FELIKS GROSS
Uwagi o tradycjach
polskiej mysli politycznej
w Polsce i na emigracji (czesc I)
Niezaprzeczalna
zasluga Adrzeja Friszkego jest ustalenie terminu-nazwy dla
wychodzstwa polskiego epoki drugiej wojny swiatowej i czasow
po niej nastalych. Tytul trzytomowej publikacji Biblioteki
Wiezi z 1999 roku Druga Wielka Emigracja 1945-1990 wprowadza nas na historyczna mape, jasno okreslajac charakter
i znaczenie naszej emigracji. Zapoznajac sie z tym dzielem
powinnismy jednoczesnie szukac odpowiedzi na pytania dotyczace
charakteru i specyfiki naszej emigracji. Gdzie lezala jej
sila? Jakie byly wartosci, w ktorych wyrazala sie jej odrebnosc?
Znajac historie wiemy, ze dla Pierwszej
Wielkiej Emigracji byla to idea wolnosci, niepodleglosci,
bezkompromisowosc w walce o odzyskanie ojczyzny. W naszych
czasach bylo inaczej. Druga Wielka Emigracja miala specjalny
wymiar i wprowadzila do polityki elementy kompromisu i umiaru.
Byla przy tym bardzo mocno osadzona nie w relatywizmie,
ale w absolutnych wartosciach, od ktorych nigdy nie odstapila.
Choc to brzmi paradoksalnie, potrafila laczyc kompromizm
z relatywizmem. Potrafila zyc w swiecie sprzecznosci i te
sprzecznosci akceptowac. Wynikaly z tego liczne korzysci.
Po okrutnej okupacji niemieckiej,
nowa okupacja - sowiecka, stwarzala jednak pewne mozliwosci,
ktore trzeba bylo wykorzystywac. Rozwijalo sie szkolnictwo,
powstawaly uniwersytety, wydawano ksiazki. Autorzy, po zlozeniu
obowiazujacego holdu Stalinowi na poczatku dziela, mogli
potem wyrazac otwarcie lub w zakamuflowanej formie przerozne
poglady, czesto bardzo odlegle od oficjalnej linii partyjnej.
Takich mozliwosci nie wolno bylo odrzucac. Trzeba bylo przyjmowac
warunki, wybierac kompromis i miec wiare w znaczenie przetrwania,
przechowania wartosci dla przyszlosci. Kiedy w najstraszniejszych
stalinowskich czasach Bierut skazywal ludzi na smierc, przez
Listona Oaka, dziennikarza z New Leadera przeslalem
Jozefowi Cyrankiewiczowi, przedwojennemu socjaliscie, przypomnienie,
ze przeciez kiedys wspolnie przemawialismy przeciw karze
smierci. Przez tegoz dziennikarza Cyrankiewicz odpowiedzial
mi: "Tobie latwo jest mowic, bo zyjesz na Zachodzie,
ale przeciez w Polsce tez zyja ludzie i trzeba im pomoc".
Byl czlowiekiem kompromisu. Wiemy, ze pozniej w swoich kompromisach
posunal sie o wiele za daleko, ale i on rozumial, ze trzeba
korzystac z tych szans, ktore istnieja.
Jesli chodzi o Druga Wielka Emigracje,
nasza emigracje, to powazny wplyw miala na nia kultura krakowska.
Kulture cechowalo zrozumienie i umiejetnosc wyzyskiwania
wszelkich mozliwosci dla tworzenia jakiejs ludzkiej egzystencji
narodowej w warunkach ograniczonej swobody i politycznych
represji. Skad sie ta umiejetnosc brala? Trzeba moze troche
inaczej spojrzec na historie Galicji. Narodziny w 1867 roku
Austro-Wegier to poczatek monarchii konstytucyjnej. I to
bylo sprawa zasadnicza, traktowana powaznie. W Galicji obchodzono
polskie swieta narodowe, rocznice Konstytucji 3 maja. Agenor
Goluchowski byl ministrem spraw zagranicznych Austrii. Namiestnikami
w Galicji z reguly byli Polacy. Jednym z nich, dla przykladu,
byl hr. Zabielski, ktory swojemu siostrzencowi Arturowi
Grottgerowi dawal pieniadze na malowanie patriotycznych
obrazow. Wiem o tym, bo dobrze znalem pania Grottgerowa
i jej dwie corki.
Tak charakterystyczna dla Krakowa
kawiarnia byla miejscem, gdzie na gruncie towarzyskim spotykali
sie dzentelmeni skrajnie przeciwnych kierunkow. W kawiarni
Hotelu Grand, po poludniu, spontanicznie schodzili sie:
czolowy konserwatysta Stanislaw Estreicher, rektor Uniwersytetu
Jagiellonskiego i naczelny redaktor Czasu - z Emilem
Heckerem, redaktorem socjalistycznego Naprzodu oraz
Adamem Asnykiem, redaktorem Nowej Reformy, czolowego
organu demokratow. W dyskusji konserwatysta Estreicher tlumaczyl
koniecznosc istnienia partii socjalistycznej w kraju, gdzie
rozwija sie przemysl i powinna istniec silna partia robotnikow.
Hecker z kolei uzasadnial uzytecznosc konserwatystow, ktorzy
przeciez musza liczyc sie z opinia i zawsze "we Wiedniu"
cos tam uzyskaja dla spoleczenstwa. W sprawach kultury potrafiono
sie godzic. Gdy chodzilo na przyklad o budowe teatru, w
radzie miejskiej popierali ten projekt zarowno konserwatysci,
jak i socjalisci. Echa tych dyskusji przenikaly do prasy,
tworzac ogolnie pozytywna atmosfere krakowskiego zycia politycznego.
W takich okolicznosciach wlasnie
wyrobila sie w Galicji owa sztuka kompromisu, politycznego
umiaru, bo polityka umiaru do czegos prowadzila, cos dawala.
Ludzie uczyli sie godzenia sprzecznosci. Nie wiem, czy polscy
mezowie stanu czytali francuskiego filozofa Montaignea,
ale daje sie tu zauwazyc interesujaca zbieznosc. To on uczyl
godzenia sie ze sprzecznosciami tego swiata, uczyl spokojnego
umiaru.
Moj przyjaciel, austriacki ambasador
Stefan Werosta, profesor Uniwersytetu Wiedenskiego, gdzie
wykladal polityke miedzynarodowa, pracujac nad historia
polityki zagranicznej monarchii pisal do mnie, ze jedynym
madrym ministrem spraw zagranicznych Austrii w XIX wieku
byl Agenor Goluchowski. A przeciez dzialali tez Polacy w
innych dziedzinach. Byl Leon Bilinski i Dunajewski, ktorzy
uratowali finanse austriackie. Byli polscy namiestnicy Galicji.
W Galicji polityka toczyla sie po linii kompromisu, tolerancji
i zrozumienia samej istoty umiarkowania.
Po aneksji Bosni i Hercegowiny Austriacy
wysylali do tych prowincji na kierownicze stanowiska z reguly
obcych poddanych, Polakow czy Czechow i oczywiscie Serbow
i Chorwatow. Leon Bilinski byl jednym z architektow tej
polityki i w tym wielonarodowosciowym kraju, przez wieki
uciskanym przez Turkow, to Polacy wlasnie wprowadzali rzady,
ktore zapewnily wzgledny porzadek i spokoj. Wprowadzali
nowoczesne urzadzenia, zasady higieny, szczepionki dla ludzi
i zwierzat, budowali drogi, jednym slowem - cywilizowali
kraj. Zapewniali prawa polityczne i osobiste, konstytucyjne,
niezalezne i nieskorumpowane sadownictwo. Przemiany, jakich
wtedy dokonano, to byl zupelny przewrot. Pozniejsza Jugoslawia
nie potrafila przejac tej polityki i w miejsce spokojnych,
konstytucyjnych rzadow wystapil skrajny nacjonalizm, ktory
prowadzil do narastania konfliktow i politycznego gwaltu.
Podobnie bylo w sprawach religii.
W Galicji zarowno Stanczycy jak i oczywiscie socjalisci
bronili tolerancji i praw innych, przeciwstawiajac sie skrajnemu
klerykalizmowi. Znowu przypomne, ze konserwatysta i oddany
Kosciolowi katolik Stanislaw Estreicher popieral studia
nad historia polskiego protestantyzmu i podkreslal ogromne
zaslugi polskiej tolerancji, ktora zapewnila rozwoj radykalnych
kierunkow innowierczych - antytrynitarian i braci polskich.
Uwazal, ze ich istnienie swiadczylo o poziomie oswiecenia
spoleczenstwa i nie ukrywal swojej sympatii dla tych ruchow,
pisujac nawet o nich w swiatecznych numerach Czasu.
Odnosze wrazenie, ze wychowany w tej tradycji kardynal Karol
Wojtyla mial podobne ciche sympatie dla braci polskich,
unitarian, choc nie dzielil ich przekonan religijnych.
Jeszcze za czasow mojej mlodosci
pamiec o unitarianach pozostawala zywa. Potomkowie unitarianskich
rodzin, podobnie jak dawniej wielu innych ludzi pochodzenia
szlacheckiego, uzywali zawsze toponimow tzn. po nazwisku
podawali miejsce pochodzenia. Na przyklad moj kolega przedstawial
sie jako Schlichting z Bukowca, inny - Podlewski z Gaja
(byl to zreszta wnuk Podlewskiego, przywodcy powstania 1863
roku na Litwie). Moj brat chodzil do szkoly z Przypkowskim,
potomkiem unitarianina, ktory nalezal do tych, co w Europie
najwczesniej domagali sie rozdzialu Kosciola od panstwa,
zniesienia kary smierci i propagowali pacyfizm. W Polsce
niepodleglej zywa pozostawala pamiec tych ruchow. Utrzymywali
ja tacy katolicy jak Stanislaw Kot, ktory przeciez nigdy
nie byl unitarianinem. Nie ukrywano, ze to katolicka kontrreformacja
zniszczyla reformacje i jej piekne polskie tradycje. Tolerancja
objeta byla ludnosc zydowska. Galicja nie znala pogromow,
ludnosc zazywala swobod, odmiennosc w zasadzie byla respektowana,
choc naturalnie istnialy przesady, a antysemickie nastroje
byly podsycane przez wielu nieoswieconych ksiezy.
Austria z pewnoscia nie byla panstwem
idealnym, ale galicyjski umiar przeniknal do najlepszych
tradycji polskiej mysli politycznej. W naszych czasach jeszcze
mozna jego wplyw obserwowac w ideologii wczesnej "Solidarnosci",
a przede wszystkim Komitetu Obrony Robotnikow i innych ugrupowan
inteligenckich.
Roznice miedzy zaborami byly znaczne.
Nie mniej silne, ale inne byly wplywy tradycji wyniesione
z zaboru rosyjskiego, tzw. Kongresowki. Byla to przede wszystkim
nieugietosc w sprawach zasadniczych, wiernosc dla podstawowych
idei i pamiec bohaterskich powstan. To tradycja Kongresowki
uczyla, ze sa granice kompromisu, ze kazdy kompromis ma
prog, ktorego przestapic nie wolno. Te idee siegaly daleko
i oddzialywaly bardzo mocno w Polsce niepodleglej. Reprezentowal
je Jozef Pilsudski. Tradycje powstancze byly przekazywane
rodzinnie. Moj przyjaciel Wladyslaw Malinowski, syn Aleksandra,
jednego z przywodcow Polskiej Partii Socjalistycznej w rewolucji
1905 roku, byl synem chrzestnym Jozefa Pilsudskiego. Gdy
odwiedzalem go w jego przestronnym mieszkaniu przy ulicy
Krupniczej, ogladalem tam liczne pamiatki powstancze, miedzy
innymi fotografie skutego w kajdany ojca w drodze na Sybir.
Obok wycinkow z prasy i listow umieszczony byl skrawek pokrwawionej
koszuli pradziada, ktory zginal w powstaniu 1831 roku. Przechowywane
tez byly rodzinne pamiatki z powstania styczniowego. Matka
Wadyslawa byla tzw. dromaderka - przewozila bibule PPS z
Galicji do Kongresowki. Byla to niezwykle niebezpieczna
i odpowiedzialna praca, ale tajne materialy nigdy nie trafily
w rece policji carskiej. Jak dowiedzialem sie pozniej, byla
to glownie zasluga gornikow, ktorzy przekopali tunel pod
granica austriacko-rosyjska, by skutecznie zapobiec ingerencji
policji. Jednym z bohaterow tej historii byl inz. Dehnel,
rowniez spowinowacony z Malinowskimi, o ile mi wiadomo.
Kto takie szczegoly dzis pamieta? Kiedy w czasie wojny znalazlem
sie w Wilnie i dowiedzialem sie, ze Wladek Malinowski jest
w tzw. internacie - wspolnym domu, gdzie mieszkali pisarze
i dziennikarze, od razu domyslilem sie, ze musi tam dzialac
organizacja podziemna. I tak bylo rzeczywiscie. (Malinowski
ulegl jednak pozniej i przystapil do tej niewielkiej frakcji
socjalistow, ktorzy uznali komunizm w Polsce. Az do smierci
byl wysokim urzednikiem reprezentujacym komunistyczna Polske
w jednej z agend Organizacji Narodow Zjednoczonych).
Ale to nie wszystko. Z Wilna szedl
kierunek, ktorego znakomitym reprezentantem jest Czeslaw
Milosz. Nie wiem, czy mozna by wykazac jakikolwiek zwiazek
wspolczesnego uniwersalizmu z wczesnymi tradycjami unitarianizmu
i wiekiem XVII, ale wydaje mi sie, ze cos takiego tkwi w
naturze kresow polskich i ludnosci kresowej. Kresy polskie,
podobnie jak kresy hiszpanskie, mialy ludnosc wielu narodowosci
i wielu religii. Polacy byli tam w mniejszosci, wiec naturalna,
nakazywana przez rozum polityka byla tolerancja. Podobnie
tolerancyjne byly i kresy wegierskie, Transylwania, gdzie
unitaryzm rowniez swietnie sie rozwijal. Ale po prawdzie
tolerancja wcale nie byla opcja jedyna dla kresowych terenow.
Przeciez kresy w Hiszpanii takze mialy kiedys ludnosc bardzo
roznorodna, zlozona przede wszystkim z Arabow i Zydow, a
na problemy wynikajace z tej roznorodnosci Hiszpanie odpowiedzieli
krwawa nietolerancja, sadami inkwizycyjnymi i wygnaniem
calej ludnosci innowierczej. Z tych wzorow skorzystal pozniej
Hitler, a wspolczesnie posluzyly czystkom etnicznym na Balkanach.
Na polskich kresach wazny byl element
ideologiczny, wazna polityka, ktora wybrano i ktora byla
ludzka. Pisze o tym Czeslaw Milosz w swojej Historii
literatury polskiej, bo Milosz jest znakomitym przykladem
tego uniwersalistycznego pogladu na swiat i reprezentuje
spojrzenie bardzo charakterystyczne dla polsko-litewsko-bialorusko-zydowskich
stosunkow na kresach. Wsrod wspolczesnej sobie mlodziezy
uniwersyteckiej w Wilnie nie byl on odosobniony.
Pamietac trzeba, ze istnialy i inne
zrodla uniwersalizmu. Wspomne tylko, ze reprezentowali go
swietnie polscy politycy dzialajacy w publicznym zyciu rosyjskim.
Polacy w Rosji mieli swoja ksenofobiczna i antysemicka frakcje,
ale czesto zapomina sie o tym, ze byli tez inni. Wymienie
przede wszystkim Aleksandra Lednickiego, ktorego bezcenne
archiwa znajduja sie w Nowym Jorku, w zbiorach Polskiego
Instytutu Naukowego.
Aleksander Lednicki byl czlonkiem
rzadu Kierenskiego, w randze rownorzednej ministrowi. Sam
Kierenski notabene, ktory juz w Ameryce utrzymywal ze mna
bardzo zyczliwe stosunki, byl czlowiekiem innym niz go przedstawiono
w historii; swiatlym i tolerancyjnym. Padl ofiara nagonki
skrajnej prawicy rosyjskiej, a komunisci tez robili swoje,
w czym pomagalo im wielu intelektualistow. Kiedy rozmawialismy
o polityce, zwykl byl mi powtarzac: "Nie trzeba zapominac,
ze historia to nic innego jak polityka wstecz".
Z Lednickim zapoznal mnie rektor
Stanislaw Estreicher jeszcze w latach 20. Uczestniczylismy
razem w I Zjezdzie Federalistow Europejskich w Wiedniu.
Dodam tu, ze Aleksandrowi Lednickiemu wiele zawdzieczam,
bo to on - naturalnie obok rodzinnych tradycji i atmosfery
Krakowa - zaszczepil we mnie ducha uniwersalizmu, ducha
tolerancji, rozumienia pogladow innych; on wprowadzil mnie
w sprawy wielkiej polityki. W slady ojca poszedl Waclaw
Lednicki, oddany przyjaciel Jana Lechonia i czlonek Polskiego
Instytutu Naukowego w Ameryce, ktory odegral wazna role
w amerykanskiej nauce i polskiej Drugiej Wielkiej Emigracji.
Oczywiscie nie mozna zapominac o
federalistycznej inicjatywie gen. Wladyslawa Sikorskiego,
jego entuzjastycznym udziale w tworzeniu Konfederacji Europy
Srodkowo-Wschodniej, a potem Federacji Europejskiej. O tych
sprawach pisalem juz w artykulach, ktore ukazaly sie w warszawskiej Gazecie Wyborczej i na lamach Przegladu Polskiego. Sikorski mial silne poparcie Stronnictwa Ludowego, na czele
ktorego stal Stanislaw Mikolajczyk. Mikolajczyk byl jedynym
przywodca ruchu ludowego, ktory interesowal sie rolnictwem.
W znacznej mierze samouk, odznaczal sie wybitna inteligencja.
Przed wojna zwiazany z Wincentym Witosem, przypomnial emigracji
bardzo niegodny stosunek do Witosa i ruchu ludowego, przesladowania
ludowcow w sanacyjnej Polsce. Byl z tych powodow znienawidzony
przez czesc emigracji. A jednak ze zrodel wynika, ze bronil
spraw polskich z niezwykla godnoscia i zdecydowaniem.
Pamietam wielu innych ludzi. Konstanty
Srokowski, redaktor Nowej Reformy, a pozniej Kuriera
Ilustrowanego, staly bywalec wspomnianych juz popoludniowych
spotkan w krakowskim Grand Hotelu, byl pozniej pierwszym
poslem Polski w ZSRR. W swej nielatwej dzialalnosci politycznej
wslawil sie odwaga i dowcipem. Kiedys, wpisujac sie do ksiegi
gosci podczas jakiejs waznej sowieckiej imprezy w Moskwie,
w rubryce "przynaleznosc partyjna" napisal, ze
nalezy do "partii sceptykow".
Trzeba tez pamietac, ze wsrod pionierow
oficjalnego ruchu federalistycznego byl dr Jozef Rettinger,
wspolzalozyciel Stowarzyszenia Federalistow, ktoremu patronowal
po wojnie nie kto inny a sam Winston Churchill. Pod egida
tego stowarzyszenia i przy wsparciu Chuchilla po wojnie
stworzony zostal Uniwersytet Europejski. Dodam tu nieskromnie,
ze bylem wsrod pierwszych visiting professors mianowanych
w uniwersytecie w Brugii.
Dokonczenie
za tydzien
-------------------
Autor dziekuje
pani Krystynie Olszer za jej udzial w przygotowaniu tego
artykulu.
*Sala Domu Narodowego
we Lwowie, gdzie ok. 1870 r. odbywaly sie obrady sejmu galicyjskiego.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |