PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 pazdziernika 2000)


MARIA KORNATOWSKA

38. Nowojorski Festiwal Filmowy

Chropawe zwierciadlo naszego czasu

W Lincoln Center zakonczyl sie wlasnie doroczny przeglad swiatowej kinematografii. Znamienny dla obrazu dzisiejszego kina. Juz liczby mowia same za siebie. Na 25 filmow pelnometrazowych 8 zrealizowali rezyserzy z Azji. Reprezentacje Francji i Stanow Zjednoczonych zajely liczbowo zaszczytne drugie i trzecie miejsce. Reszta swiata praktycznie sie nie liczy.

Tegoroczne europejskie festiwale konczyly sie z reguly przygniatajacym tryumfem Azjatow. Wyglada na to, ze pograzone w kryzysie kino amerykansko-europejskie i lekko znudzona widownia poszukuja gwaltownie egzotyki. Nowych twarzy, nowej wizualnosci, nowych rytmow i nieco odmiennych fabul. Poniewaz jednak zyjemy w rzeczywistosci globalnej wioski, Azjaci maja swiadomosc oczekiwan swiatowej publicznosci, gorliwie starajac sie wyjsc im naprzeciw.

Egzotyczne superprodukcje

Chunhyang, koreanska opowiesc o milosci i spolecznych niesprawiedliwosciach w XVIII stuleciu, w rezyserii najwybitniejszego filmowego tworcy tego kraju Im Kwon Taeka (robi filmy od wczesnych lat 60. i ma na swoim koncie powazny dorobek) jest efektowna i wysoce kosztowna superprodukcja - 4 miesiace zdjec, 12 tysiecy kostiumow, ponad 8 tysiecy statystow. Punktem wyjscia jest popularna w Korei historia, wielokrotnie juz na literature i film przerabiana. Tworcy nadali jej zrecznie stylizowany, niemal operowy ksztalt, nasycajac tancem, spiewem i muzyka. Narratorem i komentatorem jest pansori - charakterystyczny dla koreanskiego folkloru spiewak-opowiadacz. Chwilami przypomina chor z greckiej tragedii, starajac sie wydobyc filozoficzno-moralny sens calej historii. Walory Chunhyang tkwia jednak wylacznie w formie: w urodzie plastycznej, koncepcji barwy, rytmie pracy kamery. Na naszych oczach rodzi sie nowa, egzotyczno-folklorystyczna formula superprodukcji. Z szansami na swiatowy sukces.

Z podobnej formuly wyrasta kolejny egzotyczno-folklorystyczny superspektakl. Crouching Tiger, Hidden Dragon Anga Lee w nieslychanie atrakcyjny, wrecz poetycki sposob pokazuje sztuke walki (martial art) i jej legendarnych bohaterow. Basn o walce dobra i zla przybiera postac kina akcji, jednak nie bez odniesien do filozofii kontemplacji. Sila wewnetrzna, sila ducha przeklada sie na niebywala sprawnosc fizyczna i to przeslanie spotka sie niewatpliwie ze znacznym oddzwiekiem wsrod widzow amerykanskich.

Moda na wielkie widowiska ekranowe trwa - trzeba przeciez konkurowac z potega telewizji. Szkoda tylko, ze sa one w gruncie rzeczy dosc puste. Oglada sie je z przyjemnoscia - jesli nie sa za dlugie - i natychmiast zapomina.

Popularny w kregach postmodernistycznych kinomanow Wong Kar-wai z Hongkongu zrobil tym razem film mniej w duchu Godarda, a bardziej Antonioniego. In the Mood for Love - historia dwojga ludzi, ktorzy nie moga sie dogadac i rozmijaja wzajemnie, mimo wyraznej ku sobie sklonnosci, opowiedziana zostala interesujacym filmowo jezykiem. Polcieniami i podtekstami. "W domyslach i w mgle" Kar-wai stworzyl niezwykle konsekwentna koncepcje przestrzeni ekranowej, ktora stala sie nie tylko elementem stylu, ale i jakby jedna z postaci. Film jest ciekawy jako pewien eksperyment, ale dziwnie pusty i wtorny. Forma zdecydowanie dominuje nad zawartoscia myslowa.

Iranczycy wciaz atakuja

Najciekawiej z Azjatow prezentuja sie Iranczycy. Kino iranskie kwitnie. Opresja - jak widac, sprzyja ekspresji. Wolnosc - zwlaszcza kiedy w gre zaczynaja wchodzic pieniadze - okazuje sie zabojcza dla sztuki. Jednym z najlepszych filmow NYFF byl The Circle Jafara Panahi, wczesniej wyrozniony Zlotym Lwem na festiwalu w Wenecji. The Circle jest przede wszystkim znakomicie zrobiony. Struktura dramaturgiczna uklada sie koliscie. Kamera zatacza kregi wylawiajac na teheranskiej ulicy kolejne postaci i ich historie. Panahi pokazuje Iran jako kraj kontrolowany przez policje. Jej wszechobecnosc nadaje rzeczywistosci kafkowskie pietno. Bohaterkami filmu sa kobiety, najtragiczniejsze ofiary islamskiej opresji. Uciekaja z wiezienia, by na koniec znow sie w nim znalezc. W swiecie przedstawionym przez Panahi nie ma bowiem dla nich miejsca i nie ma tez ucieczki. Samotnosc i opuszczenie tych kobiet przyprawia o bol. Jednoczesnie sa one silne, zdesperowane i solidarne ze soba. Na przekor wszystkiemu tkwi w nich zapowiedz buntu. To bardzo piekny film. Powsciagliwy, wolny od sentymentalizmu i demagogii.

Madrosc starych kultur przebija ze Smell of Camphor, Fragrance of Jasmine Bahmana Farmanary, mistrza iranskiego kina sprzed fundamentalistycznej rewolucji. Farmanara zrobil film-esej o sobie jako rezyserze, ktory z przyczyn politycznych przez 24 lata nie mogl tworzyc, o smierci i leku przed smiercia, o sensie zycia, ktory objawia sie w krotkich przeblyskach, w iluminacjach zmyslowo-metafizycznej urody swiata. Farmanara pozostaje zreszta wyraznie pod urokiem kultury europejskiej. Cytuje Kafke i Poego. I ten osobliwy kolaz wschodniej i zachodniej tradycji niesie nowe wartosci, a przynajmniej nowe bodzce.

Inna twarz Catherine Deneuve

Dancer in the Dark Larsa von Triera, nagrodzony Zlota Palma w Cannes, juz na Croisette wzbudzil rozliczne kontrowersje. Jedni wielbia film jako kolejne objawienie geniuszu dunskiego mistrza, inni czytaja go jako kolejna prowokacje i swiadectwo totalnej dezynwoltury. Nie naleze do grona milosnikow tego dziela. Von Trier powtarza schemat Breaking the Waves. Tam bohaterka poswiecala zycie na oltarzu milosci do mezczyzny, tu robi to samo, tyle ze dla uratowania wzroku syna. Milosc tym razem robi mniejsze wrazenie, a cala historia wydaje sie zupelnie nieprawdopodobna, jak z brukowej powiesci albo zgola soap-opery. Von Trier, co musi budzic zastanowienie w przypadku tworcy Dogmy, przyciska do dechy pedal melodramatyczny, manipulujac przesadnie uczuciami widzow, wymuszajac emocjonalne reakcje. Catherine Deneuve, pierwsza dama francuskiego kina w roli zgrzebnej fabrycznej robotnicy, wyglada raczej smiesznie, gra Anity Bjork sprowadza sie do trzech oczywistych min. Wstawki musicalowe - niektore realizowano z pomoca stu cyfrowych minikamer, co stalo sie glownym atutem reklamy filmu - odwoluja sie raczej do sowieckiej awangardy niz do tradycji amerykanskiej, choc niby wlasnie o to chodzi.

Paradoksalnie biorac, mozna by sie w filmie von Triera doszukac akcentow antyamerykanskich i kto wie, czy nie dlatego odniosl on sukces w Cannes.

Pod znakiem Kieslowskiego

Na 38. NYFF zabraklo filmow polskich. Ale byl za to obecny duch Krzysztofa Kieslowskiego. Tajwanski film Edwarda Yanga Yi Yi przypomina skrzyzowanie serialu telewizyjnego z Dekalogiem. Wspomniany juz Dancer in the Dark przywoluje Krotki film o zabijaniu. Najpierw ogladamy pokazana z detalami dluga, sadystyczna scene zabojstwa, a potem jeszcze bardziej sadystyczna egzekucje naszej heroiny. Gdzies z ducha Kieslowskiego wywodzi sie tez atmosfera filmu Kar-waia. Kieslowski uswiadomil nam, ze zycie wielkomiejskich osiedli mieszkaniowych rodzi wlasne dramaty, ze ludzie ocieraja sie o siebie w windach, klatkach schodowych, spotykaja i mijaja. Wskazal tez, ze egzystencja wspolczesnych bohaterow utkana jest z rzeczy malych, momentow pozornie niewaznych, a przeciez znaczacych.

Artysci i kobiety

Amerykanie cenia nade wszystko kino akcji. Na NYFF przewazaly wszakze filmy probujace raczej wniknac w ludzkie charaktery. Portrety jednostek rzuconych w okreslone srodowisko, szukajacych swego miejsca na ziemi, spierajacych sie z wlasnym przeznaczeniem. Pollock, debiut rezyserski znanego aktora Eda Harrisa, kresli portret pelnego kompleksow, nekanego przyplywami autodestrukcji artysty-outsidera, ktory oczywiscie jest geniuszem. Harris konstatuje rzeczy banalne. Przeczytawszy pare ksiazek i obejrzawszy pare filmow na rzeczony temat, wiemy wiecej od niego. Ale film sie oglada, bo jako aktor Harris sprawdza sie doskonale, a zycie bohemy zawsze budzi zainteresowanie.

Aktor zrobil film o malarzu, a malarz, Julian Schnabel nakrecil Before Night Falls, film o Reinaldo Arenasie, kubanskim pisarzu, typowym artyscie maudit, ktory wszedzie czul sie obcy, wszedzie byl buntownikiem i zarazem ofiara, a w koncu popelnil samobojstwo. Te portrety artystow, jakkolwiek by sie wydawaly wtorne i powierzchowne, maja przeciez sens w epoce totalnej komercjalizacji sztuki, kiedy to artysta sprzedaje nie tylko swoje dziela, ale i wlasna dusze.

Wiele filmow koncentruje sie na postaciach kobiet. Wspomniany juz iranski The Circle, The House of Mirth angielskiego rezysera Terence’a Daviesa wedlug klasycznej powiesci Edith Wharton malujacej obyczaje nowojorskiej socjety przelomu wiekow. Lily Bart (Gillian Anderson), bohaterka The House of Mirth jest kobieta piekna, pozadana, ale nie ma pieniedzy ani stosownych koneksji. Staje sie latwa ofiara zawisci, uprzedzen, hipokryzji. Zostaje odrzucona przez smietanke towarzyska, do ktorej - jak sie jej naiwnie wydaje - przynalezy. Wierny powiesci, film znakomicie rysuje obraz owej zadnej krwi, bezwzglednej w istocie spolecznosci urzekajacych pozorow i wytwornych manier.

Znana bergmanowska aktorka Liv Ullmann na podstawie scenariusza swego mistrza i bylego meza Ingmara Bergmana zrobila Faithless, film o kryzysie wiernosci, a scislej biorac - odpowiedzialnosci moralnej za swoje postepowanie. Uleganie irracjonalnym impulsom staje sie znakiem naszego czasu i malo juz kto zastanawia sie nad konsekwencjami tego, co czyni. W Faithless to w gruncie rzeczy kobieta (znakomita Lena Andre) - choc sama niewierna i egoistyczna - ponosi ostateczna kleske. Film opowiada i zarazem komentuje. Aktorzy wcielaja sie w postacie, ale jednoczesnie sa aktorami pracujacymi nad rola. Zacieranie granic miedzy fikcja, sztuka i zyciem nadaje filmowi Ullmann szczegolny ton i wymiar. Z drugiej strony Faithless jest rowniez ciekawym traktatem o aktorstwie. O zyciu jako grze.

Najlepszym, moim zdaniem, filmem nowojorskiego festiwalu byl zrealizowany kamera cyfrowa dokumentalny esej Agnes Vardy The Gleaners and I. Rzecz fascynujaca z wielu wzgledow. Obiektywny zapis rzeczywistosci i subiektywna impresja. Interesujaca, odkrywcza forma i niebanalne, niekonwencjonalne spostrzezenia. Varda widzi swiat, czyta go jak otwarta ksiege. Nie korzysta z "gotowcow". Jej film iskrzy sie inteligencja i prawdziwymi emocjami. Radoscia zycia i melancholia. Swiadomoscia wartosci istnienia i smutkiem przemijania. Varda umie dostrzec urode swiata i okrucienstwo ludzkiej kondycji. Potrafi znalezc wlasciwy dystans do wszystkiego, co nam sie zdarza i co stanowi materie kina.

Przeslanie

NYFF byl tym razem impreza nieco nudnawa. Im rezyser ma mniej do powiedzenia, tym dluzsze produkuje dziela, co krytykowi z trudem przychodzi znosic. Kino wspolczesne - jak by powiedziala Agnes Varda - karmi sie odpadkami. Odpadkami tradycyjnej kultury, dziel dawnych mistrzow, cudzych mysli. Czuje sie w nim jakas konfuzje. Chaos rzec by mozna. Brak kryteriow i okreslonych kierunkow. Dazenie do hiperrealizmu z jednej strony, zamierzona teatralnosc - z drugiej. Kino wspolczesne bladzi. Szuka po omacku. Nie umie formulowac pytan. Brak mu odpowiedzi. Ale moze to wlasnie my sami, z nasza wewnetrzna konfuzja, odbijamy sie w tym krzywym, chropawym zwierciadle?


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail