PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (6 pazdziernika 2000)


ALINA ZERANSKA

Pisarz niedoceniony

W czasie wypadu do Nowego Jorku na zebraniu u przyjaciol pilismy mocno - tak Jack opowiadal mi niegdys w Pittsburghu swoja piekna, bezbledna polszczyzna o tym, jak doszlo do wydania w maju 1967 r. jego pierwszej ksiazki The Thousand Hour Day. - Mialem juz mocno w czubie, gdy zaczalem wychwalac sie, jaka pisze wspaniala ksiazke. A siedzial kolo mnie jakis jegomosc i dopytywal sie, o czym ta ksiazka. Po wodce staje sie wymowny, wiec zaczalem mu wykladac o polskiej wojnie, a on koniecznie chcial zobaczyc maszynopis. Pojechalismy wiec do mnie i przez reszte nocy czytal pierwsze rozdzialy nie ukonczonej ksiazki. Gdy switalo, powiedzial mi, ze jest jednym z redaktorow firmy wydawniczej The Dial Press. Wkrotce juz mialem kontrakt.

Tak zaczela sie kariera literacka W.S. (Wieslawa Stanislawa) Kuniczaka, ktorego nazywano w Ameryce Jack. Mial juz wtedy 37 lat, a dotad mala byla nadzieja, by zamilowanie do pisania przynioslo mu slawe. Pisal stale, lecz... do szuflady. Wydawcow nie interesowaly jego awanturnicze i szpiegowskie fantazje w stylu Jamesa Bonda. Mial juz "na sumieniu" szesc powiesci i mnostwo opowiadan, ktore - sam przyznawal - ze byly kiepskie. Napisal tez kilkaset wierszy, ktore uwazal za dobre. - W ten sposob uczylem sie rzemiosla - mowil. - Pisanie jest nalogiem. Gdy sie skonczy jedno, trzeba natychmiast wypelnic pustke.

Wieslaw mial dziewiec lat, gdy wybuchla wojna i opuscil Polske wraz z rodzina. Wzrastal w cieniu dramatu ojczyzny. Ojciec Wieslawa byl pulkownikiem polskiego wojska i potem w Anglii wybitna osobistoscia w kolach polskich uchodzcow, piastujac az do smierci w latach 70. stanowisko prezesa Towarzystwa Ziem Wschodnich. Jack byl wiec dzieckiem emigracji, wychowanym w duchu polskim i tradycjach wojskowych. Ale gnal go w swiat niespokojny duch. W latach 60. porzucil nauke i dom rodzinny, walesal sie, zyl z polowu lososi w Szkocji, byl kierowca taksowki w Paryzu, pracowal w winnicach Francji, wreszcie wyladowal w Ameryce.

Gdy Kuniczak zaczal pisac o Polsce, nie byly wiec to jego wspomnienia, ale czul potrzebe przelania na papier sprawy gleboko nurtujacej go w duszy. Ten jego debiut literacki opisuje krwawy, polski wrzesien. Badanie historii, zbieranie materialow nawet z pomoca ojca zajelo mu trzy lata. Powiesc miala tez co najmniej piec wersji, a stron jest w The Thousand Hour Day przeszlo 600. Pisal dalej glownie w Meksyku, mieszkajac w namiocie albo w chatce gdzies nad morzem w warunkach zupelnie prymitywnych, zyjac doslownie z byle czego. Zarabial troche oprowadzajac turystow po ruinach cywilizacji Majow.

Ksiazka ukazala sie w 25 tysiacach egzemplarzy, co bylo dla debiutujacego pisarza w Ameryce sporym nakladem. Wnet zakupil prawa do niej jeden z prestizowych klubow ksiazkowych Book of the Month i rozprowadzil cwierc miliona egzemplarzy. Powiesc doczekala sie tez potem taniego wydania w miekkiej oprawie i szeregu tlumaczen. Bylo wiele entuzjastycznych recenzji. Slynny pisarz Irving Stone nazwal ksiazke Kuniczaka "oszalamiajacym osiagnieciem, ktore z pewnoscia zajmie miejsce wsrod wielkich powiesci ostatniej wojny".

Jest to jednak ksiazka troche nierowna, ma dluzyzny. Przydalby sie jej dobry redaktor, a miala az trzech kolejno i zaden nie zajal sie nia nalezycie. Sceny batalistyczne sa tam jednak wspaniale, na miare Sienkiewicza i Tolstoja. Tak pieknej, tak wstrzasajacej opowiesci o Westerplatte, jaka nam dal Kuniczak, nie znajdziemy w calej bogatej polskiej literaturze wojennej.

Wsrod polskich czytelnikow odzywaly sie krytyczne glosy. Panowie ze starszego pokolenia zakrzykneli: - Jak moze o tym pisac ktos, kto tego sam nie przezyl! Wyszukiwano najdrobniejsze niescislosci. A przeciez Kuniczak nie napisal rozprawy historycznej, tylko powiesc. Jest nasza cecha narodowa, ze lubimy krytykowac rodakow, ktorzy cos osiagneli. Rozmawialam z ludzmi, ktorzy ksiazki wcale nie czytali lub tylko pierwszy rozdzial, a juz wszystko wiedzieli, "co tam jest do skrytykowania".

Kuniczak byl tym slusznie rozgoryczony. Objezdzajac Ameryke z odczytami tez przysporzyl sobie wrogow. Wyrazal bowiem czasem nieprzychylne opinie o Polonii amerykanskiej. Krytykowal niedostateczne piecie sie po drabinie naukowej i spolecznej, brak wplywow politycznych, niedostatek wybitnych artystow i profesorow, co w istocie wowczas mialo miejsce.

Kuniczak nie uwazal sie nigdy za historyka, niemniej tak w pierwszej jego ksiazce, jak i w nastepnej The March tlo historycznych wydarzen jest bardzo wazne, jest wlasciwie celem, a fikcyjni bohaterowie sluza do zilustrowania go. Nikt przedtem nie opowiedzial Amerykanom tak dokladnie i tak obrazowo, jak to bylo. Amerykanie nie mieli wowczas pojecia o tragedii narodowej, jaka stala sie dla Polakow okupacja sowiecka, opisana w Marszu. Juz od roku 1970 Kuniczak byl zaglebiony w pracy nad ta druga ksiazka, wymyslil juz nawet dla niej tytul. Miala to byc opowiesc o aresztowaniach i wywozkach we Lwowie w latach 1939 i 1940, o wiezieniach sowieckich, o masakrze w Katyniu, o zeslaniu na syberyjskie pustkowia, wreszcie o heroicznym marszu dwoch milionow ludzi ze wszystkich katow lodowatego kontynentu, wynedznialych wiezniow i polzywych zeslancow w lachmanach, ktorzy bez zadnej pomocy, na wlasna reke, na otwartych platformach kolejowych, zyjac z zebraniny od wioski do wioski wsrod dzikich szczepow azjatyckich, splywajac rzekami - zdazyli do tworzacego sie w Zwiazku Sowieckim polskiego wojska.

Bylo to bowiem, zdaniem autora, wydarzenie historycznie niebywale. "Nie byli to po prostu ludzie - pisal - lecz gigantyczna manifestacja niezlomnego ducha ludzkiego, ludzkiej nieugietej woli przezycia za wszelka cene i ludzkiej potrzeby wolnosci, jakkolwiek te wolnosc sobie wyobrazali".

W skromnym mieszkaniu w dzielnicy artystow i studentow w Pittsburghu na biurku Kuniczaka rosl stos zapisanych kartek. Marszu nie mozna bylo jednak napisac nie wychodzac z pokoju. Trzeba bylo zaglebiac sie w materialy w bibliotekach Londynu, rozmawiac z ludzmi, ktorzy "przeszli Rosje". Nawet pojechac do Polski. Tam przedstawiciele czynnikow rzadowych PRL probowali naklonic Kuniczaka do zaniechania pisania tej ksiazki, w zamian za obietnice wydania Dnia o tysiacu godzin w Polsce w tlumaczeniu.

Kuniczak wyruszyl w swiat i porwal go wicher niespodziewanych wydarzen. Zaplatal sie w afere z narkotykami i dostal sie do tureckiego wiezienia. Z pomoca ruszyla mu wowczas ta krytyczna i nie doceniajaca jego tworczosci Polonia amerykanska. Podawala mu pomocna dlon jeszcze wielokrotnie, gdy popadal w rozne tarapaty. Po powrocie do Ameryki zaopiekowala sie nim Fundacja Kosciuszkowska, poparla go Liga Pisarzy i amerykanski Pen Club, ktoremu wowczas prezesowal Jerzy Kosinski. Wielu Amerykanom polskiego i niepolskiego pochodzenia zalezalo, by Kuniczak pisal dalej i wspierali go. Wtedy firma wydawnicza, wowczas jedna z najwiekszych i najpowazniejszych w Ameryce, Doubleday & Co., tez przyszla z pomoca.

Duzo wczesniej, bo w rok po debiucie, Kuniczak probowal swych sil w oderwaniu od polskosci. Ukazala sie wtedy jego druga ksiazka Sempinski Affair, niewielka szpiegowska historia chyba wyciagnieta z szuflady. Minela bez echa, utalentowanemu pisarzowi zaangazowanemu w powazna sprawe polskiego dramatu narodowego nie przyniosla chluby. Po powrocie do Ameryki, przy wsparciu Fundacji Kosciuszkowskiej, wyszla nakladem Doubledaya, z lepszym skutkiem, jego ksiazka My Name is a Million ogromnie wartosciowa dla dobrego imienia polskiego w Ameryce. Jest to ilustrowana, pieknie wydana historia Polonii amerykanskiej i wybitnych Polakow, ktorzy odegrali w Ameryce wyjatkowa role. To ksiazka swietnie pomyslana i napisana.

Wreszcie we wrzesniu 1979 r. po dziesieciu latach pracy (choc z przerwami) The March - wydany nakladem Doubleday, tez z pomoca Fundacji Kosciuszkowskiej - ukazal sie na polkach ksiegarskich. Jest to praca prawdziwie monumentalna, wynik kolosalnego wysilku, setek wywiadow, listow, spotkan. Powiesc, oprocz obszernego tla historycznego, ktore jest tu sprawa najwazniejsza, ma interesujaca akcje prywatna, wiele watkow, wielu bohaterow. Jeden z glownych bohaterow - Abel - pochodzi z calkowicie spolszczonej rodziny zydowskiej. To pochodzenie jest niewazne i dla niego, i dla jego dziewczyny, Polki, laczy ich bowiem milosc.

Problem zydowski ujawnil sie juz w pierwszej ksiazce Kuniczaka, z cala sila wystapil w Marszu. Usiluje on pokazac, jak zroznicowana byla ludnosc zydowskiego pochodzenia w Polsce i jak nie mozna jej traktowac jednolicie. Jeden wuj Abla, major polskiego wojska, polski patriota - ginie w Katyniu. Drugi jego wuj jest fanatykiem - syjonista i miedzynarodowym terrorysta. "W Polsce - pisze Kuniczak - 100 000 Zydow przeszlo na katolicyzm i przestalo byc Zydami. Milion pozostalo zydami w sensie religijnym, lecz uwazalo sie za Polakow. Duza czesc odeszla calkowicie od religii i nie wiedziala, kim jest, jeszcze inna czesc ledwie zaczela wydobywac sie spolecznie, ekonomicznie i kulturowo ze sredniowiecznego zacofania".

W okupowanym Lwowie Kuniczaka strach jest wrecz dotykalny. Czarne sowieckie wozy kraza po miescie o zmroku. Gina ludzie bez sladu, adwokaci i robotnicy, lekarze i szewcy. Nocami kryja sie po parkach cale rodziny. Tymczasem NKWD oproznia kamienice. W porannej mgle odjezdzaja na wschod bydlece wagony z zakratowanymi oknami. Nazywa sie to "dobrowolnym przesiedleniem".

Biegu wypadkow poprzedzajacych masakre katynska, dzien po dniu, godzine po godzinie ani samego morderstwa nikt nie odtworzyl tak obrazowo, jak Kuniczak. Ich smierc przezywamy wraz z polskimi oficerami, ktorzy - jadac na stracenie - nie mogli sobie wyobrazic, by w XX stuleciu moglo miec miejsce podobne bestialstwo. Opis masakry na Morzu Bialym jest pierwszym powazniejszym wyobrazeniem tej niebywalej zbrodni. Nie ma na to dowodow, nie otwarto dokumentow, jesli sie jakies zachowaly. Tu posluzyla Kuniczakowi wyobraznia. W tych dramatycznych scenach Kuniczak jest najlepszy, niezrownany.

Z kazdej kartki Marszu bije nienawisc do wojny, tego "ludzkiego szalenstwa". Heroizm niedobitkow zdazajacych do wolnosci rzekami, drogami, ze zboczy Uralu, z bezmiernych stepow i lasow przedstawiony jest na miare tragedii greckich. Kuniczak analizuje odwieczny problem ludzkich reakcji w momentach najciezszej proby - bohaterstwo, samozaparcie i gre najnizszych instynktow. Marsz to szczyt tworczosci Kuniczaka.

Nie zostal jednak amerykanskim bestsellerem. Jest to ksiazka na to zbyt powazna. Byla tez moze zbyt polska w czasach, gdy jeszcze nie mielismy "Solidarnosci" i Polska sie nie interesowano. Dziwic sie tylko mozna, ze tak malo siegnelo po nia osob polskiego pochodzenia. Nie jest to latwa lektura, ale kto przeczytal - nie moze jej zapomniec.

Trzeci tom trylogii polskiej Kuniczaka Veledictory (Doubleday, 1983) to powiesc osnuta na tle historii dywizjonu 303 w Wielkiej Brytanii w czasie wojny. Jest dobrze napisana, interesujaca, ale nie dorownuje poprzednim ani rozmiarem, ani napieciem dramatycznym. Po niej Kuniczak nie stworzyl juz nic wiecej wlasnego. Zamiar tlumaczenia Trylogii Sienkiewicza narodzil sie wczesnie. Juz w latach 60. zaawansowany byl w pracy nad Ogniem i mieczem. Dramat Wieslawa Kuniczaka polegal jednak na tym, ze chcial byc pisarzem tylko amerykanskim, ale nie potrafil stworzyc niczego wartosciowego w oderwaniu od polskosci. Polska byla jedynym jego natchnieniem. Dlatego zwrocil sie do Sienkiewicza, w nim szukal poratowania.

Tlumaczenie moze tez byc literatura, co tak wspaniale udowodnil nam Boy-Zelenski. Ale Kuniczaka ponosilo jego pioro. Jego Trylogia odbiegla daleko od oryginalu, co byloby dopuszczalne w przypadku, gdyby zamiast - tlumaczenie - napisal, ze jest to adaptacja. Mamy kilka swietnych adaptacji - skroconych dla mlodziezy powiesci Dickensa. Piszac z mysla o wspolczesnym amerykanskim czytelniku moze i Trylogia zyskalaby na skroceniu, ale przerobka Kuniczaka jest dluzsza od oryginalu. Zmiana nazwisk bohaterow jest tez nie do strawienia, bo przeciez nigdy w tlumaczeniach nie zmieniano nawet tak trudnych imion bohaterow greckiej ani rosyjskiej literatury.

Kuniczak na Sienkiewiczu nie zrobil fortuny, ale jednak sporo Amerykanow polskiego pochodzenia i Polakow kupowalo te ksiazki w Ameryce, chocby dla swoich dzieci. Sa napisane z talentem, interesujaco. Wiele tez Kuniczak w ostatnich latach zycia doznal za nie zaszczytow w Polsce, otrzymal wiele wyroznien, wiele pochwal. W swietle tych faktow trudno zrozumiec, dlaczego w ostatnim wydaniu Encyklopedii Popularnej PWN nie mozna znalezc nazwiska W.S. Kuniczaka.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail