PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 pazdziernika 2000)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska kronika kulturalna

Naomi Iizuka i Anne Bogart, War of the Worlds. Rezyseria: Anne Bogart, scenografia: Neil Patel, kostiumy: James Schuette, oswietlenie: Mimi Jordan Sherin, dzwiek: Darron L. West. Wykonawcy: Akiko Aizawa [Beatrice Nelson], J. Ed Araiza [Thompson], Will Bond [Bernstein], Ellen Lauren [Leni Zadrov], Tom Nelies [Stratten], Barney O’Hanlon [Stephen Webber] oraz Stephen Webber [Orson Welles]. Przedstawienia 4-7 pazdziernika, w ramach Next Wave Festival, Harvey Theater, BAM.

Orson Welles zaczal od teatru. Od dziecinstwa podziwial Szekspira, od mlodych lat wystepowal, rezyserowal i inscenizowal jego sztuki, gral wiele szekspirowskich rol - Leara, Makbeta, Falstaffa... Wystepowal na scenie juz jako uczen w Todd School w Illinois, potem w slynnym Gate Theatre w Dublinie, w wedrownym zespole Katherine Cornell, wreszcie razem z wlasnym zespolem zalozonym w 1934 r. z Johnem Housemannem - The Mercury Theatre. Adaptowal sztuki na sluchowiska radiowe. Do Hollywoodu tez trafil - w 1938 r. w poszukiwaniu kapitalu. Marzyl, aby wystawic na Broadwayu "piec sztuk krolewskich": Henry II, Henry IV (czesc I i czesc II), Henry V, The Merry Wives of Windsor.

A potem zakochal sie w kinie. Byla to milosc nie calkiem na serio, bo uwazal, ze kino nie jest calkiem na serio. "Film jest najwspanialsza elektryczna zabawka, jaka ludzkosc kiedykolwiek dostala" - oglosil, kiedy rozpoczynal swoja dluga i wspaniala kariere jako rezyser i aktor filmowy. Potraktowal te zabawke z pasja, z jaka robil wszystko - opowiadal historie, pil wino, kochal sie, stwarzal mity. Jako rezyser zadebiutowal Obywatelem Kane.

Reszta to historia, ktora panstwo na pewno znacie: Kane jest powszechnie uznany jako jeden z najwybitniejszych filmow w historii kina. Jest nowatorski, podwazajacy wszelkie reguly. Zdobyl ogromne uznanie krytyki, lecz niewielkie przyniosl zyski studiu RKO, ktora tego wlasnie sie spodziewalo po Wellesie. Oto jeszcze jedna wersja tej samej klasycznej historii: zderzajacych sie racji artystycznych i komercyjnych.

Sprzeczne oczekiwania - Welles chcial od Hollywoodu pieniedzy, Hollywood chcial talent i odwage Wellesa przerobic na zysk - zakonczyly sie nieprzyjemnie. Po nastepnych dwoch filmach - The Great Ambersons, ambitnym artystycznie i nieudanym finansowo oraz nie ukonczonym It’s All True, kreconym w Rio de Janeiro - RKO zerwalo kontrakt z Wellesem. A on wkrotce wyjechal do Europy, gdzie spedzil prawie trzy dekady na czyms w rodzaju samowygnania. Pracowal nieustannie jako aktor i nieustannie poszukiwal pieniedzy na realizacje wlasnych filmow. Kiedy w latach 70. wrocil do USA, witano go z honorami, lecz nadal pozostal na marginesie. Obdarowany w przeszlosci nagrodami za wybitna tworczosc, nie mogl zdobyc pieniedzy na realizacje nowych filmow. Publicznosci bardziej byl znany z reklam jako donosny glos sybaryty i smakosza wychwalajacy wina niz tworca genialnych The Great Ambersons, Touch of Evil, F Fake czy Chimes at Midnight/Falstaff.

Zycie Wellesa bylo pelne wielkich ambicji i rozczarowan, wielkich osiagniec i klesk. Jest sygnalem swych czasow i wyrasta ponad swe czasy. Bogate i malownicze, pelne paradoksow, az doprasza sie o teatralna biografie. W War of the Worlds wybitna rezyserka Anne Bogart - razem z pisarka Naomi Iizuka i swym zespolem the SITI - probuje sprostac trudnemu zadaniu. Prawie im sie to udaje.

Tytul sztuki odnosi sie do slynnej radiowej adaptacji opowiadania G.H. Wellsa, ktora Orson Welles przygotowal z okazji Halloweenu w 1938 r. Symulacja komunikatow o najezdzie Marsjan na New Jersey byla tak tak autentyczna, ze zostala serio potraktowana przez wielu sluchaczy. Mimo kilkakrotnych ostrzezen, ze jest to dramatyzacja, audycja wzbudzila calkiem prawdziwa panike. To zacieranie granic miedzy fikcja i rzeczywistoscia, miedzy "faktem z zycia" a jego artystyczna reprezentacja, miedzy "wiadomosciami" a rozrywka, jest jednym z problemow, ktory fascynuje Anne Bogart i stanowi glowny watek jej nowej sztuki.

War of the Worlds ma te sama strukture narracyjna co slynny Obywatel Kane. Punktem wyjscia jest ostatnie slowo Rosebud, powtarzane przez Kane’a przed smiercia. Dziennikarz wyrusza w swiat w poszukiwaniu osob, ktore go znaly, starajac sie odkryc prawde o zyciu czlowieka, skryta w cieniu mitu slynnego magnata prasowego. W War of the Worlds producenci filmu dokumentalnego o Orsonie Wellesie wysylaja w swiat dziennikarza, by odkryl znaczenie jego ostatnich slow, ktore, powiada sztuka, moglyby brzmiec: Thorne. Patrzymy na zycie i tworczosc Wellesa jako na zagadke do rozwiazania, tak jak Welles przedstawil zycie Kane’a. Co moze oznaczac to slowo? Jaka jest prawda zycia Wellesa? I czy w ogole jest mozliwe poznanie prawdy o zyciu drugiego czlowieka?

Stephen Webber grajacy Wellesa ma podobnie dzwieczny bas-baryton. Nosi sie podobnie godnie. W sali teatru powiewa dymek dobrego cygara. Webber-Welles zaprasza nas na spektakl. Bedzie sie pojawiac regularnie w czasie calego przedstawienia, a to komentujac poszczegolne sceny, a to cos dodajac czy poprawiajac. Jest jednoczesnie narratorem i glownym bohaterem swej opowiesci. Powtarza: "Spedzilem zycie wysluchujac skarg: ‘Nie rozumiem’. A przeciez to jasne jak dzien. Wszystko zalezy od ujecia, widzicie. Wszystko zalezy od ujecia".

"Ujecie", jakie Anne Bogart proponuje jest robione szerokim obiektywem i ze zmiennego punktu widzenia. Pelno tu swietnych pomyslow. Przede wszystkim Bogart uzywa wielu filmowych chwytow oraz bezposrednio cytuje z filmu Wellesa. Po scenie przesuwa sie srebrna framuga, ktora wyznacza przestrzen filmowa. W tych ekranowych ramach odtwarzanych jest kilka slynnych scen z filmu. Przemieniaja sie w sceny z zycia Wellesa. Sceny zlewaja sie z soba, przenikaja wzajemnie, jak w korytarzu magicznych luster.

W pewnym momencie ogladamy wyciszony duet kobiety i mezczyzny. Ich bolesne rozstanie mieni nam sie przez podwojny, potrojny pryzmat: jest to scena miedzy Kane’em i Suzan przywolana bezposrednio z filmu; scena z biografii Wellesa ze zwiazku z Virginia Nicholson oraz scena wymyslona przez Iizuke/Bogart, symbolizujaca wszelkie uczuciowe ciecia, urwane czy zniszczone watki milosne w zyciu protagonisty. Teatr cytuje zycie, ktore powtarza scene wczesniej rozgrywana na ekranie, ktora ukazywala zycie innej postaci, wymyslonej przez naszego bohatera, lecz wzietej z zycia...

Bogart traktuje chronologie swobodnie, poruszajac sie miedzy roznymi okresami zycia Wellesa. Znajdujemy sie w Chicago w latach 20. i w Maroku lat 60., w Hollywoodzie wielkich gwiazd i w Nowym Jorku w czasie depresji, w Harry’s Bar w Rzymie w 1949 r. i znowu w Los Angeles, w koncu lat 70. Obok postaci historycznych z zycia Wellesa zjawiaja sie fikcyjni bohaterowie z jego filmow. Miesza sie wiec fakt ze swobodnym wyobrazeniem faktu, biografia nie stara sie byc dokumentem, lecz poetycka prezentacja jednej z mozliwych wariacji zycia Wellesa.

Welles wierzyl w sztuke jako rodzaj magii. Podkreslal: "Magia zaczyna sie i konczy postacia magika, ktory zaprasza widzow, aby uwierzyli, ze cialo lewituje w powietrzu. Innymi slowy, aby na chwile znowu stali sie osmioletnimi dziecmi". A wiec jest szczegolnie trafnym holdem, ze w War of the Worlds Wellesowi zostala wyznaczona rola magika. Jednak jego zycie bardziej ukazuje sie nam jako szereg prestidigitatorskich trikow, zgrabnych artystycznych chwytow niz pasmo prawdziwie czarodziejskich czarow.

W ostatecznym rozrachunku bowiem przedstawieniu zabraklo sily. Nie oddaje wielkosci protagonisty. Ogladamy bogactwa dziejace sie na scenie z zainteresowniem, z uwaga, lecz i z zimnym dystansem. Nie wzrusza nas jako opowiesc o pojedynczym losie jednostki niezaprzeczalnie wybitnej, z wielka artystyczna wizja. Ani nie wzburza jako krytyka amerykanskiej niedoroslosci, ktora zachwycajac sie kims dzisiaj, jutro doszczetnie zapomina, ze sie wczoraj zachwycala. War of the Worlds pozostaje przede wszystkim swietnym cwiczeniem formalnym.

Sztuka o Orsonie Wellesie otworzyla 18. sezon dorocznego Next Wave Festival. W ciagu trzech jesiennych miesiecy w ramach festiwalu zespoly z Nowego Jorku i ze swiata zaprezentuja 14 tanecznych, teatralnych i muzycznych wydarzen. Wystapia m.in. zespol El Periférico de Objetos z Buenos Aires z Hamletem w wersji niemieckiego dramatruga Heinera Müllera; swietni choreografowie amerykanscy Lucinda Childs i Ralph Lemon; Chorus Repertory Theatre z Manipuru w Indiach z widowiskiem Uttar-Priyadarshi, Brooklyn Philharmonic pod dyr. Dennisa Russella Daviesa z premiera Symfonii nr 5 Philipa Glassa; Cloud Gate Dance Theatre z Tajwanu z taneczna wersja ksiazki Hermana Hessego Siddhartha.

*

Zakonczyl sie Henson International Festival of Puppet Theater. Zakonczyl sie triumfalnie, po trzech tygodniach kolorowej biesiady pelnej poezji i humoru. Szkoda, ze nie ma juz wsrod nas tej przedziwnej i wielce zroznicowanej gromadki artystow bawiacych sie bardzo na powaznie lalkami.

W dzisiejszych czasach waskiej specjalizacji zachwyca wielostronnosc talentow i umiejetnosci lalkarzy; czesto sa rownoczesnie pisarzami, aktorami, krawcami, stolarzami, muzykami i tancerzami. Zachwyca rowniez intymnosc ich przedstawien, bogactwo wrazen, jakie potrafia dac uzywajac minimalnych, tradycyjnych srodkow. Wolni sa od dyktatow techniki, niezalezni od elektroniki. Maluja gestem, kolorem i slowem. Znajduja wspolny jezyk, kiedy coraz mniej ludzi umie mowic wspolnym jezykiem.

Drewniane kukielki, maski i marionetki przybrane w kolorowe szmatki wydaja sie byc szczegolnie pomocne w mowieniu o sprawach, o ktorych prawie zapomnielismy mowic na glos. Uderzylo mnie to szczegolnie w czasie przedstawienia Street of Blood w wykonaniu Teatru Marionetek Ronniego Burketta. Burkett przyjechal z dalekiego Calgary na zachodzie Kanady i byc moze jego "prowincjonalne" pochodzenia odgrywa tu jakas role. Przedstawieniu bowiem jest nieco staroswieckie, zapoznione w tematyce (o AIDS wiele sie mowilo w "centrum" z dziesiec lat temu ), a jednoczesnie nowatorskie i smiale.

Ulica krwi jest wlasciwie imponujacym monodramem, teatrem jednego aktora, tyle ze swym glosem Burkett obdarza kilkanascie postaci: starsze panie z "dobrego towarzystwa" w malym miasteczku, syna jednej z nich umierajacego na AIDS, slynna gwiazde filmowa-wampira wiecznie zadnego swiezej krwi... Burkett manipuluje marionetkami widoczny przez caly czas na scenie, poruszajac sie po prostym rusztowaniu. W pewnym momencie wlacza sie bezposrednio w akcje w zupelnie nowej, zaskakujacej roli Jezusa Chrystusa. Jezus szuka porozumienia z czlowiekiem, lecz nie znajduje chetnych do rozmowy. Bo i jak rozmawiac z Chrystusem siedzac w fotelu o wytartych ramionach? Jak w ogole wierzyc, ze to Bog we wlasnej postaci, taki zwykly i taki bezradny? Kiedy Edna czy jej syn-gej wreszcie sie odezwa, uczynia to z wyrzutem, gniewem i zwatpieniem.

Obecnosc Boga w kontekscie trywialnych realiow, i to przedstawiona bez cienia ironii, wywoluje szokujace wrazenie. Opowiadanie na swojski temat o rozczarowaniach i codziennych smutkach, o nietolerancji i nauce tolerancji niespodziewanie nabiera nowej wymowy. Staje sie przypowiescia o konfrontacji kultury swieckiej z potrzeba wiary, a wlasciwie z14

z7 o trudnosciach rozpoznania tej wewnetrznej potrzeby. W stworzeniu atmosfery balansujacej na pograniczu malego realizmu i wielkiej symboliki Burkettowi pomoglo powsciagliwe oswietlenie Billa Williamsa i swietny akompaniament muzyczny przygotowany przez Cathy Nosaty.

W czasie festiwalu uderzala rowniez roznorodnosc tak celow, jak srodkow uzywanych przez artystow. Wspomne tutaj dwa przedstawienia, ktore ladnie ilustruja rozpietosc skali. Batoto Yetu z Harlemu jest grupa mlodych murzynskich tancerzy, prowadzona przez Julio Leitao, choreografa i tancerza z Angoli. W The New Victory Theatre zespol wystapil z nowym programem The Mukishi. Odwolujac sie do folkloru plemion Luba w Angoli i Tshokwe w Kongu, Leitao zbudowal luzno skonstruowane przedstawienie o tym, jak zagrozona spolecznosc moze odzyskac sile dzieki rytmom wspolnego tanca i spiewu. Narracja jest tutaj zaledwie pretekstem do tanca. Porusza intensywny rytm grupy perkusji, swietnie prowadzonej przez Rodericka Jacksona. Cieszy energia radosnie roztanczonych mlodych.

W The Public Theatre z kolei wystapil jednoosobowy Teatro de las Estaciones z Matanzas na Kubie. Rubén Dario Salazar zjawia sie na scenie samotnie i jak komiwojazer otwiera swoja walizeczke. Wyjmuje z niej kilka kartonowych figur. Rozklada stolik. Rozsuwa malenka kurtyne i juz - rozpoczyna sie The Girl Who Waters Basil And The Nosy Prince, historyjka o corce szewca pewnej swych wdziekow i niesmialym ksieciu... A my, uwodzeni glosem aktora i slowem poety, chetnie dajemy sie prowadzic w zaklete rejony, stajemy sie na chwile znowu osmioletnimi dziecmi i pozwalamy sobie wierzyc, ze nawet najbardziej nieprawdopodobne historie milosne moga zakonczyc sie szczesliwie.

Prosciutka bajeczke, napisana podobno przez Lorke jako prezent urodzinowy dla siostry, Salazar wpisuje w szersza opowiesc o hiszpanskim poecie, a szczegolnie o jego wizycie w Hawanie. W dzisiejszym kontekscie politycznym wzruszajaco brzmia ostatnie slowa przedstawienia. Salazar zwraca sie bezposrednio do Garcii Lorki z prosba-apelem: "Poeto, wroc! Powroc!".


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail