DANIELA SCOTT
Zycie i smierc pieknej Lilki
Recenzje
tej ksiazki mozna by zamknac w kilku slowach: zwyczajny
tytul - niezwykla tresc, bo tez parusetstronicowa biografie
Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, "Lilki", czyta sie niczym
sensacyjna powiesc. W parze z atrakcyjnym popularyzatorskim
podaniem idzie rzetelny, naukowy warsztat biografa.
To prawda, ze wiele watkow podjeto tu wtornie, w slad za
wczesniejszymi publikacjami, ale przeciez wartosc monografii
polega wlasnie na zebraniu w jednym miejscu rzeczy najcenniejszych
a rozproszonych, na prostowaniu niescislosci poprzednikow
i na dodawaniu zupelnie nowych, nieznanych faktow.
Chyba zadna dotad z prac o Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej,
wlaczajac wspomnienia siostry poetki Magdaleny Samozwaniec,
nie przybliza czytelnikowi tak plastycznie specyfiki czasow
i nie charakteryzuje tak celnie srodowisk przedwojennej
polskiej inteligencji tworczej, jak praca Elzbiety Hurnikowej.
I chyba w zadnej nie zebrano w calosc tylu watkow i tylu
szczegolow na temat rodowego gniazda Kossakow. Mamy wiec
podana jak na dloni historie zycia Marii, wpisana w dzieje
paru pokolen Domu, mamy cala "Kossakowke" z galeria postaci
wokol niej krazacych, magnetyzmem tego miejsca i rola, jaka
odegralo ono w naszej kulturze czasow tuz przed odzyskaniem
przez Polske niepodleglosci az do drugiej wojny swiatowej.
Obszerna, liczaca 22 rozdzialy monografia poswiecona Marii
Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jest wiec takze i monografia
Kossakow.
Hurnikowa podkresla, iz magiczna sile gniazdo Kossakow
zawdzieczalo glownie Wojciechowi Kossakowi. Znany malarz,
modny i podziwiany, pomimo charakteru bon-vivanta i pasji
namietnego kobieciarza nigdy nie zaniedbal rodziny. Przeciwnie:
z ogromna energia zabiegal o jej pomyslnosc finansowa, ubostwial
dzieci i zone, a swoj dom uznawal za jedyne prawdziwie szczesliwe
i inspirujace miejsce na ziemi.
Mocna strona ksiazki sa: dbalosc o szczegoly w kresleniu
obrazu, specyficzna malarskosc znana zreszta juz i z poprzedniej
pracy tej samej autorki (Natura w salonie mody, Warszawa,
PIW 1995), tez poswieconej Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej,
wykwintny jezyk, wartka narracja, umiejetnosc stopniowania
dramatyzmu opisu.
Nie sposob tez nie dostrzec bardzo istotnej cechy tej monografii:
"niepomnikowego" traktowania bohaterki: Elzbieta Hurnikowa
potrafi skreslic przekonujacy i budzacy sympatie psychologiczny
portret pieknej Lilki, nie rezygnujac rownoczesnie z bardzo
krytycznej analizy cech jej osobowosci.
A byla poetka w pierwszej i sredniej mlodosci stworzeniem
egoistycznym, kochajacym zbytek. Obie siostry Kossakowny,
nawet jako juz zamezne kobiety, byly wyjatkowo rozpieszczane
przez rodzicow: bez miary kupowano im luksusowa, droga odziez
i kosztowne cacka, fundowano liczne zagraniczne wojaze.
W tym kontekscie nie dziwi fakt, ze romantyczna, zagubiona
w swiecie marzen i nieokielznana w namietnosci milosnej
Maria okazywala sie nieraz wyjatkowo trzezwa w sprawach
materialnych i taka pozostala az do wybuchu drugiej wojny
swiatowej.
Na poczatku ksiazki poznajemy wielkookie, rozpieszczone,
piekne, drobne stworzenie o czulej naturze. Dramatyzm opowiesci
o pieknej Lilce ulega stopniowemu cieniowaniu: oto paroletnia
dziewczynka, cala w falbankach i kokardach, ulega wypadkowi
- lamie reke, a pozniej zostaje poddana nieumiejetnej terapii.
Niektorzy autorzy wspomnien pisza wyraznie o garbie, inni
- ze jej lopatka byla tylko lekko zdeformowana, czasem jest
mowa o gruzlicy kosci...
W kazdym razie, od chwili wypadku, przez cale zycie postura
Lilki pozostanie skrzywiona. Byc moze - podobnie jak u Slowackiego
- umiejetnie maskowany defekt fizyczny, zrodlo wielkiego
kompleksu, bedzie przyczyna rzucenia swiatu wielkich wyzwan.
Nie tylko poetyckich.
Biografka powiada:
"Nic nie bylo w stanie poprawic postawy dziewczynki: niewlasciwie
zastosowana dlugotrwala kuracja spowodowala, ze Lilka miala
nieco wystajaca lopatke, a figura jej stracila wlasciwe
proporcje. Przez cale zycie zmuszona byla maskowac ow defekt
figury ubiorem, powiewnymi szalami i miekkimi tkaninami".
Zapewne wlasnie kalectwo stanowi klucz do odczytania kompleksow
i zrozumienia namietnych przygod z mezczyznami w dojrzalym
zyciu poetki. Serc, jesli wierzyc tym, ktorzy o niej pisali,
zdobyla bowiem wiecej niz mezow.
Nieprawdopodobnie wprost brzmi historia zaledwie rok trwajacego
pierwszego malzenstwa z mlodym, przystojnym polskim szlachcicem,
oficerem wojska austriackiego Wladyslawem Bzowskim (slub
w 1915 r.), uniewaznionego przez Kosciol katolicki. Powod
rozpadu? Tez zaskakujacy i raczej wymyslony przez sprawnych
adwokatow, wynajetych dla Lilki przez Kossakow, niz prawdziwy:
ozieblosc plciowa mlodej, 23-letniej zony. Bo przeciez ta
rzekomo oziebla zona Bzowskiego, to w rzeczywistosci natura
namietna, erotycznie rozbudzona do granicy nimfomanii. Gdy
sie jednak szczegoly biografii zlozy w jedna calosc, widac
jak daleka od nimfomanii byla w istocie Maria. Jej biologiczna
niemal zadza stanowila raczej przejaw desperackiego poszukiwania
meskiego idealu.
Lilka uspokoi sie na czas jakis w objeciach Jana Pawlikowskiego,
z ktorym nawiazala goracy, ukrywany w glebokiej tajemnicy
romans jeszcze w czasie trwania malzenstwa z Bzowskim. Wprawdzie
pisala od dziecinstwa, ale w czasach romansu ze swym przyszlym
mezem staje sie namietnie, wrecz wybuchowo poetycka.
"Jestes moim bialym sniegiem szczytow - moim krokusem przeczystym
i moja dreczaca rozkosza - (...)
Nie zamykaj sie przede mna, kwiecie moj - Byles rozpostarty
jak powoj i czulam won Twojej duszy, mocna aksamitna, miodowa
budzaca boskie szczescie..." - pisze do niego.
Najpiekniejsze erotyki Pawlikowskiej pochodza z najwczesniejszego
okresu milosci do Jana Gwalberta i czasu calkowitego nim
oczarowania. Kim byl obiekt tak silnego pozadania i sprawca
szalonej ekspolzji poetyckiej?
Jan Gwalbert Pawlikowski pochodzil z bardzo znanej i zamoznej
rodziny polskich pozytywistow, milosnikow Tatr. Pawlikowscy
w Zakopanem (Koziniec), podobnie jak Kossakowie w Krakowie
prowadzili swoj salon towarzyski. Oba domy - i Pawlikowskich,
i Kossakow - przyciagaly zreszta podobne srodowiska artystyczne,
a w przypadku Pawlikowskich, takze naukowe.
Piekny Pawlikowski nie zaspokoil marzen Marii. Nie posiadajac
wyksztalcenia ojca i dziadka, raczej zdolny amator, niz
specjalista w jakiejkolwiek dziedzinie, nie umial zapewnic
obojgu zycia na odpowiednim poziomie. Porzuca zone i zakopianski
dom dla wiedenskiej trupy teatralnej, by w koncu, po dluzszym
okresie rozlaki z Maria, w tajemnicy zwiazac sie z mloda
tancerka.
Maria Pawlikowska, ktora nawet po rozwodzie (1925 r.) zywi
uczucie do meza, wdaje sie - jakby w odwecie - w szalony
romans (1927-1928 r.) z przystojnym Jose Sarmento de Beiresem,
Portugalczykiem, lotnikiem-rekordzista, poeta, dziennikarzem
i dzialaczem politycznym.
Jak pisze cytowana przez biografke siostra poetki Magdalena
Samozwaniec w swojej wspomnieniowej ksiazce Zalotnica
niebieska: "Ten daleki kochanek, to jak gdyby drugi
Jas tylko bardziej wykonczony, wycyzelowany".
Nie nalezy zdradzac w recenzji, w jaki sposob rozpoczela
sie i jak zakonczyla ta nieprawdopodobna milosna historia.
Podobnie jak i opisy innych przezyc poetki, czeka ona na
oko czytelnika.
Nowy rozdzial w zyciu Lilki otwiera jej przeprowadzka do
Warszawy w poczatku lat 30., spotkanie, a potem gleboka
przyjazn ze skamandrytami. Tej ostatniej biografka Pawlikowskiej
poswieca w ksiazce sporo uwagi.
Ten nowy akt przebiega takze pod znakiem wlasciwie malo
znanej w powojennej Polsce jej tworczosci dramaturgicznej.
Wiele, wiele sztuk z mniejszym lub wiekszym powodzeniem
wystawiano w przedwojennych teatrach. Niektore z nich wprowadzily
sporo towarzyskiego i tworczego zamieszania (Dowod osobisty,
Baba-Dziwo, Mrowki, Egipska pszenica i in.).
Pawlikowska jest juz wowczas nagradzana, uznana poetka
i wzieta dramatopisarka, zas hotel Bristol, gdzie ma pracownie
Wladyslaw Kossak, staje sie dla niej miejscem spotkan z
przyjaciolmi i wielbicielami.
Lotnik Sarmento dlugo pozostawal w jej poetyckiej pamieci
. W prawdziwym, nie poetyckim zyciu zastapili go inni lotnicy:
najpierw zaprzyjazniony z Maria przystojny Mieczyslaw Lisiewicz,
przyjaciel rodziny Kossakow, a potem, ok. 1934 r. jej przyszly
i ostatni juz maz Stefan Jerzy Jasnorzewski, "Lotek", mlodszy
od oblubienicy o prawie dekade.
Podroz zyciowa z "Lotkiem" jest ostatnia przygoda milosna
poetki. Historia tego malzenstwa to kronika losu nietypowej
zony polskiego lotnika, rzuconej przez los z wolnomyslicielskich
salonow Krakowa i Warszawy najpierw prosto w pustkowie bazy
lotniczej mlodego polskiego lotnictwa w Deblinie, a potem
- po wybuchu wojny - na emigracje.
Deblinski epizod, pierwszy "wygnanczy" w rozumieniu poetki,
stanowi jakby wspomnienie jej mlodzienczej malzenskiej przygody,
gdy to Lilka musiala zamieszkac z oficerem Bzowskim w nudnym
austriackim Modlingu. W tym malym garnizonowym miescie Maria
byla znudzona i bezradna w srodowisku austriackich oficerskich
zon, przy tym meza nie kochala.
Zona Stefana Jasnorzewskiego nie jest tamta 20-latka, lecz
aktywna tworczo, uznana w kregach kultury kobieta 40-letnia,
nadto w miare ustatkowana. Ciekawe, ze wciaz wymaga wsparcia:
a to ze strony zaprzyjaznionego z Kossakami bankiera, a
to ubozejacego rodzica, juz wtedy nekanego przez wierzycieli.
Przed sama wojna Wladyslaw Kossak popadl w ruine wskutek
"przeinwestowania" rozumianego jako zbyt intensywne wspieranie
ukochanych najblizszych oraz zbyt rujnujacego utrzymywania
nieruchomosci zakupionych jeszcze w okresie pienieznego
powodzenia.
Poetycka "kochanica" i mistyczka zafascynowana misterium
smierci, szatanem, swiatem nadprzyrodzonym, nagle w polowie
lat 30. staje sie dramatopisarka podejmujaca tematyke obecna
glownie w publicystyce spolecznej. Widzimy teraz Marie zabiegajaca
o wlasny sukces calkiem rozsadnie i nietypowo jak na poetke,
korespondujaca z bankami o ewentualnej pozyczce na samochod
i dom. Samochodem, nowym polskim fiatem, zdazyla sie jeszcze
nacieszyc, natomiast warszawskim sluzbowym mieszkaniem juz
nie, gdyz przydzielono je Stefanowi Jasnorzewskiemu doslownie
w przededniu wybuchu wojny.
Wrzesien 1939 r. to moment, w ktorym na zawsze zostaja
pogrzebane marzenia o spokojnym rodzinnym szczesciu: malzonkowie
Jasnorzewscy wyruszaja na emigracyjna tulaczke. Podroz przez
Rumunie i Francje zakoncza w malo dla nich przyjaznej Anglii.
Jasnorzewska czuje sie tam pokonana. Tak bardzo przywiazana
do rodziny - nagle okazuje sie pozbawiona wlasnego domu
i wlasnego miejsca na ziemi.
Elzbieta Hurnikowa bardzo precyzyjnie oddaje atmosfere
ostatnich tulaczych lat, smutnego rozdzialu przegranego
zycia poetki. Lilka desperacko probowala wpisac sie w otoczenie
emigracyjne, tworzyc wedle wlasnych standardow. Niestety,
srodowisko polskiej emigracji polityczno-wojskowej w Anglii
nie okaze sie idealnym odbiorca jej poetyckich przeslan,
a ona sama nigdy nie bedzie miec dlan zrozumienia. Zgorzknienie
i uczucie izolacji sa tym wieksze, ze oto przestaje istniec
krakowski dom Kossakow - taki, jakim go znala Maria: najpierw
(1942 r.) umiera niezastapiony, ukochany ojciec, potem (1943
r.) odchodzi matka - aniol opiekunczy rodu.
Juz na samym poczatku emigracyjnej egzystencji, w smutnej
atmosferze beznadziei tworczej i braku jasnych perspektyw
rodzi sie inna, calkiem nowa Maria. Znika bezpowrotnie egoizm
dawnej Lilki. Nie baczac na trudnosci pieniezne, borykajac
sie z powaznymi problemami egzystencjalnymi, z calych sil
wspiera krakowska liczna rodzine w "Kossakowce". Z Anglii
przez Szwajcarie sle dziesiatki paczek. Nie ma juz namietnej,
mlodej, impulsywnej Lilki. Jest starzejaca sie, niezmiennie
zaszokowana rzeczywistoscia emigrantka, skromna zona polskiego
zolnierza.
Wkrotce, w roku 1944, Maria Jasnorzewska jest juz powaznie
chora. Trafia do szpitala z diagnoza: nowotwor, ale mimo
choroby stara sie tworzyc, nawet towarzysko "plotkuje".
W liscie do Slonimskiego wspomina np. o "glupocie rodactwa",
o ambicjach, prostactwie, o niecheci wojskowych emigrantow
wobec malzonkow Jasnorzewskich. Jako podstawe niecheci wymienia
zazdrosc o to, ze oboje przebywali na emigracji jako para,
podczas gdy inni na ogol byli ze swymi rodzinami rozlaczeni.
Krytykuje srodowisko polskiego wychodzstwa nie po raz pierwszy:
jeszcze przed choroba pisze w liscie do meza (1941) stacjonujacego
w innym miescie:
"Nasze 'dziady' urzadzaja sobie wraz z ksiedzem wycieczke
autem do Glasgow i jezior szkockich. Orly nasze nie traca
czasu, tylko sie zabawiaja jak sie da, a potem beda blagowac
o zyciu pelnym trudow dla ojczyzny, ale ja to sprostuje".
Do Slonimskiego pisze takze o patetycznych domoroslych
polskojezycznych tworcach, niezle widac usytuowanych w strukturach
emigracyjnych wladz, zadajacych zapewne od poetki pochlebnych
recenzji swych utworow.
Na dowod literackiej ich slabosci przytacza fragment dialogu
pochodzacego z pewnego utworu scenicznego:
Jerzy:
Polska bedzie mocarna
Janusz:
A kiedy?
Jadwiga:
Kiedy przyjdzie noc czarna.
Gdy Bog da
... i komentuje:
"Ach Toleczku, co robic, az to banda. Mysmy sie nie orientowali,
co wkolo nas wyrasta, nieuki zarozumialcy.(...).
Oni by chcieli abysmy juz nic innego nie pisali tylko recenzje
o nich (...)".
Wojne pojmuje jako bardziej osobista, niz narodowa tragedie.
Zakreslajac ostre granice miedzy dobrem i zlem, za dobro
uwaza zycie, ktore pozostawila za soba, terazniejszosc jest
jedynie zlem. Probuje racjonalizowac: wojne trzeba jakos
przezyc, ale proba racjonalizacji konczy sie w wierszach
jedynie doznaniem bolu:
Nie czas zalowac rozy kiedy plona lasy
Nie czas lasow zalowac kiedy plonie swiat
Gdy obszar ziemski staje sie Sahara
Nie czas zalowac swiata gdy wznowil sie chaos
Jednak zaluje rozyi placze nad soba.
(Wojno, cozes ty za pani)
Wielozeszytowe notatniki z okresu choroby to juz zapiski
kobiety usilujacej beznadziejnie walczyc z nieuchronnym.
Operacje, naswietlania, konieczne zabiegi. Koniec zycia
Lilki przebiega na dodatek pod znakiem klopotow finansowych:
nie ma pieniedzy na kolejne operacje, pobyty w szpitalu
i leki. Bohaterska walke z niegodziwoscia losu, w imie przetrwania
swej Lilki prowadzi teraz juz nie ojciec poetki, lecz jej
kochajacy maz. Trzecia i ostatnia milosc jej zycia - Stefan
Jasnorzewski - zdal egzamin z wielkiego przywiazania i z
wielkiego czlowieczenstwa. Maria pisze w swoim pamietniku:
"Lotek jest nad-czlowiek. Cudak moj, taki wielki w uczuciu".
W dniu zakonczenia wojny, na 2 miesiace przed smiercia,
poetka pisze list do Tymona Terleckiego:
"Zaraz Panu powiem, dlaczego tak dawno nie daje znaku zycia.
Poniewaz nie zyje, ale choruje w okropny sposob".
Stefan Jasnorzewski byl z nia do konca. Sypial w szpitalu,
u stop swojej "Panny Robak", jak zwykl nazywac zone w swych
czulych listach.
Ostatnie slowa dziennika Lilki zapisane w koncu czerwca
1945 r.:
"Zdaje mi sie ze nie moge juz. Slabosc straszna -".
Zmarla majac niewiele ponad 50 lat, 9 lipca 1945 r. Lotek
tak pisal do przyjaciol:
"W ogole dziwie sie takze i mam zal do siebie, ze zyje,
ze potrafie jesc, chodzic mowic i pisac!".
Pelen rozpaczy, zagubiony i osamotniony Lotek mial powazne
klopoty z pogrzebem: wladze miasta Manchester nie chcialy
wydac pozwolenia na pochowanie Marii na lokalnym cmentarzu,
gdyz ani zmarla, ani jej maz nie byli obywatelami miasta.
Jakie byly dalsze losy Stefana Jasnorzewskiego - najwiekszej
i ostatniej milosci Lilki? Elzbieta Hurnikowa ukazuje w
swej ksiazce powojenne dzieje Lotka, jego zycie i smierc
rownie dramatycznie, jak zycie i smierc jego niezwyklej
ukochanej.
------------------
Elzbieta Hurnikowa, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (zarys
monograficzny). Wydawnictwo "Slask", Katowice 1999,
s. 431 plus ilustracje, nota o autorce.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |