Przegląd Polski
9 stycznia 2009
- Sienkiewicz w Vevey - Adrianna Adamek-Świechowska
- Nasza ojczyzna-polszczyzna. Na Początku 2009 roku - Krystyna S. Olszer
- Miniatury - Katarzyna Buczkowska
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
NASZA OJCZYZNA-POLSZCZYZNA
Na początku 2009 roku
Wiele zdarza się już w pierwszych dniach nowego roku.
Na starym kontynencie Czechy obejmują "prezydencję" Unii Europejskiej. Prezydencja? Tak, tego słowa używa się już od pewnego czasu, ale ciągle jest nowe. Przywykliśmy do prezydenta, jego prezydentury i prezydenckiej kadencji. Ostatnio pojawiła się prezydencja, ściśle związana z Unią Europejską. Nazywa wyznaczony urzędowo okres (pół roku) przewodniczenia Unii przez jeden z krajów członkowskich oraz określa tego przewodnictwa zakres i charakter. Obecnie po Francji prezydencję objęły Czechy.
W AMERYCE ISTOTNIEJSZA ZMIANA nastąpi 20 stycznia, gdy Barack Obama zostanie zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wspominam o tym, by zawczasu zwrócić uwagę na akcentowanie form prezydent (akcent koniecznie na pierwszej sylabie), ale prezydentura, prezydentem (na przedostatniej sylabie). Według starej, znanej wykształconym Polakom zasady, słowa pochodzące z łaciny lub greki zachowują oryginalny akcent w podstawowej formie wyrazu, a w pozostałych podporządkowują go polskim regułom, które nakazują akcentować przedostatnią sylabę (fizyka, gimnastyka, ale fizyczny, gimnastyczny).
W polszczyźnie początków 2009 roku częściej jednak obserwujemy zmiany, niż trzymanie się starych zasad. Ostatnio wyraźnie zmienia się znaczenie i sposób użycia pewnych terminów. Pamiętam na przykład, że kiedyś chodziło się na wieczory autorskie - po cenny autograf, by o coś zapytać, wyrazić swoje uznanie czy wątpliwości lub po prostu zobaczyć, jak wygląda ulubiony pisarz. Nie ma już takich wieczorów. Ich miejsce zastąpiły "promocje", które dziś kojarzą mi się przede wszystkim z reklamą towaru na sprzedaż, "billboardami" i kolorowymi obrazkami w "lifestylowych" czasopismach. Modna teraz promocja przeszła długą drogę od promocji wojskowej (z plutonowego na sierżanta), poprzez uczniowską (z klasy pierwszej do drugiej) i akademicką (promocja doktorska) do reklamowej. Dziś klienci czyhają na promocyjne, czyli niższe, ceny towarów, a księgarnie wabią nabywcę nowej książki urządzając promocję. Natomiast wydawnictwa celebrują ukazanie się nowej książki jak w teatrze - organizując premiery. Zauważyłam przy okazji nowy ładny termin: wydawnictwa "niszowe". Odnosi się do małych, trochę pokątnych, często prowincjonalnych firm, które wydają na ogół dobre książki, choć nie reklamują się głośnymi promocjami ani nie organizują premier. ("Nisza" to termin głównie architektoniczny, oznaczający wyodrębnioną część większej całość, np. nisza okienna).
DO PODOBNYCH NOWOŚCI POWOLI PRZYWYKAMY, a czasem nawet skłonni jesteśmy uznać ich zasadność i przydatność. Ale częściej napotykamy takie, które budzą sprzeciw, bo wydają się niepotrzebne lub nieudane. Dla przykładu jeszcze raz wracam do "procedowania".
To nowość w polszczyźnie, choć od dawna jest w niej rzeczownik "procedura" jako pewien ustalony tok, tryb, sposób czy przebieg postępowania. Stosuje się go zwłaszcza do postępowania sądowego, a pochodzi od łacińskiego procedere, które znaczy "kroczyć naprzód". Stąd sądowy proces i kościelna procesja.
Wspominałam w poprzednich felietonach, że o "procedowaniu" ostatnio mówią politycy i słowo to pojawia się coraz częściej w języku oficjalnym. Nie tak dawno ze zdziwieniem przeczytałam, że mówiąc o stosunkach polsko-rosyjskich minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapewniał, iż polska polityka będzie budować zaufanie, będzie "procedowała" z Rosją w sposób przewidywalny i transparentny. Można się było domyślić, że czasownik "procedować" znaczył tu postępować (jak w angielskim proceeding - postępowanie). Ale przecież "procederem" nazywa się u nas również brzydki, niecny, podejrzany, sposób postępowania czy zdobywania pieniędzy. Więc czy "procedowanie" może budować zaufanie?
Nowy czasownik "procedować" wraz z imiesłowem ("będą procedowane") wydaje się zbyteczny i trochę dwuznaczny, ale wyraźnie jest w ataku i podejrzewam, że zwycięży, więc trzeba go rozumieć. Ostatnio przeczytałam zapewnienie o "procedowaniu" w związku z wymogami Unii Europejskiej: "Zmiany nazw leków są obecnie procedowane i już wkrótce polskie nazwy pojawią się na wszystkich etykietkach" - zapewniała informująca o tej pozytywnej zmianie urzędniczka, dodając jednak na końcu coś dziwnego: "Potrwa to ´na mój oglądª około roku". Chciała być bardzo nowatorska? "Na mój ogląd" ma tu chyba znaczyć "według moich przewidywań, według mnie, przypuszczalnie". Ten nowy zwrot szerzy się jednak w wypowiedziach urzędników kiepsko obytych z polszczyzną, ale lubiących błysnąć oryginalnością wypowiedzi.
W MOWIE POLITYKÓW I URZĘDNIKÓW RAŻĄ I INNE ZWROTY. W jednym z niedawnych felietonów wspominałam o natrętnych zapewnieniach "ja osobiście, tak naprawdę", którymi lubią podpierać swoją wiarygodność. Ostatnio co drugi polityk zapewnia, że "nie ma co ukrywać" lub nakłania do szczerości słowami "nie oszukujmy się". Dla mnie takie minoderyjne zwroty, powtarzane zbyt często, nie podnoszą wartości wypowiedzi, a wydają się wynikać z chęci przypodobania się słuchaczowi i zdobycia jego zaufania tanim kosztem.
Z kolei w artykułach poczytnych i opiniotwórczych czasopism - dziś nazywa się je "lifestylowymi" - spotykamy ciągle wyrażenia i zwroty, które jeszcze do niedawna byłyby brane w cudzysłów lub wykropkowywane. Stosowało się taki sposób, by zaznaczyć, że są potoczne, obce, nie całkiem poprawne, mało eleganckie lub wręcz wulgarne. Dziś już się nikt nie krępuje. Telewizja Polsat uruchomiła ostatnio "lifestylowy" kanał dla mężczyzn, gdzie "zebrane do kupy punkty programu ... tworzą model wzorcowy aktualnego męskiego twardzielstwa"; ten twardziel jest genderowym adresatem programu. Jeden z "lifestylowych" magazynów promuje "obciachowy (dawniej szałowy) towar dla pań w średnim wieku" oraz lansuje countrowego (z ang. country music) piosenkarza, który śpiewa dla kierowców wielkich ciężarówek, zwanych tirami. O modnej piosenkarce pisze się, że "w jej hitach jest coś smutnego, dołującego" (czyli przygnębiającego), a o udanym programie telewizyjnym, że był odlotowy (czyli nadzwyczajny). O polskim konsulu w Kanadzie, który przyznał się do wykroczeń drogowych, mówi się z uznaniem, że nie ściemniał (czyli bez wykrętów przyznał się do winy).
W TELEWIZJI PROGRAMY INFORMACYJNE to już nie wiadomości czy dzienniki tylko newsy. Autorów udanych programów komplementuje się słowami "ale kosmos odwaliłeś". Słynne modelki są celebrytkami albo idolkami na wybiegach, przyjęciach i festiwalach. Ich męskie odmiany to celebryci. Młodzi celebryci kupują markowe dżinsy w undergoundowych sklepach. Ganiają za nimi fani i fanki. Na castingi chodzą ładne dziewczyny, jeden z polskich filmów nosi tytuł Lejdis, a największym komplementem, jaki można dziś usłyszeć w Polsce jest - jak na ironię - zajebisty.
Czy w tej sytuacji można się dziwić, że Sławomir Mrożek ponownie wyemigrował z kraju, w którym nastąpiła tak gruntowna, jak powiedział, "sakralizacja chamstwa"? Oby Nowy Rok położył jej tamę.
