Koniec epoki
Smierc Jerzego Giedroycia oznacza wiecej niz tylko koniec Kultury. Jest
takze koncem epoki. Jesli przyjmiemy periodyzacje literatury emigracyjnej na
trzy wyrazne okresy - literature Polski walczacej, literature emigracyjna i
literature powstajaca za granica - dzialalnosc Giedroycia, Instytutu Literackiego
i wydawnictwo Kultury, mimo ze bezposrednio wywodzi sie z zolnierskiego
eposu II Korpusu, pokrywa sie niemal dokladnie z okresem drugim: poczatkiem
i koncem literatury emigracyjnej - politycznie jednoznacznie okreslonej, wobec
komunizmu nieprzejednanej.
Powstala w lipcu 1947 roku Kultura przetrwala pod redakcja zalozyciela
i tworcy Instytutu Literackiego az do miesiaca jego smierci, do wrzesnia roku
2000. Ukazalo sie w okresie przeszlo pol wieku 636 regularnie wydawanych numerow
miesiecznika. Rekord w dziejach literatury emigracyjnej nie do przekroczenia,
epoka wyraznie zakreslona historycznie, gdyz mimo oficjalnego zakonczenia okresu
emigracyjnego przekazaniem insygniow prezydenckich - trwajaca przez nastepne
dziesieciolecie w wielu formach manifestacji kulturalnej raczej niz politycznej.
Od razu nalezy zwrocic uwage na tytul miesiecznika okreslajacy jego charakter
i zadanie: Kultura, a nie na przyklad Polityka, ktora Giedroyc
od 1937 roku redagowal, ani tez nie nawiazujacy do tradycji przedwojennej (jak Wiadomosci Grydzewskiego). Kultura z podtytulem Szkice, opowiadania,
sprawozdania - mowiacym o tresci miesiecznika dosyc dokladnie, mimo kolejnych
zmian dyktowanych biezaca problematyka. Kultura w tym samym formacie,
ukladzie i objetosci prawie nie zmienionymi w czasie piecdziesieciu przeszlo
lat. Dzielo jednolite, zwarte, najwierniej odbijajace indywidualnosc i stanowisko
redaktora. Dzielo zycia Jerzego Giedroycia, wraz z jego odejsciem zamykajace
epoke. Trwale. Dawniej, obecnie i na przyszlosc. Potrzebne, a moze nawet konieczne
do zrozumienia zjawiska emigracji. Omawiajac w nowym tomie Niepodleglosci wydana w Warszawie korespondencje miedzy Giedroyciem a Andrzejem Bobkowskim,
nazwalem ja dialogiem o istocie emigracji, do tego bowiem sprowadzala sie wymiana
pogladow obu piszacych - ludzi o trzezwych, realistycznych pogladach i niezwyklym
poczuciu humoru.
Trudno natomiast sie zgodzic z opinia Adama Zagajewskiego, ktory zaraz po smierci
redaktora Kultury oswiadczyl, ze "razem z Witoldem Gombrowiczem Giedroyc
przyczynil sie do nowej definicji polskosci. To, co Gombrowicz osiagal przez
polemike, przez satyre i drwine, Giedroyc uzyskiwal przez rezyserie polityczna,
przez wprowadzenie nurtu trzezwego, antylondynskiego, przez sprzeciw wobec naturalnego
polskiego kombatanctwa, przez krytyke zrozumialych nawet pretensji politycznych
i terytorialnych. Korespondencje Giedroycia z Gombrowiczem czyta sie jak listy
dwoch architektow polskosci" (Gazeta Wyborcza, 15 wrzesnia 2000). Wypowiedz
co najmniej dziwna, jesli sie pamieta, ze Zagajewski jest autorem zbioru wierszy Jechac do Lwowa, zrozumiala moze dla tych, ktorym obce jest owo "naturalne
polskie kombatanctwo" (?), natomiast razaca poczucie kazdego, komu sprawy te
pozostaly bliskie. Nawet Czeslaw Milosz piszacy w tym samym wydaniu Gazety okazal sie bardziej obiektywny, gdy powiedzial o Giedroyciu, ze "dzieki niemu
powstala ta mala tratwa, ktorej mogli sie uczepic rozbitkowie w literaturze,
jak Gombrowicz czy ja". Totez przypisywanie redaktorowi Kultury roli
"architekta polskosci" przyjac mozna jedynie pod warunkiem wlasciwego rozumienia
polskosci - odmiennego od wykrzywionej wizji stworzonej przez autora Trans-Atlantyku i Slubu, wizji ujetej z perspektywy slynnej juz Gombrowiczowskiej "geby".
Wystarczy porownac korespondencje Giedroycia z Bobkowskim i z Gombrowiczem,
zeby zobaczyc, jak ta pierwsza omawiala sprawy dla Polski najistotniejsze, podczas
gdy w drugiej glownym tematem bylo zdobywanie przez Giedroycia coraz to nowych
funduszow dla rozpieszczonego krotkotrwalym przedwojennym powodzeniem pisarza,
ktory chcial ciagle pozostac enfant terrible polskiej literatury, typem
czlowieka, jaki moj ojciec Julian zwykl okreslac ladnym neologizmem "infantylek".
Wspomniana przed chwila seria wypowiedzi na temat Giedroycia zawiera wiecej
podobnych kuriozalnych stwierdzen ("konstatacji", jak mowia dzisiaj w kraju
krytycy usilujacy udawac swiatowcow), m.in. wypowiedz Aleksandra Hrycenki, dyrektora
Panstwowego Instytutu Polityki Kulturalnej w Kijowie. Swoja pochwale redaktora Kultury zaczyna on od slow: "Glowna rola Giedroycia polegala na naprawianiu
szkod wyrzadzonych stosunkom miedzy naszymi narodami tworczoscia Sienkiewicza.
Setki malych i duzych przedsiewziec inicjowanych przez Giedroycia oczywiscie
nie byly w stanie zasypac tej przepasci, jaka wyrzadzila Trylogia". Wydaje
sie, ze dyrektor Hrycenko nie tylko nie zrozumial roli Kultury, ale ze
nie przeczytal Trylogii i w dalszym ciagu operuje nacjonalistycznym,
najweziej pojetym obrazem stosunkow polsko-ukrainskich. Bez Trylogii malo kto dzis pamietalby o dumnej historii Kresow w Rzeczpospolitej Obojga Narodow.
I tu raz jeszcze napotykamy nierozlaczny styk kultury i literatury tak doskonale
reprezentowany przez Jerzego Giedroycia, zwlaszcza w sprawach dotyczacych Rosji.
Bez wzgledu na to, co sie z nimi stalo i co dzisiaj o nich sadzimy, Borys Pasternak
i Aleksander Solzenicyn byli w ubieglych dziesiecioleciach czolowymi reprezentantami
postepowych tendencji w Rosji Sowieckiej, a ich ksiazki stanowily kamienie milowe
w odklamywaniu historii. Zarowno Doktor Zywago, jak i Archipelag Gulag, Oddzial chorych na raka czy Krag pierwszy wydane zostaly w polskim
tlumaczeniu w serii Biblioteki Kultury w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych,
kiedy w Polsce w dalszym ciagu drukowano autorow slawiacych sowiecki socrealizm,
a czolowy owczesny rusycysta Andrzej Drawicz wciaz jeszcze nie odwazal sie na
promowanie niezaleznej literatury rosyjskiej. Raz jeszcze dalekosiezna wizja
Jerzego Giedroycia o mile wyprzedzala to, o czym w Polsce ledwie odwazano sie
szeptac.
Dochodzimy tu do czesto zaniedbywanego w omowieniach watku dzialalnosci redaktora Kultury, a mianowicie stworzenia i utrzymywania przez lata Instytutu
Literackiego - jednej z najwazniejszych placowek literatury na emigracji, mogacej
sie poszczycic przeszlo pieciuset pozycjami wydawniczymi, wsrod ktorych przeszlo
sto trzydziesci to pokazne tomy kwartalnika Zeszyty Historyczne. Lista
autorow i tytulow wydanych w Bibliotece Kultury, serii ukazujacej sie w pamietnej
szarobialej okladce, obejmuje nie tylko czolowych pisarzy emigracyjnych, zgodnie
bowiem ze swa polityka otwarcia na kraj Giedroyc coraz czesciej zaczynal publikowac
ksiazki autorow krajowych reprezentujacych drugi, nieoficjalny nurt literatury,
dopiero po okresie "Solidarnosci" skonsolidowany w tzw. drugim obiegu. Wystarczy
przypomniec, ze juz w 1958 roku Instytut drukowal powiesci Marka Hlaski,
potem Leopolda Tyrmanda i Henryka Grynberga, nastepnie Apelacje Jerzego
Andrzejewskiego, ze Zasypie wszystko, zawieje... Wlodzimierza Odojewskiego
otworzylo temu pisarzowi droge na Zachod, ze drukowali tam Kazimierz Brandys,
Andrzej Szczypiorski, Jaroslaw Marek Rymkiewicz, nie mowiac juz o Stefanie Kisielewskim,
ktory jako Tomasz Stalinski opublikowal pod okladkami Instytutu Literackiego
kilka swoich - naowczas rewelacyjnie smialych - powiesci politycznych... Rownoczesnie
Giedroyc nie zapomnial o autorach emigracyjnych, drukujac powiesci, opowiadania
i poezje pisarzy tak w tym nurcie literatury waznych, jak Czeslaw Milosz, Witold
Gombrowicz, Jozef Mackiewicz, Waclaw Iwaniuk, Andrzej Bobkowski, Danuta Mostwin,
Tadeusz Nowakowski i dziesiatki innych, tworzacych przebogata panorame literatury
emigracyjnej. Przypomniec tu raz jeszcze nalezy, ze Nagrode Nobla Milosz dostal
m.in. dzieki temu, ze utwory jego znane byly na Zachodzie w serii wydawnictw
Instytutu Literackiego. Rzadko sie dzis o tym mowi, jeszcze mniej pamieta, jak
wielka byla rola Jerzego Giedroycia jako jednoosobowego komitetu wydawniczego
Instytutu Literackiego, co w warunkach krajowych wymagaloby kilkudziesieciu
dobrze oplacanych etatow.
Zeszyty Historyczne, regularnie od lat omawiane na lamach Przegladu
Polskiego, stanowia osobna chlubna pozycje w serii wydawnictw Instytutu
Literackiego. Wydawane co kwartal z godna podziwu regularnoscia, przynosily
mnostwo nowych materialow nie tylko z dziedziny historii, ale kultury polskiej
w najszerszym tego slowa znaczeniu. Publikowane tu byly prace autorow najczesciej
- ale nie tylko - emigracyjnych, przewaznie dotyczace historii najnowszej, przy
czym kilka Zeszytow... poswiecono drukowi monograficznych wspomnien,
opracowan i dyskusji o tej samej najczesciej tematyce. W sumie staly sie one
jednym z czolowych periodykow historycznych, stanowiacym bezcenne zrodlo wiadomosci
o sprawach, o ktorych w kraju przez lata "nie trzeba glosno mowic", jak je okreslil
tytulem swojej - ogloszonej przez Instytut Literacki - powiesci z okresu II
wojny swiatowej Jozef Mackiewicz.
Przypomniec tez warto, ze wsrod wydawnictw Instytutu Literackiego ukazywaly
sie serie: Dokumenty (1955-1986), Archiwum rewolucji (1964-1967)
i Bez cenzury (1977-1981), zeby zdac sobie sprawe z istotnie gigantycznej
pracy, jaka podjal i niestrudzenie prowadzil Jerzy Giedroyc.
Wspominajac Wiadomosci nazwalem je kiedys magnesem diaspory; dzisiaj,
zegnajac redaktora i jego Kulture powiedziec moge, ze bylo to sumienie
nie tylko diaspory, ale Polski istniejacej pod kazda szerokoscia geograficzna,
wszedzie tam, gdzie mieszkaja ludzie po polsku czujacy, rozrzuceni kolejami
losu ostatnich lat szescdziesieciu. Tak jak zmienia sie oblicze nowej Polski,
tak zmienia sie charakter emigracji. Zmiany te wymagaja nowego sposobu myslenia
i dzialania. Nie bedzie wiec przesada powtorzenie poczatkowego stwierdzenia,
ze wraz z odejsciem Jerzego Giedroycia odchodzi cala epoka. To nie tylko koniec Kultury, jak z pewna, latwo wyczuwalna satysfakcja sugeruje tytul w Gazecie
Wyborczej. To istotnie koniec epoki. I od nas tylko zalezy, jaka po niej
nastapi.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |