Przegląd Polski
21 marca 2008
- Wielkanoc 2008 - Ks. Janusz Balicki
- Na natchnienie trudno liczyć. - Z pianistą Piotrem Anderszewskim rozmawia Marcin Włosek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Wielkanoc 2008
kolejna szansa na spotkanie Zmartwychwstałego
Hans
Memling, Zmartwychwstanie Chrystusa, 1480 r. Stara Pinakoteka,
Monachium
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od wejścia. Pobiegła więc do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych (J. 20,1-9).
Ten fragment Ewangelii informuje nas o zdarzeniu, które leży u podstaw wiary ok. 2 miliardów chrześcijan żyjących obecnie na Ziemi. W pierwszy dzień po szabacie, czyli w niedzielę, bardzo wczesnym rankiem, Maria Magdalena przybyła do grobu Jezusa i stwierdziła, że potężny głaz zamykający wejście do grobu był odsunięty. Przestraszona i zdumiona - nie wiedząc, co o tym myśleć - pobiegła z pośpiechem do apostołów Jana i Szymona Piotra, by ich o tym powiadomić. Obaj apostołowie udali się tam bezzwłocznie, aby na własne oczy zobaczyć, co się stało. Jan jako jedyny z apostołów wytrwał pod krzyżem do końca, czyli był także przy składaniu ciała Mistrza do grobu. Teraz wykuty w skale grób był pusty. Nie było tam ciała ukrzyżowanego Jezusa. W tym momencie Jan Ewangelista (bo to właśnie on był "owym uczniem") uwierzył w zmartwychwstanie swego Mistrza. Jezus wprawdzie zapowiadał swoim uczniom, że to się stanie, ale w obliczu dramatu, którego doświadczyli uczestnicząc w Jego pojmaniu, straszliwej męce i okrutnej śmierci, nawet im przez myśl nie przeszło, że coś takiego może nastąpić. Jak wiemy, wkrótce i pozostali uczniowie mieli możliwość przekonać się o prawdziwości słów Jezusa, patrząc na Jego zmartwychwstałe ciało ze śladami ran.
Zmartwychwstanie Jezusa w doświadczeniu apostołów
Istotna różnica między doświadczeniem zmartwychwstania Jezusa przez apostołów a doświadczeniem współczesnych chrześcijan polega na tym, że ci pierwsi mieli szczęście naocznie stwierdzić fakt pustego grobu, potem zaś spotkać się jeszcze ze Zmartwychwstałym. Późniejsi chrześcijanie są już pozbawieni tej możliwości, muszą zawierzyć opisom Ewangelii, listom apostolskim oraz różnego typu innym przekazom. Relacje naocznych świadków nie budzą jednak wątpliwości. Jeśliby nawet ktoś chciał podważyć ten przekaz, okaże się mało wiarygodny. Trudno bowiem podejrzewać apostołów o oszustwo, w końcu za to, co głosili, oddali swoje życie. Gdyby istotnie doszło do wykradzenia ciała, to i tak nie spowodowałoby to "wybuchu" wiary w zmartwychwstanie. Głoszenie zmartwychwstania nie zawsze przekonywało słuchaczy do chrześcijaństwa, czasem wręcz przeciwnie. Dowodem tego jest choćby Mowa Pawła na areopagu, gdzie z zainteresowaniem słuchano jej autora dopóty, dopóki nie wspomniał o zmartwychwstaniu Jezusa.
Śmierć krzyżowa Chrystusa też sama w sobie nie skłaniała do zainteresowania się nową religią, bo na mocy prawa stosowana była w Cesarstwie Rzymskim wobec niewolników. Ponadto wyznawcy Jezusa doznawali ostrych prześl adowań zarówno ze strony Żydów, jak i Rzymian. Jedyną siłą, która spowodowała niezwykle gwałtowny rozkwit chrześcijaństwa, było przekazywanie osobistego doświadczenia przez apostołów Jego powstania z grobu.
Zmartwychwstanie Jezusa w doświadczeniu dawnych chrześcijan
Późniejsi uczniowie Jezusa z wiadomych względów nie mogą Go "dotknąć", tak jak tego pragnął np. niewierny Tomasz. Mogą jedynie wczuć się w to, co przeżywali apostołowie, i w duchu wiary "doświadczyć" zmartwychwstania Chrystusa. Święta wielkanocne dają nam taką szansę. Rodzi się jednak pytanie, czy obecnie rzeczywiście chrześcijanie "doświadczają" zmartwychwstania Pana, czyli mają nie tylko wiedzę o historycznym fakcie, który nastąpił w odniesieniu do założyciela ich religii, ale przeżywają to, co przeżył apostoł Jan na widok pustego grobu w momencie, kiedy uwierzył? Czy współcześni chrześcijanie, podobnie jak apostołowie, spotykają Jezusa zmartwychwstałego? A jeśli nie, to dlaczego?
Na pewno gdybyśmy mogli zobaczyć Jezusa tak, jak widzieli Go nasi bracia w wierze w I wieku, nasze myślenie o tym fakcie byłoby zupełnie inne. Ale są jeszcze inne czynniki, które utrudniają nam przeżycie doświadczenia zmartwychwstania Jezusa. Na początku naszej ery śmierć była zjawiskiem o wiele częstszym niż jest teraz; choroby, wydarzenia losowe zabijały ludzi w znacznie młodszym wieku, człowiek doświadczał jej często w rodzinie i u sąsiadów. Miał więc świadomość swojej kruchości, przemijalności, stąd skłonny był zadawać sobie pytanie: i co dalej? Owa bliskość śmierci sprzyjała więc na pewno refleksji nad sensem i celem ludzkiego życia. Współczesny człowiek, także chrześcijanin, zwykle ucieka przed trudną prawdą, jeśli myśli o śmierci, to jako o czymś całkowicie abstrakcyjnym, stąd przeżywanie przez niego zmartwychwstania Jezusa ma charakter bardziej historyczny i zewnętrzny.
Patrząc jednak na zdjęcie kogoś bliskiego, kogo już nie ma wśród nas, a tym bardziej patrząc na zdjęcie, na którym jesteśmy z osobą, która już odeszła, łatwiej chyba uświadomić sobie, że przyjdzie taki moment, kiedy my zostaniemy dla innych już tylko na zdjęciu... Gdzie wtedy będziemy? Odpowiedź na to pytanie możemy uzyskać jedynie na płaszczyźnie wiary, czyli w doświadczeniu podobnym do doświadczenia Jana z cytowanej wyżej Ewangelii, który "ujrzał i uwierzył", czyli uznał zwycięstwo Jezusa nad śmiercią i tym samym uwierzył obietnicy własnego powstania z martwych.
Podobnie jak w ubiegłych latach nie zabraknie pewnie w naszych domach otrzymywanych od innych kart świątecznych z wizerunkiem Jezusa Zmartwychwstałego i z napisem "Wesołego Alleluja!". Warto się przy tej okazji zastanowić, na ile jest to tylko wyraz tradycji, a na ile znak czegoś głębszego. Obecne święta wielkanocne są dla każdego szansą na spotkanie ze Zmartwychwstałym.

