JANUSZ WROBEL
Bilans pierwszej dekady
Polak sie uczy
Zmiany, jakie zaszly w Polsce w ostatnim
dziesiecioleciu, maja charakter wrecz rewolucyjny. Tak jest
m.in. w przypadku szkolnictwa, zwlaszcza wyzszego, ktore
rozwinelo sie w III Rzeczypospolitej na skale nigdy dotad
nie spotykana.
Polska ma piekne tradycje akademickie,
siegajace sredniowiecza. Krakow byl drugim z kolei miastem
Europy Srodkowo-Wschodniej (pierwszym byla Praga), gdzie
powstala wyzsza uczelnia. W okresie swietnosci I Rzeczypospolitej
(do 1795 r.) mielismy w tej dziedzinie sporo osiagniec,
zeby tylko wspomniec o Komisji Edukacji Narodowej, ktora
gruntownie zreformowala i unowoczesnila szkolnictwo wyzsze,
nadajac mu wysoka range i zapewniajac opieke panstwa. Okres
rozbiorow byl oczywiscie znacznie mniej pomyslny, ale tam,
gdzie Polacy mieli szerszy samorzad, uczelnie sie rozwijaly.
Tak bylo w Galicji - w okresie autonomii
rozkwitaly uniwersytety w Krakowie i Lwowie.
Odzyskanie niepodleglosci w 1918
r. otworzylo przed nauka i szkolnictwem wyzszym dobre perspektywy.
Powstaly nowe uczelnie (Wilno, Poznan, Lublin, Warszawa),
zdecydowanie wzrosla liczba studentow. W polowie okresu
miedzywojennego w Polsce dzialalo juz 21 szkol wyzszych,
z czego wiekszosc panstwowych. Ksztalcilo sie w nich nieco
ponad 43 tys. studentow. Do polowy lat 30. powstaly trzy
nowe szkoly prywatne, ale liczba studentow zwiekszyla sie
nieznacznie, do 47 tys.
Przedwojenne uczelnie polskie mialy
dobra renome, w niczym nie ustepowaly czolowym uniwersytetom
europejskim, zapewniajac krajowi doplyw doskonale wyksztalconych
kadr. Profil ksztalcenia odzwierciedlal jednak zacofanie
gospodarcze kraju. Najwiecej studentow mialy wydzialy humanistyczne,
znacznie mniej wydzialy przygotowujace kadry dla gospodarki.
Podczas gdy filozofie studiowalo 11 tys. osob, to "nauki
handlowe" zaledwie nieco ponad 3 tys.
Okres Polski Ludowej otworzyl zupelnie
nowy rozdzial w dziejach polskiego szkolnictwa akademickiego.
Kilka starych osrodkow uniwersyteckich (Wilno, Lwow) znalazlo
sie poza granicami, znaczna czesc kadry profesorskiej zostala
zamordowana lub pozostala na emigracji, ogromne byly tez
zniszczenia materialne. Prawie wszystko trzeba bylo zaczynac
od nowa. Nowa komunistyczna wladza, cokolwiek by o niej
mowic, przywiazywala do szkolnictwa wyzszego duza wage.
Rozumiano, iz planowana rozbudowa przemyslu bedzie wymagala
specjalistow z wielu dziedzin. Decydujac sie na szybki rozwoj
panstwowego szkolnictwa wyzszego kierowano sie jednak rowniez
wzgledami politycznymi. Rzad i partia chcialy mozliwie jak
najszybciej wychowac wlasna inteligencje, ktora bedzie zasadniczo
roznila sie od przedwojennej, zdecydowanie niechetnej czy
nawet wrogiej komunizmowi, a do tego wykazujacej sie duza
odwaga intelektualna i tworcza samodzielnoscia. Nowa kadra
miala byc "socjalistyczna", przeniknieta duchem
marksizmu-leninizmu-stalinizmu i posluszna partii. Przed
masami robotnikow i chlopow rezim szeroko otwieral wrota
awansu spolecznego, wszelako trzeba bylo za to zaplacic
wysoka cene. Byla nia utrata autonomii szkol i niezaleznosci
tworczej przez srodowiska akademickie, szerokie upartyjnienie
i upolitycznienie zycia uczelni, a w efekcie obnizenie poziomu
nauczania i badan naukowych. Te ostatnie cierpialy rowniez
wskutek odciecia polskich uniwersytetow i politechnik od
Zachodu, zwlaszcza w okresie apogeum zimnej wojny.
Pod wzgledem statystycznym Polska
Ludowa mogla jednak pochwalic sie znacznym dorobkiem. Nastapil
ogromny skok ilosciowy. W stosunku do okresu miedzywojennego
juz w roku akademickim 1946/1947 liczba studentow prawie
sie podwoila. Powstaly nowe osrodki akademickie w miastach
bez tradycji uniwersyteckich. Torun i Lodz staly sie znaczacymi
punktami na naukowej mapie kraju, podobnie jak duze miasta
na tzw. ziemiach odzyskanych, a zwlaszcza Wroclaw, gdzie
powstal uniwersytet zasilony kadra profesorska przybyla
ze Lwowa.
Szybkie uprzemyslowienie i urbanizacja
Polski, a takze polityka pelnego zatrudnienia powodowaly
wielkie zapotrzebowanie na wykwalifikowana kadre, glownie
inzynierska. Liczba studentow przez kolejne dziesieciolecia
PRL systematycznie wzrastala, co wladze chetnie podkreslaly,
widzac w tym oczywista oznake wyzszosci socjalizmu nad kapitalizmem.
W poczatkach lat 70. studiowalo w Polsce 330 tys. osob,
z czego 125 tys. w szkolach technicznych. Bierut, Gomulka,
Gierek i kolejni przywodcy PZPR z duma glosili teze, iz
za ich rzadow dokonuje sie bezprecedensowy w dziejach narodu
awans spoleczny robotnikow i chlopow. Jego podstawa mial
byc dostep do oswiaty, w tym szkolnictwa wyzszego, ktore
bylo bezplatne, a przez to ogolnodostepne. Polska - gloszono
z oficjalnych trybun - stala sie krajem ludzi wyksztalconych.
Ten sielankowy obraz psuly fakty,
ktore wladze chcialy przemilczec. Otoz analizy stanu polskiego
szkolnictwa wyzszego wykazywaly, iz z dostepnoscia studiow
nie jest najlepiej, a odsetek dzieci chlopskich na uczelniach
jest nawet nizszy niz przed wojna, czego nie moglo zmienic
wprowadzenie dodatkowych punktow na egzaminach wstepnych
dla dzieci chlopow i robotnikow. Co gorsza okazywalo sie,
iz ped ku wiedzy ulega z biegiem czasu wyraznemu oslabieniu,
a to za sprawa niskich zarobkow mlodej inteligencji. Okazywalo
sie, iz dla osiagniecia sukcesu zawodowego, a zwlaszcza
finansowego, nie trzeba koniecznie studiowac, wystarcza
dobre kwalifikacje na poziomie technikum zawodowego, gwarantujace
dobrze platna prace w panstwowych fabrykach. Coraz bardziej
oczywiste stawalo sie zapoznienie bazy naukowej polskich
szkol wyzszych w stosunku do czolowych uczelni zachodnich.
W poczatkach lat 80. wyraznie zaczal
zaznaczac sie takze dystans dzielacy Polske od Zachodu pod
wzgledem liczby studentow. Podczas gdy w w Polsce na kazde
10 tys. mieszkancow studiowalo 1275 osob, to we Wloszech
okolo 1900, w RFN i Finlandii - ponad 1700, a we Francji
i Holandii blisko 1400. Przepasc dzielila Polske od Kanady,
gdzie liczba ta wynosila 2500 i od USA, gdzie na kazde 10
tys. osob uczylo sie w wyzszych uczelniach ponad 4000.
Mit dobrze wyksztalconego spoleczenstwa
polskiego prysl jak mydlana banka wraz z upadkiem komunizmu.
Okazalo sie nagle, iz Polska ze swym wspolczynnikiem skolaryzacji
(stosunek liczby studentow do liczby osob w grupie wiekowej
19-24 lata) wynoszacym niespelna 10, plasuje sie na szarym
koncu krajow uprzemyslowionych. Daleko nam bylo nie tylko
do Stanow Zjednoczonych czy czolowych panstw Europy Zachodniej,
ale nawet slabiej rozwinietych krajow Unii Europejskiej.
Okazalo sie rowniez, iz polski system akademicki nie jest
dostosowany do wymogow gospodarki wolnorynkowej. Za malo
bylo uczelni i kierunkow ksztalcacych kadry menedzerskie.
Proces transformacji gospodarczej,
ktory zapoczatkowala szokowa terapia zwiazana z tzw. planem
Balcerowicza, wywolala ogromne zmiany w szkolnictwie wyzszym,
ktore trwaja do dzis.
Przede wszystkim nastapil gwaltowny
wzrost liczby szkol, co bylo odpowiedzia na wzrastajace
zapotrzebowanie przemyslu, jak rowniez pewnych rodzajow
instytucji uslugowych (np. bankow) na dobrze wykwalifikowanych
pracownikow oraz efektem wprowadzenia przepisow zezwalajacych
na zakladanie szkol prywatnych. O ile u schylku PRL funkcjonowaly
92 szkoly wyzsze, to w roku ubieglym bylo ich juz 266! Monopol
uczelni panstwowych jest juz odlegla przeszloscia. Obecnie
wiekszosc polskich szkol wyzszych to uczelnie prywatne,
jest ich 144, podczas gdy 106 uczelni ma status panstwowy,
a 16 to szkoly wyznaniowe.
W slad za tym nastapil dynamiczny
wzrost liczby studiujacych. Podczas gdy w 1985 r. bylo ich
350 tys., to w roku ubieglym juz 1274 tys. osob. Ogromna
wiekszosc studiuje na uczelniach panstwowych, uczelnie prywatne
i wyznaniowe, chociaz jest ich wiecej niz panstwowych, ksztalca
zaledwie nieco ponad 300 tys. studentow. Tak znaczacy wzrost
liczby studiujacej mlodziezy dzwignal w gore wspolczynnik
skolaryzacji z 10 do ponad 25, stawiajac Polske w rzedzie
krajow o calkiem przyzwoitym poziomie ksztalcenia, porownywalnym
z krajami zachodnioeuropejskimi. Duma moze napawac rowniez
zmiana struktury szkol akademickich. Gwaltownie wzrosla
liczba szkol ekonomicznych. Jeszcze w polowie lat 90. bylo
ich 46, dzis jest ich 89, a liczba studentow kierunkow ekonomicznych
wzrosla pieciokrotnie.
Tym optymistycznym akcentem mozna
by zakonczyc artykul poswiecony rewolucji w szkolnictwie
wyzszym III Rzeczypospolitej, gdyby nie fakty psujace ten
pozytywny obraz.
Ogromny skok ilosciowy, jaki sie
dokonal, nie zawsze idzie w parze z odpowiednim poziomem
ksztalcenia. Liczba studentow wzrosla wielokrotnie, podczas
gdy liczba nauczycieli akademickich tylko nieznacznie, w
czym zreszta nie ma nic dziwnego, wszak wyszkolenie profesora
trwa bardzo dlugo. Konsekwencja tego stanu rzeczy jest zatrudnienie
pracownikow naukowych na wielu etatach, co sila rzeczy musialo
odbic sie na jakosci ich pracy. "Chaltury", znane
jeszcze z czasow PRL, nie odeszly w niebyt wraz z nim nie
tylko dlatego, ze jest na nie zapotrzebowanie, ale rowniez
dlatego, iz place w szkolnictwie wyzszym sa nadal niskie,
co sklania wiele osob do podejmowania dodatkowych zajec
ze szkoda dla wynikow pracy dydaktycznej i wlasnego rozwoju
naukowego. Jak ujawnil w jednym z wywiadow wiceminister
edukacji, w Polsce jest wiecej prywatnych uczelni ekonomicznych
niz profesorow zwyczajnych ekonomii!
Znacznie grozniejszym zjawiskiem
jest jednak ogromny rozwoj studiow zaocznych i wieczorowych,
z natury rzeczy dajacych slabsze wyksztalcenie niz tradycyjne
studia dzienne. Przyczyn jest kilka. Przede wszystkim uczelnie
panstwowe chetnie je rozbudowuja, gdyz studenci musza za
nie placic, co ratuje ubogie budzety szkol wyzszych i pozwala
slabo oplacanej kadrze dorobic do podstawowego etatu. Dodac
trzeba, iz studia zaoczne sa lokowane czesto poza miejscowoscia,
w ktorej miesci sie siedziba uczelni, co ulatwia do nich
dostep osobom, dla ktorych dojazd do osrodka akademickiego
bylby zbyt klopotliwy lub kosztowny. Zblizenie szkoly do
studentow nie byloby samo w sobie niczym zlym, ale problem
w tym, ze zamiejscowe filie szkol wyzszych sa slabo wyposazone
i nie dysponuja podstawowym zapleczem w postaci bibliotek,
laboratoriow itp. Efekt jest taki, iz absolwenci studiow
zaocznych sa znacznie gorzej wyksztalceni niz ich koledzy
studiujacy w trybie normalnym. Niektorzy szacuja, iz studia
zaoczne sa warte co najwyzej 1/3 wyzszego wyksztalcenia
uzyskiwanego droga tradycyjna. Ministerstwo Edukacji Narodowej
ma swiadomosc, iz studentom zaocznym wyrzadza sie szkode
intelektualna, proponujac nauke w tak zlych warunkach, ale
na razie nie ma to praktycznych konsekwencji. Nawet napomnienia
i grozby Ministerstwa Edukacji Narodowej i Rady Glownej
Szkolnictwa Wyzszego nie skutkuja, skoro ciagle na prowincji
znajduja sie chetni na platne studia zaoczne. Jedyna nadzieja
w tym, iz pracodawcy absolwentow tych malo wartosciowych
szkol przestana respektowac ich dyplomy. Juz teraz odsetek
bezrobotnych absolwentow szkol wyzszych wsrod ogolu pozostajacych
bez pracy siegnal 8%, co zdaje sie wskazywac, iz dyplom
slabej uczelni niczego juz nie gwarantuje na trudnym rynku
pracy.
Polskie szkolnictwo wyzsze nie jest
wolne od problemow etycznych. Zastanawia, jak gladko wielu
profesorow gloryfikujacych niegdys marksizm-leninizm i dokonania
PRL przeszlo nad tym do porzadku dziennego. Nie odbyla sie
samooczyszczajaca dyskusja w gronie filozofow, historykow,
ekonomistow i przedstawicieli innych nauk spolecznych. Dzis
ci, ktorzy wykladali ekonomie polityczna socjalizmu i filozofie
marksistowska, jakby nigdy nic glosza pochwale skrajnie
liberalnego kapitalizmu, a piewcy dokonan Komunistycznej
Partii Polski i PZPR z zapalem badaja dzieje polskiej burzuazji.
W tej atmosferze nikogo specjalnie nie gorszy fakt, iz "naukowcy"
z tytulami profesorskimi znajduja sie w sztabach skrajnie
radykalnych politykow i podczas kampanii wyborczych karmia
spoleczenstwo ewidentnymi bzdurami. Nie dziwia rowniez ciagle
ujawniane afery zwiazane z plagiatami prac naukowych ani
"badacze", ktorzy podaja w watpliwosc zbrodnie
nazistow.
Negatywne zjawiska w srodowisku akademickim
nie moga przeslonic zasadniczo pozytywnego obrazu przemian
w szkolnictwie wyzszym. Sadzic nalezy, iz wiele z nich bedzie
mozna z czasem wyeliminowac. Nadejdzie wkrotce niz demograficzny,
ktory zaostrzy konkurencje na rynku edukacyjnym. Chetni
do studiowania beda mogli przebierac w coraz wiekszej ofercie
uczelni prywatnych i panstwowych. Pamietac trzeba i o tym,
ze coraz wiecej Polakow studiuje poza krajem, takze na czolowych
uczelniach amerykanskich i europejskich, co dopingowac bedzie
polskie szkoly do podniesienia poziomu. Juz dzis widac,
ze niektore uczelnie prywatne, niegdys zaczynajace bardzo
skromnie, zdobyly uznanie i renome, a o ich absolwentow
ubiegaja sie najwieksze firmy.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |