PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (22 wrzesnia 2000)


WITOLD SULKOWSKI

Piekny widok

W Teatrze Polskim w Waszyngtonie odbyla sie swiatowa prapremiera sceniczna nowej sztuki Slawomira Mrozka Piekny widok. Brzmi to nieprawdopodobnie, a jednak wlasnie tak bylo. Piekny widok, publikowany w ubieglym roku w Dialogu, mial byc wystawiony w Teatrze Wspolczesnym, ale przetarg z autorem wygrala telewizja i polscy widzowie mogli jak dotad obejrzec nowego Mrozka tylko w TV, skadinad w doskonalej obsadzie (z Janda, Gajosem i Wakulinskim). Jednakze po premierze telewizyjnej teatry w Polsce najwyrazniej postanowily z Pieknym widokiem poczekac. Teatr Polski w Waszyngtonie, dzialajacy (przynajmniej na razie) poza kalkulacja komercyjna, wystawil te sztuke kierujac sie najprostsza zasada. Rezyser (Sylvia Daneel) przeczytala tekst w Dialogu i uznala, ze warto sprobowac. W ten sposob Waszyngton, ktory jesli chodzi o intensywnosc zycia polskiego wlecze sie daleko za Nowym Jorkiem i Chicago, znalazl sie raptem w awangardzie.

Zanim opowiem o swiatowej premierze Pieknego widoku Mrozka kilka slow o waszyngtonskim teatrze. Rok temu wystawil on komedie Mariana Hemara Pierwiastek z minus jeden. Byla to rowniez, jesli sie nie myle, swiatowa prapremiera. Jednakze po jednym , skadinad udanym przedstawieniu, o ktorym napisalem zreszta bardzo przychylna recenzje w Przegladzie Polskim, nastapila dluga, dluga cisza. Teatr nie znalazl wtedy w sobie dosyc sily, zeby przebic sie na zewnatrz, poza stolice, gdzie publicznosci polskiej jest akurat na jedno, najwyzej dwa przedstawienia w duzej sali teatralnej, jaka dysponuje zespol dzieki uprzejmosci wladz Arlingtonu pod Waszyngtonem. Miejmy nadzieje, ze tym razem bedzie inaczej, zwlaszcza ze spektakl Mrozka jest nieporownanie ciekawszy od pierwszego, a takze - co nie jest bez znaczenia - bardziej "przenosny": dwojka aktorow i prosta scenografia, czyli da sie go przy pewnych uproszczeniach wystawic w kazdej sali.

Sztuka Mrozka sklada sie z dwoch pozornie nie zwiazanych ze soba scen z udzialem Mezczyzny i Kobiety. Tytulowy Piekny widok rozposciera sie w scenie pierwszej z balkonu hotelowego, a w drugiej z okienka strozowki. Obie sceny laczy jednosc miejsca - nadmorska miejscowosc gdzies na Balkanach (jakby okolice Dubrownika). W ukladzie scenicznym ten widok to my - publicznosc. Aktorzy, pokazujac sobie chmury, morze, nadbrzeze czy tez mezczyzne pijacego pod barem piwo, pokazuja na nas - widzow. Bardzo dobry chwyt sceniczny, jeden z wielu, ktorymi obdarzyla nas Sylvia Daneel i jej zespol. Z tego, co mowia aktorzy na scenie, piekno widoku jest mocno przesadzone. Morza widac kawalek i z daleka, miasteczko, niegdys kurort, jest mocno podupadle i wyludnione. Ostatnia wojna byla tu bardzo niedawno, a nowa byc moze zaczyna sie wlasnie w tej chwili.

Para z pierwszego aktu, ktora przyjechala tu na urlop, rezerwujac zawczasu miejsce, probuje zachowywac sie normalnie, po wczasowemu, mimo ze w opustoszalym hotelu nic nie dziala, a w miescie wszystko jest pozamykane lacznie z restauracja. Wyglada jakby malzonkowie, byc moze z Polski, byli tu jedynymi turystami. Pierwsza pojawia sie w pokoju hotelowym zona, a za nia zdyszany maz z walizami, ktore musial wtaszczyc na gore z braku dzialajacej windy. Malzenstwo stara sie rozgoscic w niewygodnym pokoju, a ich nieustannej, jakby toczonej od lat malzenskiej sprzeczce towarzysza uporczywe zaloty meza, ktory wyraznie ma ochote na milosc wlasnie tu i teraz. Zona, nie wiedziec czemu, droczy sie i grymasi, a ta pospolita sytuacja rozgrywa sie w znakomitym, przewrotnie dowcipnym Mrozkowskim dialogu. Po dlugich przepychankach maz i zona decyduja sie spozyc jako preludium "romantyczna kolacje". Dyrekcja hotelu, przepraszajac za zamkniecie restauracji dostarczyla im do pokoju wiktualy - salami, napoczeta butelke wina i chleb. "Wspanialy, balkanski chleb", zachwyca sie maz, wachajac z zachwytem dostepny w kazdym wiekszym sklepie chleb pita. Tymczasem na zewnatrz dzieje sie cos niepokojacego. Maz, ktory zauwazyl to cos, pierwszy stara sie odwrocic uwage zony od "pieknego widoku", ale wreszcie szydlo wychodzi z worka. Na dachu sasiedniego domu czai sie snajper z karabinem z luneta. "Nie celuje przeciez w nasza strone, a wiec nic nie powinno nas to obchodzic" - tlumaczy maz spanikowanej zonie, czujac, jak wizja upojnej nocy po romantycznej kolacji zalamuje sie w oczach. Gasnie swiatlo - awaria elektrycznosci - i zaraz pada strzal.

W scenie drugiej, ktora rozgrywa sie w zapuszczonej strozowce miejscowego muzeum w tej samej (prawdopodobnie) miejscowosci, dowiemy sie (choc nie do konca), kto strzelal i do kogo.

Sztuka Mrozka jest miedzy innymi zagadka kryminalna. A takze moralitetem na temat wspolczesnego swiata. Stroz ze sceny drugiej jest terrorysta-dezerterem, ukrywajacym sie i przed swoimi dawnymi mocodawcami i przed agencjami wywiadowczymi. Nawiedza go kaprysna turystka, ktora na chwile zostawila meza na przystani przy piwku. Moze jest ona tylko szukajaca przygod damulka, ale moze tez byc agentka kontrwywiadu, ktora przyszla stroza-terroryste zlikwidowac.

Tozsamosc czlowieka, a takze mozliwosc oceny moralnej i intelektualnej jego dzialan sa w swiecie wspolczesnym - wedlug Mrozka - zamazane i niejasne, a sytuacje, w ktorych bohaterowie sie znajduja - niejednoznaczne i trudne do calosciowego opisu.

W Teatrze Polskim w Waszyngtonie w obu scenach wystapila para tych samych aktorow: Irena Jarocka i Wieslaw Malachowski. Malachowskiego chwalilem juz przy okazji pierwszej waszyngtonskiej premiery. Tym razem pokazal jeszcze wieksza klase i szersza skale mozliwosci aktorskich - sztuka Mrozka zapewne stworzyla mu po temu lepsza sposobnosc. Malachowski potrafi bawic widza przedluzajacym sie w nieskonczonosc smakowitym ciagnieciem wina z butelki, zakladaniem dzinsow (w jedna nogawke), a takze nakrywaniem do stolu, gdy podspiewujac kretynska arietke z Cyrulika sewilskiego podgrywa jednoczesnie torreadora, poslugujac sie obrusem. Ale nie zawsze jest tylko blaznem... czasem pokazuje zmeczone i smutne, bardzo ludzkie oblicze. Ten aktor o wspanialym talencie, sprawdzony w przeszlosci na wielkich scenach w Polsce, prowadzi na co dzien w Waszyngtonie firme kontraktorska.

Irena Jarocka, swietna piosenkarka i gwiazda estrady, nigdy nie bawila sie dotad w aktorstwo dramatyczne. Grajac w obu scenach Pieknego widoku kaprysne, pretensjonalne i zadne wladzy nad mezczyzna baby, postawila na "przesade teatralna", co doskonale miescilo sie w mrozkowskiej konwencji. Uwierzyc w wiarygodnosc jej kreacji bylo tym latwiej, ze jest to kobieta bardzo przystojna i obdarzona sceniczna charyzma.

Warto powiedziec tez pare slow o oszczednej, ale inteligentnej scenografii (wiadomo, ze licha scenografia moze polozyc kazde przedstawienie), o bardzo dobrych kostiumach (Jarocka przebiera sie prawie nieustannie) i o starannej oprawie dzwiekowej. Dzieki temu na waszyngtonskiej swiatowej prapremierze scenicznej Pieknego widoku Slawomira Mrozka zobaczylismy nie tylko znakomita sztuke w dobrym wykonaniu, ale tez przezylismy pelne i bogate wydarzenie teatralne.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail