i Brandys do Francji, Mrozek do Wloch, Herling-Grudzinski do Neapolu. Zaden nie udal sie na Wschod. Nie chodzi o to, aby zastanawiac sie teraz nad ich rola i udzialem w ratowaniu polskiej poezji, prozy, dramatu. Na pewno ich dziela reprezentatywne dla tych gatunkow zdobyly niekwestionowana pozycje na rynku niemieckim. A takze - poczatkowo literacka enklawe pozwolily przeksztalcic w szeroka scene, na ktorej brylowac moga inni.

Niemcy byly wdziecznym terenem do zawojowania. Tym bardziej ze znalezli sie tam znakomici, oddani polskiej literaturze promotorzy. Na ksiazki autorow zza odrzanskiej miedzy otwarci byli rowniez czytelnicy. Sukcesu na wieksza skale nalezalo sie wreszcie kiedys spodziewac. Jak slusznie zauwaza Ryszard Kapuscinski: "Jako jedyny zachodni kraj Niemcy od zawsze naprawde interesowaly sie Polska i wspieraly nasza kulture i literature. Nie ma tego w Wielkiej Brytanii, Francji, Wloszech, Hiszpanii - nigdzie w Europie. Droga polskich pisarzy do wszystkich krajow prowadzi jedynie przez tlumaczenia niemieckie". W ogromnej wiekszosci sa to tlumaczenia znakomite, co nie byloby mozliwe bez zainteresowania i serca tlumaczy dla polskich autorow i ich dziel. Nigdy nie bedzie za duzo przypominania osiagniec w tej dziedzinie Karla Dedeciusa. Stoi on m.in. za sukcesem Wislawy Szymborskiej, zaliczanej jakis czas temu w Niemczech - obok m.in. Dario Fo, Fransa Eemila SillanpÇÇ czy Jacinto Benevente - do grona laureatow literackiej Nagrody Nobla z tzw. paragrafu 22, czyli panoptikum potkniec i pomylek akademii w Sztokholmie. W tym roku Szymborska byla gosciem honorowym targow we Frankfurcie i - obok Czeslawa Milosza - najwieksza polska atrakcja tej imprezy.

Polska ksiazka zagoscila na stale na niemieckim rynku wydawniczym, ba, rozlala sie po nim szeroko i, jak sie zdaje, wcale nie zamierza na tym poprzestac. Oto na niemieckim olimpie literackim zaroilo sie od znajomych nazwisk: Hanna Krall, ktora niestrudzenie wprowadzal tutaj Marcel Reich-Ranicki; Szymborska, ktora uparcie, z pietyzmem kreowal Karl Dedecius; w aureoli "najwiekszego polskiego poety XX stulecia" widziany jest Zbigniew Herbert; obok niego "prawdopodobnie przyszla noblistka" Ewa Lipska; "literacki adwokat Trzeciego Swiata" Ryszard Kapuscinski; "kolekcjoner zachodnich nagrod literackich" Adam Zagajewski; "wielbiony w Krakowie jak niegdys Goethe w Weimarze" Slawomir Mrozek; "Moralista (tak, przez wielkie M) Andrzej Szczypiorski; "ten trzeci z trojki wspolczesnych wieszczow Polski" Stanislaw Rozewicz (Milosz, Herbert, Rozewicz) i ten, ktory jest zywym wcieleniem prawa poezji do "duchowego przywodztwa" - Czeslaw Milosz.

Ujete w cudzyslow zwroty nie sa moim wymyslem. To okreslenia uzywane przez krytyke niemiecka. Dowodza one, jak wysoki status w Niemczech zdobyli sobie autorzy z Polski. Teraz ich droga, korzystajac z imponujacego kapitalu, maja szanse pojsc mlodzi. "Mlodzi" to niezupelnie wlasciwe pojecie. Chodzi o pokolenie tworzace w okresie "po wielkim krzyku polskiej literatury". Znamienne - zwracaja uwage krytycy w Niemczech - ze akurat w tym okresie odchodza pisarze i wydawcy tego formatu, co Herbert, Herling-Grudzinski, Szczypiorski, Giedroyc. Ich smierc wisi jak fatum nad polska literatura - zauwaza magazyn Der Spiegel. Pozostawia bowiem luke, ktora nastepnemu pokoleniu tworcow bedzie trudno zapelnic. Nowe czasy stawiaja owo pokolenie w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Zeby przezyc, musza wydawac. Ale zeby ksiazki mogly byc wydawane, ludzie musza je kupowac. Oto problem - pisze hamburski magazyn - "od kiedy gdanski elektryk Lech Walesa spowodowal spiecie w ukladzie komunistycznym i otworzyl Polsce droge do demokracji; Polacy, niegdys zapaleni czytelnicy, wola kupowac auta niz ksiazki". Goryczy dopelnia fakt, ze ceny ksiazek sa za wysokie. Nic dziwnego, ze talenty pisarskie wchlaniane sa przez branze scenopisarska, zanim dojrzeje i okrzepnie ich milosc do powiesci i wierszy.

Zmiana pokoleniowa w polskiej literaturze jest w Niemczech widoczna. Zeby sie o tym przekonac, wystarczy siegnac po monumentalna antologie literatury polskiej XX wieku Dedeciusa. Dla znakomitego tlumacza cezura sa lata 70. To, co potem, "wymyka sie" - jak powiada - jego zdolnosci rozumienia i interpretowania. "Nowi" odbierani sa jednak ze znacznym kredytem zyczliwosci. Pochlebne recenzje zebral Andrzej Stasiuk. Jego Dukle bezlitosny zwykle w swych wyrokach Reich-Ranicki nazwal "kapitalna". "W Bialym kruku autor niezwykle udanie nawiazuje do tradycji pisarskiej Gogola i Platonowa. Gdy wszystko przeminie i straci znaczenie - pisze krytyk dziennika Süddeutsche Zeitung - coz pozostanie? Niebo nad Dukla, na pewno, i swiatlo padajace na swiat daleko za Dukla, na duchowy kosmos, dla ktorego Andrzej Stasiuk odkryl jezyk zapierajacy czytelnikowi dech w piersiach do ostatniej strony". To samo zainteresowanie i pochwaly towarzysza Stefanowi Chwinowi, o ktorego powiesci Esther Hermann Wallmann napisal, iz stanowi wyjatkowo udana probe tropienia "fermentow ksztaltujacych historie mentalnosci srodkowoeuropejskiej w dobrych i zlych czasach" i ze czyni to "z taka lekkoscia, poniewaz nie polega na latwosci mowienia bohaterow, lecz na ich milczeniu". A gdanszczanin Pawel Huelle? "W mistrzowsko pisanych opowiadaniach wedruje sladami Güntera Grassa" - pisze Der Spiegel.

Wiele uwagi krytyka niemiecka poswiecila w ostatnim czasie intensywnemu zjawisku w polskiej literaturze, ktore zlosliwi okreslali juz mianem "prozy menstruacyjnej" albo "pradu feministycznego". Mowa o licznej grupie piszacych - i to w sposob zwracajacy uwage - autorek. Krytycy w Niemczech zwracaja jednak uwage, ze trudno tu znalezc wspolny mianownik. Wiaze je niezaleznosc, dobre wyksztalcenie, pewnosc siebie w obchodzeniu sie z mediami oraz glod sukcesu. Wyroznia je zas demonstracyjne lekcewazenie tradycyjnej roli literatury w spoleczenstwie, a takze kultywowanego przez dziesieciolecia wzoru ofiarnej bez granic Matki-Polki. Siegaja do roznych tematow. Raz jest to fikcyjny swiat, innym razem niepolska rzeczywistosc, to znow codziennosc widziana subiektywnym, kobiecym okiem. Ich narracje cechuje pewnosc i odwaga w eksperymentowaniu.

Liczebnie autorki "nowej generacji" prezentuja sie okazale. Olga Tokarczuk, Maria Nurowska, Anna Bolecka, Malgorzata Saramonowicz, Magdalena Tulli, Hanna Kowalewska, a takze Manuela Gretkowska, Zyta Rudzka, Izabella Filipiak i zyjaca w Hamburgu Natasza Goerke to najczesciej obecnie wymieniane nazwiska. Krytycy w Niemczech uznali, ze mlodym autorkom patronuje Halina Poswiatowska. Zmarla poetka, za zycia niemal przemilczana, teraz swieci triumfy. Ten patronat wynika ze wspolnej biografii: Poswiatowska tez byla glodna zycia, utalentowana, bezkompromisowa. Jej wiersze sa jak jej zycie - krotkie, gwaltowne, tragiczne. Pelno w nich rozpaczliwej tesknoty i daremnego poszukiwania milosci, ktora miala autorke uratowac przed smiercia. Jakie beda losy tych wierszy w Niemczech, gdzie sa wlasnie tlumaczone - trudno przewidziec.

Nie wiadomo rowniez, czy obecny wzlot "nowej generacji" na rynku niemieckim utrzyma sie, czy tez okaze sie chwilowy. Polscy autorzy musza uwazac, bo nic dzisiaj nie jest tak zludne, jak sukces. Niedawny "Kwartet literacki", najbardziej miarodajna, cykliczna audycja krytycznoliteracka w II programie telewizji niemieckiej, od wyroku ktorej zalezy los wielu autorow i ksiazek, powinien byc przestroga. Mowiono w niej m.in. o ksiazkach Olgi Tokarczuk Prawiek i inne czasy oraz Magdaleny Tulli W czerwieni. Trzeba zaznaczyc, iz to, ze "Kwartet literacki" zajal sie wspomnianymi autorkami i ksiazkami, jest wyroznieniem nie lada. Wielu pisarzy wyskoczyloby doslownie ze skory, zeby o nich dyskutowano, nawet gdyby nie zostawiono na nich suchej nitki. Do tego wprawdzie w przypadku Tokarczuk i Tulli nie doszlo, ale oba wymienione tytuly krytycy, z "pierwszymi skrzypcami" w kwartecie, czyli Marcelem Reich-Ranickim na czele - pograzyli. Zarzuty padly ciezkie - pochwala prymitywizmu, trywialnosc, stereotypy, odwrot od cywilizacji, zwrot ku ciemnym wiekom; drazniacy mistycyzm u Tokarczuk, nieudolne paralele z Kafka i Proustem u Tulli. Nie - zabrzmial wyrok "Kwartetu" - taka literatura nie ma w Polsce przyszlosci. Polsce jest potrzebna literatura, ktora powroci do idealow oswieceniowych.

Polska literatura musi uwazac, aby nie przylgnela do niej opinia, ktora na razie powtarzana jest dosc zdawkowo, ale latwo moze stac sie obiegowa ocena. Reich-Ranicki mowi, ze czasy sie zmienily, "polska literatura przestala krzyczec i wpadla w jarzmo wolnosci". Gdy wszystko wolno powiedziec, zalewaja nas slowa blahe, niewazne, "nowa mowa" spoleczenstwa beztroski i zabawy. "Nowa generacja zdaje sie byc sparalizowana nieznosna lekkoscia wolnosci - diagnozuje Der Spiegel. - Tematow takich, jak holocaust czy przesladowania polityczne, ktorymi karmilo sie pokolenie Szczypiorskiego, mlodzi podjac nie moga, bo tego nie przezyli". Niepredko tez znajda sie nastepcy Marka Hlaski, ktory "z zasobem pieciuset slow wdarl sie do literatury swiatowej". Na pewno nie beda to pisarze pokroju Wojciecha Wencla i Manueli Gretkowskiej "budzacej z narodowo-katolickiego uspienia Polakow erotycznymi spazmami". Der Spiegel przelotnie dodaje, ze tak, chodzi o autorke, ktora zaraz na poczatku kariery stworzyla kobiete z dwoma "organami milosci". Niechby nawet i z trzema - to jednak za malo. Na Zachodzie, przynajmniej od czasu Henry’ego Millera wiadomo, ze dobrej literatury nie da sie pisac z perspektywy podbrzusza.

Zdjecia - Roman Zelazny


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail