Przegląd Polski
9 stycznia 2009
- Sienkiewicz w Vevey - Adrianna Adamek-Świechowska
- Nasza ojczyzna-polszczyzna. Na Początku 2009 roku - Krystyna S. Olszer
- Miniatury - Katarzyna Buczkowska
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Sienkiewicz w Vevey
Hotel du Lac - ostatnia siedziba Sienkiewicza
"Cicho w Szwajcarii, spokojnie i pusto" - w liście do przyjaciół pisał dobiegający siedemdziesiątki Henryk Sienkiewicz jako jeden z tych Polaków, "których burza wojenna wyrzuciła na brzegi Lemanu".
Nie utrwalił tego pobytu w literackiej formie. W korespondencji o charakterze sprawozdawczym pobrzmiewa smutek wynikający z traktowania Vevey jako miejsca wygnańczego. Z dala od rodzinnego kraju pozostawał przez dwa lata, które wypełniła niemal całkowicie służba obywatelska. Na ten czas przypadła ważna, rozwinięta na skalę międzynarodową działalność społeczno-filantropijna pisarza, jako prezesa Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Przemienił się wówczas, jak wspominał Edward Krasiński, z poety w wielkiego kwestarza. "Veveyskie kłopoty" powstrzymywały przed wędrowaniem, czyli zmianą warunków klimatycznych i krajobrazu, oraz utrudniały podejmowaną jeszcze pracę twórczą nad powieścią Legiony.
W VAUDOISE, MIASTECZKU ZWANYM PERŁĄ RIVIERY, miejscu cichym, otoczonym wieńcem śnieżystych Alp, leżącym nad jeziorem Leman u stóp Mont Pélerin (1080 m n.p.m.), Sienkiewicz, przywykły dotąd do ustawicznej zmiany miejsca, mieszkał od listopada 1914 r. Pierwszy rok spędził w okazałym Grand Hôtelu, który opuścił w listopadzie 1915 r. z uwagi na zimową przerwę w usługach. Przeniósłszy się do trzypiętrowego Hôtel du Lac, pozostał w nim do śmierci 15 listopada 1916 r. Jezioro Genewskie stało się zatem Wergiliuszową "falą, od której nie ma powrotu".
Okryte niemal legendarną aurą dawne rzymskie Vibiscum wraz z innymi miejscowościami Riwiery Szwajcarskiej stanowiły przestrzeń, z którą czuł się wcześniej emocjonalnie związany. Przemierzał szlaki wzdłuż Lemanu już kilkakrotnie, ulegał fascynacji pejzażem, o czym świadczy garść impulsów artystycznych, jakie zawarł wówczas w korespondencji. Wyróżniał wybrzeża Jeziora Genewskiego między Lozanną a Villenueve, szczególnie w kwietniu 1909 r., kiedy spędzał tu z rodziną Wielkanoc: "Pomyślną okolicznością jest i to, że pogodę mamy wprost bajeczną. Leman jest tak błękitny i w kolorach tak żywych, a przy tym niesłychanie delikatnych, jak go nigdy nie widziałem. Łączy się z niebem i wygląda jak niezmierny rozlew lazuru. Nawet mewy wydają się wśród dwóch błękitów turkusowe. Tuż śniegi na górach lśniące w słońcu, a różowe i liliowe pod wieczór - i ani powiewu". W zachwycie nad łagodnym klimatem i urzekającymi widokami nie był zresztą odosobniony, wszak do kurortów nad Lemanem przybywała przed nim i po nim spora rzesza artystów.
NASTRÓJ SIENKIEWICZA ZMIENIŁ SIĘ W OSTATNIM ROKU ŻYCIA. Skarżył się na swą ostatnią ziemską przystań, stwierdzając, że "podlejszego klimatu nie ma chyba na świecie". Pogarszającemu się stanowi zdrowia nie służyła kapryśna aura: "jak nie ma deszczu, to są wichry". Czas płynął prędko, a mimo to pobyt w Szwajcarii dłużył mu się niemiłosiernie. Kiedy przychodziły myśli o śmierci, wyznawał siostrzeńcowi Ignacemu Chrzanowskiemu: "Nie mogę wsadzać głowy w śnieg jak kuropatwa i łudzić się, że skoro jastrzębia nie widzę, to go nie ma". Nie tracił jednak ochoty do działania. Skupiał się na trosce o "chleb i dach dla polskiego ludu, by mógł doczekać się wiosny odrodzenia", jak intencje komitetu wyrażał w "Apelu do ludów cywilizowanych". Praca organizacyjna absorbowała go niemal całkowicie. Na jego ręce płynęły składki z całego świata, więc mimo tęsknoty do rodzinnych stron nie mógł wrócić do Warszawy lub Oblęgorka. Wyjaśniał w liście do córki: "tu się przynajmniej coś robi dla biedy krajowej, a tam nie byłoby i tego".
W politycznych rozgrywkach posługiwano się nazwiskiem Sienkiewicza bądź starano się o jego poparcie. Pisarz był przekonany, że z uwagi na dobro sprawy, czyli dostęp do wszystkich dzielnic rozbiorowych, powinien zachować neutralność. Zachowywał ją konsekwentnie, mimo natarczywych prób wybadania jego sympatii czy skłaniania do określenia stanowiska wobec wojujących stron. Zdarzały się wizyty rodaków, wywierających nań presję. Jak wskazują relacje, jedna z nich - przedstawicieli Komitetu Narodowego Polskiego w Lozannie, protestującego przeciw niemieckiemu aktowi z 5 listopada 1916 r., ogłaszającemu przywrócenie samodzielnego państwa na terenie Królestwa Polskiego - przyśpieszyła zgon pisarza. Miały wszakże miejsce także odwiedziny podyktowane szacunkiem, sympatią i uznaniem dla sławnego twórcy.
TUŁACZA DOLA NIE PRZEKREŚLIŁA ZDOLNOŚCI PISARZA do odczuwania wrażeń estetycznych. Świadczy o tym przywołana przez Włodzimierza Tetmajera reakcja Sienkiewicza na widoczny z okna potężny, śniegiem okryty Dent du Midi (Ząb Południa). "Prawda - rzec miał pisarz, wskazując na alpejskie szczyty, otaczające jezioro - że te góry, kiedy się na nie patrzy, tak jak ja, przez rok już cały, robią wrażenie, że zanim Pan Bóg je stworzył, widzieć musiał poprzednio te masy widokówek barwnych z tym pejzażem?...".
Znalazłszy się u kresu życia Sienkiewicz zdany był przez cały czas na stały widok majestatycznej ściany Alp zamykającej horyzont wokół jeziora. Jednostajność i statyczność krajobrazu była wprawdzie pozorna, bo przekształcały go zmiany w naturze, choćby iluminacje wschodów i zachodów słońca. Kształty skalne zmieniały barwy, rysowały się wyraźnie lub mgliście, zapadały w mrok bądź się z niego wydobywały. Przybierać mogły w jego wyobraźni szczególnego znaczenia, jak te opisane w Listach z Afryki: "wzgórza te mają swój urok, wznoszą się bowiem jakby mury na granicy życia i śmierci".
W noweli Na jasnym brzegu napisał: "Życie wrzące na dole stanowiło też dziwne przeciwieństwo z głuchą martwotą gór pustych i bezpłodnych, nad którymi rozciągało się niebo bez chmur, tak przezrocze (sic), że aż szkliste i obojętne", a jej bohater Świrski mówi: "Tu kończy się całkiem życie". Pod wpływem słabości witalnej uroda świata wywoływała raczej myśl o śmierci, niż pobudzała do poetyckich zachwytów. Krajobraz górski wprowadzał w stan wyciszenia wewnętrznego, decydującego o pełnym odczuciu istnienia, a ono, jak wszystko w naturze, poddane było nieuchronnemu procesowi przemijania. Tafla jeziora stawała się lustrem egzystencji, bo poddana odwiecznym rytmom odbijała zachodzące w naturze zmiany. Odbicia wodne okazywały się równie ulotne jak sceneria obrazu rzeczywistego. Mickiewiczowskie zapis zjawisk "na wodzie czystej i przejrzystej" w liryku lozańskim uzmysławiał uniwersalność lemańskich inspiracji.
Przed śmiercią myśli autora Quo vadis? biegły ku latom warszawskim. W ostatnim utworze Wspomnienie, pisanym 14 listopada, przywołał obraz katedry św. Jana, gdzie odczuwał w młodości "tchnienie minionych wieków siły, sławy i wolności". Dlatego w progi tej świątyni została ostatecznie w październiku 1924 r. złożona jego trumna po uroczystym pochodzie przeniesienia jej z veveyskiego kościoła.
DZISIEJSZE VEVEY to przede wszystkim ośrodek wypoczynkowo-turystyczny, a w mniejszym stopniu uzdrowisko. Przyciąga wielbicieli pięknych widoków, których nie szczędzi im otoczenie największego alpejskiego jeziora. Ambasada RP we współpracy z miastem organizuje tu 15 listopada Dzień Sienkiewicza, dzięki czemu pamięć o pobycie pisarza jest wciąż żywa. Przypominają o niej nie tylko trzy tablice (zawierające drobne błędy w nazwie miejsca urodzenia, dacie śmierci i fakcie zamieszkania w jednym z hoteli przez dwa lata): przed frontem Musée Jenisch przy avenue de la Gare, w kruchcie znajdującego się przy rue des Chanevieres katolickiego kościoła Notre Dame, gdzie odbyło się 22 listopada 1916 r. nabożeństwo pogrzebowe oraz na bocznej ścianie Hôtel du Lac przy rue d'Italie. Od 2006 r. w ogrodzie na niewielkim wzgórku na skraju restauracyjnego tarasu wspomnianego hotelu, utrzymanego w stylu belle epoque, oglądać można zaprojektowany przez profesora Gustawa Zemłę pomnik pisarza, nawiązujący do odsłoniętej wcześniej w warszawskich Łazienkach rzeźby. U stóp pomnika znalazła się tablica, która najdokładniej objaśnia okoliczności pobytu Sienkiewicza w Vevey.
Nie zachował się Grand Hôtel, w którym od stycznia do listopada 1915 r. miał siedzibę Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Usytuowany w bliskim sąsiedztwie jeziora w zachodniej części miasta dysponował niegdyś dużym parkiem, kąpieliskiem i własnym portem Vevey-Plan. Uległ rozbiórce po pożarze, a miejsce po nim zajmują obecnie (od 1957 r.) nowoczesne zabudowania administracyjne Centrum Nestlé.
Nowy właściciel hotelu du Lac godnie podtrzymuje tradycje gospodarzy, którzy przed blisko wiekiem gościli członków Komitetu. W zabytkowej gablocie, stojącej w holu hotelowym, znalazły się egzemplarze powieści Quo vadis? w języku francuskim, a miłośników twórczości pisarza przyjmuje się tu serdecznie. Próbę zgłębienia nastroju i tajemnic uroku tego miejsca warto podjąć osobiście.
