PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 wrzesnia 2000)


JANUSZ WROBEL

Bilans pierwszej dekady

Armia III Rzeczypospolitej

W ostatnim dziesiecioleciu dokonano w Polsce ogromnych zmian prawie we wszystkich dziedzinach zycia spolecznego. Nie ominely one rowniez sil zbrojnych, ktore musialy dostosowac sie nie tylko do nowych warunkow ustrojowych, ale rowniez zmienionych realiow geopolitycznych i ekonomicznych. Bez popadania w przesade mozna powiedziec, iz armia doznala wielkiego wstrzasu, ktory trwa do dnia dzisiejszego.

U progu III Rzeczypospolitej Wojsko Polskie znalazlo sie w dosc dwuznacznej sytuacji. Na wizerunku armii ciazyl stan wojenny, kiedy to uzyto jej do zniszczenia "Solidarnosci" i narzucenia krajowi dyktatury wojskowej, do zludzenia przypominajacej rezimy rzadzace w Ameryce Poludniowej. Obciazeniem byl rowniez fakt, iz na czele WP stal gen. Wojciech Jaruzelski, a kadre wyzszych dowodcow stanowili czlonkowie partii komunistycznej, prawie wszyscy wyksztalceni w sowieckich akademiach wojskowych. Przecietny obywatel mial rowniez swiadomosc, iz oficerowie stanowia odrebna kaste, wyobcowana ze spoleczenstwa, korzystajaca z wielu przywilejow, od prawie darmowych mieszkan po mozliwosc zaopatrywania sie w specjalnych sklepach, nie wspominajac juz o stosunkowo wysokich uposazeniach.

Jak sie wydaje, najlatwiej przyszlo armii odzyskac spoleczna akceptacje. Wojsko postrzegane jako jedna z glownych instytucji, na ktorych opiera sie panstwo, zawsze mialo w Polsce duzy kredyt zaufania. Z chwila likwidacji zaleznosci od Zwiazku Sowieckiego, spoleczenstwo nabralo przekonania, iz sily zbrojne - jak dawniej - sluzyc beda wylacznie interesom narodu. Ugruntowaniu tego przekonania sprzyjaly tak spektakularne przedsiewziecia, jak wprowadzenie don duszpasterstwa i nawiazanie do tradycji armii przedwojennej oraz Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie. Dobre wrazenie robi obecnosc wojska we wszystkich uroczystosciach patriotycznych, ktorych w ostatnich latach nie brakuje. Nie bez znaczenia byly zmiany na szczytach hierarchii wojskowej, zwlaszcza odejscie z zycia publicznego Wojciecha Jaruzelskiego i innych generalow czynnych w okresie stanu wojennego. Zaczela sie naturalna wymiana pokoleniowa, a do glosu doszli mlodsi dowodcy, bardziej otwarci na swiat, juz nie kojarzeni z rezimem komunistycznym. Obecnie generalow mianowanych na ten stopien w czasach PRL mozna policzyc na palcach. Do wojska zaczeli trafiac pierwsi oficerowie wyksztalceni lub doksztalceni na zachodnich uczelniach. Wojsku pomogla rowniez wieksza otwartosc, ograniczenie tajemnicy do niezbednego minimum i rezygnacja z niektorych przywilejow, ktore zreszta w warunkach powszechnego dostepu do dobr nie mialy racji bytu.

Znacznie trudniej przyszlo dostosowanie sie wojska do nowej sytuacji geopolitycznej. Jest to proces, ktory zaczal sie w poczatkach lat 90., trwa po dzis i daleko mu do zakonczenia. Juz samo zdefiniowanie nowej strategii obronnej stworzylo wiele trudnosci, chociazby z tego wzgledu, iz przez kilka lat nie bylo wiadomo, jaka bedzie pozycja Polski w Europie. Przeciez jeszcze rzad Tadeusza Mazowieckiego nie przewidywal rychlej likwidacji Ukladu Warszawskiego, a i pozniej, gdy to nastapilo (1991 r.), nie bardzo wierzono, aby wstapienie do struktur obronnych Zachodu bylo mozliwe w bliskiej perspektywie. Wyrazniejsze zorientowanie Polski na wspolprace militarna z Zachodem jest zasluga premiera Jana Olszewskiego; wtedy tez nadeszly z kwatery glownej NATO wyrazne sygnaly, iz wstapienie do paktu jest mozliwe. Wizytujacy Polske sekretarz generalny paktu stwierdzil 11 marca 1992 roku, ze drzwi do NATO sa otwarte. Dalszym krokiem bylo przyjecie w lipcu tegoz roku przez Komitet Obrony Kraju zrewidowanej doktryny wojennej, zawierajacej stwierdzenie, iz Polska bedzie dazyc do uzyskania czlonkostwa w Pakcie Polnocnoatlantyckim. Droga do NATO byla jeszcze odlegla i najezona trudnosciami (chociazby sprzeciw Rosji), ale kierunek zostal jasno wytyczony, a cel osiagniety w ubieglym roku.

Odwrocenie sojuszy, chociaz pozadane z punktu widzenia interesu narodowego, zrodzilo jednak wiele problemow. Wojsko Polskie przez dziesieciolecia przygotowywano do odegrania ofensywnej roli przy boku Armii Czerwonej, szykujacej sie do przeprowadzenia poteznego uderzenia na Europe Zachodnia. Polacy mieli stanowic polnocne skrzydlo wojsk sowieckich, przewidziane do zaatakowania polnocnych Niemiec i Danii. Temu celowi byla podporzadkowana organizacja armii, jej struktura, uzbrojenie i wyposazenie. Teraz Wojsko Polskie musi przygotowac sie do obrony wschodnich rubiezy NATO, co wymaga chociazby zwyklego przesuniecia czesci wojsk bardziej na wschod, zmiany zasad i procedur dowodzenia, a takze struktury armii i jej wyposazenia. Jest to zadanie ogromne, na miare nie dekady, a pokolenia.

Zaskakujaco duzo czasu zajelo nalezyte umiejscowienie armii w strukturze demokratycznego panstwa. Jak wiadomo, Polska jako jedna z ostatnich w regionie przyjela nowa, demokratyczna konstytucje, a do swiadomosci generalicji dlugo nie moglo dotrzec, iz cywil moze stac na czele wojska. Sprawe komplikowal dodatkowo fakt, iz w 1989 r. prezydentem zostal gen. Jaruzelski, a w pierwszym rzadzie III Rzeczypospolitej szefami Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnetrznych zostali najblizsi jego wspolpracownicy, generalowie: Florian Siwicki i Czeslaw Kiszczak. Premier Mazowiecki dosc dlugo tolerowal ten uklad, pozbawiajacy go przeciez rzeczywistego wplywu na te dwa wazne resorty. Dopiero w kwietniu 1990 r. do MON weszli - jako wiceministrowie - dwaj cywile zwiazani z "Solidarnoscia": Janusz Onyszkiewicz i Bronislaw Komorowski, a w lipcu 1990 r. Sejm odwolal z funkcji szefa MON gen. Siwickiego. Wkrotce zapadla decyzja o rozpisaniu wyborow prezydenckich, co oznaczalo ostateczny koniec kariery politycznej i wojskowej gen. Jaruzelskiego, ktory faktycznie dowodzil Wojskiem Polskim od konca lat 60. i byl odpowiedzialny zarowno za uzycie armii przeciwko spoleczenstwu (w grudniu 1970 r. i grudniu 1981 r.), jak i skierowanie jej do stlumienia Praskiej Wiosny w 1968 r.

Odejscie z urzedow najbardziej skompromitowanych wojskowych nie oznaczalo jednak, ze wprowadzono juz wowczas pelna cywilna kontrole nad silami zbrojnymi. Jak powiedzial niedawno w jednym z wywiadow byly minister Janusz Onyszkiewicz, gdy w 1990 r. wszedl po raz pierwszy do gmachu MON, odniosl wrazenie, iz znalazl sie w "parku jurajskim", gdzie niepodzielnie panuja "dinozaury" odchodzacego w niebyt Ukladu Warszawskiego. Rzeczywiscie, zmiany w wojsku zachodzily bardzo powoli, w miejsce Siwickiego mianowano wiceadmirala Piotra Kolodziejczyka, co bylo o tyle dziwne, iz reprezentowal on rodzaj sil zbrojnych odgrywajacy w Polsce marginalna role. Wokol jego osoby rozegrala sie wkrotce istna batalia, ktorej szczegoly do dzis nie sa w pelni znane. Sprawujac funkcje ministra Kolodziejczyk niewiele zrobil dla przystosowania WP do nowej sytuacji, za to byl autorem zaskakujacych i kontrowersyjnych wypowiedzi. Gdy pozna jesienia 1991 r. desygnowany na premiera Jan Olszewski rozwazal mianowanie na stanowisko szefa MON przywodce Konfederacji Polski Niepodleglej Leszka Moczulskiego, Kolodziejczyk pozwolil sobie na stwierdzenie, ktore musialo zadziwic wszystkich. Wiceadmiral oswiadczyl, iz jesli ministrem obrony zostanie osoba niekompetentna, "wewnatrz struktur wojska, ktore ma we krwi subordynacje, moga pojawic sie niebezpieczne procesy". Mozna to bylo odczytac jako slabo skrywana pogrozke generalicji pod adresem cywilnych politykow.

Kolodziejczyk odszedl, zastapil go pierwszy cywilny minister obrony Jan Parys, ale nie wplynelo to bynajmniej na zakonczenie kontrowersji wokol najwyzszych stanowisk w ministerstwie i wojsku. Nowy premier i minister obrony, od poczatku znalezli sie w ostrym sporze z prezydentem Lechem Walesa, a glownym polem rozgrywek staly sie MON i MSW, czemu sprzyjalo nieprecyzyjne rozgraniczenie kompetencji pomiedzy glowa panstwa a rzadem. Zdumiona opinia publiczna przez kilka nastepnych miesiecy byla swiadkiem gorszacych klotni. Minister Parys przystapil do kadrowej czystki w organach dowodczych, a prezydenckie Biuro Bezpieczenstwa Narodowego, wbrew szefowi MON, probowalo przeforsowac projekt nowej doktryny obronnej. I jedni, i drudzy deklarowali przyjecie opcji prozachodniej, ale publiczne spory raczej oddalaly Polske od standardow Zachodu. Najbardziej spektakularnym objawem zamieszania wokol armii bylo przemowienie, w ktorym minister Parys oskarzyl niektorych politykow o wciaganie wojska do rozgrywek politycznych. Mial nawet powiedziec, iz zmierzaja oni do przejecia wladzy sila. Powialo groza. Gdyby okazalo sie to prawda, Polska znalazlaby sie w gronie panstw afrykanskich i poludniowoamerykanskich, gdzie armia od dziesiecioleci jest glownym narzedziem sprawowania rzadow. Na szczescie do tego nie doszlo, chociaz kontrowersji wokol wojska nie brakowalo takze w nastepnych latach. Parysa wyslano na urlop, rzad Olszewskiego upadl, co tylko na krotko wyciszylo spory wokol armii.

Objecie rzadow przez postkomunistow (rok 1993) otworzylo nowy rozdzial konfliktow pomiedzy prezydentem a rzadem. Lech Walesa uwazajac, iz sprawy bezpieczenstwa panstwa podlegaja wylacznie jemu, przeforsowal na szefa MON Piotra Kolodziejczyka, ktory od czasu, gdy minister Parys odeslal go na emeryture, zamienil twarzowy mundur marynarki wojennej na elegancki cywilny garnitur. Nie minelo jednak kilka miesiecy a prezydent znalazl sie w konflikcie ze swym ministrem i szukal przeciwko niemu sojusznikow wsrod generalicji. 30 wrzesnia 1994 r. doszlo do slynnego "obiadu drawskiego". Zgrupowana w Drawsku Pomorskim kadra dowodcza Wojska Polskiego pod wplywem obecnego tam Lecha Walesy poddala ostrej krytyce szefa MON. Wybuchl skandal, a media zaczely pisac wrecz o naruszeniu zasady apolitycznosci armii i zagrozeniu demokracji. Prezydent Walesa przetrwal ten sztorm, usunal Kolodziejczyka i nadal zachowal decydujacy wplyw na wojsko, ale nie na dlugo.

Wybory w 1995 r. przesadzily, iz lokatorem Palacu Prezydenckiego zostal Aleksander Kwasniewski, ktory za partnera mial bliski mu rzad koalicji Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zakonczylo to spory wokol armii, a w uchwalonej w kwietniu 1997 r. Konstytucji RP wyraznie zapisano, iz "Sily Zbrojne zachowuja neutralnosc w sprawach politycznych oraz podlegaja cywilnej i demokratycznej kontroli". Prezydent pozostal zwierzchnikiem Sil Zbrojnych, ale zwierzchnictwo to sprawuje za posrednictwem ministra obrony narodowej. Wprowadzono tez zasade, iz kadencja szefa Sztabu Generalnego WP trwa trzy lata, co skutecznie zapobiega "zasiedzeniu" sie na tym kluczowym stanowisku jakiegos nowego "silnego czlowieka", ktory zechcialby odegrac role polityczna. Te zapisy konstytucyjne wyraznie wzmocnily pozycje rzadu i zapobiegly - takze po klesce wyborczej SLD i PSL - przenoszeniu sporow politycznych na grunt wojskowy. Pamietac trzeba jednak i o tym, iz na poprawe atmosfery wokol kwestii obronnosci wplynely, i to w sposob chyba decydujacy, starania o wstapienie do NATO. Bylo to jedno z nielicznych zadan politycznych, wobec ktorego panowala w parlamencie powszechna zgoda.

Od kilku lat juz nie tyle kwestia cywilnej kontroli nad armia porusza opinie publiczna, co sprawa modernizacji sil zbrojnych i ich dostosowanie do standardow NATO. Oczywiscie wiaze sie to z wielkimi kosztami, a tymczasem budzet obronny jest daleko niewystarczajacy. Najprostszym rozwiazaniem wydawalo sie zredukowanie liczebnosci wojska i przeznaczenie zaoszczedzonych srodkow na jego unowoczesnienie. Rzeczywiscie, stan liczebny sil zbrojnych bardzo sie zmniejszyl, z okolo 400 tys. w 1989 r. do niespelna 200 tys. oficerow i zolnierzy obecnie. Nie poprawiono jednak wyposazenia technicznego, nie udalo sie nawet powstrzymac jego degradacji. Chociaz III Rzeczypospolita ma juz 10 lat, to sprzet jej armii jest znacznie starszy. Samoloty bojowe polskiego lotnictwa pochodza sprzed kilkudziesieciu, co najwyzej kilkunastu lat. Jedynie okolo 20 maszyn wytrzymuje porownanie z nowoczesnym sprzetem krajow NATO. Podobna sytuacja jest w silach ladowych, ktore nie maja ani nowoczesnych czolgow, ani odpowiednich transporterow opancerzonych, nie mowiac juz o dzialach, helikopterach i sprzecie rakietowym. Wprawdzie w MON i Sztabie Generalnym opracowuje sie kolejne plany modernizacji sil zbrojnych, ale jak dotad nic z nich nie wychodzi. Najlepszym tego przykladem jest sprawa przetargu na nowy samolot wielozadaniowy. Przymiarki do niego trwaja juz od kilku lat, politycy i wojskowi co rusz zapewniaja, iz lada chwila dokonaja wyboru samolotu, po czym zapada cisza, a w koncu okazuje sie, iz nie ma pieniedzy nie tylko na nowy samolot, ale nawet na unowoczesnienie starych, wysluzonych maszyn.

Najgorsze jednak, ze wyglada na to, iz nie mozna liczyc w najblizszej przyszlosci na przelom w tej sprawie. W ostatnich dniach ogloszono, iz armia dostanie w 2001 r. tyle samo pieniedzy, co w roku biezacym; uwzgledniajac inflacje oznacza to obnizenie nakladow na obronnosc. Udzial wydatkow na obronnosc spadnie ponizej 2% dochodu narodowego, tj. ponizej poziomu zalecanego przez NATO. Nie bedzie wiec pieniedzy nawet na utrzymanie starego sprzetu w nalezytej sprawnosci.

Bilans przemian w silach zbrojnych w ostatnim dziesiecioleciu trudno ocenic jednoznacznie. Z jednej strony, pomimo zawirowan i trudnosci, wprowadzona zostala cywilna kontrola armii, odzyskala ona spoleczne zaufanie i znalazla swe miejsce w strukturze demokratycznego panstwa. Z drugiej jednak strony dramatycznie spada jej sila bojowa na skutek starzenia sie sprzetu i wyposazenia. Cale szczescie, iz po stronie pozytywow zapisac mozna znaczne postepy w integracji z sojusznikami z NATO. Polska, z trudem bo z trudem, ale dotrzymuje zobowiazan wobec paktu, zwlaszcza dotyczacych systemow lacznosci i dowodzenia. Tkanka powiazan z NATO jest coraz scislejsza, czego przykladem jest chociazby wspolny polsko-niemiecko-dunski Korpus Polnoc-Wschod, ktorego dowodztwo ulokowano w Szczecinie. Wojsko Polskie udanie zadebiutowalo w sojuszniczych operacjach w Kosowie, zdobywajac uznanie i szacunek towarzyszy broni z innych krajow paktu.

Byly minister obrony Janusz Onyszkiewicz stwierdzil, iz dzieki wejsciu do NATO Polska jest w najlepszej sytuacji od trzystu lat. To prawda. Prawda jest i to, ze armia moze jeszcze poczekac na nowe samoloty, dziala i okrety, strzec sie jednak trzeba przed zludzeniem, iz problemy bezpieczenstwa raz na zawsze zostaly rozwiazane i mozna zepchnac je na margines. To moze okazac sie grozniejsze niz brak nowoczesnego sprzetu.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail