Przegląd Polski
1 lutego 2008
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Drugi powrót Karpowicza - Elżbieta Sitek
- Nasz kochany sąsiad z Powiśla - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Drugi powrót Karpowicza
We Wrocławiu powstanie ośrodek imienia Tymoteusza Karpowicza, jego rękopisy, notatki i słynne fiszki znajdą się w Ossolineum, a księgozbiór w Miejskiej Bibliotece Publicznej.
W sierpniu 2005 roku na cmentarzu Osobowickim złożono prochy poety i jego żony Marii, sprowadzone zgodnie z jego wolą z Chicago do Wrocławia; jesienią 2007 roku ustawiono marmurowy nagrobek z cytatem pochodzącym z wiersza Karpowicza: "I nie da się otworzyć wszechświata szerzej niż ludzkich ramion".
Szefem tego ośrodka ma być Jan Stolarczyk, redaktor tomu wierszy Tymoteusza Karpowicza Słoje zadrzewne i opiekun wrocławskiego domu poety. "Od 1993 roku przez kilka lat mieszkałem w tym domu (willa przy ul. Krzyckiej we Wrocławiu - przyp. ES) i opiekowałem się nim. Pan Tymek mnie zaakceptował - mówi Stolarczyk. - W pewnym momencie zauważyłem, że traktuje mnie trochę po synowsku. Nie miał dzieci. Podczas jednej z rozmów zrozumiałem, że zależy mu na tym, żeby coś z tym domem uczynić, nie mówił o muzeum, ale chciał, żeby to było takie miejsce pamięci po nim, jakiś materialny ślad, że tu żył, tworzył. Miał poczucie własnej wartości i klasy, ale nie był chełpliwy w najmniejszym stopniu. Z tym domem był związany, ale powiedział mi kiedyś, że od chwili, gdy go wygnano z Wilna, obojętne mu, gdzie jest. Maria, jego żona, była bardziej przywiązana do tego miejsca".
DWUPIĘTROWA WILLA wygląda tak samo jak 35 lat temu, kiedy państwo Karpowiczowie wyemigrowali z Polski. W pokojach meble z lat 70., z wyjątkiem biurka w stylu art deco, przy którym pracował, i własnoręcznie wykonanych regałów na książki oraz kuchennych szafek. Księgozbiór, w szufladach osobiste drobiazgi, a w szafie sukienki pani Marii. Przez okno widać ogród, dziś trochę zaniedbany i "zimowo" smutny - przed laty pełen pnączy, kwiatów, warzywnych grządek, drzew owocowych. Ławki, altanki, szklarenki... "Przywiązanie do ziemi niebywałe - mówi Jan Stolarczyk - to typ botanika, który kocha rośliny, przygląda się im i jednocześnie chce mieć z nich pożytek. Być może pogańska bujność natury, w której żył na Wileńszczyźnie (urodził się we wsi Zielona - przyp. ES) miała na to wpływ. Wszystko przemyślane i uporządkowane, nawet paliki do pomidorów musiały być jednakowej wysokości i ustawione w równych szeregach. Geometria, symetria - to, co występuje w jego wierszach, poczucie zgeometryzowanego porządku, wszystko musi być w układzie arytmetycznym, policzalnym. Ten racjonalny ład wprowadzał w poezji i w ogrodzie. Nazywałem go Pam Bóg i kiedy pracował nad tomem Słoje zadrzewne, mówiłem, że Pan Bóg stworzył świat w 7 dni, a on - Pam Bóg przez 10 lat oddawał wiersze do książki".
Wszystko wskazuje na to, że życzenie Tymoteusza Karpowicza wypowiedziane w 2000 roku, kiedy przyjechał do Wrocławia po 27 latach, aby odebrać nagrodę miesięcznika Odra za wydane rok wcześniej Słoje zadrzewne - będzie spełnione.
PIERWSZA CZĘŚĆ PAMIĄTEK PO KARPOWICZU - spakowana w 253 pudła osobista kolekcja książek oraz meble i różne przedmioty domowego użytku zabezpieczone przez przyjaciół i uczniów poety, między innymi przez prof. Franka Kujawińskiego, przekazana zostanie z Chicago do Wrocławia przez Muzeum Polskie w Ameryce. Lada dzień dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Jarosław Broda podpisze z muzeum akt darowizny. Przejrzany (Karpowicz lubił robić notatki na marginesach książek) i skatalogowany przez Jana Stolarczyka księgozbiór trafi do Miejskiej Biblioteki Publicznej jako specjalna kolekcja (biblioteka ma już taki zbiór po wrocławskiej poetce Mariannie Bocian); meble - do willi na Krzykach. Problemem może być pozyskanie rękopisów poety, jego notatek i zapisów na fiszkach, bowiem - podobnie jak różne przedmioty o prostej do określenia wartości materialnej - wchodzą w skład tzw. masy spadkowej, a Karpowicz nie zostawił testamentu. Na Litwie rozpoczęły się już poszukiwania spadkobierców. Władze Wrocławia zapewniają, że podejmą wszelkie starania, aby trafiły do Biblioteki Ossolineum, gdzie znajdą się wśród rękopisów m.in. Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Jana Karskiego i innych wybitnych Polaków.
Nierozstrzygnięty jest także status prawny należącego do tzw. masy spadkowej domu na Krzykach. Pocieszające jest to, że Krystyna Budniewska - siostra Marii Karpowiczowej - rozpoczęła już postępowanie spadkowe i zadeklarowała, że zrzeknie się domu, jeśli przeznaczony zostanie na cele publiczne. A tak będzie. "Widziałem taki ośrodek w Niemczech - mówi dyrektor Jarosław Broda - miejsce przeznaczone dla tłumaczy, w naszym przypadku literatury, może przede wszystkim poezji polskiej na inne języki. Cały obiekt jest biblioteką - na półkach słowniki, encyklopedie i książki już przetłumaczone, komputery do pracy, pokoje dla stypendystów i większa sala spotkań. W Polsce nie ma jeszcze takiego miejsca, Wrocław byłby pierwszy. Ośrodek powinien być współprowadzony przez ministerstwo kultury, władze regionalne i miejskie - potrzebne są bowiem fundusze na kilkumiesięczne stypendia i na utrzymanie obiektu, ale pożytek z takiego miejsca jest trudny do przeliczenia na pieniądze".
NIE BĘDZIE TO ZATEM ANI "DOM KU PAMIĘCI", ani muzeum, a miejsce przyczyniające się do tego, że pamięć o mistrzu poetyckiego fachu Tymoteuszu Karpowiczu będzie we Wrocławiu obecna. Może właśnie teraz spełnia się to, o czym napisał w wierszu W pełnym świetle dnia: "... kiedy będę umierał chciałbym/ by de la tour nachylił się/ nade mną ze swoją świecą/ niech ona rozjaśni tę część mojej/ twarzy, która była prawdziwa/ lecz nikt nie mógł jej dojrzeć/ w ciemnościach".

