Przegląd Polski
18 stycznia 2008
- Odkrywanie Limeryki - Marek Kusiba
- Rosjanie wobec powstania styczniowego - Kazimierz Wierzbicki
- Leśne ścieżki Cesarza - Aneta Leśniak
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Palenie Palikota
Janusz Palikot miewał kłopoty ze słowem pisanym od dzieciństwa, choć nauczył się pisać zanim poszedł do szkoły. Wyznaje w swojej autobiografii, że z powodu leworęczności polonistki biły go piórnikiem po ręce albo wyrzucały jego zeszyt za okno. Leworęczność, podobnie jak lewicowość, uchodziły wtedy za zwyrodnienie.
Dzisiaj Palikot pisze na komputerze obydwiema rękami, co mu wcale życia nie ułatwia. Właśnie grozi mu proces i kara trzech lat więzienia, nie tyle za leworęczność, co lewicowość. Prawicowy prezydent i jego gorliwa kancelaria chcą Palikota wbić na pal społecznego potępienia za umieszczenie przez posła PO na jego blogu kilku pytań pod adresem prezydenta, co na etapie obecnej demokracji w Polsce uważane jest za obrazę głowy państwa. "Kto pyta, ten błądzi z innymi" - pisał kiedyś lubelski poeta i aforysta Dominik Opolski. Lubelski biznesmen i poseł zlekceważył to upomnienie i zadał prezydentowi pytania o nadużywanie. Oto wpis: "Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?".
Urzędnicy Kancelarii Prezydenta zareagowali na te pytania w jedyny, dostępny ich polityce reagowania na urazy sposób, grożąc Palikotowi procesem. Ja bym na miejscu pana prezydenta wysłał całą tę kancelarię lizusów na zieloną trawkę i sporządził następującą odpowiedź na pytania posła: "Szanowny Panie Pośle. Jako prezydent Polaków czuję się wzruszony i wdzięczny za szczere zainteresowanie stanem mojego zdrowia ze strony przedstawiciela nie tylko opozycyjnej partii, ale i przemysłu spirytusowego. Zapewniam Pana, że jako prezydent popierający rozwój rodzimego przemysłu, w tym także alkoholowego, którego sukcesów jest Pan współtwórcą, chciałbym swoim skromnym kieliszkiem podpierać dalsze sukcesy pańskiej branży, ale niestety, piję tylko nałęczowiankę, wodę może mniej ognistą niż Pańskie wyroby, ale także lubelską. Polecam się na przyszłość, Lech Kaczyński, Prezydent".
Odpowiedź utrzymana w podobnym tonie na pewno podniosłaby notowania prezydenta i jego partii. Tymczasem przed pałacem prezydenckim poczęto wznosić stos pogróżek i żądań karania, biczowania, palenia Palikota żywym ogniem i polewania wodą ognistą zapiekłej niechęci. Stos, na którym ma spłonąć nic nierozumiejący filozof od procentów. Choć Palikot studiował filozofię i pracę magisterską napisał z Kanta Krytyki czystego rozumu, nie pojmuje, że jego wykroczenie polega właśnie na krytyce czystego rozumu pana prezydenta, rozumu nie musującego bynajmniej bąbelkami produkcji Palikotowej wytwórni win musujących Ambra, za to rozjaśnianego panaprezydentowymi wizjami sprawiedliwej Polski wszystkich Polaków.
Palikot przyznaje: "Nigdy też nie pojmowałem osobliwości skojarzeń, jakie poniekąd rodzą się w moim języku". No właśnie. Pisze też na blogu, jakby się wczoraj urodził: "Jestem zszokowany poziomem zakłamania w naszym kraju. Doprawdy przydałby się kolejny Gombrowicz, i to jak bardzo!".
Palikotowi marzy się widocznie Ameryka, gdzie na pytania o prezydenta odpowiada jego rzecznik a nie prawnik. Pisze jak dziecko bite za często piórnikiem nie tylko po łapie, ale i po głowie: "Moim prawem wolnego człowieka w wolnym kraju jest stawiać pytania". Dobre sobie. Jakby spadł z Księżyca albo napił się księżycówki... Politolog Marek Mycielski tymczasem sugeruje, że otoczenie prezydenta powinno podziękować Palikotowi, bowiem nawet ujawnienie domniemanej słabości prezydenta do alkoholu także zwiększałoby jego szanse na reelekcję, gdyż wyborcy nikogo tak nie kochają, jak nawróconego grzesznika. A pozyskanie w Polsce elektoratu pijaków to murowane zwycięstwo w przyszłych wyborach.
Myślę, że Lech Kaczyński nosi w sercu jakąś urazę do Janusza Palikota. Może chodzi o autora Trans-Atlantyku? W roku Gombrowicza Palikot przeznaczył znaczne sumy na organizację imprez ku czci wyklętego przez rząd Jarosława Kaczyńskiego pisarza, rozdawał też Ferdydurke i zbierał podpisy pod żądaniem przywrócenia książek Gombrowicza do kanonu lektur szkolnych. Afiszował się także publicznie z Ritą Gombrowicz, Kanadyjką z liberalnego Montrealu...
Autobiografia Janusza Palikota, pochodzącego z Biłgoraja, ma proroczy tytuł Płoną koty w Biłgoraju. Jednak publiczne palenie Palikota przez Kancelarię Prezydenta jest chyba sporą przesadą w darmowej reklamie dla posła i Platformy. Prezydent powinien palić Palikotem pod kominkiem narodowego pojednania, a nie robić z niego męczennika wolności słowa. Jak pokazało życie posła oraz ostatnie wypadki, bicie Palikota piórnikiem po ręce za pisanie niepoprawnych zdań tylko przysparza mu popularności...

