RENATA PASTERNAK-MAZUR
Kilarowe krzesanie
Co
laczy Pana Tadeusza i Wladce Pierscieni? Niedlugo
odpowiedz bedzie brzmiala: muzyka Wojciecha Kilara. Kto
z nas nie ogladal Samych swoich czy Rejsu?
Bez muzyki Kilara trudno wyobrazic sobie chocby Lalke, Rodzine Polanieckich, Tredowata, Hubala czy Ziemie obiecana. Jednak o wielkosci kompozytora
nie swiadcza ani te filmy, ani suita z Draculi Francisa
Forda Coppoli ani poltorej setki innych partytur filmowych.
Muzyke Kilara kochaja zarowno wykonawcy,
jak i sluchacze na calym swiecie. Pozwala przecietnemu odbiorcy
przezyc cos niezwyklego. Jego wybitnie indywidualny styl
rozpoznac mozna "na pierwszy rzut ucha". Hipnotyzuje
sztuka pelnokrwista, barwna, zywiolowa i wyrazista. Zaleta
jego dziel jest oryginalnosc pomyslow muzycznych, zwartosc
konstrukcji, bezposrednia ekspresja, ujmujace kolorystyka
brzmienie orkiestry. Prostota i efektownosc utworow sa wynikiem
ciezkiej pracy i solidnego rzemiosla kompozytora.
Zostal przypisany do zjawiska "rocznik
1933". Urodzil sie wprawdzie rok wczesniej, ale przewazyly
daty urodzin Henryka Mikolaja Goreckiego i Krzysztofa Pendereckiego.
Wraz z nimi zadebiutowal na swiezo narodzonej Warszawskiej
Jesieni i zaliczony zostal do muzycznej awangardy. Pozniej
wszyscy trzej odwrocili sie od awangardy, siegajac do roznych
tradycji muzycznych. Kilar podkresla, ze laczy ich jedna
cecha wspolna: komunikatywnosc.
Warszawska Jesien w pierwszych latach
swego istnienia zupelnie nie przypominala obecnego festiwalu
- nobliwego i nie wzbudzajacego wiekszych emocji. Koncerty
urastaly do rangi wydarzen, ktorych echo odbijalo sie glosno
w muzycznym swiecie. Utwory wywolywaly zywiolowe reakcje.
Jedne wygwizdywano, inne przyjmowano z wielkim aplauzem.
Szeroko dyskutowano o nich w prasie codziennej. Dla kompozytorow
byla to brama do muzycznego swiata.
W programie pierwszej Warszawskiej
Jesieni w 1956 r. znalazla sie Mala uwertura Kilara.
Prawdziwym sukcesem okazalo sie jednak dopiero wykonanie Riffu 62 w 1962 r. Utwor przyjeto entuzjastycznie,
byly bisy, a zaraz po prawykonaniu zagrali go nowojorscy
filharmonicy. Na kolejnych festiwalach bisowano Generique i Diphthongos. Kiedy nastepny utwor Springfirld
Sonnet nie wywolal wiekszego oddzwieku, kompozytor byl
niemile zaskoczony. Szybko doszedl do wniosku, ze ten styl
stal sie po prostu nieswiezy. Zaczal poszukiwac nowego.
Zainteresowal sie tzw. muzycznym minimalizmem. Podjal eksperymenty
z jak najmniejsza liczba dzwiekow, z jak najdluzej trwajacymi
pojedynczymi brzmieniami. Powstaly wowczas takie utwory
jak Przygrywka i koleda, Upstairs-Downstairs.
Operowanie bardzo ograniczonym materialem muzycznym weszlo
mu w krew, stalo sie czescia jego jezyka dzwiekowego.
W 1974 r., kiedy jeszcze panowala
dzika estetyka awangardy atakujacej sluchacza nowymi wynalazkami
brzmieniowymi, Kilar na Warszawskiej Jesieni przedstawil Krzesanego. "Otworzyles szeroko okno i wpusciles
do zatechlego pokoju awangardy swieze gorskie powietrze"
- podsumowal ten utwor znakomity dyrygent Jan Krenz. Kompozycja
jawnie ilustracyjna, nawiazujaca do muzykowania podhalanskich
kapel okazala sie sensacja. Jej tworca przyznaje, ze mial
poczucie, iz przywraca polskiej muzyce melodie, regularny
rytm i czysta harmonie.
Po Krzesanym przyszly: Koscielec
1909, poswiecony Mieczyslawowi Karlowiczowi, ktory w
tymze roku zginal w lawinie pod Malym Koscielcem, Orawa, Siwa mgla. Razem tworza tzw. poliptyk goralski. Te
barwne podhalanskie freski, brawurowe, emocjonalne, wirtuozowskie,
wywolaly zamet wsrod krytykow i zachwyt u szerokiej publicznosci.
Choc w Tatry Kilar pojechal dopiero po napisaniu Krzesanego,
to od pierwszego wejscia na Koscielec wspinaczka stala sie
jego pasja.
Kompozytor zwrocil sie w tez ku muzyce
religijnej. Powstaly takie kompozycje jak Amen, nazywany
przez kompozytora utworem-rozancem, Angelus, Bogurodzica czy slynny Exodus. Odzwierciedlaja one gleboka wiare
i chrzescijanska postawe kompozytora, a takze jego fascynacje
muzyka koscielna. "Nie wierze w istnienie ateistow.
Naprawde istnieje tylko rzeczywistosc metafizyczna. Tylko
tajemnica jest pewna" - stwierdza.
Za najbardziej religijny utwor w
swej tworczosci uwaza Exodus. Z jednej strony byl
to hold zlozony starszym braciom w wierze, przypomnienie
judaistycznych korzeni religii chrzescijanskiej. Z drugiej
strony byl to hymn wolnosci opiewajacy okres "Solidarnosci",
symboliczne przejscie Polakow przez Morze Czerwone.
Hebrajska melodia, wzorzec formy
z Bolera Ravela, blyskotliwa instrumentacja na orkiestre
z chorem, powtarzany krotki lacinski tekst oraz uporczywy
rytm wciagaja i hipnotyzuja sluchacza. Od tej pory czesto
mozna uslyszec, ze wszystkie utwory Kilara to zmierzajace
do ekstatycznej kulminacji Bolera.
"Ten utwor nie jest Bolerem - mowi kompozytor o swym nowym dziele, Koncercie fortepianowym z 1997 r. - Zdecydowalem, ze dwie pierwsze czesci beda dlugie,
wolne, kontemplacyjne czy medytacyjne, a po nich nastapi
eksplozja w toccacie. Chociaz Koncert ma trzy czesci,
jest tak naprawde jednoczesciowy. Opowiadam sie za utworami
jednoczesciowymi, bo ludzie chca czegos skondensowanego.
To jest znak naszych czasow".
Mimo ze Koncert fortepianowy jest kompozycja czysto instrumentalna, kontynuuje religijny
nurt tworczosci Kilara. Druga czesc oparta jest na tradycyjnym
spiewie po komunii - Benedictus. Kompozytor przyznaje,
ze w tym utworze lacza sie trzy jego sympatie muzyczno-zyciowe:
tradycja muzyki koscielnej, milosc do gor, a takze pewna
sympatia do muzyki uwazanej za nizszego rzedu, do muzyki
popularnej, ale w dobrym wydaniu, na przyklad do muzyki
Gershwina.
Kilar uwaza sie za... Slazaka ze
Lwowa. W plebiscycie na najwybitniejszych Slazakow i zaglebiakow
XX wieku uplasowal sie na czwartym miejscu, zaraz za Edwardem
Gierkiem, a przed prof. Janem Miodkiem. W Katowicach dobrze
sie czuje, tam tez poznal swoja zone Barbare, warszawianke.
"Slask jest troche jak Ameryka, ktora kazdego przyjmuje"
- mowi. Droga z rodzinnego Lwowa do Katowic wiodla go przez
Krosno, Rzeszow i Krakow.
Choc juz jako dziecko z rodziny inteligenckiej
pobieral lekcje gry na fortepianie, edukacje muzyczna z
prawdziwego zdarzenia rozpoczal w Rzeszowie. Tam tez zdobyl
pierwsza powazna nagrode - na Konkursie Mlodych Talentow
w 1947 r. - wykonujac wlasna kompozycje na fortepian Dwie
miniatury dzieciece. Byla to jednak druga nagroda. Pierwsza
zdobyl Adam Harasiewicz, pozniejszy zwyciezca Konkursu Chopinowskiego.
Kilarowi nie odpowiadalo bycie drugim.
Ponadto nie pociagalo go granie po kilka godzin dziennie.
Przyznaje tez, ze nie cierpi frakow, smokingow, muszek i
bycia w dobrej formie na zawolanie. Nie bardzo wiec nadawal
sie na koncertujacego muzyka. Natomiast komponowanie sprawialo
mu od poczatku ogromna przyjemnosc. "Bedac kompozytorem
- jestem wolny. Moge pracowac w domu, wieczorami, nocami".
Atmosfera Krakowa nie sluzyla mlodemu
licealiscie. Zachlysniety miastem nie czynil wielkich postepow
w nauce. Widzac jego talent, profesorowie postanowili wyslac
Kilara do liceum muzycznego w Katowicach, do klasy fortepianu
Wladyslawy Markiewiczowny. W dziedzinie kompozycji ksztalcil
sie u Boleslawa Woytowicza, najpierw prywatnie, a nastepnie
jako student katowickiej Panstwowej Wyzszej Szkoly Muzycznej.
Ukonczyl te swietna uczelnie jako kompozytor i pianista.
W 1955 r. otrzymal dyplom z wyroznieniem.
Kilar za najwiekszy autorytet uwaza
Witolda Lutoslawskiego. Za swe artystyczne credo przyjal jego stwierdzenie: "Utwor bez sluchacza nie
istnieje". Lutoslawski podkreslal, ze piszac stale
ma na uwadze odbiorce. Nie oznacza to bynajmniej tworzenia
utworow latwych, ale ofiarowanie sluchaczowi dziel skonczenie
doskonalych.
Z Lutoslawskim laczy go niezwykla
prawosc charakteru. Wzorem swego mistrza Kilar pisze dopiero
wtedy, gdy jest gleboko przekonany co do slusznosci swego
kompozytorskiego zamyslu. "Zawsze powtarzam, ze mozna
zapisywac dzwieki bez konca, ale trzeba miec jeszcze wizje
calego utworu. Na pomysl, ktory mnie zadowala, czekam niekiedy
latami".
W przeciwienstwie do niezyjacego
juz mistrza sztuki wykwintnej, Kilar tworzy utwory trafiajace
rowniez do niezbyt wyrobionych odbiorcow. Z tego powodu
nierzadko oskarzany jest o komponowanie "pod publiczke".
Sam zauwaza, ze roznica miedzy muzyka dla ludzi i "pod
publiczke" jest taka, jak miedzy prostota a prostactwem.
Przede wszystkim jednak broni sie swymi utworami. Krzesany cieszy sie nieslabnaca popularnoscia juz przeszlo cwierc
wieku. Podobnie rzecz sie ma z Orawa czy Exodusem.
Chociaz nie tworczosc dla filmu okresla
jego miejsce w historii muzyki, wielu sluchaczy wlasnie
dzieki niej zainteresowalo sie powaznymi utworami Kilara.
Swoja muzyka oprawial obrazy najwybitniejszych rezyserow
polskich: Andrzeja Wajdy, Wojciecha Hasa, Krzysztofa Kieslowskiego,
Janusza Majewskiego, Stanislawa Rozewicza, Jerzego Hoffmana,
Marka Piwowskiego.
Napisal muzyke do wszystkich filmow
Krzysztofa Zanussiego i wszystkich slaskich obrazow Kazimierza
Kutza. Pracowal z wielkimi Hollywoodu. Oprocz Draculi Coppoli ma w swym dorobku m.in. Portret damy Jane
Campion z Nicole Kidman i Johnem Malkovichem, Smierc
i dziewczyne i Dziewiate wrota Romana Polanskiego.
Uwaza jednak, ze muzyka filmowa do
muzyki symfonicznej niczego nie wnosi. Pytany o jej znaczenie
przytacza wypowiedz Igora Strawinskiego, ze zadaniem muzyki
filmowej jest wyzywienie jej kompozytora. Nie trzeba do
niej warsztatu. To sa strzepki, kawaleczki bez formy. Nie
szkodzi, ze piszac dla filmu czesto posluguje sie srodkami
bardziej skomplikowanymi niz w utworach symfonicznych. Obie
dziedziny oddziela przepasc wieksza niz Ocean Spokojny.
Zdaniem Kilara czasem komponowanie
muzyki pod obraz przypomina nakladanie grubej warstwy szminki
czy pudru, aby zatuszowac niedoskonalosci, a jakosc mierzona
jest stopniem "wpisania jej" w film. Kilar akurat
ma fantastyczny dar widzenia obrazu. Potrafi w kilku taktach
przekazac klimat calego filmu. Zanim zabierze sie do pisania
muzyki, musi obejrzec chocby jego fragment, zeby wyczuc
nastroj.
Przyznaje, ze przyjemnie jest opowiadac
dzieciom duzym i malym, ze byl w Hollywood, rozmawial z
Anthonym Hopkinsem, poznal Toma Cruisea i inne wielkie
gwiazdy ekranu. Uwielbia podroze. Ponadto w muzyce filmowej
moze pozwolic sobie na taki XIX-wieczny, nieprzyzwoity sentymentalizm,
ktory gdzie indziej nie uchodzi. Bardzo lubi pisac walce,
uwielbia pisac muzyke do kuligow.
W swoich powaznych kompozycjach skupia
sie na toku narracji, na budowie utworu, jego architekturze.
Nie czuje sie specjalista od szczegolow. Pod tym wzgledem
w pelni zadowolony jest jedynie z Orawy. Za swoje
najwieksze osiagniecie uznaje Koncert fortepianowy i Krzesanego. Twierdzi, ze latwo sie pisze efektowne
utwory, w ktorych orkiestra caly czas szaleje, perkusja
dudni, a blacha daje na calego. Zharmonizowanie prostej
melodii to jest dopiero prawdziwa sztuka.
Wkrotce bedziemy mogli poznac nowa
kompozycje Wojciecha Kilara, Msze zamowiona przez
Kazimierza Korda na obchody stulecia Filharmonii Narodowej
w 2001 r. Kompozytor przyznal, ze ukonczyl juz nad nia prace.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |