KRZYSZTOF GLUCHOWSKI
Tajemniczy dyplomata
W opowiadaniu The Great Bear and the Pole Star, napisanym przez Polaka okreslajacego sie jako Agent Rzadu Narodowego - ktore ukazalo sie 15 lipca 1865 roku w redagowanym przez Karola Dickensa tygodniku All the Year Round- czytamy: "Chodzilem po poczekalni... gdy nagle spotkalem Mr. White'a, angielskiego wicekonsula w Warszawie; najbardziej prostolinijnego i najbardziej szlachetnego dzentelmena ze wszystkich osobistosci urzedowych, z jakimi kiedykolwiek mialem do czynienia...".
Niemala to pochwala. Kim wiec byl ten ideal? Zobaczmy, co mowia o nim Anglicy. Gdy zmarl, poruszenie jego smiercia bylo powszechne. Times tak opisuje jego pogrzeb: "Berlin, 31 grudnia 1891. Dzis rano odbyl sie pogrzeb sir Williama White'a w kosciele sw. Jadwigi... Wsrod kwiatow szczegolnie widoczny byl wspanialy wieniec od krolowej Wiktorii z szarfami ze slowami 'W dowod szczerego powazania i glebokiego zalu, Wiktoria R.I.'. Przy wezglowiu trumny lezal wieniec cesarzowej Fryderyki, a u stop - ofiarowany przez niemieckiego cesarza. Sultan przyslal polksiezyc z kwiatow. Lord i lady Salisbury wieniec i krzyz. Korpus dyplomatyczny w Konstantynopolu, ambasada brytyjska w Berlinie i lord z lady Rosebery rowniez przyslali wience... Krolowa Wiktorie reprezentowala osobiscie cesarzowa Fryderyka. Cesarz niemiecki wyslal generala von Witticha, szefa kancelarii wojskowej. Obok niego siedzial hrabia Caprivi, ktory z baronem von Marschallem Bibersteinem, sekretarzem stanu do spraw zagranicznych, i panem von Rottenburgiem reprezentowali ministerstwo spraw zagranicznych. Na rozkaz cesarza w uroczystosciach wziela rowniez udzial delegacja oficerow z Pulku Dragonow Krolowej Anglii. Gubernator Berlina general von Pape, general von Meerscheidt Hullesem, dowodca Korpusu Gwardii byli rowniez obecni. Oczywiscie, korpus dyplomatyczny byl silnie reprezentowany".
Jeszcze 29 grudnia 1891 r. ukazalo sie w Timesie wspomnienie posmiertne: "...Sir William Arthur White byl jednym z niewielu dostojnych dyplomatow angielskich, ktorzy moga byc nazwani self made men i to, co sie oficjalne nazywa sukcesem, zdobyl pozno. Ojciec jego, jak slychac, sluzyl w dyplomatycznej i kolonialnej sluzbie, nie osiagajac zadnego wysokiego stanowiska i na pewno nie byl w stanie przez potezna protekcje przyspieszyc kariery swego syna. Ogolnie mowi sie, ze ten ostatni zawdzieczal troche patronatowi jednej z dostojnych rodzin polskich, ktora czasami wspominal z wdziecznoscia i afektem i na pewno mial przez cale zycie silnie zarysowane polskie sympatie; lecz mozna przyjac jako ceche jego umyslu i sklonnosci, ze sympatie do narodu polskiego, pomimo ze naturalnie wzmocnione byly przez bliskie osobiste znajomosci z wieloma czolowymi rodzinami polskimi, nigdy nie przeslanialy i nie wykrzywialy jego sadu jezeli chodzi o wydarzenia polityczne. Choc mowil po polsku jak Polak i mial polski akcent mowiac po rosyjsku, z ktorym to jezykiem byl mniej obeznany, byl zupelnie wolny od na wpol mistycznych iluzji politycznych, w ktore tylu jego przyjaciol i znajomych wierzylo. Podczas sluzby w Warszawie nigdy sie nie skompromitowal oficjalnie przez bliskie znajomosci z tymi, ktorych uwazano, nie bez podstaw, za podejrzanych przez rzad rosyjski. O jego wczesnych latach wzglednie malo wiadomo, gdyz nie mial nic ze starczej gadatliwosci, ktora raduje sie w przywolywaniu scen i wydarzen z dziecinstwa i mlodosci. Pomimo ze byl obdarzony wspaniala pamiecia i zawsze gotowy otworzyc bogaty magazyn swych wspomnien tym, ktorzy wykazywali inteligentna ciekawosc w tych sprawach, wolal opowiadac o wydarzeniach majacych szersze, historyczne, a nie jedynie osobiste znaczenie.
Ukonczyl King William College na wyspie Man i nastepnie spedzil troche czasu w Cambridge, lecz zdaje sie, ze w chlopiecych i studenckich dniach nigdy sie nie wyroznial i w pozniejszym zyciu nigdy nie wykazal zadnej inklinacji do akademickiej kultury czy jakichkolwiek studiow, jezeli nie wlaczymy w to nauki zywych jezykow, w ktorych opanowywaniu mial wybitne wrodzone zdolnosci. Najbardziej interesowal sie terazniejszoscia i nawet jego dokladna wiedza historyczna zawsze byla scisle zwiazana z zagadnieniami bedacymi obecnie na drodze do rozwiazania. Ta tendencja wzrosla z postepem wieku. W pewnym okresie zycia musial czytac glownie zwykle prace o sredniowieczu i nowoczesnej historii, lecz w ostatnich latach szukal informacji w gazetach i periodykach raczej niz w grubych tomach i po ostroznym oddzieleniu ziarna od plew zachowywal pierwsze w tak metodyczny sposob, ze w potrzebie mogly byc zawsze natychmiast zaprezentowane. Prawdopodobnie zaden inny zyjacy czlowiek - a na pewno zaden zyjacy dyplomata - nigdy nie przeczytal tyle gazet tak inteligentnie i z taka korzyscia dla siebie. Wiadomosci tak zdobyte laczyly sie z jego wiedza zawodowa i wspomnieniami osobistymi. Prawdopodobnie bylo dla niego pomyslnym na dalsza mete, ze pozostawal tak dlugo na podrzednych stanowiskach, gdzie bylo stosunkowo malo rutynowej pracy, gdyz mial czas studiowac dokladnie w szczegolach wszystkie wazniejsze zagadnienia polityczne zwiazane ze wschodnia Europa. W dokladnej wiedzy tych zagadnien byl niezawodnie nieprzescigniony i mial niewielu rywali. Jego szeroka znajomosc ludzi i zasad procedury ulatwiala czasami przeciwdzialanie intrygom przeciw ktorym zwykly dyplomata, nawet najbardziej bystry i energiczny, bylby bezsilny. Moze najlepszym dowodem jego zdolnosci pod tym wzgledem jest fakt, ze byl czesto oskarzany przez intrygantow jako intrygant, gdy znajdowali swe tajne plany zaszachowane. Trzeba przypisac na jego konto, ze oskarzenia te byly bezpodstawne, pomimo ze mial wiele cech potrzebnych do pomyslnej intrygi i czesto stal wobec pokusy, by ich uzyc, choc zaden przygodny obserwator nie mogl podejrzewac tych cech, sadzac po jego wygladzie. Jego szczere, otwarte oblicze, nieopanowane maniery, donosny glos i pewna prawie wiejska nieporadnosc w ruchach, w zaden sposob nie sugerowaly dyplomaty typu Machiavellego, a jednak zaden czlowiek nie rozumial lepiej zawilosci i podstepow wschodniej dyplomacji czy tez wykazywal wiecej trzezwosci umyslu przy radzeniu sobie z nimi.
Jego zdolnosc dawania sobie rady z ludzmi Wschodu musi byc wprawdzie przypisana czesciowo faktowi, ze cale swe urzedowe zycie spedzil we wschodniej Europie. Od 1857 do 1864 mieszkal w Warszawie - poczatkowo jako urzednik, nastepnie jako wicekonsul, a w koncu jako pelniacy obowiazki konsula generalnego. Z kolei byl konsulem w Gdansku, gdzie przebywal do 1875, gdy mianowany zostal agentem i konsulem generalnym w Serbii, ktora byla wtedy jedynie panstwem wasalskim, dala mu jednak okazje wykazania swych dyplomatycznych zdolnosci i uzycia swej wyjatkowej znajomosci polityki wschodniej (...).
W 1886 sir William zostal mianowany specjalnym ambasadorem nadzwyczajnym i pelnomocnym w Konstantynopolu i od tego czasu zajmowal te pozycje. Poniewaz 'problem wschodni' pozostawal w stosunkowo uspionym stanie, nie mial duzej okazji do nadzwyczajnej dzialalnosci, jednak pozostawal stale czujny i wywieral niemaly wplyw na sprawy biezace tak, ze gdy dzieje 'problemu Wschodu' w czasie ostatnich 15 lat beda opisane, imie sir Williama White'a zajmie w nich podczas calego tego okresu wybitne i honorowe miejsce".
The Dictionary of National Biography uzupelnia, ze urodzil sie w roku 1824. Podaje tez, ze w czasie, gdy byl konsulem w Gdansku, w roku 1867 poslubil corke gdanszczanina Ludwika Rendziora, Katarzyne i ze mieli trzy corki. Tak wiec widzimy pogrzeb i pozegnanie dostojnego dyplomaty brytyjskiego, majacego zawsze i jedynie interesy imperium w sercu i na oku, za co wyrazaja mu wdziecznosc krolowa i narod. Co do sympatii polskich istnieje tylko mglista wzmianka o tajemniczej dostojnej rodzinie polskiej, ktora kiedys pomogla mu sie piac w gore i ktora serdecznie wspominal. W Warszawie najwazniejszym jego osiagnieciem bylo to, ze sie nie skompromitowal w oczach Rosjan swymi kontaktami z na wpol mistycznie myslacymi, podejrzanymi polskimi przyjaciolmi. O dziecinstwie i mlodosci niewiele dowiadujemy sie, gdyz ambasador byl bardzo dyskretny. W Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Wladyslawa Sikorskiego w Londynie istnieje Kolekcja sir Williama Arthura White'a. Znajdujemy tam i w Bibliotece Polskiej w Londynie w innych polskich zrodlach wiele wiadomosci o zyciu sir Williama, o ktorych dyskretnie nie wspominal. I nie nalezy sie dziwic. Z pochodzeniem matki sir Williama nie bylo tak ukladnie, jak to mowi jego haslo w The Dictionary of National Biography, ze Eliza Lili byla corka gen. dyw. Williama Gardinera Neville'a. To samo zrodlo bowiem, pod haslem "Gen. dyw. William Gardiner vel William Neville" podaje, ze byl on zonaty z Harriet, najmlodsza corka rev. sir Richarda Wrottesleya, z ktora mial syna i cztery corki i ze jadac do Polski w 1792 jako posel przy dworze Stanislawa Augusta, gen. Gardiner zostawil swa rodzine w Anglii. Gabriela Pauszer-Konowska w Pani na Pulawach pisze natomiast, ze kochanka jego byla Irlandka, pani Neuville, ktora po jego smierci, wraz z corka Lila, byla rezydentka w Pulawach "ze wzgledu - jak twierdzili wtajemniczeni - na blizsza przyjazn z ksieciem generalem". W zlosliwym pamietniku Historia mego zycia Aleksandra z Tanskich Tarczewska tak pisala o Lili: "Bedac szczesciem swej panny matki, nigdy nie miala zaszczytu znac swego pana ojca".
Marceli Handelsman z kolei pisze w swym dziele Adam Czartoryski: "... Ksiaze zabiegal rowniez z powodzeniem o umieszczenie w Warszawie Williama, syna Artura White'a, dawniejszego pulawskiego pracownika, o ktorego pochodzeniu od starszego ksiecia Czartoryskiego chodzily sluchy...".
Polskie zrodla mowia, ze nasz brytyjski dyplomata urodzil sie w Pulawach i pozniej w latach piecdziesiatych wystepuje w dokumentach jako "William Arthur Adam trzech imion White, obywatel krajowy".
Leon Chometowski, jeden z wspolwlascicieli Zagorzyc, w liscie do sedziego (prawdopodobnie Sztanderskiego) mieszkajacego w Warszawie pisze tak: "...przez Wo. Weit, ktory z rodu Anglik - wychowania Polak - i ktorego rekomenduje i polecam przyjazni kochanego sedziego - ...". Natomiast Wladyslaw Zamoyski, przyszly general, tak pisal z Londynu w liscie z 29 grudnia 1841, do swego wuja ksiecia Adama Jerzego Czartoryskiego: "White odbywa regularnie uniwersytet w Cambridge, uzupelni przez to swoje wyksztalcenie, zwlaszcza angielskie. Duzo mu w tym wzgledzie brakuje, a cecha cudzoziemca, ktora jest mocno napietnowany, moze mu przeszkadzac w umieszczeniu na jakims urzedzie, zwlaszcza w dyplomacyi. Pracuje przykladnie, zyskuje szacunek, a powoli czas wymusztruje go na John Bulla, nie zacierajac uczuc polskich, tak silnie rozwinietych...".
W tym okresie ojciec Williama, byly pracownik Pulaw, wprowadzony przez "Familie" Czartoryskich do brytyjskiej sluzby dyplomatycznej jako kurier Jej Krolewskiej Mosci, wozi poczte Hotelu Lambert. Nie zawsze byla ona niewinna. Zamoyski pisal w liscie z 2 lipca 1838 r.: "Wczoraj poczta donioslem, ze jedzie White do Warszawy za tydzien. Upraszam o nadeslanie tego, co mu warto dac, Skarbcow ze trzy przynajmniej. Wbijam w niego te zasade i jedna mysl, zeby w kraju wiedzieli, czem jest dzis Wuj i czem gotow zostac, skoro zablysnie pora, bo niedosc wiedza", a nastepnie w liscie bez daty: "Pytania topograficzne, podobne do statystycznych przez Sienkiewicza ulozone, trzebaby dac Whitowi, ktory jeszcze (tu) jest. Ma jechac z depeszami az do Stambulu, a stamtad zapewne na Odesse. Ma zadane sobie pytania od board of trade o zbozu w Polsce, ktore mu pozwola jezdzic po kraju dowolnie z wynagrodzeniem wydatku".
Miedzy innymi po zamachu w 1836 r. na niezaleznosc Krakowa Arthur White przywiozl petycje obywateli do rzadow angielskiego i francuskiego wraz z memorialem o stanie Krakowa. W liscie z 1 lipca 1840 r. Zamoyski pisze do ksiecia Adama, ze dla sir Stratforda Canninga do debaty w parlamencie o sprawach polskich "gotuje mu materyaly, wypisy jak zwykle. Mlody White pomaga mu i mnie". Piec lat pozniej w liscie z Londynu datowanym 25 czerwca 1845 r. Zamoyski pisze do ksiecia Adama: "Lord Canning na moje przedstawienia zapragnal widziec White'a, by uslyszec o projekcie umieszczenia we Wroclawiu konsula, ktoryby tam czuwal nad handlem znacznym, a razem nad stanem Krakowa, dokad droga zelazna bedzie mial szesc godzin. White znalazl go zainteresowanym do tej mysli, napisal przeto do Williama, aby sie udal do Wroclawia i nadeslal tu odpowiedzi akuratne na liczby handlowe i statystyczne zapytania. Lord Wharncliffe na moja prosbe daje Williamowi nominacye na oficera w pulku swoim yeomanry, aby mial w Warszawie mundur potrzebny".
Z listu tego wynika, ze William powrocil juz wtedy do Polski. W kazdym razie dokumenty w kolekcji White'a stwierdzaja, ze sie tam znajdowal w roku 1850, gdzie byl wlascicielem paru majatkow, a inne dzierzawil.
Marceli Handelsman natomiast pisze, ze "misje na tereny zagrozone dzialaniem wegierskim otrzyma pozniejszy urzednik konsulatu warszawskiego, a wychowanek domu Czartoryskich, mlody White".
Nic wiec dziwnego, ze dostojny ambasador nie mial ochoty opowiadac o swej mlodosci. Do konca zycia utrzymywal jednak zywe kontakty z polskimi przyjaciolmi, czego dowodem w jego kolekcji jest szereg polskich ksiazek opublikowanych w pozniejszych latach, ktore maja osobiste dedykacje dla niego od autorow. W kolekcji sir Williama znajduja sie tez dwa albumy. Sa one na pewno jednym z najcenniejszych zestawow oryginalnych materialow z okresu 1861-1864, pochodzacych ze zrodel patriotycznych zarowno krajowych, jak i emigracyjnych, a rowniez rosyjskich rzadowych i opozycyjnych, oraz wycinkow z prasy
polskiej, rosyjskiej, francuskiej i niemieckiej. Calosc ulozona jest chronologicznie. Roznorodnosc dokumentow jest imponujaca - od ulotek z okresu manifestacji patriotycznych, poprzez notatki o aresztowaniach, protokoly zeznan, przepustki na rozprawy sadow wojennych, zaproszenie dla White'a na przyjecie urzadzane przez margrabiego Wielopolskiego, paryska odezwe Mieroslawskiego, mowe Wladyslawa Czartoryskiego, londynskie ulotki Karakola, patriotyczne wiersze, po ulotki, wiadomosci z pola bitwy, odezwy i komunikaty Rzadu Narodowego i jego organow, jak Komenda Miasta, Skarb, Policja, opatrzonych 107 oryginalnymi pieczeciami. Sadzac po papierze z wodnym znakiem 1883 r., Mr. White wklejal te skarby, gdy byl juz na wysokim stanowisku posla nadzwyczajnego i ministra pelnomocnego w Bukareszcie. Tak wiec wyglada na to, ze w sercu sir Williama Arthura White'a, wymusztrowanego na Johna Bulla, jak to kiedys pisal Wladyslaw Zamoyski, czas nigdy nie zdolal zatrzec "uczuc jego polskich, tak silnie rozwinietych". Pozostaje pytanie, do jakiego stopnia ten wybitny dyplomata mial jedynie i wylacznie interesy Imperium Brytyjskiego na sercu czy tez naginal je, w miare swych mozliwosci, na linie zgodna z polityka Hotelu Lambert i mrzonkami na wpolmistycznie myslacych polskich przyjaciol?
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |