GRAZYNA DRABIK
Nowojorska kronika kulturalna
Naomi
Iizuka i Anne Bogart, War of the Worlds. Rezyseria:
Anne Bogart, scenografia: Neil Patel, kostiumy: James Schuette,
oswietlenie: Mimi Jordan Sherin, dzwiek: Darron L. West.
Wykonawcy: Akiko Aizawa [Beatrice Nelson], J. Ed Araiza
[Thompson], Will Bond [Bernstein], Ellen Lauren [Leni Zadrov],
Tom Nelies [Stratten], Barney OHanlon [Stephen Webber]
oraz Stephen Webber [Orson Welles]. Przedstawienia 4-7 pazdziernika,
w ramach Next Wave Festival, Harvey Theater, BAM.
Orson Welles zaczal od teatru.
Od dziecinstwa podziwial Szekspira, od mlodych lat wystepowal,
rezyserowal i inscenizowal jego sztuki, gral wiele szekspirowskich
rol - Leara, Makbeta, Falstaffa... Wystepowal na scenie
juz jako uczen w Todd School w Illinois, potem w slynnym
Gate Theatre w Dublinie, w wedrownym zespole Katherine Cornell,
wreszcie razem z wlasnym zespolem zalozonym w 1934 r. z
Johnem Housemannem - The Mercury Theatre. Adaptowal sztuki
na sluchowiska radiowe. Do Hollywoodu tez trafil - w 1938
r. w poszukiwaniu kapitalu. Marzyl, aby wystawic na Broadwayu
"piec sztuk krolewskich": Henry II, Henry
IV (czesc I i czesc II), Henry V, The Merry
Wives of Windsor.
A potem zakochal sie w kinie.
Byla to milosc nie calkiem na serio, bo uwazal, ze kino
nie jest calkiem na serio. "Film jest najwspanialsza
elektryczna zabawka, jaka ludzkosc kiedykolwiek dostala"
- oglosil, kiedy rozpoczynal swoja dluga i wspaniala kariere
jako rezyser i aktor filmowy. Potraktowal te zabawke z pasja,
z jaka robil wszystko - opowiadal historie, pil wino, kochal
sie, stwarzal mity. Jako rezyser zadebiutowal Obywatelem
Kane.
Reszta to historia, ktora
panstwo na pewno znacie: Kane jest powszechnie uznany
jako jeden z najwybitniejszych filmow w historii kina. Jest
nowatorski, podwazajacy wszelkie reguly. Zdobyl ogromne
uznanie krytyki, lecz niewielkie przyniosl zyski studiu
RKO, ktora tego wlasnie sie spodziewalo po Wellesie. Oto
jeszcze jedna wersja tej samej klasycznej historii: zderzajacych
sie racji artystycznych i komercyjnych.
Sprzeczne oczekiwania -
Welles chcial od Hollywoodu pieniedzy, Hollywood chcial
talent i odwage Wellesa przerobic na zysk - zakonczyly sie
nieprzyjemnie. Po nastepnych dwoch filmach - The Great
Ambersons, ambitnym artystycznie i nieudanym finansowo
oraz nie ukonczonym Its All True, kreconym
w Rio de Janeiro - RKO zerwalo kontrakt z Wellesem. A on
wkrotce wyjechal do Europy, gdzie spedzil prawie trzy dekady
na czyms w rodzaju samowygnania. Pracowal nieustannie jako
aktor i nieustannie poszukiwal pieniedzy na realizacje wlasnych
filmow. Kiedy w latach 70. wrocil do USA, witano go z honorami,
lecz nadal pozostal na marginesie. Obdarowany w przeszlosci
nagrodami za wybitna tworczosc, nie mogl zdobyc pieniedzy
na realizacje nowych filmow. Publicznosci bardziej byl znany
z reklam jako donosny glos sybaryty i smakosza wychwalajacy
wina niz tworca genialnych The Great Ambersons, Touch of Evil, F Fake czy Chimes at Midnight/Falstaff.
Zycie Wellesa bylo pelne
wielkich ambicji i rozczarowan, wielkich osiagniec i klesk.
Jest sygnalem swych czasow i wyrasta ponad swe czasy. Bogate
i malownicze, pelne paradoksow, az doprasza sie o teatralna
biografie. W War of the Worlds wybitna rezyserka
Anne Bogart - razem z pisarka Naomi Iizuka i swym zespolem
the SITI - probuje sprostac trudnemu zadaniu. Prawie im
sie to udaje.
Tytul sztuki odnosi sie
do slynnej radiowej adaptacji opowiadania G.H. Wellsa, ktora
Orson Welles przygotowal z okazji Halloweenu w 1938 r. Symulacja
komunikatow o najezdzie Marsjan na New Jersey byla tak tak
autentyczna, ze zostala serio potraktowana przez wielu sluchaczy.
Mimo kilkakrotnych ostrzezen, ze jest to dramatyzacja, audycja
wzbudzila calkiem prawdziwa panike. To zacieranie granic
miedzy fikcja i rzeczywistoscia, miedzy "faktem z zycia"
a jego artystyczna reprezentacja, miedzy "wiadomosciami"
a rozrywka, jest jednym z problemow, ktory fascynuje Anne
Bogart i stanowi glowny watek jej nowej sztuki.
War of the Worlds ma
te sama strukture narracyjna co slynny Obywatel Kane.
Punktem wyjscia jest ostatnie slowo Rosebud, powtarzane
przez Kanea przed smiercia. Dziennikarz wyrusza w
swiat w poszukiwaniu osob, ktore go znaly, starajac sie
odkryc prawde o zyciu czlowieka, skryta w cieniu mitu slynnego
magnata prasowego. W War of the Worlds producenci
filmu dokumentalnego o Orsonie Wellesie wysylaja w swiat
dziennikarza, by odkryl znaczenie jego ostatnich slow, ktore,
powiada sztuka, moglyby brzmiec: Thorne. Patrzymy
na zycie i tworczosc Wellesa jako na zagadke do rozwiazania,
tak jak Welles przedstawil zycie Kanea. Co moze oznaczac
to slowo? Jaka jest prawda zycia Wellesa? I czy w ogole
jest mozliwe poznanie prawdy o zyciu drugiego czlowieka?
Stephen Webber grajacy Wellesa
ma podobnie dzwieczny bas-baryton. Nosi sie podobnie godnie.
W sali teatru powiewa dymek dobrego cygara. Webber-Welles
zaprasza nas na spektakl. Bedzie sie pojawiac regularnie
w czasie calego przedstawienia, a to komentujac poszczegolne
sceny, a to cos dodajac czy poprawiajac. Jest jednoczesnie
narratorem i glownym bohaterem swej opowiesci. Powtarza:
"Spedzilem zycie wysluchujac skarg: Nie rozumiem.
A przeciez to jasne jak dzien. Wszystko zalezy od ujecia,
widzicie. Wszystko zalezy od ujecia".
"Ujecie", jakie
Anne Bogart proponuje jest robione szerokim obiektywem i
ze zmiennego punktu widzenia. Pelno tu swietnych pomyslow.
Przede wszystkim Bogart uzywa wielu filmowych chwytow oraz
bezposrednio cytuje z filmu Wellesa. Po scenie przesuwa
sie srebrna framuga, ktora wyznacza przestrzen filmowa.
W tych ekranowych ramach odtwarzanych jest kilka slynnych
scen z filmu. Przemieniaja sie w sceny z zycia Wellesa.
Sceny zlewaja sie z soba, przenikaja wzajemnie, jak w korytarzu
magicznych luster.
W pewnym momencie ogladamy
wyciszony duet kobiety i mezczyzny. Ich bolesne rozstanie
mieni nam sie przez podwojny, potrojny pryzmat: jest to
scena miedzy Kaneem i Suzan przywolana bezposrednio
z filmu; scena z biografii Wellesa ze zwiazku z Virginia
Nicholson oraz scena wymyslona przez Iizuke/Bogart, symbolizujaca
wszelkie uczuciowe ciecia, urwane czy zniszczone watki milosne
w zyciu protagonisty. Teatr cytuje zycie, ktore powtarza
scene wczesniej rozgrywana na ekranie, ktora ukazywala zycie
innej postaci, wymyslonej przez naszego bohatera, lecz wzietej
z zycia...
Bogart traktuje chronologie
swobodnie, poruszajac sie miedzy roznymi okresami zycia
Wellesa. Znajdujemy sie w Chicago w latach 20. i w Maroku
lat 60., w Hollywoodzie wielkich gwiazd i w Nowym Jorku
w czasie depresji, w Harrys Bar w Rzymie w 1949 r.
i znowu w Los Angeles, w koncu lat 70. Obok postaci historycznych
z zycia Wellesa zjawiaja sie fikcyjni bohaterowie z jego
filmow. Miesza sie wiec fakt ze swobodnym wyobrazeniem faktu,
biografia nie stara sie byc dokumentem, lecz poetycka prezentacja
jednej z mozliwych wariacji zycia Wellesa.
Welles wierzyl w sztuke
jako rodzaj magii. Podkreslal: "Magia zaczyna sie i
konczy postacia magika, ktory zaprasza widzow, aby uwierzyli,
ze cialo lewituje w powietrzu. Innymi slowy, aby na chwile
znowu stali sie osmioletnimi dziecmi". A wiec jest
szczegolnie trafnym holdem, ze w War of the Worlds Wellesowi zostala wyznaczona rola magika. Jednak jego zycie
bardziej ukazuje sie nam jako szereg prestidigitatorskich
trikow, zgrabnych artystycznych chwytow niz pasmo prawdziwie
czarodziejskich czarow.
W ostatecznym rozrachunku
bowiem przedstawieniu zabraklo sily. Nie oddaje wielkosci protagonisty. Ogladamy bogactwa dziejace sie na scenie
z zainteresowniem, z uwaga, lecz i z zimnym dystansem. Nie
wzrusza nas jako opowiesc o pojedynczym losie jednostki
niezaprzeczalnie wybitnej, z wielka artystyczna wizja. Ani
nie wzburza jako krytyka amerykanskiej niedoroslosci, ktora
zachwycajac sie kims dzisiaj, jutro doszczetnie zapomina,
ze sie wczoraj zachwycala. War of the Worlds pozostaje
przede wszystkim swietnym cwiczeniem formalnym.
Sztuka o Orsonie Wellesie
otworzyla 18. sezon dorocznego Next Wave Festival. W ciagu
trzech jesiennych miesiecy w ramach festiwalu zespoly z
Nowego Jorku i ze swiata zaprezentuja 14 tanecznych, teatralnych
i muzycznych wydarzen. Wystapia m.in. zespol El Periférico
de Objetos z Buenos Aires z Hamletem w wersji niemieckiego
dramatruga Heinera Müllera; swietni choreografowie
amerykanscy Lucinda Childs i Ralph Lemon; Chorus Repertory
Theatre z Manipuru w Indiach z widowiskiem Uttar-Priyadarshi,
Brooklyn Philharmonic pod dyr. Dennisa Russella Daviesa
z premiera Symfonii nr 5 Philipa Glassa; Cloud Gate
Dance Theatre z Tajwanu z taneczna wersja ksiazki Hermana
Hessego Siddhartha.
*
Zakonczyl sie Henson International
Festival of Puppet Theater. Zakonczyl sie triumfalnie, po
trzech tygodniach kolorowej biesiady pelnej poezji i humoru.
Szkoda, ze nie ma juz wsrod nas tej przedziwnej i wielce
zroznicowanej gromadki artystow bawiacych sie bardzo na
powaznie lalkami.
W dzisiejszych czasach waskiej
specjalizacji zachwyca wielostronnosc talentow i umiejetnosci
lalkarzy; czesto sa rownoczesnie pisarzami, aktorami, krawcami,
stolarzami, muzykami i tancerzami. Zachwyca rowniez intymnosc
ich przedstawien, bogactwo wrazen, jakie potrafia dac uzywajac
minimalnych, tradycyjnych srodkow. Wolni sa od dyktatow
techniki, niezalezni od elektroniki. Maluja gestem, kolorem
i slowem. Znajduja wspolny jezyk, kiedy coraz mniej ludzi
umie mowic wspolnym jezykiem.
Drewniane kukielki, maski
i marionetki przybrane w kolorowe szmatki wydaja sie byc
szczegolnie pomocne w mowieniu o sprawach, o ktorych prawie
zapomnielismy mowic na glos. Uderzylo mnie to szczegolnie
w czasie przedstawienia Street of Blood w
wykonaniu Teatru Marionetek Ronniego Burketta. Burkett przyjechal
z dalekiego Calgary na zachodzie Kanady i byc moze jego
"prowincjonalne" pochodzenia odgrywa tu jakas
role. Przedstawieniu bowiem jest nieco staroswieckie, zapoznione
w tematyce (o AIDS wiele sie mowilo w "centrum"
z dziesiec lat temu ), a jednoczesnie nowatorskie i smiale.
Ulica krwi jest wlasciwie
imponujacym monodramem, teatrem jednego aktora, tyle ze
swym glosem Burkett obdarza kilkanascie postaci: starsze
panie z "dobrego towarzystwa" w malym miasteczku,
syna jednej z nich umierajacego na AIDS, slynna gwiazde
filmowa-wampira wiecznie zadnego swiezej krwi... Burkett
manipuluje marionetkami widoczny przez caly czas na scenie,
poruszajac sie po prostym rusztowaniu. W pewnym momencie
wlacza sie bezposrednio w akcje w zupelnie nowej, zaskakujacej
roli Jezusa Chrystusa. Jezus szuka porozumienia z czlowiekiem,
lecz nie znajduje chetnych do rozmowy. Bo i jak rozmawiac
z Chrystusem siedzac w fotelu o wytartych ramionach? Jak
w ogole wierzyc, ze to Bog we wlasnej postaci, taki zwykly
i taki bezradny? Kiedy Edna czy jej syn-gej wreszcie sie
odezwa, uczynia to z wyrzutem, gniewem i zwatpieniem.
Obecnosc Boga w kontekscie
trywialnych realiow, i to przedstawiona bez cienia ironii,
wywoluje szokujace wrazenie. Opowiadanie na swojski temat
o rozczarowaniach i codziennych smutkach, o nietolerancji
i nauce tolerancji niespodziewanie nabiera nowej wymowy.
Staje sie przypowiescia o konfrontacji kultury swieckiej
z potrzeba wiary, a wlasciwie z14
z7 o trudnosciach rozpoznania
tej wewnetrznej potrzeby. W stworzeniu atmosfery balansujacej
na pograniczu malego realizmu i wielkiej symboliki Burkettowi
pomoglo powsciagliwe oswietlenie Billa Williamsa i swietny
akompaniament muzyczny przygotowany przez Cathy Nosaty.
W czasie festiwalu uderzala
rowniez roznorodnosc tak celow, jak srodkow uzywanych przez
artystow. Wspomne tutaj dwa przedstawienia, ktore ladnie
ilustruja rozpietosc skali. Batoto Yetu z Harlemu jest grupa
mlodych murzynskich tancerzy, prowadzona przez Julio Leitao,
choreografa i tancerza z Angoli. W The New Victory Theatre
zespol wystapil z nowym programem The Mukishi. Odwolujac sie do folkloru plemion Luba w Angoli i Tshokwe
w Kongu, Leitao zbudowal luzno skonstruowane przedstawienie
o tym, jak zagrozona spolecznosc moze odzyskac sile dzieki
rytmom wspolnego tanca i spiewu. Narracja jest tutaj zaledwie
pretekstem do tanca. Porusza intensywny rytm grupy perkusji,
swietnie prowadzonej przez Rodericka Jacksona. Cieszy energia
radosnie roztanczonych mlodych.
W The Public Theatre z kolei
wystapil jednoosobowy Teatro de las Estaciones z Matanzas
na Kubie. Rubén Dario Salazar zjawia sie na scenie
samotnie i jak komiwojazer otwiera swoja walizeczke. Wyjmuje
z niej kilka kartonowych figur. Rozklada stolik. Rozsuwa
malenka kurtyne i juz - rozpoczyna sie The Girl Who
Waters Basil And The Nosy Prince, historyjka o corce szewca pewnej swych wdziekow
i niesmialym ksieciu... A my, uwodzeni glosem aktora i slowem
poety, chetnie dajemy sie prowadzic w zaklete rejony, stajemy
sie na chwile znowu osmioletnimi dziecmi i pozwalamy sobie
wierzyc, ze nawet najbardziej nieprawdopodobne historie
milosne moga zakonczyc sie szczesliwie.
Prosciutka bajeczke, napisana
podobno przez Lorke jako prezent urodzinowy dla siostry,
Salazar wpisuje w szersza opowiesc o hiszpanskim poecie,
a szczegolnie o jego wizycie w Hawanie. W dzisiejszym kontekscie
politycznym wzruszajaco brzmia ostatnie slowa przedstawienia.
Salazar zwraca sie bezposrednio do Garcii Lorki z prosba-apelem:
"Poeto, wroc! Powroc!".
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |