MICHAL OKLOT
Zle przyrzadzone frykasy
Nie
ulega watpliwosci, ze estetyka Przybyszewskiego sprzyjala
niechlujstwu umyslowemu. Przy niej powstal stan rzeczy tego
rodzaju, ze mozna bylo nie wiedziec, co sie chce napisac
i nie tracic nadziei,
ze naga dusza vyviedet', jak powiadaja moskale.
Stanislaw Brzozowski
W rozdziale 6 Nie przypominam sobie pani czytamy:
"
lecz myslom tym nie zdazyl nadac jakiegos sensownego
ksztaltu. Postanowil dzialac". Tak tez uczynil autor Marek
Karcerowicz. Postanowil dzialac
i napisal powiesc.
Na ostatniej stronie wydawcy informuja nas, ze jest to ksiazka
dla "wyrafinowanego, zlaknionego szkatulkowych powiesci
czytelnika". Miast pisac szczegolowo o samej ksiazce, potraktujmy
ja raczej jako szczegolny przypadek nalezacy do szerszego
zjawiska pojawiajacego sie w od czasu do czasu w literaturze:
zadziwiajacej latwosci pisania polaczonej z kleceniem zawilych
poetyk. Nieopatrznie rozumiana estetyka postmodernizmu i
wynalazek komputera stworzyly iluzje, ze pisanie prozy artystycznej
jest niezwykle latwe. Klopot w tym, ze ciezko jest zapomniec
o dwu radach Witolda Gombrowicza: 1) "Lepiej jadac skromnie,
ale zdrowo, niz karmic sie frykasami zle przyrzadzonymi";
(2) "Jesli talenty maja wywierac wplyw kulturalny, musza
byc kulturalne. A jesli maja byc kulturalne, powinny znac
swoje granice".
"Powiesc szkatulkowa"
Na razie udajmy sie tropem pozostawionym przez wydawcow
i zastanowmy sie, coz to takiego "powiesc szkatulkowa"?
Najprawdopodobniej Marek Karcerowicz, mniej lub bardziej
swiadomie stara sie nadazyc za tradycja arabeski, tj. konwencji
powiesciowej, w ktorej stylistyka zajmuje miejsce nadrzedne.
Opowiesc rozumiana jako nastepstwo zdarzen schodzi na drugi
plan, a bogato zdobiona rama czy tez arabeska staja sie
jedyna "trescia". Upraszczajac, powiesc taka skonstruowana
jest wedle schematu wielokrotnych ram: opowiesci w opowiesciach,
snow w snach, wielokrotnych mikronarracji, skojarzen rzadzonych
niezaleznymi porzadkami czasowymi i przestrzennymi. I tak
na przyklad Suka-sapati (siedemdziesiat opowiesci
papugi), klasyczny tekst indyjski zaliczany do omawianej
retoryki ramy, jest "historia" kobiety, ktora chce odwiedzic
swego kochanka podczas nieobecnosci meza. Maz, by zapobiec
zdradzie, zostawia zonie papuge. Kazdego wieczoru papuga
recytuje swej pani inna opowiesc, zawsze jednak konczy tymi
samymi slowami: "Dowiesz sie dalszego ciagu jutro, jezeli
zostaniesz tej nocy w domu".
Technika ta, poza efektami czysto formalnymi zwiazanymi
z konstrukcja powiesci, w pismach estetycznych wczesnego
romantyzmu zyskuje wymiar filozoficzny. Owe burzace porzadek
symboliczny "powiesci komponowane z niczego", "powiesci
bez wszelkiej spojnosci", "arabeski" - uzywajac okreslen
Schlegla - byly swoista metoda opisu swiata rozumianego
jako chaos, ktory utracil wiez z absolutem. Zatem nonsens
jako jedyna zawartosc tekstu na poziomie hermeneutycznym
zyskuje sens i czytelnik jest w stanie wlaczyc sie w gre
autora proponujac swe interpretacje.
W Europie technika arabeski byla juz widoczna w satyrze
manipejskiej, w XVIII wieku stosowali ja miedzy innymi Sterne
i Potocki; we wczesnym romantyzmie, arabeska zostala wzbogacona
o wnioski plynace z trzeciej krytyki Kanta. Wiktor Szklowski,
wybitny rosyjski humanista, doszukuje sie tej konwencji
juz w Indiach, pokazujac, ze byla obecna niemal wszedzie
w Panchatantra, Hitopadesa czy Vetalapanchavimsati.
Zatem na poczatku XX wieku "opowiesc bez tresci" byla juz
jedna z kanonicznych poetyk powiesciowych, w naszej literaturze
praktykowanej np. przez Tadeusza Micinskiego. W ostatnich
latach poetyka ta rymujac sie z nazwiskami paru filozofow
kojarzona jest, w kawiarnianych dysputach, ze slowem: "postmodernizm"
(ponowozytnosc). "Odlotowy" artysta Marek Karcerowicz wchodzi
tedy na teren o dosc bogatej tradycji.
Ponczochy czy rajstopy?
Nie przypominam sobie pani jest katalogiem nieudanych
wysilkow podazajacych za opisana stylistyka. Nie warto chyba
streszczac poszczegolnych watkow i poszukiwac wszystkich
tropow zgodnie z regula ekonomiczna znakomicie stosujaca
sie takze do wszelkich przedsiewziec czytelniczych: zysk
powinien byc co najmniej rowny inwestycji.
Zatem krotko. Znajdujemy tu "przedrozdzialy", sakramentalne:
"dalszy ciag rozdzialu ostatniego (poniewaz rozstac sie
nie umiem)", fikcyjne motta, odniesienia do estetyki kultury
masowej. Bohater oczywiscie czegos szuka i jest, jakzeby
inaczej, artysta zmagajacym sie z forma. W jednym z powiesciowych
wnetrz czyni spostrzezenie: "Klimat na pograniczu Kafki
i Witkacego, choc z pewnymi pretensjami do Andy'ego [sic!]
Warhola lub Jaspera Johnsa" (28). Chyba raczej "na pograniczu"
filmu Rejs. Namietna dziewczyna bohatera (oczywiscie
urodziwa) kocha sie z nim po ciemnych zakamarkach, bodajze
w windzie, uprzyjemniajac sobie w ten sposob ucieczke przed
poscigiem zbirow, ktorzy osaczaja artyste; watki urywaja
sie, pojawiaja sie nowe, opowiesci, sny, pamietnik (bynajmniej
nie znaleziony w Saragossie, a szkoda), formy dramatyczne,
poetyckie. Autor czuje sie sam nieco zagubiony w tych subtelnosciach
konstrukcyjnych, podobnie zreszta i wobec konstrukcyjnych
szczegolow kobiecego stroju, do ktorego co i rusz obsesyjnie
powraca. Czytamy miedzy innymi: "Ma na sobie czerwona sukienke,
jasnoszare ponczochy i gole stopy [sic!]" (s. 33); gdzie
indziej, w trakcie wspomnianej sceny milosnej: "On pomaga
jej zdjac ponczochy razem z bielizna" i pare linijek nizej,
juz po milosnym uniesieniu: "...a Mlodsza Renata bedzie
miala wilgotne od wewnatrz ponczochy" (s. 25).
Na poziomie jezyka autor usiluje, zgodnie z kanonami omowionej
poetyki, parodiowac rozne stylistyki obecne w literaturze
polskiej. Wlasnie ten ostatni pomysl pograza powiesc najglebiej.
Stopien filologicznego przygotowania autora przeszkadza
mu w prowadzeniu takich zabaw z wdziekiem. Przyjmijmy, ze
odnosza sie one do Iwaszkiewicza, Prusa, moze Hlaski. Zwykle
taka gra opiera sie na jezyku, na tworzeniu napiec miedzy
slowami, zdaniami, akapitami. Tekst w ten sposob zyje, zdynamizowany
roznorodnoscia stylow czy to na poziomie skladni, czy slownictwa.
Niestety, nie tu. Jezyk Marka Karcerowicza jest plaski,
monotonny, czesto nieporadny. Zatem pastiszowe wycieczki
w kierunku prozy Jaroslawa Iwaszkiewicza sprowadzaja sie
do fabuly, czyli tego, czego autor stara sie programowo
unikac. Mamy tu wiec epizod na plebanii, spoleczny ostracyzm
malego miasteczka, rozmowy z mlodym ksiedzem o milosc i
smierci; obecnosc Boleslawa Prusa zas manifestuje sie w
postaci ekscentrycznego uczonego z konca XIX stulecia konstruujacego
tajemnicza machine. Miejski naturalizm u Karcerowicza to
"silny kopniak" "zatrzymujacy napastnika", powtarzany wyraz
"kurwa", obecnosc rumunskich prostytutek na Dworcu Centralnym
w Warszawie (autor przytacza miedzy innymi mocno juz wytarta
anegdote o tresci cennika uslug wiszacego na szyi jednej
z prostytutek; tu jednak znowu poslizgnal sie, bowiem sens
tej dosc karczemnej anegdoty opiera sie na chybionym podobienstwie
polskiego i rosyjskiego, a nie rumunskiego). Oczywiscie
nie moglo tez zabraknac "kwasnego smrodu potu wymieszanego
ze zwietrzala pozostaloscia wody po goleniu".
Autor takze urozmaica swoj jezyk zgodnie z regulami wpojonymi
na lekcjach polskiego. Sok wisniowy tedy, nalany przez pania
Roze, ktora "emanowala pogodnym nastrojem", w szklance bohatera
nie jest juz sokiem, a "ciemnobordowym plynem". Wiem, nie
nalezy byc zlosliwym, ale prosze zobaczyc, jak autor wprowadza
nas w tzw. realia lat 90.: "Krum Balaganow wyjmuje z torby
podroznej laptopa. Za pomoca waskiego, szarego kabelka podlacza
swoj modem do telefonu. [
] Za chwile wchodzi do sieci,
aby z 'ulubionych' wywolac przegladarke [
] na bialym
pasku pola wpisuje 'password' [
] po czym naciska 'enter'"
(s. 192). Grafomania nie jest choroba smiertelna, za to
dosc uciazliwa i nieprzyjemna dla otoczenia.
Czy dezynwoltura formalna jest dla wszystkich?
Powiedza panstwo: po co pastwic sie, czy nie lepiej po
prostu zaklasyfikowac ten tekst do, dajmy na to, "sylw ponowoczesnych"
(termin Przemyslawa Czaplinskiego z jego eleganckiego przewodnika
po wspolczesnej literaturze polskiej) oraz skonstatowac,
ze wazna jest roznorodnosc, niech pisza , im wiecej tym
lepiej, moze jaki talent sie wyloni sie z tej wesolej gromadki.
Otoz nie. Etykietki "postmodernizm", "powiesc szkatulkowa",
"art-ziny" i inne "trzecie obiegi" powoduja, ze czytelnicy
przestaja krytycznie czytac literature, zwracac uwage na
jezyk w mysl zasady, ze wszystko wolno, wszystko jest fikcja.
Autor dzielka liczy sie z krytyka, bierze wiec swa ksiazeczke
w cudzyslow fikcyjnej negatywnej recenzji: "Jednym slowem
kapitalna klapa. Coz moge jeszcze dodac? Po prostu odradzam".
Wszyscy pamietamy zapewne zakonczenie Ferdydurke (to o trabie i bombie), intuicja mowi mi jednak, ze taka
"nihilistyczna" szczerosc znacznie lepiej brzmi w ustach
Pisarza.
Kilka skojarzen
"szkatulkowych"
Autor konczy swa ksiazke trzema datami: "maj 1997 (kilka
poprawek - maj 1998 i 1999)". Mysle sobie, co tez ja robilem
w maju 1997 roku. Bylem na zeslaniu pomiedzy Dallas i Fort
Worth. Nabokov, w roku 1941, wlasnie pomiedzy Dallas i Fort
Worth, na stacji benzynowej zlapal do swej kolekcji cme.
Wrocmy jednak do owego feralnego maja. Cmy nie zlapalem,
natomiast pewnego poranka, nie zatrzymawszy sie na stacji
benzynowej, trafilem do Einstein Bagels. Na scianie wisial
kolorowy bohomaz, starannie oprawiony i opatrzony jakims
komentarzem (takze w ramkach). Klienci bardzo sie nim interesowali,
ze smiechem wymieniajac rozne uwagi. Niektorzy twierdzili,
ze gdyby umieszczono ow obrazek w muzeum sztuki nowoczesnej
i podpisano nazwiskiem jakiegos wzietego artysty, nikt nie
zorientowalby sie w oszustwie. Otoz autorem dziela byl slon
z pobliskiego zoo, ktoremu umazano trabe farba i podsunieto
arkusz bialego papieru. Ja jednak, moze naiwnie, upieralbym
sie, ze mozna odroznic obraz autorstwa slonia od obrazu
namalowanego przez Pollocka czy De Kooninga. Zdanie konczace
note o autorze informuje: "Obecnie Karcerowicz zajmuje sie
przewaznie malarstwem sztalugowym".
---------------------------
Marek Karcerowicz, Nie przypominam sobie pani, Wydawnictwo
Czarne, Wolowiec, Wydawnictwo Lampa i Iskra Boza, Warszawa
2000, s. 205, cena 11 dol. plus NY tax i 4.50 dol. porto
w przypadku zamowienia z przesylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |