BRIAN PORTER

i jej przemilczenia
Jakie jest dziedzictwo "Solidarnosci" dzisiaj,
w 20 lat po strajku w Stoczni Gdanskiej? Jesli ktos mi mowi,
ze zna odpowiedz na to pytanie, to nim uslysze odpowiedz
- wiem, ze jest w bledzie. Ruch "Solidarnosci"
z 1980 r. byl zbyt duzy i roznorodny, zbyt rozmaity, aby
go mozna bylo w ten sposob scharakteryzowac. Nie moze byc
jednego dziedzictwa "Solidarnosci", po prostu
dlatego, ze nie bylo jednej "Solidarnosci".
W ostatnich latach uczeni z najrozniejszych dyscyplin akademickich
zwrocili uwage na ten wlasnie rodzaj roznorodnosci, totez
zmodyfikowalismy, a nawet zakwestionowalismy wiele dawnych
homogenizujacych relacji i opisow. Ruch "Solidarnosci"
moze tu sluzyc jako pogladowa lekcja i dlatego 22 i 23 wrzesnia
imponujaca grupa uczonych oraz dzialaczy "Solidarnosci"
zebrala sie na Uniwersytecie Michigan, aby wziac udzial
w konferencji zatytulowanej "The Silences of Solidarity"
(Przemilczenia "Solidarnosci")*. Przeanalizowalismy
to zjawisko, podkreslajac bogactwo, pluralizm, roznorodnosc,
nawet sprzecznosci, stanowiace podstawowa czesc tego ruchu.
Nade wszystko naszym celem bylo stwierdzenie, jak pewne
elementy tej rozmaitosci i pluralizmu zostaly wypchniete
poza margines (wyciszone) w ciagu minionych 20 lat.
Kiedy ludzie staja wobec pytania: czym byla "Solidarnosc",
odpowiedz zwykle zawiera slowo "spoleczenstwo":
"Solidarnosc", powiada sie potocznie, reprezentowala
"spoleczenstwo" w starciu z "rzadem"
lub "wladzami". W pewnym sensie opis ten moze
byc uzyteczny. Jesli przez "spoleczenstwo" bedziemy
rozumiec "calosc polskiej populacji" - w calej
jej zlozonosci - to mozemy powiedziec, ze "Solidarnosc"
stanowila jakies odzwierciedlenie "spoleczenstwa".
W praktyce jednak termin "spoleczenstwo" ma konkretniejsze
znaczenie. Wystarczy tylko zwrocic uwage na gramatyke tych,
ktorzy mowia o "spoleczenstwie", aby zorientowac
sie, ze slyszy sie wypowiedzi o "zadaniach spolecznych",
"interesach spolecznych" lub "postawach spolecznych";
slyszy sie, ze "spoleczenstwo sprzeciwilo sie rezimowi"
lub "spoleczenstwo zorganizowalo sie w ruch Solidarnosci".
W tym sensie okreslenie "spoleczenstwo" sprawia
sporo klopotu.
Dlaczego zastanawiam sie nad tym? Z tego samego powodu,
dla ktorego bardzo wielu uczonych ostatnich dziesiecioleci
domaga sie, aby zaprzestac esencjalizacji spolecznych kategorii,
zaprzestania traktowania ich, jak gdyby byly konkretnymi,
jednolitymi bytami. Dla najbardziej podstawowego - byc moze
nawet oczywistego - powodu, iz wiele spolecznych organizmow
nie jest w istocie organizmami, lecz zlozonymi konglomeratami
o niemal nieskonczonej roznorodnosci. Tym samym slowo "spoleczenstwo"
moze sklaniac, bysmy widzieli jednorodnosc tam, gdzie w
istocie panuje ogromna roznorodnosc. Konkretniej mowiac,
uzycie terminu takiego, jak spoleczenstwo, wycisza kazdego,
kto nie calkiem pasuje do tego, co ogolnie sie traktuje
jako model lub norme grupy, stanowiacej przedmiot zainteresowania.
Mamy sklonnosc nawet, by nie dostrzegac tych, ktorzy wykraczaja
poza dominujaca historie, dominujacy opis badanego spoleczenstwa.
A jesli dostrzegamy ich, to bardzo czesto spisujemy ich
jako nietypowych, jako wyjatki potwierdzajace regule lub
(by uzyc chyba najniebezpieczniejszego terminu) jako mniejszosci.
Kto wiec lub co zostalo wyciszone przez dominujace obrazy
i opowiesci o "Solidarnosci"? Z pewnoscia nie
wyczerpiemy wszystkich mozliwych odpowiedzi, lecz dla celow
tej konferencji wskazujemy na cztery szerokie kategorie
wykluczenia:
1. robotnicy
2. prowincja i chlopi
3. Kosciol i prawica
4. kobiety i mezczyzni.
Moze sie wydawac dziwne, ze takze robotnikow zaliczylismy
do marginesu "Solidarnosci", a przeciez bezsprzecznie
znajdowali sie oni w samym centrum tego ruchu. Niemniej
jednak robotnicy zostali wyciszeni bardzo silnie. Ukryci
sa - by tak powiedziec - na pierwszym planie: usytuowani
bezposrednio przed nami, totez nie widzimy ich jasno.
Mamy sklonnosc do widzenia "Solidarnosci" jako
organizacyjnej formy, ktora przyjelo spoleczenstwo, aby
wyrazic swe interesy i potrzeby w opozycji do represyjnego
rezimu, nie reagujacego na ich zadania. Co sie jednak dzieje
w tym wszystkim z robotnikami? Co sie dzieje z robotnikami
w fabrykach, w wielu polskich miastach z jedna fabryka,
ktore pozostawiono jako ziemie jalowa, gdy stalo sie oczywiste,
ze ta jedna fabryka nie jest wystarczajaco efektywna, aby
rywalizowac na globalnym rynku? Co dzieje sie z robotnikami
w samej gdanskiej stoczni, kiedy stoja w obliczu masowych
zwolnien i nieuniknionego zamkniecia zakladu? Co dzieje
sie z ruchem zwiazkowym w ogole? Z badan COBOS-u przeprowadzonych
w lipcu tego roku, dowiedzielismy sie, ze pelne 39 procent
respondentow zgadza sie ze stwierdzeniem, ze "zwiazki
zawodowe szkodza krajowi".
Co wiec sie dzieje z pamiecia o "Solidarnosci",
gdy dzialalnosc zwiazkowa staje sie halasliwa, ale marginalna
aktywnoscia polityczna, ktora 39 procent populacji uwaza
za "szkodliwa". Odpowiedz, jak sadze, jest jasna:
"zwiazek zawodowy Solidarnosc" staje
sie "spoleczenstwem obywatelskim Solidarnosc";
walka o prawa robotnicze staje sie walka o swobode i wolnosc
narodowa; walka o lepsza place i lepsze warunki pracy staje
sie walka o zagraniczne inwestycje (ktore z kolei, wymagaja
nizszych "kosztow pracy" i "elastyczniejszych
regul zatrudnienia"). Innymi slowy, pozornie niekwestionowane
korzenie "Solidarnosci" w ruchu klasy robotniczej,
zostaja podciagniete pod calkiem inna historie - o triumfie
liberalizmu. A w tego rodzaju historii sami robotnicy, jako
robotnicy, sa skutecznie wyciszeni.
Drugie "wyciszenie" bylo chyba najlatwiejsze
do omowienia, poniewaz nieobecnosc prowincji i chlopstwa
w typowej historii "Solidarnosci" jest az nadto
oczywista. W powszechnej pamieci w Polsce - by nie wspomniec
o zagranicy - "Solidarnosc" oznacza Gdansk (i
w mniejszym stopniu Warszawe). Oczywiscie w tamtym czasie
nikt w Polsce nie mogl sobie pozwolic na zlekcewazenie chlopow
(choc miedzynarodowej prasie mozna by to zarzucic), lecz
twierdzilbym, ze ludzie poza osia Gdansk-Warszawa (zwlaszcza
chlopi) zostali skutecznie wyciszeni w trakcie budowania
pamieci o "Solidarnosci", historii "Solidarnosci".
Amerykanie pamietaja, ze czytali o dzielnych i upartych
polskich chlopach, ktorzy nie oddali swej ziemi pod kolektywizacje.
Historie polskiego oporu wobec sowchozow i kolchozow uwielbialismy
opowiadac wciaz na nowo na Zachodzie w czasach zimnej wojny:
dobrzy polscy chlopi byli naszymi bohaterami. Lecz o co
dokladnie polscy chlopi walczyli? W najbardziej podstawowym
sensie walczyli o prawo do zachowania swych gospodarstw
rodzinnych przed wtargnieciem agrobiznesu na wielka skale.
Ow agrobiznes mial postac kolektywizacji w sowieckim stylu,
lecz podstawowa zasade da sie porownac do rozumowania przywolywanego
przy racjonalizacji przedsiebiorstw farmerskich na amerykanskim
srodkowym zachodzie: male gospodarstwa sa niewydajne, a
tylko wielkie moga skorzystac na wielkiej ekonomii. Oczywiscie
bylo tu wiele istotnych roznic, w tym zwlaszcza fakt, ze
sowieckie kolchozy nie byly w istocie wydajne. Lecz z punktu
widzenia chlopa nie mialo to wielkiej roznicy, czy naciski
szly z kapitalistycznego Chicago, czy z komunistycznej Warszawy;
w obu przypadkach byla to proba pozbycia sie malych gospodarstw.
W tym kontekscie glos chlopow zostal wyciszony.
Starali sie, aby ich slyszano: organizowali protesty i
blokowali drogi, aby zwrocic na siebie uwage i udawalo im
sie, skoro pokazywano ich w telewizji. Ale reakcja byla
zawsze ta sama: nikt nic nie moze zrobic, poniewaz nie mozna
sprzeciwiac sie logice rynku. Kazdy mowiacy za duzo o ochronie
malorolnego chlopa zostaje natychmiast okrzyczany za "pozbawionego
realizmu" lub zgola kogos "irracjonalnego".
W rezultacie wielu na wsi wepchnieto w ramiona osob faktycznie
irracjonalnych, demagogicznych i prawdopodobnie niebezpiecznych,
poniewaz ludzie na wszystkich szczeblach wladzy maja duze
klopoty z mysleniem o alternatywie wobec wizji liberalnej
gospodarki.
"Solidarnosci" wiejskiej nie mozna zlekcewazyc,
kiedy opowiada sie o "Solidarnosci", ale takze
nie mozna poswiecac zbytniej uwagi naturze ich zadan. Zadania
owe pozostaja w ogromnej sprzecznosci z tzw. realiami wspolczesnej
Polski. Stad tez "Solidarnosc" wiejska zostaje
podciagnieta pod rzekomo wieksza sprawe: historie "Solidarnosci"
walczacej z tyrania o wolnosc. Bardzo trudno mowic o istotnym
elemencie szerszego ruchu "Solidarnosci", czyli
o walce o wolnosc zachowania wlasnego, tradycyjnego sposobu
zycia.
W nastepnej kolejnosci dochodzimy do najbardziej osobliwego
wyciszenia, zupelnie odmiennego od dotychczas opisanych.
Nie ma watpliwosci, ze prawica jest potezna sila w polskiej
polityce dzisiaj. Miliony Polakow slucha Radia Maryja, a
jeszcze wiecej glosuje na kandydatow umiarkowanie konserwatywnych
i prawicowych. Gdzie wiec jest wyciszenie? W istocie moje
pytanie brzmi: gdzie byla prawica, jak ja dzis rozumiemy,
w 1980 r.? Mowiac brutalniej, gdzie byli 20 lat temu sluchacze
Radia Maryja? Prawica stala sie bardzo widoczna po 1989
r., lecz byla praktycznie nieobecna podczas pierwszego rozdzialu
walki "Solidarnosci".
Oblicze "Solidarnosci" w 1980 r. moglo sie podobac
kazdemu demokracie: byl to ruch na rzecz udzialu wszystkich-
wspolpracy, solidarnosci; byl to ruch na rzecz demokracji,
wolnosci, niepodleglosci; byl to ruch reprezentujacy jakby
wszystko, co dobre na swiecie. Oczywiscie zachodni obserwatorzy
odnotowali rozpowszechniona ikonografie katolicka w solidarnosciowych
demonstracjach, lecz traktowano ja wylacznie jako zaznaczenie
religijnej tozsamosci.
Istnieja trzy mozliwe wytlumaczenia tej widocznosci prawicy
po 1989 r. i jej wyraznej nieobecnosci w 1980 r. Po pierwsze,
byc moze prawica po prostu nie istniala w 1980 r., czy raczej
- znaczenie walki z komunizmem przytloczylo inne ideologiczne
programy i podporzadkowano je temu szerszemu celowi. Po
drugie, prawica i radykalna prawica byc moze istnialy, lecz
zachodnia prasa nie chciala jej widziec. Byc moze chcielismy
bohaterow z ruchu "Solidarnosci" i gdyby nasi
dziennikarze podkreslali ciemniejsze podbrzusze "Solidarnosci"
(jakies oznaki fundamentalistycznej religijnosci, jakies
oznaki antysemityzmu, jakies oznaki nietolerancji lub autorytaryzmu),
wtedy nie byloby latwo zrobic z przywodcow "Solidarnosci"
bohaterow zimnej wojny. Po trzecie, byc moze przywodztwo
"Solidarnosci" tamowalo wszelkie niemile przejawy
ze strony co skrajniejszych elementow ruchu.
Ostatnia dyskusja panelowa miala dla wielu dziwaczny tytul:
"Kobiety i mezczyzni". Skoncentrowalismy sie tutaj
na dwoch powiazanych ze soba tematach, czy raczej - jednym
temacie ogladanym pod dwoma katami widzenia: po pierwsze,
rola, jaka odegrala "Solidarnosc" w stworzeniu
w Polsce normy mezczyzny; po drugie, jej konsekwencje, jaka
mialo to dla kobiet walczacych w ruchu "Solidarnosci"
i kobiet zyjacych w obecnej Polsce.
Jak przedstawiaja sie kryteria mezczyzny w dzisiejszej
Polsce i jak ksztaltowaly je doswiadczenia "Solidarnosci"?
Moze to sprawiac wrazenie dziwnego pytania, lecz podejrzewam,
ze wydarzenia lat osiemdziesiatych odegraly pewna role w
ksztaltowaniu wspolczesnego modelu mezczyzny. Ethos walki
lat podziemia i strajkow; wzmocnienie patriarchatu, ktory
przyszedl wraz z "emigracja wewnetrzna" - od publicznego
do prywatnego (tj. rodzinnego) zycia w latach osiemdziesiatych.
Wszystko to przyczynilo sie do pojawienia sie modelu "nowego
polskiego mezczyzny".
Jesli zadajemy pytania dotyczace kryterium polskiego mezczyzny,
to rowniez musimy zapytac o kryteria nowej polskiej kobiety.
Wiemy z licznych opisow, ze pod wszelkimi wzgledami byly
one istotne dla "Solidarnosci". Wiele fabryk z
kobieca zaloga znajdowalo sie w czolowce strajkow 1980 r.,
a gdy "Solidarnosc" zepchnieto do podziemia, kobiety
ogrywaly kluczowa role w utrzymywaniu calej struktury w
calosci. To przesadza o zasadnosci kwestii: jakie modele
meskosci i kobiecosci rzadzily w tych latach wzajemnymi
stosunkami miedzy mezczyznami i kobietami? Do jakiego stopnia
wolno bylo kobietom zajmowac kluczowe pozycje w "Solidarnosci"?
Do jakiego stopnia istnialy w "Solidarnosci" ograniczenia
dla kobiet. I dla mnie najwazniejsze pytanie ze wszystkich
- "w jaki sposob modele i normy lat osiemdziesiatych
wplynely na ksztalt relacji miedzy kobietami i mezczyznami
w Polsce lat dziewiecdziesiatych i nowego milenium?".
Istnieje mnostwo elementow zlozonego i zroznicowanego ruchu
"Solidarnosci", ktore nie znalazly sie w standardowej
historii o powstaniu, upadku i ponownym wzlocie "Solidarnosci".
Wiele rzeczy nie powiedziano, gdy ograniczono historie "Solidarnosci"
do epickiej batalii o wolnosc miedzy"spoleczenstwem"
a "rezimem". o
-------------
*Dwudniowa konferencja na Uniwersytecie Michigan w Ann
Arbor zorganizowana zostala z okazji 20. rocznicy powstania
NSZZ "Solidarnosc". Z wykladami wystapili dzialacze
polityczni i naukowcy z Polski i USA. Na zakonczenie konferencji
mial miejsce doroczny wyklad kopernikanski, przedstawiony
przez prof. Bronislawa Geremka, pt. "The Lessons of
Solidarity".
tlum. i oprac. ck
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |