MARIA KORNATOWSKA
Slawomir Grünberg - laureat nagrody Emmy
W poszukiwaniu prawdy o swiecie
Nie traktuje filmu dokumentalnego ani jako rozrywki, ani jako sposobu na zarabianie
pieniedzy. Jesli film nie przynosi wiedzy o swiecie, nie poszerza horyzontow
widza albo tez nie sugeruje koniecznosci zmian porzadku swiata - nie jest wart
wysilku, jaki wklada sie w jego realizacje - mowi Slawomir Grünberg, absolwent
lodzkiej szkoly filmowej, od blisko 20 lat mieszkajacy i pracujacy w Stanach
Zjednoczonych, scisle mowiac w okolicach Ithaki.
Jego film School Prayer: A Community at War jest laureatem tegorocznej
Emmy w kategorii pelnometrazowego dokumentu. Telewizja pokazala go w lipcu 1999
roku w cyklu "P.O.V ( Point of View)" emitowanym przez PBS. Autorem
pomyslu i scenariusza - o ile mozna mowic o scenariuszu w przypadku dokumentu
realizowanego praktycznie przez dwa lata - byl Bob Crane, profesor etyki filmowej
w Ithaca College. Zrealizowany w ramach niezaleznej produkcji School Prayer powstac mogl dzieki grantowi nowojorskiej Council for the Arts, funduszom Independent
Television Service oraz George Soros Open Society Foundation.
Bohaterka School Prayer jest Lisa Herdahl, matka pieciorga dzieci, ktora
nie baczac na konsekwencje wypowiedziala wojne religijnej nietolerancji w Missisipi.
Trafila tam z Visconsin w nadziei znalezienia lepszej pracy, lepszych warunkow
zycia. Okazalo sie, ze jej dzieci uczeszczajace do publicznej szkoly zostaly
zmuszone do udzialu w obowiazkowej porannej modlitwie i lekcjach czytania Biblii.
Wywolujac ostracyzm zdominowanej przez babtystow fundamentalistycznej spolecznosci
miasteczka Lisa , umiarkowana luteranka, wytoczyla w koncu sprawe wladzom rejonu
szkolnego. I wygrala.
Kamera Grünberga przez dwa lata towarzyszyla wydarzeniom. Zgodnie ze swoja
filozofia realizator sam robil zdjecia. Kamera z reki. Bez dodatkowego, sztucznego
swiatla.
- Sztucznosc niszczy nature dokumentu. Nalezy respektowac integralnosc rzeczywistosci.
Jej wewnetrzna prawde. Staram sie np. nie swiecic na postaci, lecz prowadzic
je do swiatla, chocby i do okna. Im mniejsza ingerencja sprzetu, tym rzeczywistosc
wydaje sie prawdziwsza. Kamera powinna zachowywac punkt widzenia bezstronnego
obserwatora, identyfikowac sie z okiem czlowieka. Nie wolno wdzierac sie z technika
w cudza prywatnosc, trzeba ja uszanowac. Najwazniejsze sa przeciez dla nas postawy
ludzi, ich zachowania. Prawda o ludziach.
Grünberg, od wielu lat pasjonat fotografii (studia w szkole filmowej zaczal
od wydzialu operatorskiego), wlada mistrzowsko kamera z reki. Jego kamera zdaje
sie chwilami plynac, przenoszac sie niemal niepostrzezenie z miejsca na miejsce,
z obiektu na obiekt. Nadaje to filmowi specyficzny rytm i dynamike. Tworzy styl.
Ani przez chwile rezyser nie zapomina o przestrzeganiu zamierzonego obiektywizmu,
aczkolwiek dla uwaznego widza jego sympatie sa czytelne. Prezentuje racje obu
stron. Rejestruje wiernie argumenty, emocje, reakcje ludzi. Pokazuje rozwoj
konfliktu. Metamorfozy glownej bohaterki, ktora dojrzewa na naszych oczach.
Zmienia sie. Jej poczatkowy upor przeobraza sie w postawe. Lisa zdobywa swiadomosc
i samoswiadomosc. Dlatego m.in. School Prayer wywoluje zdecydowana reakcje
odbiorcow. Dziala.
- Nie lubie klasycznych wywiadow ekranowych. Staram sie przedstawiac czlowieka
w okreslonej sytuacji. Prowadzic z nim rodzaj rozmowy, dialogu. Zaprzyjazniam
sie z moimi bohaterami. Probuje ich poznac, zrozumiec, wczuc sie w ich motywacje.
Kamera jest dla mnie narzedziem pozwalajacym zglebic pewne ludzkie doswiadczenia
i przezycia, do ktorych trudno dotrzec w inny sposob. Jej obecnosc jest niekiedy
w stanie otworzyc dusze ludzkie, ujawnic skrywane, tlumione emocje. Dzieki kamerze
udaje mi sie osiagnac szczegolna, powiedzialbym, wyjatkowa intymnosc w relacjach
z bohaterami moich filmow. Czesto utrzymuje z nimi kontakty jeszcze po zdjeciach.
Takich znajomosci latwo sie nie zrywa.
Uroczystosc wreczenia nagrod Emmy odbywala sie w tym samym budynku na rogu
43 Ulicy i Broadwayu, przed ktorym na poczatku swej amerykanskiej kariery Grünberg
sprzedawal orzeszki. Wywalczyl sobie dobre miejsce na rogu Piatej Alei i 42
Ulicy, a po godzinie piatej przenosil sie na Broadway. Obserwowal wytwornie
odziany, biegnacy gdzies do teatrow i restauracji tlum.
- Przez wszystkie te lata poznawalem Ameryke. Dojrzewalem do rozumienia jej.
Do robienia filmow dla amerykanskiego widza. Powoli zaczynalem pojmowac, co
ten widz czuje, mysli, co lubi, czym sie naprawde interesuje. Moglbym powiedziec,
ze stawalem sie Amerykaninem, pozostajac jednak kims z zewnatrz, outsiderem.
Dzieki temu moge zachowac konieczny dystans. Mam inna perspektywe, inne spojrzenie.
Ta innosc daje mi pewna przewage. Jest zaleta. Swiadomie kultywuje moja odrebnosc.
Nie ukrywam wstydliwie obcego akcentu. I okazuje sie, ze ze slabosci mozna zrobic
sile, ze pozorna slabosc moze stac sie odskocznia sukcesu.
Nigdy nie lubil zyciowej stabilizacji, wydeptanych sciezek, latwych tematow.
Juz w okresie studiow cieszyl sie opinia osoby niekonwencjonalnej. Etiuda dokumentalna Niedziela wzburzyla komisje egzaminacyjna, zdobyla glowna nagrode na
festiwalu krakowskim i otrzymala nominacje do studenckiego Oscara. Ameryka jest
w pewnym sensie miejscem idealnym dla ludzi takich jak Slawomir Grünberg.
Niespokojnych, ciekawych nowych doswiadczen, nowych twarzy, pelnych pasji odkrywania
swiata, poszukiwania prawdy o nim.
- Dla mnie robienie filmow to nie tylko szukanie odpowiedzi na trudne pytania,
ale i proba uchwycenia zycia takim, jakie ono jest. To podroz, w jaka zabieram
widzow, by odslonic przed nimi nowa, nieznana rzeczywistosc. Kamera jest wymarzonym
narzedziem takich odkryc. Szczegolnie pociagaja mnie projekty mowiace o konfliktach,
dylematy moralne. Tematy kontrowersyjne, wzbudzajace dyskusje. Lubie wyzwania.
Jako emigrant jestem niezmiernie ciekaw nowego kraju, a zarazem mam odmienny
od Amerykanow sposob widzenia tutejszego zycia i ludzi.
Grünberg jest czlowiekiem niespozytej energii, ogromnej psychicznej odpornosci
i wewnetrznej sily. Wedrowal z kamera przez dzungle Ameryki Poludniowej nie
baczac na okropne warunki sanitarne, kasliwe insekty, ameby i wszelkie inne
niebezpieczenstwa. Pracowal w skazonych nuklearnym promieniowaniem rejonach
Czelabinska i Czernobyla. Zaden Amerykanin nie mial na tyle odwagi, by mu towarzyszyc
w tej ostatniej wyprawie. Filmowanie to dla niego Wielka Przygoda. W trudnych
sytuacjach czuje sie jak ryba w wodzie. W Ameryce znalazl sie wlasciwie przez
przypadek, zaproszony przez Museum of Modern Art jako wspolautor dokumentalnego
filmu Anna proletariuszka. Wyladowal w Nowym Jorku 1 listopada pamietnego
roku 1981. Kopia zrealizowanego wspolnie z Markiem Ciecierskim filmu o bohaterce
"Solidarnosci" Annie Walentynowicz, wciaz nie byla gotowa. Grünberg
postanowil czekac na te kopie w Nowym Jorku, by nie stracic wizy. Mial jednak
zamiar na Boze Narodzenie wrocic do domu. Tymczasem ogloszono stan wojenny. Anna proletariuszka nie dotarla nigdy do Ameryki. Przelezala na polkach
dlugie lata. Nie miala szczescia do wladzy rowniez i pod rzadami Lecha Walesy.
Grünberg sprzedawal wiec przez 9 miesiecy wspomniane juz orzeszki, przygotowywal
filmowe projekty, staral sie o prace wykladowcy na wydzialach filmowych roznych
uczelni. Prowadzil zycie burzliwe, jak przystalo na emigranta mimo woli. Wykladal.
Przyjeto go nawet do legendarnego Massachussets Institute of Technology jako visiting scholar, bez wynagrodzenia oczywiscie. Wydzial filmowy prowadzil
tu mityczny niegdys w Polsce dokumentalista Richard Leacock. Mlody pasjonat
kamery przypadl mu wielce do gustu. Wzial go pod swoje skrzydla. Z czasem Grünberg
spotkal inna legendarna postac amerykanskiego dokumentu Alfreda Mayslesa. Od
kilku lat szuka funduszy na realizacje filmu poswieconego braciom Maysles.
Slawomir Grünberg ma juz bogaty dorobek. I duzo nagrod europejskich oraz
amerykanskich. Osobny rozdzial w jego tworczosci zajmuja filmy poswiecone Rosji.
Wyjatkowa popularnosc i uznanie zdobyly: Adopting Olya (1994), o kalifornijskim
malzenstwie jadacym do Rosji, by adoptowac 4-letnia dziewczynke; Chelyabinsk
-The Most Contaminated Spot on the Planet (1994), fascynujacy reportaz z
ziemi zadzumionej i From Chechnya to Chernobyl (1997) - opowiesc o ludziach
skazanych na wedrowke z piekla do piekla, o rosyjskiej rodzinie, ktora woli
zyc w skazonym rejonie Czernobyla niz w opetanej szalenstwem nienawisci Czeczenii.
- Dlaczego, pytam rezysera, wlasnie Rosja?
- Bo tam sie najwiecej dzieje - odpowiada. - Bo tam ujawnily sie w straszliwym
zgeszczeniu wszystkie dylematy i konflikty postkomunizmu. Bo Rosja wszyscy sie
interesuja. Zwlaszcza tu, w Stanach Zjednoczonych. Jako operator pracowalem
przy dziesieciu robionych w Rosji filmach i reportazach. A przy okazji znalazlem
wlasne tematy. Niemal przypadkowo. Ale to wlasnie tak mnie pasjonuje w pracy
dokumentalisty - nieoczekiwane znalezisko. Bywalo, ze dzialalem na granicy legalnosci,
przemycajac kamere. Na szczescie kamery cyfrowe sa male i lekkie, latwo je ukryc.
Bardzo wazny jest dla mnie film o Czelabinsku. Pozwolil mi bowiem wplynac w
jakiejs mierze na rzeczywistosc. Cos zmienic. Ten film zainspirowal wiele pozytywnych
akcji i inicjatyw. Zaprosilismy do USA trzech mieszkancow Czelabinska: naukowca,
lekarza i nauczycielke. Po to, by mogli poznac amerykanskie sposoby rozwiazywania
pewnych skomplikowanych problemow. Np. metody leczenia choroby popromiennej,
zasady funkcjonowania szkol ekologicznych itd. To szalenie im pomoglo. W Czelabinsku
otwarto juz pierwsza szkole ekologiczna. Miasto otrzymalo powazne kredyty. Nie
twierdze, ze to moja jedynie zasluga, ale zrobiony przeze mnie film ma jakis
w tym wszystkim udzial. I to jest moja najwieksza satysfakcja.
Grünberg ma wlasne studio w Ithace, Log In Productions. Wykonuje rozmaite
uslugi. Zarabia na zycie jako operator. Jest m.in. autorem zdjec do filmu Mariana
Marzynskiego Shtetl, ktory wzbudzil tyle sprzecznych opinii w Polsce.
Pracuje po to, by moc w miare swobodnie realizowac wlasne pomysly, nie przynoszace
mu przewaznie ani grosza. Wiekszosc swoich filmow robi "na ryzyko",
w nadziei zdobycia pieniedzy na ukonczenie dziela. Kazda realizacja oznacza
rozpaczliwa walke o fundusze. Na przygotowania, na zdjecia, na postprodukcje.
Teraz Grünberg pracuje nad kolejnym filmem: Cancer Alley: Louisiana.
Tym razem bohaterka jest Murzynka Margie, emerytowana nauczycielka z Luizjany,
ktora podjela walke z potezna firma Shell Oil Company w obronie zdrowia i zycia
lokalnej czarnej spolecznosci zagrozonej rakiem i astma. Rasizm przybiera rozne
oblicza, a Grünberg ma szczegolne uczulenie na wszelkie odmiany nietolerancji
i dyskryminacji.
Jednoczesnie rezyser ukonczyl zdjecia do filmu fabularnego, satyrycznej komedii
pomylek Green Lights (tytul tymczasowy) wedlug scenariusza Boba Liebermana,
powiesciopisarza i wykladowcy Cornell University. Gotowa juz jest pierwsza wersja
montazowa. I w fabule staral sie dochowac wiernosci swojej estetyce dokumentalisty.
Kamera z reki, naturalne swiatlo, jak najmniej techniki.
Wiekszosc ludzi emigrujacych do Stanow Zjednoczonych przyjezdza tu w nadziei
zrobienia spektakularnej kariery i zdobycia duzych pieniedzy. Tak przeciez jawi
sie American Dream w oczach przecietnych zjadaczy chleba. Slawomir Grünberg
jest idealista. Wierzy, ze sztuka moze zmieniac ludzka swiadomosc. Wierzy, ze
mozna naprawiac swiat. Wierzy w dzialanie rozumu i idei. W serce zapadly mu
idealy i wartosci pionierskiej Ameryki. Nie zabiega o pieniadze i kariere. Korzysta
z amerykanskiej wolnosci po to, by moc robic filmy nie majace szans na komercyjny
sukces, na popularnosc. Filmy trudne, podejmujace kwestie drazliwe i niejednoznaczne.
Niepokojace.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |