PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 pazdziernika 2000)


JERZY GIZELLA

Szatan
w tygrysiej skorze

Jaka powinna byc biografia Jozefa Stalina? Maksymalnie odrazajaca. Chyba kazdy sie z tym zgodzi. Stalin napisal jednak - zdazyl - autobiografie, ku nauce i pamieci potomnosci. Co z niej wynika? Ze do rzeczywistosci nalezy podchodzic naukowo. Nauka przychodzila mu latwo, mial fenomenalna pamiec - wystarczalo sluchac, jak mniej genialni uczniowie nizszego seminarium duchownego w Gori kuja na glos lekcje. Na drugi dzien umial wszystko na pamiec. Byl oczywiscie prymusem. W nagrode dostal pelne stypendium do seminarium duchownego w Tbilisi, czyli zruszczonym Tyflisie. Tu zainteresowal sie wywrotowa literatura i spiskowaniem. Duch Swiety niewiele mogl wskorac u tego zbuntowanego kleryka. Mlody poeta gruzinski stwierdzil po prostu ktoregos dnia w czasie lektury teorii ewolucji Darwina, ze czlowiek pochodzi od malpy i Boga nie ma. Odtad wyjatkowa rozkosza napelnialo go spiewanie najpobozniejszych piesni w szkolnym chorze i wymyslanie, a nawet bluznienie Bogu w tym samym momencie. Bardzo nadal lubil czytac, zwlaszcza rozprawy o historii Rosji i literature piekna. Z postaci historycznych urzekal go najbardziej Iwan Grozny i jego tajna policja (Opricznina), ktorej siodla ozdabialy symbole psiej glowy i miotly (misja wytropienia i oczyszczenia ze zdrady). Z popularnej gruzinskiej powiesci Ojcobojca po literackim jej bohaterze, walczacym z rosyjskim najezdzca, Soso (Jozio) Dzugaszwili przyjmie pseudonim Koba. W 1915 roku Lenin w liscie do tow. Zinowiewa pyta: "Czy nie pamietacie nazwiska Koby? Pozdrowienia. Uljanow" (23 sierpnia). "Wielka prosba: dowiedzcie sie nazwiska Koby" - prosi w liscie z 9 listopada innego towarzysza, Karpinskiego. Dlaczego Lenin tak pragnal rozszyfrowac nazwisko kogos z regionu tak odleglego od tradycyjnych osrodkow mysli rewolucyjnej? Stalin nie kryje w swoich wspomnieniach, ze Lenin mial od niego pamiec duzo gorsza. I nie tylko pamiec. Ale moze juz dosc zartow. Stalin nie mial czasu na zajmowanie sie tego typu tworczoscia. Wolal przetwarzac najtrudniejsza i najbardziej oporna materie - rzeczywistosc - czynem, nie slowem.

Nie ma wiec zadnej autobiografii Stalina, tak jak nie ma prawdziwej autobiografii Hitlera. W wypadku Koby mamy do czynienia jedynie z fikcja literacka. Autorem tego ryzykownego i niezbyt oryginalnego juz pomyslu jest Richard Lourie, prozaik i tlumacz literatury polskiej i rosyjskiej (m.in. Malej Apokalipsy i Sennika wspolczesnego Tadeusza Konwickiego, prozy Terza czy pamietnikow Sacharowa), poszukiwacz przygod, podroznik, swiatowy wloczega. Uczen Czeslawa Milosza i jego przyjaciel.

To po przeczytaniu prozy swojego ucznia Milosz skarzyl sie, ze "nawiedzaly go koszmary". Czego jak czego, ale powodow do sennych koszmarow Milosz zebral chyba wystarczajaco duzo we wlasnej biografii i wielu z nich nadal przejmujacy ksztalt literacki.

Dla mojej generacji Stalin byl jeszcze jednym elementem rzeczywistosci, jak kolejki w sklepach i pijacy na rogach ulic. Wszedzie byly jego portrety i insygnia, obecne nawet na trasie do parafialnego kosciola. Dla przecietnego Amerykanina Stalin byl zamorska abstrakcja i partnerem w zwycieskiej koalicji antyhitlerowskiej. Powiesc Lourie’ego zostala skonstruowana takze wedlug amerykanskich recept na bestseller - zabawa z sobowtorami, duzo sensacyjnych watkow typu "kino akcji" (np. rabunek pieniedzy przewozonych do banku w Tbilisi czy rozprawianie sie Stalina ze wszystkimi swiadkami jego niechlubnej przeszlosci). Na szczescie proza ta jest napisana sprawnie i osadzona znakomicie w realiach historycznych i psychologicznych. Moze z wyjatkiem obsesji na temat Trockiego - ten motyw chyba nie za bardzo jest przekonujacy. Po prostu Trocki zostal zabity przez sowieckiego agenta w ramach uzupelnien procesow i czystek w latach 1936-1938 i jego smierc byla zakonczeniem cyklu eliminowania ostatnich rewolucyjnych weteranow. Wyjatkowe bylo tylko narzedzie zbrodni - czekan. Ale zgodzic sie wypada z zalozeniem, ze do pewnego stopnia mozliwosc snucia glownych watkow, a niekiedy fantastycznych pomyslow fabularnych (jak spisek majacy na celu usuniecie schorowanego i czesciowo sparalizowanego Lenina przy uzyciu wymyslnej trucizny przygotowanej przez samego Jagode - w cywilu farmaceute) ulatwila niezwykla "skromnosc" Stalina i jego znana, wrecz przyslowiowa skrytosc, zreszta roznie tlumaczona juz za zycia satrapy. Tak jakby nieustannie czegos lub kogos sie bal.

Glowna idea "diabelskiego apokryfu" jest strach nie tyle przed konkretnymi nawet ludzmi (jak Trocki, Bucharin, Kamieniew, Zinowiew), ale przed odkryciem tego, co Stalin najglebiej ukrywa, prawdy o nim i jego roli w zabojstwie Lenina. Z calej biografii skonstruowanej przez Lourie’ego wynika - jak w dobrej sensacyjnej intrydze - ze Stalin nie tylko byl zdolny do takiego czynu, ale byl do tego znakomicie przysposobiony. Np. wielu rewolucjonistow potrafila carska Ochrana zmusic do wspolpracy, a nawet jesli sie opierali, wystarczylo ich przez prowokatorow o to oskarzyc. Nie tylko sa to fakty historyczne (pop Gappon, Azef, proces Brzozowskiego itp.), ale zasada, ktorej sie trzymaja wszystkie policje polityczne, dawne i wspolczesne.

Stalin Richarda Lourie’ego nie gardzil zadna metoda, jesli tylko mogl sie przy okazji pozbyc przeciwnikow i awansowac rownoczesnie w hierarchii partyjnej. Ma tyle na sumieniu, ze w momencie, kiedy grupki bolszewickich fanatykow zajmuja szereg slabo lub w ogole nie bronionych budynkow w Petersburgu, Stalin za pomoca rewolweru zabija ostatniego swiadka swojej bardzo "kompromisowej" dzialalnosci przedrewolucyjnej. To ostatni czlowiek, ktoremu osobiscie strzela w glowe. Odtad bedzie poslugiwal sie tylko podpisem na liscie skazanych. A strzelac, jak i krasc, nauczyl sie po opuszczeniu seminarium, kiedy rozsadzala go zadza przygod i ryzyka, i kiedy bezkonfliktowo laczyl bandytyzm gruzinskiej mafii kinto z agitacja rewolucyjna. Sam Lenin to odpowiednio docenil i zaufal dziarskiemu, choc bardzo nieokrzesanemu Gruzinowi. Rzekomo wzbudzilo to zrozumiala nienawisc miedzy Stalinem a Trockim. Bo Trocki byl reprezentantem czystej i permanentnej rewolucji, bez niemoralnej i krwawej przemocy. W tym miejscu - i w wielu innych - zaczynam sie nieco niepokoic. Czy obraz demona w gruzinskiej skorze, ospowatego, klnacego jak prawdziwy kryminalista, mordercy bez krzty milosierdzia, pozujacego do fotografii w "charakterystycznym chamskim rozkroku", nie jest zbyt fantastyczny, a rownoczesnie zbyt uproszczony?

To, ze Stalin przybieral poze prymitywa i umial zasiasc samotnie w pokoju kremlowskim, czyli miejscu, "z ktorego sie rzadzi calym imperium", moze byc prawda. Nie ma sensu rozwodzic sie nad tym, ze psychopaci rodza sie w okreslonych warunkach rodzinno-spolecznych (ojciec - szewc, brutal, alkoholik, bijacy regularnie zone i syna; matka - potulna pracowita prosta praczka, wyrozumiala dla wybrykow dorastajacego synalka, szukajaca w jego duchownej karierze rekompensaty za nieszczesliwe, pelne wyrzeczen i udrek zycie). Hitler wyrastal w podobnie dewiacyjnych warunkach rodzinnych, tez byl niewydarzonym artysta i zaczynal kariere - dokladnie jak Stalin - praktykowaniem w szewskim fachu.

Wydawca umiescil - bo to teraz w modzie - wyjasnienie, ze autor apokryfu przez trzy lata byl kierowca osobistym nowojorskiego mafioso i mial znakomita mozliwosc poznania psychopatycznej osobowosci. Zapewne to nie zaszkodzilo - osobowosc Stalina nie jest wylacznie produktem srodowiska rodzinnego.

Moze Stalin i otrul Lenina, zabijal bezwzglednie i znajdowal w tym procederze jakas zwierzeca satysfakcje. Jednak ciagle mam niejasne poczucie, ze to nie calkiem tak. Czyli: ideowy Lenin dostrzega zle cechy Stalina i w jednej z ostatnich wskazowek ostrzega partie przed pnacym sie bezwglednie do wladzy Stalinem. Richard Lourie posadza - i chyba slusznie - ze wszyscy ci "szlachetni" bolszewicy mieli podobne strategie. Stalin jednak uzywal ideologii tylko jako fasady, jako obrzadku, ktorego nalezy przestrzegac z religijna skrupulatnoscia. W seminarium przekonal sie dosc wczesnie, ze czy sie wierzy czy nie, osiagnac sukces mozna jedynie przez zachowanie dyscypliny. Na pewno musial byc wyjatkowo odporny na nude egzystencji oraz zebran, narad i posiedzen partyjnych. Kiedy inni koledzy marzyli, zeby juz sie ta tortura skonczyla i zeby mogli opuscic sale, Stalin przygotowywal ataki lub wysuwal zadania, na ktore latwiej sie zgadzano. Staral sie myslec racjonalnie a nie zyczeniowo, co robili niemal wszyscy jego rzeczywisci i potencjalni wrogowie. I zawsze potrafil ich ataki uprzedzic - slowem i dzialaniem. Byl tez znakomitym intrygantem, co docenila w nim od poczatku carska policja. Przeciez znal zasade "dziel i rzadz" z lektur historycznych, nie upajal sie zadnym sukcesem i umial czekac cierpliwie, az nadarzy sie okazja do rewanzu. Pamiec tego, kto sie na niego krzywo popatrzyl, nie mowiac o krytyce - prowadzila ludzi z jego otoczenia, ideowych bolszewikow, na pewna smierc. To wlasnie zarzucal mu Lenin - malostkowosc, skrupulatnosc i bezwzglednosc w zmierzaniu do celu. Jak na niemal wyksztalconego prawnika, to dziwna niekonsekwencja Lenina.

Stalin - i o tym zaswiadczaja relacje oficjalne, listy, noty, artykuly i przemowienia - perfekcyjnie nasladowal swojego nauczyciela; zawsze byl wzorowym uczniem. Nie musimy dzis wertowac stosow tej dokumentacji. Zrobil to za nas nieodzalowany Wieniedikt Jerofiejew (1938-1990), tworca oszalamiajacej epopei komunizmu sowieckiego, poematu proza Moskwa - Pietuszki. 10. rocznica jego przedwczesnej smierci (nie otrzymal od wycierajacych sobie glasnostia i pieriestrojka geby policjantow sowieckich zezwolenia na wyjazd za granice dla ratowania zdrowia i zycia) minela nie odnotowana. A moze warto siegnac do jego "wypisow" z archiwow marksistowsko-leninowsko-stalinowskiej makulatury, do zdumiewajacej agresywnym tonem stylistyki "lagodnego" i dobrodusznego - w porownania do gruzinskiego prymitywnego bandziora - przywodcy rewolucji?

Lenin do towarzysza Stalina w Carycynie: "Badzcie bezwzgledni wobec lewych eserow i informujcie czesciej". "Wszedzie trzeba koniecznie i bezwzglednie dusic tych smetnych i histerycznych awanturnikow" (7 lipca 1918 r.).

Lenin do gubispolkomu w Penzie: "Koniecznie zastosowac bezlitosny, masowy terror wobec kulakow, popow i bialogwardzistow. Podejrzanych zamknac w obozie koncentracyjnym za miastem. Telegrafujcie o wykonaniu" (9 sierpnia 1918 r.).

Lenin do towarzysza Fiodorowa: "W Niznym jawnie szykuje sie bialogwardyjskie powstanie. Trzeba wytezyc wszystkie sily, wprowadzic natychmiast masowy terror, rozstrzelac i wywiezc setki prostytutek rozpijajacych zolnierzy, bylych oficerow itp. Ani minuty zwloki" (9 sierpnia 1918 r.).

Lenin do tow. Szliapnikowa w Astrachaniu: "Dolozcie wszelkich staran, by schwytac i rozstrzelac astrachanskich lapownikow i spekulantow. Z ta swolocza trzeba rozprawic sie, tak, zeby zapamietala na dlugie lata" (12 grudnia 1918 r.).

Lenin do oddzialu paliw moskiewskiego sowdepu: "Drodzy towarzysze! Mozna i trzeba zmobilizowac cala moskiewska ludnosc, aby w rekach przyniosla z lasu dostateczna ilosc drewna (powiedzmy, po kubiku na doroslego mezczyzne).

Jesli nie zostana podjete heroiczne dzialania, to ja osobiscie bede przeprowadzal w Radzie Obrony i w KC nie tylko aresztowania wszystkich odpowiedzialnych osob, ale i egzekucje. Niedopuszczalna jest bezczynnosc i niedbalstwo. Z komunistycznym pozdrowieniem, Lenin" (18 czerwca 1920 r.).

"Moja malenka leniniana", Na Glos, nr 2/1990 r.

Mozna miec wrazenie, ze autorem powyzszych polecen jest pacjent szpitala psychiatrycznego, a nie przywodca panstwa budujacego lepsze spoleczenstwo. Logika i ekspresja (np. jak moga zapamietac cos ludzie pozbawieni glow lub czy prostytutki nalezy rozstrzelac przed wywiezieniem czy wywiezc po rozstrzelaniu?) typowe dla Lenina i innych wybitnych bolszewickich intelektualistow moga dzis same w sobie dostarczac niezlej rozrywki, szkoda jedynie, ze to nie byla literacka fikcja. I czyz Lenin nie jest tu przesadnie drobiazgowy?

Stalin zdecydowanie wolal dzialanie niz gadanie i tym sie roznil od kolegow, dopoki jeszcze zyli. Czerpiac wzory ze starszych przywodcow, udoskonalil jedynie ich metody. W prawdziwym zyciu Stalin wszystkich wykiwal i przerosl w okrucienstwie. Ale bez Trockiego i Lenina nie byloby Stalina. I tego zabraklo w przerazajacej opowiesci o latwosci i bezkarnosci wcielania sie absolutnego zla w ludzka postac. Ani Lenin, ani Trocki nie byli aniolkami, to oni zaczeli i rozkrecili krwawy mlyn bolszewicki, ktory unicestwil nie tylko miliony istnien ludzkich i cale narody, ale swoja brutalna sila doprowadzal do ekstazy tysiace zachodnich intelektualistow z Sartre’em, Gide’em, Neruda i Picassem na czele. To ich milczenie i zdrada elementarnych zasad moralnych ulatwialy Stalinowi panowanie na obszarze geograficznym, o jakim mogli tylko snic Napoleon, Aleksander Wielki czy Dzingis-chan.

Dlaczego faszyzm tak szybko zostal odizolowany od cywilizowanego swiata i tak zgodnie osadzony przed opinia publiczna a czolowi dygnitarze hitlerowscy zawisli na szubienicy? W stosunku do zbrodni komunizmu nigdy tego nie zrobiono. Ta mysl towarzyszyla mi przez caly czas lektury. I nadal przesladuje. Czyz nie jest to najwieksze z osiagniec diabelskiej magii Stalina? Bestii, ktora wylania sie z prozy Richarda Lourie’ego jak zywy czlowiek, skory do zartow i chetnie czestujacy papierosem. Gotowy wylupic nam oczy, obciac uszy, wyrwac jezyk albo zalepic nam usta tasma izolacyjna. A potem strzelic w tyl czaszki, zanim zdazymy pomyslec, czy Bog naprawde istnieje.

___________________________

Richard Lourie, Autobiografia Stalina, Wydawnictwo "Znak", Krakow 1999.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail