ROMAN ZELAZNY
Polska gosciem honorowym na Miedzynarodowych Targach
Ksiazki we Frankfurcie
Literatura ze znakiem jakosci
Co
roku powtarza sie to samo: Frankfurt nad Menem staje sie
mekka wydawcow. Ciagaja z calego swiata, tym razem z ponad
100 krajow. Tu nie moze zabraknac nikogo. Ani tych, ktorzy
sa w branzy potentatami, ani majacych wyrobione, solidne
pozycje, ani tych, ktorzy dopiero startuja i staraja sie
zdobyc miejsce na rynku. Co roku tez odbywa sie pogon za
rekordami, wielkie liczenie, ilu wydawcow, ile oficyn, ksiazek,
ile wznowien, ile nowosci. A ponad tym wszystkim unosi sie
goraczkowe pytanie, ile wynosi, badz jaki bedzie obrot finansowy
branzy. Trafnie, a zarazem z ironia okreslil to najwiekszy
powazny dziennik niemiecki Suedeutsche Zeitung, parafrazujac
biblijna przypowiesc o zlotym cielcu: Frankfurt stal sie
coroczna widownia "tanca wokol zlotej ksiegi".
Odnotujmy wiec dla porzadku: na 52. Miedzynarodowe Targi
Ksiazki przyjechalo 6887 wystawcow ze 107 krajow. Zaprezentowali
oni 378 tysiecy tytulow, z czego az 91 tysiecy stanowily
nowosci. Od debiutu targow w roku 1950 liczba wystawcow
bioracych udzial w tej imprezie wzrosla ze 150 do blisko
7000. W ciagu 5 dni targi odwiedzilo ponad 300 000 osob.
Obroty finansowe osiagane w branzy ksiegarskiej rozsadzaja
wszelkie ramy. Wystarczy tylko powiedziec, ze niemiecki
Bertelsmann oczekuje zwiekszenia rocznych obrotow o 10 procent.
W samych Stanach Zjednoczonych, gdzie udzialy koncernu ocenia
sie na 1,5 miliarda dolarow, oznaczaloby to wzrost o 250
milionow. Wskazuje sie rowniez przy tej okazji na fuzje
Time Warner z America Online, ktora de facto jest
koncentracja sil dwoch wydawnictw. Wartosc - 165 miliardow
dolarow.
We Frankfurcie potentaci pokazuja muskuly,
ale i mniejsi nie popuszczaja, bo tu chodzi o wielki interes,
ktorego najnowsza wizytowka jest fenomenalny sukces brytyjskiej
autorki Joanne K. Rowling i jej serii o przygodach Harryego
Pottera. Jak sie ocenia, do roku 2004 rynek ksiegarski w
USA bedzie wzrastal co roku o 5 procent. Wydatki Brytyjczykow
na ksiazki zwiekszyly sie w ciagu ub. 5 lat o 20 procent.
Niemieccy wydawcy oceniaja, ze ich rynek wzrosnie o 2-3
procent. Gra toczy sie wiec o naprawde ogromne pieniadze.
Jak na tym tle wypadla Polska, ktora wystapila w roli goscia
honorowego? Tytulem nie ma sie co ekscytowac, przechodzi
on bowiem z rak do rak. Kazdego roku "punktem ciezkosci"
frankfurckiej imprezy jest literatura innego kraju. Zarazem
nie wolno go lekcewazyc. W ogromnej masie krajow, wydawcow
i ksiazek tytul goscia honorowego jest niczym soczewka,
ktora skupia uwage na okreslonym punkcie. Fakt, ze tym punktem
na obecnych targach byla Polska, trzeba potraktowac jako
szanse promocji za granica polskiego dorobku literackiego,
a wlasciwiej byloby powiedziec - polskiej kultury. Wzbranialbym
sie jednak przed przyznawaniem targom, co uczynil tygodnik Polityka, rownorzednego statusu z literacka Nagroda
Nobla. Roznice sa oczywiste, poza tym to noblisci przydaja
imprezie splendoru, a nie odwrotnie. Wystepy na targach
Czeslawa Milosza, Wislawy Szymborskiej czy tegorocznego
laureata Chinczyka Gao Zingjiana tylko to potwierdzily.
We Frankfurcie Polske anonsowal pomyslowy, przyciagajacy
jednak uwage trescia, a nie forma plakat Swiat - ocean
niespokojny, z konterfektami autorow, z ktorych wiekszosc
nie jest czytelnikowi niemieckiemu obca, a niektorzy maja
na tutejszym rynku juz ustalona marke. Reklama polskiego
udzialu w targach nazwiskami Zbigniewa Herberta, Witolda
Gombrowicza, Helmuta Kajzara, Ryszarda Kapuscinskiego, Ewy
Lipskiej, Wlodzimierza Odojewskiego, Tadeusza Rozewicza,
Slawomira Mrozka, Adama Zagajewskiego czy Stanislawa Lema
musiala dzialac zachecajaco.
Na zaprezentowanie sie jako gosc honorowy Polska otrzymala
osobny pawilon. Mialo to korzystny wplyw na zasieg, sposob
i jakosc prezentacji. W pawilonie oferte pokazalo 90 polskich
wydawcow, w tym rowniez - po raz pierwszy - wydawcy multimedialni.
Nie wiadomo, czy byl to przypadek czy nie, ale multimedia
ulokowaly sie naprzeciwko miejsca poswieconego Gutenbergowi,
gdzie w stylizowanym pomieszczeniu poprzebierani za sredniowiecznych
mnichow mlodzi ludzie starannie, a zarazem pieknie kaligrafowali
stare inkunabuly i skrypty. Od wynalezienia druku do Internetu
- interesujacy kontrast, pozwalajacy uzmyslowic sobie skok
cywilizacyjny, a zarazem przypominajacy, ze posrod zdumiewajacych
zmian, jakie dokonaly sie w ciagu wiekow, ksiazka pozostala
w kulturze elementem stalym.
Swoboda poruszania sie po pawilonie i dostep do poszczegolnych
dzialow w istotny sposob wplynely na ocene polskiej prezentacji.
Ale bez pomyslowosci jej tworcow nawet najlepsze warunki
i przestrzen niewiele by pomogly. A za pomyslowosc nalezy
im sie uznanie. W polskim pawilonie oprocz ksiazek pokazano
interesujace, barwne wystawy - od zawierajacych wyrazny
polityczny podtekst po scisle artystyczne. Do pierwszych
wolno zaliczyc "20 lat Solidarnosci"
pokazujaca powstanie wolnego zwiazku zawodowego, dramat
stanu wojennego, wreszcie okragly stol i powrot Polski do
grona panstw demokratycznych i niepodleglych.
Tej wystawie towarzyszyla inna, w osobnym miejscu, ale
integralnie z polskim pawilonem zwiazana. Jej tytul organizatorzy
zapozyczyli z tekstu Karla Dedeciusa Drogi do wolnosci, przedstawionego na spotkaniu miast hanzeatyckich "Pommerania".
Ale nie to jest istotne. Wiele razy mowiono w kontekscie
przemian europejskich w ostatnim cwiercwieczu - zwlaszcza
obalenia muru berlinskiego, zjednoczenia Niemiec i upadku
komunizmu w bloku wschodnim - o niedocenianiu, a nawet pomijaniu
roli Polski w tym procesie. Byly czy tez sa to narzekania
sluszne. Tyle ze Polacy sami sa sobie winni. Jakze malo
w minionych latach wykazali inicjatyw i dzialan na rzecz
podkreslenia polskiego wkladu w przezwyciezenie zimnej wojny
i podzialu Europy! Doszlo do tego, ze w swiadomosci zwyklych
obywateli Niemiec zasluge w zjednoczeniu ich kraju oraz
obaleniu komunizmu w Europie Wschodniej przypisuje sie predzej
Wegrom i Czechom niz Polakom. W utrwalaniu tej swiadomosci
wielki udzial maja tez niemieccy politycy i intelektualisci.
W ciagu ostatnich lat slyszalem wiele podziekowan plynacych
z Bonn i Berlina pod wszystkimi mozliwymi adresami, tylko
nie Polski. Jakby bylo to cos wrecz niestosownego czy wstydliwego.
Osobna wystawa pod haslem "Bramy wolnosci. Od Solidarnosci
do zjednoczenia Niemiec" jest krokiem w kierunku wyrownania
tego deficytu.
W sensie historycznym i symbolicznym obie bramy - brama
Stoczni Gdanskiej i Brama Brandenburska - tworza klamre
spinajaca dramat, jaki dokonal sie w Europie w ciagu ostatnich
25 lat. Podkreslenie tej kolejnosci, ktora organizatorzy
wystawy ujeli w efektowna formule "odliczania"
czasu potrzebnego do rozprawienia sie z komunistycznymi
rezimami: Polska - 10 lat, Wegry - 10 miesiecy, Czechoslowacja
- 10 tygodni. Niemiecka Republika Demokratyczna - 10 dni
jest nie tylko sluszna, ale i potrzebna. Co innego bowiem
doszukiwanie sie i rozkladanie w najnowszej historii Europy
roznych punktow ciezkosci, a co innego mitologizowanie jednych
zdarzen kosztem drugich. W sensie merytorycznym ekspozycja
"Bramy wolnosci" byla powtorzeniem wystawy "20
lat Solidarnosci" w pawilonie glownym,
wzbogacona wszakze o szersze, srodkowoeuropejskie swiadectwa
walki z komunizmem. Dodajmy jeszcze, ze organizatorem wspomnianej
ekspozycji bylo Centrum Stosunkow Miedzynarodowych, na czele
ktorego stoi byly ambasador Polski w Niemczech Janusz Reiter,
a autorem jej ksztaltu artystycznego bylo Centrum KARTA
w Warszawie.
Paleta pozaksiazkowej oferty na targach na tym sie nie
konczyla. Trzeba do niej zaliczyc wystawe "Szlacheckie
gniazda" pokazujaca stare, ale pieknie odnowione dworki
szlacheckie w Polsce. Bogato, choc mogla budzic watpliwosci
lokalizacja, zaprezentowala sie polska szkola plakatu. Prawdziwa
uczta dla ducha i oka byly plakaty operowe Rafala Olbinskiego,
chociaz i tu ze wzgledu na ich rozmiar nalezalo zadbac o
lepsza perspektywe. Efektownie pokazala swoje rzezby w metalu
Zofia Wolska. Interesujace bylo forum dyskusyjne "Zydzi,
Niemcy, Polacy - ile lat dialogu", jak rowniez poswiecone
wspoltworcy polskiego futuryzmu Aleksandrowi Watowi i jego
ksiazce Moj wiek (o tej dyskusji pisze osobno Jan
Zielinski - przyp. red.). Organizatorzy zaprezentowali tez
specjalny program filmowy. Mozna go bylo obejrzec w zaimprowizowanym
kinie. Wsrod pokazanych filmow znalazly sie m.in.: Czarodziejska
gora (o Czeslawie Miloszu), Miejsce urodzenia (o
Henryku Grynbergu), Poszukiwany Ryszard K. (o Kapuscinskim), Zerwany most (o Andrzeju Szczypiorskm).
Niektore miasta i regiony dokonaly osobnych prezentacji.
Wroclaw pokazal sie jako stolica Dolnego Slaska, wykorzystujac
m.in. swojego asa atutowego Tadeusza Rozewicza. Notabene,
o Wroclawiu zrobilo sie ostatnio w Niemczech glosno i to
z powodow literackich, a scislej ksiazki Tod in Breslau (Smierc we Wroclawiuu) Marka Krajewskiego, o ktorej
w Przegladzie Polskim, mam nadzieje, jeszcze bedzie
mowa. Szczecin pokazal wystawe "Ulica sw. Wojciecha"
jako historyczne pars pro toto. Gdansk przypomnial
w szerokiej panoramie fotograficznej "Koniec i poczatek.
Gdansk 1945-1955" najwazniejsze fakty i zdarzenia ze
swej powojennej historii.
Organizatorzy nie zapomnieli o polskich wydawcach na obczyznie.
Zostala im poswiecona osobna wystawa. To dobrze, bo przeciez
gdyby nie oni, wielu autorow a takze krajowych wydawcow
nie przestapiloby nawet przedsionka slawy.
Innym rodzynkiem w polskim pawilonie byl Deutsches Polen
Institut, czyli Instytut Polsko-Niemiecki w Darmsztadzie.
Jego istnienie i dzialalnosc musialy budzic w minionych
latach najwyzszy podziw i uznanie. Byla to zasluga Karla
Dedeciusa, genialnego tlumacza i niezmordowanego propagatora
polskiej literatury w Niemczech. Juz sama kilkutomowa Panorama
literatury polskiej XX wieku jego autorstwa, od najdalszego
zakatka przelomu XIX i XX wieku po zyjace pokolenie "zmiany
warty" (od Stanislawa Przybyszewskiego, Jana Kasprowicza
i Kazimierza Przerwy-Tetmajera po Adama Zagajewskiego, Juliana
Kornhausera i Olge Tokarczuk) jest czyms zupelnie wyjatkowym.
Instytut przedstawil ponadto oryginaly autografow i uwag
pisarzy do tlumaczonych na jezyk niemiecki dziel. Znalazly
sie wsrod nich rekopisy i zapiski Adama Mickiewicza, Juliana
Tuwima, Adama Wazyka, Teofila Lenartowicza, Czeslawa Milosza,
Kazimiery Illakowiczowny, Antoniego Slonimskiego, Witolda
Gombrowicza, Jerzego Harasymowicza, Zbigniewa Herberta,
Marii Kuncewiczowej.
Polska zaprezentowala sie na targach na czworke, do ktorej
co bardziej zyczliwi dostawia zapewne plus. Obnizenie oceny
ma dwa powody: pierwszy to fatalne, chaotyczne, niekompetentne
przygotowania do roli goscia honorowego targow. Jeden z
najwyzszych autorytetow w Niemczech w dziedzinie polsko-niemieckich
stosunkow kulturalnych okreslil w rozmowie ze mna przygotowania
jako "katastrofalne". Zamieszanie w Warszawie
bylo tak wielkie, ze Niemcy potracili glowy i zdali sie
na zapewnienia, iz wszystko na pewno bedzie dobrze, bo Polacy
sa mistrzami improwizacji. Nie nalezy zatem specjalnie dawac
wiary "zdejmowaniu czapki" przed Polakami przez
dyrektora targow Rudolfa Lorenza "za prace wlozona
w organizacje i jej efekty w ciagu ostatnich szesciu miesiacach".
Wypowiedz te przytoczyla Polityka, biorac zapewne
kurtuazje za zbyt dobra monete.
Drugi minus dotyczy informacji na temat Polski na targach.
Byla ona merytorycznie slaba, estetycznie i graficznie stala
na jeszcze gorszym poziomie. Na sposoby dotarcia do gosci
w jezyku innym niz polski (i w ograniczony sposob niemiecki)
trzeba spuscic kurtyne milczenia. Jesli juz trafial sie
jakis biuletyn, informator, prospekt etc., tylko nieznacznie
rozny sie od drukow wywieszanych na studenckich tablicach
ogloszen, to niewiele mozna bylo sie z niego dowiedziec.
W dobie krotkiej, zwiezlej, atrakcyjnie podanej informacji
zaniedbanie to jest doprawdy trudne do zrozumienia.
Cale szczescie, ze Polska jako gosc honorowy na targach
dysponowala bronia wlasciwie nie do pobicia - autorami i
ich dzielami. Co to oznacza, mozna sie bylo przekonac podczas
uroczystego otwarcia imprezy. Kilkusetosobowa publicznosc,
przybyla tu za zaproszeniami, a wiec zaprawiona w tego rodzaju
uroczystosciach, z profesjonalna rutyna przelknela czesc
oficjalna z wystapieniami ministrow spraw zagranicznych
Joschki Fischera i Wladyslawa Bartoszewskiego wlacznie.
Cierpliwie wysluchano krzepiacych ducha slow o roli Polski
i Niemiec w zjednoczeniu Europy, a takze o kulturalnych
wiezach laczacych oba kraje. Potem art poetica poloniae zafundowala targom eine sternstunde, porywajacy "lot
ku gwiazdom". Kiedy swoje wiersze i krotkie utwory
proza zaczeli czytac nasi noblisci, Wislawa Szymborska i
Czeslaw Milosz, publicznosc doslownie skamieniala. Na kilkadziesiat
minut ludzie pograzyli sie w zadumie niczym w hipnotycznym
transie. Tlumaczenia Dedeciusa pozwolily rowniez tym, ktorzy
nie znali jezyka polskiego, przezyc z niespotykana intensywnoscia
to spotkanie z polska literatura.
Wielu moich niemieckich rozmowcow podkreslalo szczegolny
aspekt zarowno uroczystosci otwarcia targow, jak i obecnosci
Polski na nich w ogole. Na targi, mowiono, dzieki Polsce
powrocil watek humanitas. Polscy autorzy przypomnieli,
ze literatura i humanizm stanowia jedno. Od kilku lat widac,
jak frankfurcka impreza coraz bardziej sie komercjalizuje,
jak myslenie o ksiazkach w kategoriach pieniadza bierze
gore. Jak powiedzial mi Karl Dedecius, targi staly sie wlasciwie
spotkaniem "handlarzy prawami autorskimi". Tymczasem
Polska, tegoroczny gosc honorowy we Frankfurcie, pokazala
w imponujacy, godny podziwu sposob, ze ksiazka jest rowniez
aktem duchowym, a nie tylko towarem, ktorego wartosc okresla
sie na podstawie miejsca w bilansie finansowym wydawcow
i handlowcow. "Teraz - wyrazil zyczenie jeden z koryfeuszy
kultury polskiej w Niemczech - pozwolmy, aby to kielkowalo".
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |