PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (8 wrzesnia 2000)


JAN NOWAK-JEZIORANSKI

Z odsiecza Jasnej Gorze

8 wrzesnia, Swieto Narodzenia Matki Boskiej, jest od lat tradycyjnym dniem pielgrzymowania z calej Polski na Jasna Gore. Pamietam, jak wielkie wrazenie wywarl na mnie ten olbrzymi tlum wypelniajacy szczelnie rozlegla przestrzen u podnoza klasztoru ciagnaca sie az po miasto, gdy jedenascie lat temu, 8 wrzesnia 1989 r., po blisko pol wieku znalazlem sie w jasnogorskim sanktuarium. Nigdy nie ogladalem tak wielkich tlumow i nigdzie nie slyszalem tak poteznego spiewu.

Wowczas to nasunelo mi sie wspomnienie wydarzenia, ktore rozegralo sie tu dziesiec lat wczesniej. Uczestniczylem w nim z odleglosci, z Waszyngtonu. Wydarzenia, ktore daly sie okreslic jako nieznane i zapomniane "drugie oblezenie" Jasnej Gory.

W poczatkach 1980 r. zaalarmowany zostalem z Rzymu przez arcybiskupa Szczepana Wesolego, ze Jasna Gora jako miejsce wielotysiecznych zgromadzen patniczych tlumow stanela w obliczu powaznego zagrozenia ze strony wladz PRL. W polowie wrzesnia 1979 r. - a wiec w trzy miesiace zaledwie po historycznym nabozenstwie odprawionym pod klasztorem przez Jana Pawla II - rozpoczely sie roboty nad budowa autostrady. Zamiast linia obwodnicza wokol miasta albo tunelem pod srodmiesciem, miala ona biec w poblizu klasztoru, odcinajac Jasna Gore od Czestochowy. Halas ruchu zaklocilby powage nabozenstw odprawianych pod golym niebem na walach oraz spokoj i skupienie modlacych sie rzesz. Skazenie powietrza grozilo zieleni i parkom. Nie w tym tkwilo jednak najwieksze zagrozenie. Droga na Jasna Gore prowadzic miala przez tunel pod autostrada o szerokosci zaledwie 10 metrow, zatloczony po obu stronach sklepami i punktami uslugowymi. Czesto wowczas zdarzajace sie przerwy w dostawach pradu grozily, ze tunel przez cale godziny bedzie tonac w ciemnosciach. Mozliwe bylo rowniez celowe wylaczanie pradu. Tym waskim przejsciem przeplywac mialy i odplywac wielotysieczne tlumy w dniach swiat maryjnych. Wladze - pod pretekstem bezpieczenstwa albo byle jakim innym - mogly zamykac tunel. Nie mowiac juz o tym, ze autostrada bylaby naruszeniem zabytkowego kompleksu, jakim jest perspektywa pieknej i szerokiej Alei Najswietszej Maryi Panny biegnacej przez miasto w prostej linii do stop Jasnej Gory.

Wszelkie apele i protesty biskupa czestochowskiego zarowno do wladz lokalnych, jak i do rzadu - pozostawaly bez odpowiedzi. Milczenie to mialo swoja wymowe. Bylo wskazowka, ze nie chodzi o wybryk miejscowego kacyka, ale przemyslany plan i decyzje podjeta na najwyzszym szczeblu. Nietrudno bylo takze sie domyslic, ze decyzja zapadla pod naciskiem Moskwy. Obecnosc Papieza i odprawione przez niego w czerwcu 1979 r. nabozenstwo zgromadzilo niewiarygodna liczbe pol miliona pielgrzymow. Uroczystosc tych rozmiarow w zasiegu sowieckiego imperium byla wydarzeniem bez precedensu. Nabozenstwo filmowane bylo przez najwieksze sieci telewizyjne. Manifestacja uczuc religijnych kraju, ktory od 35 lat zyl pod totalnymi rzadami marksizmu-leninizmu odbywala sie doslownie na oczach calego swiata i musiala doprowadzic do wscieklosci ludzi na Kremlu. Wowczas zapewne postanowiono, ze nic podobnego nie moze sie powtorzyc w przyszlosci. Z sowieckiego punktu widzenia decyzja okazala sie przewidujaca. Manifestacja pol miliona ludzi przezywajacych w stanie najwyzszego napiecia emocjonalnego te chwile obecnosci Papieza dawala nie tylko obecnym, ale takze calemu spoleczenstwu poczucie sily i solidarnosci, a rownoczesnie mowila o slabosci wladz. Papieska pielgrzymka zaowocowala w rok pozniej powstaniem NSZZ "Solidarnosc" i lawinowymi skutkami tego przelomowego wydarzenia, wykraczajacymi daleko poza granice Polski.

W poczatkach stycznia 1980 r. specjalna komisja episkopatu pod przewodnictwem metropolity krakowskiego ksiedza kardynala Franciszka Macharskiego zbadala sprawe na miejscu i powiadomila prymasa, ze prace przy budowie autostrady sa prowadzone dalej mimo protestow episkopatu, a w szczegolnosci biskupa czestochowskiego ksiedza Stanislawa Baryly. Wszystkie depesze i listy kierowane przez biskupa do premiera, przewodniczacego rady panstwa, ministra spraw zagranicznych, ministra administracji, gospodarki terenowej i ochrony srodowiska, ministra kultury, wojewody, Stowarzyszenia Architektow itp. byly po prostu ignorowane. Dwanascie dni czekac musial ordynariusz czestochowski zanim zostal przyjety przez wojewode. Jedynym skutkiem tych interwencji bylo przyspieszenie budowy autostrady. Prowadzono ja w goraczkowym tempie przez trzy zmiany, dniem i noca, jakby chodzilo o najpilniejsza i najwazniejsza inicjatywe publiczna. A chodzilo oczywiscie o to, by moc powiedziec biskupom, iz roboty sa juz tak daleko zaawansowane, ze nie mozna ich odwolac.

Arcybiskup Wesoly prosil o zachowanie w tajemnicy, ze informacje te pochodza od niego. Dzialal bowiem z wlasnej inicjatywy i na wlasne ryzyko, bez wiedzy i aprobaty prymasa. Kardynal Wyszynski w odpowiedzi na telegram specjalnej komisji nazwal wprawdzie komunikacyjna inicjatywe "barbarzynstwem, dla ktorego brak sow oburzenia", ale wahal sie, czy odwolac sie do wiernych. Byl ostrozny. Zamach na Jasna Gore stwarzal niebezpieczenstwo nie tylko dla rzadzacych. Sytuacja gospodarcza i warunki bytowe robotnikow ulegly gwaltownemu pogorszeniu. Brak artykulow pierwszej potrzeby stawal sie tak dotkliwy, ze narastaly nastroje buntu, ktory mial sie niebawem ujawnic w lipcowo-sierpniowej fali strajkowej. Cios skierowany byl przeciwko najwiekszej swietosci nie tylko religijnej, ale takze narodowej. Jasna Gora byla nia nie tylko dla ludzi wierzacych, ale dla kazdego pamietajacego, ze wsrod pielgrzymow byli - poczynajac od Jagielly - wszyscy bez wyjatku polscy monarchowie skladajacy przed cudownym obrazem swe krolewskie wota. Uderzenie w tym momencie w najwrazliwsza strune polskiego etosu bylo bardzo niebezpieczne. Prymas ociagal sie z odwolaniem sie do wiernych zapewne w obawie, ze taki apel moglby doprowadzic do gwaltownej konfrontacji i katastrofy w skali ogolnokrajowej. Arcybiskup Wesoly zwracajac sie do mnie jako owczesnego dyrektora Kongresu Polonii Amerykanskiej uwazal, ze nacisk czynnikow zewnetrznych, a w szczegolnosci Polonii, bedzie mniej niebezpieczny anizeli wybuch masowych protestow w kraju. Znalismy sie obaj od dawna i mielismy do siebie wzajemne zaufanie.

Po otrzymaniu tych informacji postanowilem bezzwlocznie dzialac. Zwrocilem sie o rade do Marii Flanagan, dyrektorki biura jednego z kongresmanow polskiego pochodzenia. Byla dzialaczka polonijna i spotkalem ja w niedziele na nabozenstwie w polskim kosciele, wiec wiedzialem z gory, jak zareaguje. Z miejsca zadzwonila do swojego kolegi, ktory pelnil te sama funkcje przy Klemensie Zablockim. Przewodniczacy Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantow uchodzil za najbardziej wplywowego kongresmana polskiego pochodzenia. Flanagan prosila, by kongresman przyjal mnie niezwlocznie ze wzgledu na wage sprawy, ktora mam mu przedstawic. W godzine pozniej znalazlem sie w jego gabinecie.

Zablocki odwiedzal jasnogorski klasztor w czasie swoich kilkakrotnych wizyt w Polsce. Byl Amerykaninem w drugim albo trzecim pokoleniu, ale trwal w "wierze ojcow". Byl czlowiekiem niezwykle spokojnym, ale zauwazylem, ze w miare, jak mu przedstawiam o co chodzi - robi sie czerwony na twarzy. Po wysluchaniu mnie, nie reagujac ani slowem, kazal sekretarce polaczyc go z ambasadorem PRL. Tonem bardzo stanowczym poinformowal ambasadora, ze dotarly do niego nie potwierdzone wiadomosci o szykowanym rzekomo zamachu rzadu polskiego na Jasna Gore. Odwoluje wobec tego swoje przybycie na przyjecie w ambasadzie i zapowiada, ze jesli nie otrzyma jednoznacznego zaprzeczenia tych poglosek, noga jego wiecej w ambasadzie nie postanie. Co wiecej, zamierza zawiadomic o tym swoich kolegow w Izbie Reprezentantow i w Senacie, ktorzy poczuwaja sie do poszanowania uczuc religijnych ludzi wierzacych bez wzgledu na wlasne przekonania.

Nie wiem, co ambasador odpowiedzial, ale latwo bylo przewidziec, ze w ciagu kilku godzin dotrze do Warszawy jego raport ostrzegajacy, ze ambasadzie moze grozic ostracyzm ze strony obu izb Kongresu USA.

Po powrocie do domu podyktowalem zonie artykul pt. "Zamach na Jasna Gore". Ukazal sie w Dzienniku Zwiazkowym. Przedrukowaly go za nim inne pisma polonijne.

13 stycznia 1980 r. wyglosilem ten tekst na antenie Radia Wolna Europa. Nawiazalem do zdjecia przedstawiajacego Jana Pawla II na Jasnej Gorze z rekoma szeroko wyciagnietymi, jakby pragnal objac nimi ludzkie morze patnikow. A oto fragment:

"Z tego miejsca 4 czerwca 1979 r. Papiez wyglosil przemowienia rozpoczynajace sie od slow Mickiewicza Panno Swieta co Jasnej bronisz Czestochowy... Poeta - mowil Ojciec Swiety - przemawial nie tylko jezykiem wiary, ale takze tradycji narodowej. Tradycji siegajacej dalej w przeszlosc niz szesc wiekow obecnosci cudownego obrazu na Jasnej Gorze, bo do piesni Bogurodzica, poczatkow Ewangelii na polskiej ziemi... Papiez przytoczyl slowa Prymasa, ze 'Jasna Gora jest wewnetrznym spoidlem zycia narodu, jest sila, ktora chwyta gleboko za serce i trzyma caly narod w pokornej, a mocnej postawie wiernosci Bogu i Ojczyznie'".

Po tym cytacie apelowalem: "My wszyscy, ktorzy przebywajac poza krajem czujemy sie zwiazani z narodem, jego przeszloscia, wiara i ta miloscia, jaka od szesciu wiekow otacza on cudowny obraz Matka Boskiej Czestochowskiej, mozemy nie tylko modlic sie, ale i dzialac. W obronie Jasnej Gory z15

z4 moze przeciez wystapic cala potega Kosciola powszechnego, jego hierarchia i ci wyznawcy, ktorzy zajmuja wysokie stanowiska w zyciu publicznym. Polonia moze alarmowac swoich biskupow i kardynalow. Wiekszosc z nich odwiedzila Jasna Gore. Polonia w Stanach Zjednoczonych moze sie zwracac do polskich kongresmanow, z ktorych wielu jest, jak Zablocki, zarliwymi katolikami oraz do tych kongresmanow i senatorow, ktorzy reprezentuja polskie glosy. Domagajmy sie od nich, by kierowali swe protesty do wladz PRL. Wiadomosc o zamachu na Jasna Gore winna tez dotrzec jak najszybciej do prasy zachodniej.

Nie ma na swiecie polskiego kosciola i kaplicy bez obrazu Matki Boskiej Czestochowskiej. Prymasowi Wyszynskiemu zawdzieczamy wierne zblizenie Jej wizerunku, w wielu tysiacach egzemplarzy rozprowadzonych wsrod wiernych na calym swiecie. Jest jakis przedziwny spokoj i smutek i w Jej obliczu, i w oczach patrzacych, jakby przez lzy litosci na ten wierny narod, ktory od tylu wiekow zanosil przed Jej oltarze swe nieszczescia i niedole blagajac pomocy i ratunku...".

Wyglaszajac te slowa wiedzialem, ze beda zarejestrowane przez nasluch Polskiego Radia i ze nastepnego dnia moj komentarz znajdzie sie na biurku Gierka i innych bonzow partyjnych.

Biuro kongresmana Zablockiego powiadomilo mnie pozniej, ze przewodniczacy jest zadowolony, bo odzew w postaci listow i telefonow do jego kolegow jest bardzo mocny.

W liscie z 7 lutego 1980 r. skierowanym do Zablockiego informowalem go, ze dla uspokojenia nastrojow konsulaty PRL rozeslaly do prasy polonijnej rzekomy komunikat episkopatu zamykajacy sprawe autostrady. Komunikat okazal sie jednak jeszcze jedna falszywka. Biuro prymasa zaprzeczalo, jakoby podobne oswiadczenie zostalo wydane. Prace wciaz sa prowadzone i sytuacja staje sie napieta.

Nie wiem, jakie kroki podjal kongresman Zablocki. Doczekalismy sie w koncu listu z Rzymu. Ksiadz arcybiskup Wesoly informowal: "Gdy pisalem moj ostatni list, sytuacja byla naprawde bardzo krytyczna. Rozmowy utknely w martwym punkcie, roboty prowadzono w szybkim tempie nadal i jest duze rozgoryczenie miedzy ludzmi i wsrod duchowienstwa. Gdy zapowiedziane rozmowy z wicepremierem tez wlasciwie do niczego nie prowadzily i ksiadz prymas postawil sprawe bardzo mocno mowiac, ze bedzie musial powiadomic wiernych, [Kazimierz] Kakol przyszedl pierwszy raz na Miodowa do ksiedza prymasa i sprawe odwolano... Tunel zasypano i nawet, jak mi mowil w ubieglym tygodniu ksiadz biskup Dabrowski, przywieziono i zasadzono nowe drzewa na miejsce wycietych".

Dowiedzialem sie pozniej, ze Kakol z glebokim rozgoryczeniem wytknal sekretarzowi prymasa, ze kardynal Wyszynski zamiast szukac polubownego zalatwienia sprawy z rzadem wolal odwolac sie za jego plecami do wrogow Polski.

Do dzis nie wiem, czy wladze PRL poniechaly swoich zamiarow pod wplywem nacisku z zewnatrz, czy tez same zdolaly przekonac Wielkiego Brata, ze z uwagi na panujace nastroje cala ta akcja moze sie okazac zbyt ryzykowna. Nie moglem sie jednak oprzec pokusie satysfakcji, ze byc moze przypadl mi przywilej pospieszenia ze skuteczna "odsiecza" Jasnej Gorze, raz jeszcze zagrozonej.

*

Pierwszy raz w zyciu zobaczylem Jasna Gore jako osmioletni chlopiec. Jechalismy z matka i moim starszym bratem z Warszawy do Zakopanego. Pociag sie wlokl. Wczesnym rankiem dojezdzalismy do Czestochowy. Wowczas to zarysowal sie w oddali klasztor. Mialem wrazenie, ze unosil sie nad horyzontem, ktory zasnuwala poranna mgla. Jasna Gora w zlocistym blasku wschodzacego slonca promieniowala niezwykla zaiste jasnoscia.

Bylismy sami w przedziale. Matka ulekla i zaczela glosno odmawiac - a my powtarzac za nia - litanie loretanska. W rok pozniej, zaczytujac sie w Potopie Sienkiewicza, odnalazlem podobna scene, kiedy to Kmicic zmierzajacy konno do Czestochowy ujrzal w oddali kosciol jasnogorski, zeskoczyl z konia i kleknawszy wraz z kompanami, zaczal odmawiac litanie.

Gdy po powrocie do Polski dziesiec lat temu odwiedzilem klasztor, opowiadal mi przeor, ze pielgrzymki zdazajace do tego miejsca pieszo z calego kraju, gdy ujrza w Mostach daleki klasztor jasnogorski, klekaja i odmawiaja litanie. Ten sam odruch spontanicznie powtarzany.

26 sierpnia 2000


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail