PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 pazdziernika 2000)


GRAZYNA DRABIK

Stolpmünde-Ustka

Z daleka juz widac delfina. Jest pokaznych rozmiarow, jasnoniebieski. Biale podbrzusze jasnieje w popoludniowym sloncu. Pysk rytmicznie sie zamyka, otwiera. Mozna wdrapac sie po drabince do rozwartej paszczy, zjechac po grzbiecie, przebiec wokol nadmuchanego zwierzaka, wdrapac sie, zjechac.

Wypatrzyl go moj wnuk. Ze wschodniego ramienia mola wysunietego daleko w morze wygladal jak balon, lecz Nicolas, wiedziony bezblednym dziecinnym instynktem, rozpoznal w kolorowej plamie obietnice rozrywki. Delfin wyroznial sie zreszta akcentem barwy na szarym tle plazy. Kiedy podeszlismy blizej, okazalo sie, ze - prosze bardzo - mozna zjezdzac, 5 zl za piec minut. Dzieciakow sporo, bo pogoda malo plazowa i niewiele bylo dla nich do zabawy - lody, pizza, zamki z piasku i ten delfin. Obok jeszcze pare plastikowych zabawek: zjezdzalnia za nastepne 5 zlotych, poducha do skakania za 4 zl, tylko powietrze ucieklo i trzeba poczekac, az dopompuja...Od delfina wracamy plaza do sanatorium "Azoty". Brzmia dziwnie te slowa razem: "sanatorium" i "azoty". Skad to polaczenie? Mieszaja sie warstwy historii. Historia umiera. Tam, gdzie stoi teraz prostokatna bryla budynku "Azoty", szumial las. Konczylo sie niemieckie miasteczko portowe i uzdrowisko. Na wschod od Stolpmünde az do Garder See i jeszcze dalej, do Leby, ku Gdyni ciagnely sie prastare sosnowe lasy. Wsrod lak i lasow ziem pomorskich rozsypane byly zasobne majatki. Od poczatku XIX wieku okoliczna szlachta i co bogatsi mieszkancy miasta Stolp - dzisiejszego Slupska - zjezdzali na lato do nadmorskiej osady rybackiej.Plaze w Stolpmünde byly szerokie i piaszczyste, zachodnia narazona na sztormy, ale wschodnia zaciszna, ciagnaca sie dlugim, miekkim lukiem wzdluz malowniczego klifu. Lasy wspaniale. Klimat dobry. Wioska szybko zyskala renome letniska. Przyczynila sie do tego kolej, wybudowana w 1878 r., ktora polaczyla port z miastem Stolp, 19 kilometrow od wybrzeza na poludnie. Potem dodano jeszcze druga, lokalna linie wzdluz morza, laczaca majatki i wioski: Saleske, Dünnow, Machmin, Wobesde, Schmolsin...Od dawna zreszta Stolpmünde nie byla typowa wsia. Choc nie mogla uzyskac praw miejskich z powodu uzaleznienia od Stolpu, od czasow sredniowiecza przy ujsciu rzeki Slupi dzialal wazny port, nalezacy do zwiazku miast hanzeatyckich. Lokalni rybacy i szyprowie, rzemieslnicy i karczmarze z latwoscia do swych obowiazkow dbania o port dodali uslugi dla coraz liczniej zjezdzajacych wczasowiczow. W polowie XIX wieku dzialal tu juz zarzad kapieliska, ktory staral sie o uzyskanie dla Stolpmünde statusu uzdrowiska. Przy koncu XIX wieku wzdluz piaszczystej skarpy zbudowano drewniane przebieralnie: na plazy wschodniej kabiny dla kobiet i dzieci, po stronie zachodniej - dla mezczyzn. Systematycznie wzmacniano falochrony, zabezpieczano plaze drewnianymi ostrogami. Na wysokiej wydmie wyznaczono alejki parkowe. W nadmorskim parku nad plaza powstala elegancka restauracja na palach. Przedluzono molo; charakterystyczne, podwojne ramiona obejmowaly opiekunczo wejscie do portu.Spokojna miejscowosc letniskowa szybko przeobraza sie w kurort. Lekarze zalecaja kapiele borowinowe, zimne i cieple kapiele morskie, wode zdrojowa, wizyty w lesniczowkach. Wieksze sposrod domkow rybackich zmieniaja sie w pensjonaty. Coraz wiecej willi - a to w obowiazujacym stylu wilhelminskim, z tarasami, wykuszami i wiezyczkami, a to w stylu szwajcarskim, tonace wsrod swierkow, debow i brzoz. Zaczynaja funkcjonowac pierwsze hotele. Fürst Blücher przy Mittel Strasse znany jest ze swej sali tanecznej i okazalej sali widowiskowej. Zum Nothafen przy Haupt Strasse zachwala polozenie i przystepne ceny: "Siedem minut od dworca kolejowego, trzy minuty od plazy i lasu, ogrod z widokiem na port, wyborna kuchnia, znizka przed i po sezonie".Stolpmünde wkracza w wiek XX liczac 2000 stalych mieszkancow. Wicekonsulaty - dunski, norweski i szwedzki - swiadcza o randze handlowej portu. Liczni wczasowicze - latem przybywa ich kilka tysiecy - swiadcza o popularnosci kurortu. Miasteczko rozbudowuje sie, szczegolnie w latach 20., kiedy osiedlaja sie tutaj "optanci" naplywajacy z Prus Zachodnich i Wielkopolski, ziem przekazanych przez Niemcy Polsce wedlug postanowien traktatu wersalskiego. Wiosna 1935 roku mieszkancy moga wreszcie swietowac uzyskanie przez Stolpmünde pelnych praw miejskich. A swietowac maja co. Liczba stalych mieszkancow wzrosla do 5000. Kurort jest szeroko znany. Port nowoczesny. Wlasnie rozpoczyna sie jego dalsza rozbudowa, zgodnie z planami wladz w Berlinie, by uczynic go jednym z najwazniejszych portow baltyckich Niemiec.Ogladam stare pocztowki: na tej z 1903 r. spacerowicze przechadzaja sie po swiezo ukonczonym molu wysuwajacym sie pol kilometra w morze. Szkoda, ze nie mozna odczytac nazwy zaglowca przycumowanego do mola.Na innej duza grupa ciekawskich zebrala sie przy porcie. Czekaja na przybicie wycieczkowego statku "Hel". Jasnieje bialy kadlub parowca. Powiewaja pogodnie flagi nad pokladem. Fala pietrzy sie przy dziobie. Nie wiadomo, czy statek przybywa od strony Krynicy, czy tez w tamta strone plynie, wracajac z Karlskrony. Kobiety w dlugich bialych sukniach, panowie w garniturach. Wszyscy nosza kapelusze - jasne, slomkowe, zdobione ciemna wstazka wokol ronda. Musial byc chlodny dzien, panie bowiem maja na ramionach szale w szkocka krate, zakiety, futrzane etole. Dzieci widac malo. Jedno, drugie, ale gina wsrod doroslych, ubrane tak samo formalnie, tylko spodnice dziewczynek nieco krotsze, spodnie chlopcow siegaja do kolan.Dzien, kiedy ktos zrobil zdjecie przed Kurhaus-Pavillon, musial byc cieplejszy. Cienie klada sie dlugimi pasmami na zwirze parkowych alejek. A wiec jest juz pozne popoludnie, lecz nikt nie nosi szali ani narzut. Kobiety trzymaja w rekach zlozone parasolki. Mezczyzni laseczki. Znow biela sie suknie, ciemnieja garnitury. Z balkonu na drugim pietrze wychyla sie ktos ciekawy. Wysoko na damskich kapeluszach pusza sie biale piora.A potem byla wojna.Potem bylo po wojnie. Budynki niemieckiego garnizonu po zachodniej stronie rzeki - teraz juz zwanej Slupia - zajely wojska sowieckie i polskie. Lasy na zachod, za Jaroslaw, az pod Darlowo, staly sie terenem wojskowych manewrow prowadzonych przez Centrum Szkolenia Specjalistow Marynarki Wojennej. Po wschodniej stronie rzeki, w poniemieckich domach - Stolpmünde przetrwalo prawie nietkniete przez wojne - zaczelo sie gniezdzic nowe zycie.Zycie, jak to zycie, bylo glodne. Zarlocznie zjadalo co moglo. Skrzetnoscia i niedbalstwem przeobrazalo wszystko. Nowi przybysze zaczeli naplywac juz w kwietniu. Tamtego pierwszego lata, w 1945 roku, zameldowanych bylo w Ustce 266 Polakow. W lipcu przyjechalo nastepnych 119, we wrzesniu - 247. W koncu roku mieszkalo juz tutaj 1313 Polakow. I Ustka znowu otrzymala prawa miejskie. Tylko Ustka wcale jeszcze nie byla. Poczta uwazala, ze znajduje sie w Nowym Slupsku. Kapitanat portu zas, ze w Slupioujsciu. Stacja kolejowa nazywala sie Uszcz, potem Usc. Pieczatka zarzadu miejskiego deklarowala, ze zarzad zarzadza w Postominie. Jakby nowe wladze nie byly pewne, gdzie rzadza. Dopiero w maju 1947 r. zarzad miejski oglosil, ze wedlug zarzadzenia wojewody szczecinskiego Ustka bedzie odtad Ustka. Trzy lata pozniej ksiazki meldunkowe odnotowaly nazwiska ostatnich pieciu niemieckich mieszkancow.Z portu w morze znowu zaczely wychodzic kutry. W centrum miasta, w szkole z czerwonej cegly na rogu Slowianskiej i Kardynala Wyszynskiego (dawniej Berg i Engelbrecht Strasse) - spadzisty dach z wykuszami, brama pod szerokim lukiem w naroznej wiezy, wysokie okna - zaczely uczyc sie dzieci. W neogotyckim kosciele pw. Najswietszego Zbawiciela (dawniej sw. Mikolaja, patrona zeglarzy i kupcow), zaczeto odprawiac msze. W sali tanecznej hotelu Fürsta Blüchera przy Kosynierow (dawna Mittel) znowu zabrzmiala muzyka, choc tym razem tanczyly zespoly ludowe dzialajace przy mieszczacym sie tu Miejskim Domu Kultury. W pokojach hotelu Zum Nothafen przy ul. Marynarki Polskiej (dawnej Haupt) urzedowali pracownicy najpierw spoldzielni, potem juz przedsiebiorstwa "Losos".Latem zas znowu przyjezdzali wczasowicze. Dzieci na kolonie. Harcerze pod namioty na stanicy przy rzeczce Orzechowka. Milicjanci ze Szkoly Milicyjnej w Slupsku. Robotnice z "Wlokniarza". Pracownicy Politechniki Wroclawskiej. Pisarze do Domu Pracy Tworczej, do willi, ktora w 1890 r. berlinski armator wybudowal na rogu Chopina i Kopernika, choc kiedy sie tam budowal, ulice zwaly sie Park i Draheim.Na przedwojennym planie Pharusa*) Draheim Strasse zamyka scisla zabudowe uzdrowiska. Na wschod od Wilhelms Park zarysowana jest juz tylko jedna, bezimienna ulica, dzisiaj Lesna. Potem ciagna sie lasy, rozsypuja sie wsrod sosen pojedyncze wille, majatki pomorskiej szlachty. Na skraju Stolpmünde, w obszernej willi na brzegu piaszczystej wydmy miescila sie szkola Hitlerjugend, dzisiaj - dom wczasowy "Czarodziejka 5".Jeszcze troche dalej, na wschod od "Czarodziejki 5" stoi potezny budynek sanatorium "Azoty". Zaklady w Kedzierzynie musialy byc zasobne, dyrekcja dobrze notowana w czasie gierkowskiego boomu dla uprzywilejowanych zakladow przemyslowych, bo teren na osrodek wczasowy przydzielono im szczodra reka - tuz przy morzu, wsrod lasow. Dom zbudowano z rozmachem, swiadcza o tym lazienki, nie wspolne, lecz przy kazdym pokoju, rozmiar pomieszczen, oddzielne sypialnie i salony, balkony. Kiedy w 1978 r. Ustka uzyskala prawa uzdrowiska, osrodek wczasowy przeobrazil sie w sanatorium. Jest tu sala gimnastyczna, gabinet lekarski, mozna otrzymac skierowania na zabiegi w Zakladzie Przyrodoleczniczym. Na rozleglym terenie sa korty tenisowe, boisko do siatkowki, miniaturowy golf, plac zabaw dla dzieci. Przed budynkiem wielki parking. Musieli zajezdzac tu dyrektorzy i inni dygnitarze, zamozni juz wtedy na skale gierkowskich przywilejow - z samochodem, z dostepem do luksusowego osrodka.Zaklady Azotowe w Kedzierzynie nadal zarzadzaja osrodkiem, lecz prowadza go teraz jako hotel otwarty dla turystow, przynajmniej tych zasobniejszych, ktorzy moga oplacic koszty doby hotelowej rzedu 100 zl od osoby za pokoj z wyzywieniem. Widac gospodarska reke - pokoje sa wysprzatane, reczniki plazowe puchate, kuchnia smaczna, trawa starannie przystrzyzona. Czerwone pelargonie w oknach i na balkonach lagodza efekt przysadzistej bryly budynku. Panie w recepcji usmiechaja sie uprzejmie. Parking przed hotelem, nawet pod koncu sezonu, nadal jest pelny. Wsrod samochodow - sporo z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi.Tak sobie mysle, ze przynajmniej niektorzy Niemcy widza Ustke tak jak my widzimy Grodno, Wilno czy Lwow, gdy jedziemy w tamte strony na rodzinna pielgrzymke. Przynajmniej niektorzy musza sobie mowic: wszystko co ladne to to, co zostalo po nas. Nadal rzuca blysk ku otwartemu horyzontowi latarnia morska z 1871 r. Godnie wznosi sie ku niebu wieza neogotyckiego kosciola. Szumia lipy posadzone kiedys troskliwie wokol skweru przy Haupt Strasse.Przynajmniej niektorych boli gladka siersc trawnika tam, gdzie kiedys byl stary cmentarz. Nie ma sladu po wyburzonych grobach.Nigdzie zreszta nie ma sladu. Ustka nie wie, ze jest prawnuczka sredniowiecznego Stolpmünde.Nowe jest tak zachlannie zywotne. Mocne. I tak bez gracji. Kola w oczy blokowiska. Tandentne plomby wstawione pomiedzy solidne kamienice. Jezdnia pelna dziur. Talerze anten satelitarnych wychylajace sie z balkonow budynkow z sypiacym sie tynkiem. Cieplownia wybudowana w samym centrum miasteczka, tuz kolo kosciola. Obok cieplowni - zwaly wegla, gora zwiru, na ktory wspina sie halasliwy, przestarzaly ciagnik. Z komina wznosi sie widoczny z daleka czub szarego dymu.Ustka rozrosla sie wszerz i wzdluz. Obrosla w przemysl. Mieszka tu na stale cztery razy tyle ludzi co przed wojna. Ma nie jedna, lecz cztery szkoly. Liceum. Szesc aptek. Bloki mieszkaniowe. Dom towarowy. Kino "Delfin". Klub Garnizonowy. Obchodzi swieto Ustki i Dni Morza. Odbywaja sie tu ogolnopolskie regaty w klasie omega, Nocny Bieg Uliczny, rajd rowerowy Szlakiem Zwinietych Torow...Miasteczko sie rozpelzlo, splaszczylo. Od ulicy - prawie kurort, od podworka - prawie wies. Ciuchcia do Slupska pracuje ostatnim tchem. Lokalna linia kolejowa zostala zerwana w latach 50. Rozebrano obszerne przyportowe spichlerze. W ostatnim, niedawno odnowionym, miesci sie Galeria Sztuki Baltyckiej, pracownie artystow, dyskoteka. W dawnej sali koncertowej - smazalnia ryb. W 2000 r. brukuje sie wreszcie z duma plac, ladnie zwany placem Wolnosci, ktory byl juz wybrukowany sto lat temu.Na plazy raza rozbite plyty resztek jakiegos betonowego pomostu. Skrecone zelazne druty stercza ku niebu w gescie biernego trwania. Wymieraja falochrony. Nie ma koszy na smieci. Nie ma przebieralni. Nie ma toalet. Na srodku plazy, w atrakcyjnym miejscu niedaleko mola, stoi wielki namiot. Pod zielona plachta plynie piwo. Gra glosna muzyka. Nieopodal jakis rzutki entrepreneur ustawil plastykowe zabawki-dmuchanki. Mozesz sobie za 5 zl przez 5 minut poskakac.A wiec wracam z wnukiem od delfina ku "Azotom". Wspinamy sie na skarpe. Idziemy promenada, gdzie mimo konca sezonu jest ruchliwie i gwarno. Wzdluz zielonego pasa parku ciagna sie kramy i kramiki. Sunie tlum spacerowiczow - w szortach, dresach, podkoszulkach, tenisowkach. W rekach lody, ciastka, puszki coca-coli.Tylko w dolnej czesci starego parku, od strony ulicy Chopina, jest cicho i pusto. Dlugo szukalam tego miejsca. Nikt nie potrafil mi wskazac, gdzie stoi pomnik Umierajacego wojownika dluta Josepha Thoraka. Postawili go mieszkancy Stolpmünde w 1922 r. ku pamieci zabitych w czasie pierwszej wojny swiatowej. Wojownik kleczy. Jest bardzo mlody. Na nagim torsie wyraznie rysuja sie napiete miesnie. Twarz ma spokojna, skupiona. Prawa reke wznosi ku gorze, opiera o glowe - w gescie bolu? Rezygnacji? W lewej rece trzyma tarcze.Obchodze powoli pomnik. Nie ma tablicy. Zadnego sladu, nawet nazwiska rzezbiarza. Stoje u stop milczacego. Na tarczy - okret pod rozpietymi zaglami plynie w nieznane. Syrenka wazy w dloni rybe. Kiedys ten herb niosl z soba wyrazne przeslanie: okret sygnalizowal miedzynarodowa range portu. Ryba wskazywala na wage rybolowstwa, drugie zrodlo bogactwa miasta. Syrenka reprezentowala urok uzdrowiska, kuszacego licznych wczasowiczow.Historia rodzi sie na nowo, inna. Plecie dalej. Nie tak jak mialo byc. Na opak, z przeciwnymi znakami, zygzakiem. Echo Stolpmünde podzwania w herbie Ustki. W dawne formy wdziera sie nowe zycie. Wszystko obrasta bluszcz codziennosci. Wszystkiemu przyswiadcza obojetny szum morza.Morze wymyka sie granicom. Tu koncza sie Niemcy, tu zaczyna Polska. Szumi tak jak szumialo, kiedy ze dwiescie lat temu zjechala do Stolpmünde na lato pierwsza rodzina jakiegos okolicznego dziedzica. Przywiezli ze soba posciel i prowiant. Rozgoscili sie w chalupie rybaka. Dzieci zbieraly kamienie szlifowane fala. Budowaly zamki z piasku.Szumi tak, jak szumialo jeszcze duzo wczesniej, kiedy bracia Swiecowie, Jasiek z Darlowa i Jasiek ze Slawna sprzedali w 1337 roku ujscie rzeki Slupi - razem z pasem nadrzecznej ziemi, ze spora juz wtedy osada rybacka tuz przy morzu - mieszczanom Slupska "na wieczne czasy".Na wieczne czasy - chyba tylko szum. Morze towarzyszy mi w spacerze niespokojnym, lecz rownym rytmem. Jarzebina iskrzy sie wsrod zieleni sosen. Jutro wyjezdzamy, przypomina sobie nagle Nicolas. A nie zbudowalismy zamku z fosa. Nie zrobilismy korali z jarzebiny...Nie szkodzi, mowie. Nic nie szkodzi. Zrobimy innym razem. Jarzebiny znowu sie rozczerwienia. Znowu przyjedziemy do Ustki. ---------------------*) Mape Pharusa, jak i reprodukcje starych zdjec znalazlam w niewielkiej, ale nadzwyczaj ciekawej ksiazeczce Jozefa Jaskuly: Ustka. Bedeker ("Grawipol" Slupsk, 1993). Bez tej ksiazeczki, przygotowanej z wielka troskliwoscia, wrecz czuloscia wobec zapomnianej historii, Ustka pozostalaby dla mnie zaledwie wakacyjna migawka - kolorowa i plaska jak pocztowka. Bez przeszlosci i bez wiekszego znaczenia.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail