Przegląd Polski
2 maja 2008
- IV Festiwal Polskich Filmów w Nowym Jorku. Od dramatu do komedii - Izabela Kalinowska Blackwood
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Sprawa Kazimierza Pużaka - Krzysztof Mazowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Reemigranci
"Nicea albo śmierć!" - wieszczył niegdyś Jan Rokita. Podobnie o Nicei mówi dzisiaj Sławomir Mrożek. Zamierza się tam przenieść na pisarską emeryturę i zapowiada, że z Nicei już nie wyjedzie. Zatem powtarza niejako hasło Rokity. Ale nie chodzi mu o zablokowanie unijnej konstytucji, a o ciepłe, spokojne, wręcz rajskie miejsce na jesień życia.
Jerzy Giedroyc musiał mieć niezwykłą "inteligencję serca", czyli intuicję w terminologii Pascala, odmawiając druku w Kulturze recenzji z Emigrantów pióra Janiny Katz. Już wtedy, 38 lat temu, wyczuł, że sztuka jest nie tyle realistyczna, jak zapewniał Mrożek, co nieco surrealistyczna. Sztuka ściągnęła na głowę autora Garbusa lawinę potępień ze strony samej emigracji, gdyż traktuje o jakże częstym bezsensie i debilizmie bytowania poza swoim krajem. Tymczasem Mrożek, wieczny tułacz, znów pakuje walizki. Jakby rytuał ciągłego migrowania należał do stałego repertuaru jego teatru życia. Program tego teatru zawarł w felietonie "Emigracja", napisanym po powrocie z Meksyku: "Emigrant, czyli człowiek, który żyje nie tam, gdzie się urodził i wychował, nie jest w stanie odczuwać aż tak boleśnie wszystkiego, co jest złe w kraju jego zamieszkania, w ludziach, w nim samym, jak to odczuwa człowiek, który żyje w swojej ojczyźnie".
W Emigrantach czytamy o powodach emigracji inteligenta z PRL: "Tamte wszystkie lokalne problemy, problemiki raczej... Małe szowinizmy, małe reformizmy, małe porcyjki... Mali ludzie i mały kraj. Tutaj nareszcie można rozprostować skrzydła". Na pytanie emigranta od łopaty: "Ty, czemuś ty właściwie uciekł", emigrant-wykształciuch odpowiada, że zawsze miał trudności z dykcją, na przykład ze słowem "nieantagonistyczny". Dzisiaj nieantagonistyczny autor Vatzlava wyjeżdża ponownie, bo zmęczył się polskimi antagonizmami.
W sztuce inteligent prawi o "naszym niewolnictwie integralnym, które jest zwrócone samo ku sobie, zamknięte w sobie, bez żadnych pokus transcendentalności". Minęły cztery dekady i dalej mamy te same misteria, wierzenia i obyczaje. Mrożek nie pozostawia złudzeń. Kiedy w 1996 r. wracał z Meksyku, mówił Gazecie Wyborczej, że wybrał Kraków, a nie Paryż, gdyż "mimo wszystko w Polsce da się jeszcze żyć". Ale jesienią ubiegłego roku powiedział Dziennikowi: "Jestem w Polsce już od 12 lat i powiem krótko: odkąd wyjechałem na początku lat 60., w Polsce nic się nie zmieniło. (...) W mentalności ludzi nic się nie zmieniło". Polacy nie wyplenili kompleksów, bo "w związku z Zachodem stale mają jakieś problemy". Poza tym za mało jest nad Wisłą "oświeconych inteligentów". Ale sedno sprawy to dla autora Rzeźni podział polityczny: "Ten podział w Polsce poszedł tak daleko, że możemy mówić o zderzeniu cywilizacji".
Tego wcześniej nie było, a wzięło się z wolności - i zarazem z chęci ucieczki od niej: "Szczególnie Polak lubi silną rękę. I to się czuje. Lepiej, żeby rząd był silny, stabilny, a co on tam robi - mniejsza z tym". Mówił też tajemniczo: "W ogóle coś mi się tu nie podoba. Ja się Polaków boję". A także wreszcie odkrył, czego się Polacy boją: siebie samych. Lubią się wzajemnie zadręczać i terroryzować. "To jest cecha ogólnonarodowa, polska. Powiem inaczej: jak nie można naszych najbliższych sąsiadów, Rosji czy Niemiec, to można nas samych". Poza tym dla Mrożka "Polska jest monotonna. Tylko jedno i w kupie. I ta monotonność nas gubi".
W takiej scenografii autor Tanga żyć dalej nie chce. I z pięknego, lecz monotonnego Krakowa przenosi się niebawem do Prowansji. Ale czy ona może być wolna od przywiązania do świata rzeczy i niedorzeczności luksusu na pokaz? Można rozpłynąć się w wolności, co jest groźne, podobnie jak pływanie w Morzu Śródziemnym w sztormową pogodę.
Pisarza denerwuje też prowincjonalność polskiego inteligenta: "Kiedy przyjechałem do Polski i naczytałem się różnych pism, moje pierwsze wrażenie było takie, że to przecież nie jest poważne". Natomiast gdzie indziej w świecie "ludzie są poważniejsi". Mrożek potwierdza, że jego kolejny wyjazd z Polski jest ucieczką od spraw publicznych. "Jeśli chodzi, że tak powiem, o naród, to było mi dobrze, i coraz lepiej. A jeśli chodzi o polskie inne sprawy...". W Polsce pisarza-indywidualistę drażniła towarzyskość i obłuda. Oraz "nieustanne poczucie niepodobania, niesprostania, niewykonania i zaniedbania" - własnego i bliźniego swego.
Tak się składa, że byłem w Nicei w 1973 r., czyli mniej więcej w czasie, gdy Mrożek pisał Emigrantów. Pamiętam pastelowe zachody słońca nad Zatoką Aniołów oraz westchnienia dwóch złotowłosych aniołów, wygniatających sobie siniaki na kamienistej plaży. Obie krakowskie studentki już wtedy marzyły o osiedleniu się na Lazurowym Wybrzeżu, choć wtedy jeszcze żadne ptaszki na palmach Promenady Anglików nie zapowiadały powstania nowej sztuki Mrożka pt. Reemigranci... Ptaszki w palmach Nicei i w kasztanach Plant już ćwierkają, że autor powieści Ucieczka na południe swą 39. sztukę zamierza napisać w jedno Maleńkie lato...

