PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 wrzesnia 2000)


JANUSZ WROBEL

Prymas

Na ekrany kin w Polsce wszedl film Prymas. Przedpremierowy pokaz w Teatrze Polskim w Warszawie byl wydarzeniem polityczno-kulturalnym z udzialem premiera Jerzego Buzka, prymasa Jozefa Glempa i wielu innych znanych postaci. Obecni byli oczywiscie rowniez tworcy: rezyserka Teresa Kotlarczyk i wybitni aktorzy, a wsrod nich Andrzej Seweryn odtwarzajacy postac glownego bohatera, Prymasa Tysiaclecia. Film, oparty na zapiskach wieziennych Stefana Wyszynskiego z lat 1953-1956, traktuje o najtrudniejszym okresie jego zycia, kiedy przyszlo mu w samotnosci stawic opor calej potedze totalitarnego panstwa. Przez kilka lat przywodce polskiego Kosciola przetrzymywano w roznych miejscach odosobnienia, poddawano ostrym rygorom i brutalnym naciskom. Postawa kardynala, pelna godnosci i poswiecenia, stanowi jedna z najpiekniejszych kart tamtej ponurej epoki.

Pierwsze recenzje sa zachecajace. Podkresla sie, iz jest to film wazny a zarazem popularny, majacy szanse trafic do mlodych widzow, ktorzy stanowia zdecydowana wiekszosc publicznosci polskich kin. Rezyserka siegnela po sprawdzone wzory amerykanskie - zrealizowala film grozy, traktujac kluczowy etap walki komunistow z Kosciolem jako starcie mocy zla z mocami dobra. Silna strona jest rowniez doskonala obsada aktorska. Ponadto Prymas jest szeroko i umiejetnie reklamowany, co moze miec istotne znaczenie dla sukcesu, zwlaszcza komercyjnego.

Powodzenie filmu moze odegrac ogromna role w edukacji mlodego pokolenia, dla ktorego wczesny okres PRL-u jest zamierzchla historia, rownie malo znana i zrozumiala jak dzieje starozytne. Dotychczas polska historiografia i literatura nie stworzyly dziela ukazujacego okres stalinowski w sposob prawdziwy, a zarazem ciekawy i popularny. Film ma w tej dziedzinie wieksze osiagniecia. Czlowiek z marmuru Andrzeja Wajdy w latach 70. odniosl wielki sukces w kraju i za granica, teraz przed taka szansa stoi Prymas.

Film o kardynale Wyszynskim trafi z pewnoscia do polonijnych sal kinowych w Stanach Zjednoczonych, znajdzie sie rowniez w wypozyczalniach kaset. Zanim jednak Panstwo go obejrza, warto przypomniec historyczny kontekst, w jakim rozgrywa sie jego akcja. Bez chociazby podstawowej znajomosci sytuacji Kosciola w latach poprzedzajacych uwiezienie prymasa trudno bowiem o zrozumienie calej zlozonosci i grozy sytuacji, w jakiej znalazl sie kardynal Stefan Wyszynski.

Stalinizm to chyba najbardziej dramatyczny okres w dziejach polskiego Kosciola. Co prawda juz w okresie zaborow Kosciol poddany byl rozlicznym ograniczeniom, szykanom, a nawet przesladowaniom, nigdy jednak nie stanal w obliczu panstwa totalitarnego, ktore z zasady nie tolerowalo zadnej instytucji niezaleznej. Starcie z panstwem bylo w tej sytuacji nieuchronne, ale poczatki Polski Ludowej wcale tego nie zapowiadaly. Komunisci skupiali w swych rekach cala realna wladze i mieli oparcie w potedze armii sowieckiej, ich pozycja w kraju nie byla jednak silna. Wiekszosc narodu traktowala ich wrogo lub co najmniej podejrzliwie, a antykomunistyczna konspiracja niepodleglosciowa miala szerokie poparcie. Zmierzajac do ugruntowania swej wladzy przywodcy Polskiej Partii Robotniczej dzialali wiec rozwaznie, stosowali gwalt i terror, ale rowniez bardziej wyrafinowane metody. Dopoki byli slabi, starali sie uniknac konfrontacji z Kosciolem, ktorego autorytet w katolickim kraju byl ogromny, umocniony jeszcze w okresie okupacji, kiedy to kler dzielil tragiczny los narodu, czesto stajac w pierwszym szeregu walki i meczenstwa. O znaczeniu Kosciola swiadczy chociazby fakt, iz w 1945 r. w Poznaniu na zwolany przez komunistow wiec przybylo kilka tysiecy ludzi, podczas gdy na nabozenstwie celebrowanym przez prymasa Hlonda bylo dziesiatki tysiecy wiernych.

Pierwsze lata powojenne to okres umizgow wladz do Kosciola. Komunisci zdawali sie respektowac uczucia religijne i przywiazanie Polakow do tradycji chrzescijanskiej. Zgodzili sie, aby piesn Kiedy ranne wstaja zorze rozpoczynala program radiowy, a partyjni ateisci, z Boleslawem Bierutem na czele, uczestniczyli w procesjach Bozego Ciala. Tenze Bierut zakonczyl prezydencka przysiege slowami: Tak mi dopomoz Bog, a nad trumna poleglego gen. Karola Swierczewskiego duchowny katolicki odprawial egzekwie. Co wazniejsze, wladze przystaly na wydawanie gazet katolickich - krakowskiego Tygodnika Powszechnego i Tygodnika Warszawskiego. Wznowil rowniez dzialalnosc Katolicki Uniwersytet Lubelski.

Episkopat, zdajac sobie sprawe z ogromu odpowiedzialnosci, jaka na nim ciazyla, dzialal bardzo ostroznie i rozwaznie. Przede wszystkim staral sie zapewnic klerowi i wiernym jak najszersze pole swobodnego dzialania, a zarazem unikal konfrontacji z wladzami. Prymas August Hlond w jednej ze swych homilii stwierdzil, iz Polska "predzej niz inne narody (...) znajduje w swym goracym a chrzescijanskim patriotyzmie pogodzenie zdrowej rewolucyjnej tresci czasu z wiara ludzi". Mozna to bylo odczytac jako ostrozna akceptacje zmian nastepujacych w Polsce przy jednoczesnym nacisku na zachowanie tysiacletniego dorobku polskiego chrzescijanstwa. Przychodzilo to Kosciolowi tym latwiej, ze spoleczenstwo bylo po wojnie w wiekszym stopniu jednolite wyznaniowo niz przed 1939 r. 90% Polakow stanowili katolicy, co w dlugiej historii Rzeczypospolitej, panstwa wielonarodowego i wielowyznaniowego nigdy wczesniej nie mialo miejsca.

W pierwszych kilku latach rzadow komunistow satosunki wladza-Kosciol, chociaz oficjalnie poprawne, nie byly jednak sielanka. W rzeczywistosci z kazdym rokiem nasilala sie ofensywa ateistyczna, a walka o wyrugowanie wplywow kleru katolickiego z zycia spolecznego nabierala ostrosci. Dowodow na to bylo coraz wiecej. Juz w 1945 r. wladze uniewaznily konkordat ze Stolica Apostolska. Udzielily poparcia grupie tzw. postepowych katolikow Boleslawa Piaseckiego, odgrywajacej role "piatej kolumny" w srodowisku katolickiej inteligencji. Na prowincji nasilaly sie szykany i represje wobec ksiezy, ktorzy odwazyli sie popierac opozycje antykomunistyczna.

Sytuacja zaczela zmieniac sie jeszcze na gorsze po sfalszowanych wyborach do Sejmu Ustawodawczego i powstaniu PZPR. Po rozbiciu zbrojnego oporu i wyeliminowaniu legalnej opozycji komunisci poczuli sie pewniej. W partii wziely gore tendencje nasladowania we wszystkim Zwiazku Sowieckiego, odsunieto od wplywow grupe Wladyslawa Gomulki, ktora opowiadala sie za "polska droga do socjalizmu". Kosciol jako ostatnia niezalezna instytucja w kraju stal sie teraz glownym obiektem ataku komunistycznego aparatu panstwowego.

W pierwszej polowie 1949 r. zarysowala sie nowa polityka rzadu wobec Kosciola. Wladze postanowily zmusic Episkopat Polski do zawarcia formalnego porozumienia z rzadem, ktore potwierdziloby prymat panstwa i stanowilo formalne uznanie ze strony Kosciola dla dokonanych zmian ustrojowych. Chodzilo o to, zeby raz na zawsze zamknac usta tym duchownym, ktorzy otwarcie dawali wyraz swemu negatywnemu stosunkowi do komunizmu. Aby osiagnac ten cel nie cofano sie przed metodami, ktorych dotad w stosunkach z Kosciolem nie stosowano.

Przedstawiciele rzadu po raz pierwszy zaczeli oskarzac niektorych biskupow o kolaboracje z Niemcami, a ponadto obwiniano wielu ksiezy o wspolprace z grupami antypanstwowymi. Brzmialo to nieslychanie groznie, tym bardziej ze zdecydowanie pogarszala sie sytuacja miedzynarodowa, Stolica Apostolska tracila jakikolwiek wplyw na to, co dzialo sie za zelazna kurtyna, a w kraju szalal stalinowski terror. Bezpieka nocami porywala ludzi, aresztowano bohaterow Armii Krajowej pod sfingowanymi zarzutami szpiegostwa lub wspolpracy z gestapo.

Na czele polskiego Kosciola stal juz w tym czasie Stefan Wyszynski, ktory po zakonczeniu wojny szybko zyskiwal na znaczeniu. Mianowany w 1946 r. biskupem lubelskim zostal najmlodszym czlonkiem Episkopatu Polski, a juz w dwa lata pozniej, 12 listopada 1948 r. papiez Pius XII wyniosl go do godnosci arcybiskupa metropolity gnieznienskiego i warszawskiego i prymasa Polski. Dla uwaznego obserwatora zycia Kosciola jego kariera nie mogla byc jednak zaskoczeniem. Wszechstronnie wyksztalcony, zarazem majacy doswiadczenie w pracy duszpasterskiej wsrod prostych ludzi, promieniujacy gleboka wiara i silna wola wydawal sie najlepszym kandydatem na przywodce Kosciola w trudnych czasach, ktore wlasnie nadchodzily.

Ksiadz prymas nie byl przeciwnikiem porozumienia z panstwem, ale nie zamierzal godzic sie na wszystkie warunki komunistow. Rozmowy z rzadem byly trudne i prowadzono je w atmosferze wzmagajacych sie naciskow. Do czego zdolni byli komunisci - pokazywal przyklad Wegier, gdzie juz w koncu grudnia 1948 r. aresztowano prymasa Jozsefa Mindszenty'ego. Wkrotce skazano go na dozywotnie wiezienie. W Polsce siegnieto po bardziej wyrafinowane metody wywierania presji. We wrzesniu 1949 r. wladze powolaly do zycia grupy tzw. ksiezy patriotow, skladajace sie z duchownych szantazem lub przekupstwem sklonionych do wspolpracy z aparatem bezpieczenstwa. Kolejnym ciosem bylo odebranie episkopatowi zasluzonej organizacji charytatywnej i opiekunczej Caritas. Jakby tego nie bylo dosyc, aresztowano biskupa Kowalskiego z Pelplina, a w kontrolowanych przez partie gazetach co rusz ukazywaly sie artykuly atakujace Kosciol.

Prymas Wyszynski nie poddawal sie jednak latwo naciskom. Rozumial dobrze cala groze polozenia, ale nie zamierzal kapitulowac. Pragnal porozumienia, gdyz po wypowiedzeniu konkordatu wladze nie liczyly sie ani z prawem kanonicznym, ani nie chcialy respektowac dotychczasowych zasad funkcjonowania Kosciola. Prymas uwazal, ze ustepstwami uda sie doprowadzic do kompromisu, ktory zmusi takze wladze do przestrzegania prawa. Sadzil, iz ta droga osiagnie rodzaj "zawieszenia broni", zyska na czasie, uchroni Kosciol przed konfrontacja, ze wszystkimi jej tragicznymi konsekwencjami dla duchowienstwa i wiernych. Liczac sie z zastrzezeniami Stolicy Apostolskiej, nieufnie podchodzacej do jakichkolwiek porozumien z komunistami, bral na siebie cala odpowiedzialnosc za skutki podpisania pierwszego w dziejach formalnego porozumienia pomiedzy Kosciolem a komunistycznym panstwem.

Porozumienie zawarto w kwietniu 1950 roku, co natychmiast wladze oglosily jako swe wielkie zwyciestwo. Rzeczywiscie, na krotka mete moglo sie tak wydawac, ale jak pokazala przyszlosc, krok ten nie byl wcale porazka Episkopatu Polski. Biskupi, tak jak chcial rzad, nawolywali wiernych do wzmozonej pracy nad odbudowa kraju, deklarowali poparcie dla zabiegow o uznanie nieodwracalnosci przylaczenia do Polski ziem odzyskanych, potepiali niemieckich rewizjonistow, zgodzili sie na stwierdzenie, ze kierowac sie beda w sprawach swieckich polska racja stanu oraz beda naklaniac cale duchowienstwo do nieprzeciwstawiania sie kolektywizacji wsi. Episkopat Polski wypowiedzial sie rowniez przeciwko "naduzywaniu uczuc religijnych w celach antypanstwowych".

Kosciol szedl na kompromis, ustepowal wladzom w wielu sprawach, ale i sporo osiagnal. Deklaracja w sprawie kolektywizacji opatrzona byla stwierdzeniem, iz ma sie ona odbywac na zasadzie dobrowolnosci. Zapisano w porozumieniu, ze w sprawach wiary najwyzszym autorytetem dla Kosciola pozostaje papiez. Zapewniano prawo do nauki religii w szkolach, wladze zobowiazywaly sie nie przeszkadzac uczniom w praktykach religijnych poza szkola. Zagwarantowane zostalo dalsze istnienie KUL-u, srednich szkol katolickich, stowarzyszen prowadzacych dzialalnosc dobroczynna, a takze zakonow. Wladze zobowiazaly sie nie stawiac przeszkod w kultywowaniu tradycyjnych form religijnosci, w tym procesji i pielgrzymek.

Zawarcie porozumienia dalo Kosciolowi chwile wytchnienia, ktora nie trwala jednak dlugo. Zaznaczyly sie wyrazne roznice w podejsciu do realizacji porozumienia. Prymas Wyszynski uwazal, ze Kosciol poczynil maksymalne ustepstwa na rzecz wladz, te zas uznaly, iz porozumienie jest tylko wstepem do dalszych ustepstw episkopatu. Juz w styczniu 1951 r. bezpieka aresztowala biskupa kieleckiego Czeslawa Kaczmarka, a w kilka dni pozniej odsunieto od sprawowania funkcji koscielnych administratorow koscielnych na ziemiach zachodnich. Otwieral sie nowy okres konfliktu panstwa z Kosciolem. U jego progu prymas Polski uzyskal jakze cenne wsparcie ze Stolicy Apostolskiej. Podczas pierwszej wizyty w Watykanie w tym charakterze uzyskal aprobate dla swych decyzji od Piusa XII, ktory wypowiedzial znamienne, prorocze slowa: Polonia fara da se - Polska da sobie rade sama. Wyrazem zaufania dla prymasa bylo rowniez pozniejsze wyniesienie go do godnosci kardynalskiej.

Po powrocie do kraju Stefan Wyszynski stanal w obliczu nowych trudnosci. Prawie kazdy dzien przynosil informacje o aresztowaniach duchownych, szykanach wobec wiernych, poczynaniach wladz zmierzajacych do zlamania jednosci Kosciola. Prymas mial nadal wole kompromisu, posuwal sie nawet do przychylnych gestow (jakim bylo np. wyslanie zyczen urodzinowych prezydentowi Bierutowi), ale nie spotykal sie ze zrozumieniem strony rzadowej.

Ostateczny atak nastapil 9 lutego 1953 r., kiedy to wladze wydaly dekret o obsadzaniu stanowisk koscielnych za zgoda rzadu. Na to juz prymas nie mogl sie zgodzic, gdyz oznaczaloby to rezygnacje z niezaleznosci Kosciola, jego rozbicie, podporzadkowanie panstwu, a w efekcie zniszczenie. W poczatkach maja na historycznej sesji plenarnej Episkopatu Polski opracowano memorial, ktory podpisany przez kardynala Stefana Wyszynskiego wyslano do Bieruta. Ten niezwykly dokument zakreslil granice ustepstw, poza ktora Kosciol sie nie mogl cofnac. Czytamy w nim: "Gdy postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji koscielnej jako narzedzia wladzy swieckiej, albo osobista ofiara - wahac sie nie bedziemy. Pojdziemy za glosem apostolskiego naszego powolania i kaplanskiego sumienia, idac z wewnetrznym spokojem i swiadomoscia, ze do przesladowania nie dalismy najmniejszego powodu, ze cierpienie staje sie naszym udzialem nie za co innego, lecz tylko za sprawe Chrystusa i Chrystusowego Kosciola. Rzeczy Bozych na oltarzach cesarza skladac nam nie wolno. Non possumus".

Wladze zrozumialy, iz dalsze naciski na nic sie zdadza. Pozostalo zastosowanie przemocy. 25 wrzesnia 1953 r. w poznych godzinach nocnych do siedziby prymasowskiej przy ul. Miodowej w Warszawie zalomotali funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego. Gdy wpuszczono ich do srodka, okazalo sie, ze na podstawie decyzji rzadu PRL przybyli aresztowac prymasa Polski. Wkrotce kawalkada aut bezpieki wywiozla kardynala do Rywaldu, pierwszego z czterech miejsc, gdzie byl wieziony w latach 1953-1956.

Ostatnie dni zapisaly niezwykly epilog do tej ponurej historii sprzed blisko polwiecza: pion sledczy Instytutu Pamieci Narodowej rozpoczal sledztwo w sprawie uwiezienia prymasa.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail