Przegląd Polski
11 stycznia 2008

Wielki Wizjoner

TERESA BĘTKOWSKA

Otwarcie w krakowskim Muzeum Narodowym 28 listopada ub. roku wystawy "Stanisława Wyspiańskiego teatr ogromny" było jednym z ostatnich akcentów obchodów upamiętniających stulecie śmierci twórcy. Ekspozycja będzie czynna do 2 marca br.

Stanęłam na scenie odtwarzającej premierowe Wesele, zbudowanej w zgodzie z autorskimi didaskaliami. Cytaty z tego dramatu, zobrazowane scenami z filmu Andrzeja Wajdy, przeprowadziły mnie ku Nocy listopadowej i Warszawiance. Przed oczami jawiły się witraże zaprojektowane dla katedry lwowskiej i dla krakowskich kościołów. Także rozmaite szkice, portrety i autoportrety. Wszystko to zaś razem uruchomiło wyobraźnię na tyle, że Wielkiego Wizjonera mogłam równocześnie i oglądać, i słuchać, i czytać. I raz jeszcze przekonać się, że jego teatr był rzeczywiście ogromny...

Był? Nie należy używać czasu przeszłego. Ten teatr trwa. Do muzeów wciąż przecież trafiają zaginione albo całkowicie nieznane prace malarskie i rysunkowe. Dramaty nie schodzą z afiszów.

Wciąż wśród nas obecny

Oglądamy w telewizji i teatrach niezmiennie frapujące dramaty Wyspiańskiego. W wielu kościołach - przepiękne polichromie i witraże. W muzeach - szkice, rysunki, obrazy. W budynku Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego przy ul. Radziwłłowskiej 4 - ciekawy witraż centralny Apollo spętany, ale też balustradę przyozdobioną odlanymi w metalu liśćmi i kwiatami kasztanowca oraz meble wykonane według projektu artysty.

Patrzymy, podziwiamy, słuchamy i uczymy się. Bo jest co podziwiać i od kogo się uczyć. Przecież ten geniusz, zmarły w 38. roku życia mocno znaczonego rodzinnymi tragediami (gdy miał 6 lat, zmarł jego brat, gdy 7 - matka; ojciec wpadł w alkoholizm), osiągnął bardzo dużo. Ale czy mogło być inaczej, skoro ciekawość świata, pasje tworzenia ogarnęły go już w dzieciństwie? Wszak nie jest tajemnicą, że jako 12-letni chłopiec przeczytał dramaty Szekspira, poznał dzieła Homera, Sofoklesa, Ajschylosa, że w rok później bywał na każdej premierze w teatrze krakowskim, a nawet sam założył szkolny teatr, dla którego projektował scenografie i w nim występował; 15-letni Wyspiański był już słuchaczem Szkoły Sztuk Pięknych prowadzonej przez Jana Matejkę, a po maturze podjął w niej studia, równocześnie kształcąc się na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

"Drobny, blady chłopczyna"

O twórczości i życiu Wyspiańskiego można mówić nieskończenie. Bo w biografii artysty nie ma "białych plam". Zadbali o to badacze literatury i historycy. Także przyjaciele poety, którzy we wspomnieniach opisali go tak, jak choćby Lucjan Rydel: "Pamiętam go jak dziś: dość drobny, blady chłopczyna z twarzą ładną jak dziewczynka, z bujną złotawą czupryną nad białym czołem, spod którego patrzyły na świat głębokie siwe oczy; w sobie zamknięty, z natury nieśmiały. (...) Cechowała go wrażliwość nadmierna i delikatna wytworność uczuć, która cofała się i zwijała w sobie wobec każdego brutalnego słowa. Małomówny, cichy, miewał już wtedy badawcze, przenikające spojrzenie...".

Ten "drobny, blady chłopczyna" ze wspomnień Pana Młodego z Wesela kończył swój żywot zupełnie jednak odmieniony. Ostatni autoportret, jaki namalował - bezwładną już ręką z przymocowanym deszczułkami do palców ołówkiem, na dodatek w ogromnych bólach i nerwowym załamaniu - jest wizerunkiem człowieka zniszczonego chorobą weneryczną. Tyle że wciąż pracującego w szalonym pośpiechu; obok tego autoportretu w 1907 r. Wyspiański zajmował się jeszcze tłumaczeniami, pisał kolejne dramaty.

Sztuka witraży

Kilka miesięcy temu Andrzej Seweryn wcielił się w Stanisława Wyspiańskiego. Przy udziale obserwatorów-widzów siedzących w kościelnych ławach niczym w teatralnych fotelach - chodził po świątyni Franciszkanów owianej tradycją piastowskiego mauzoleum (z grobami błogosławionej Salomei i Bolesława Wstydliwego) i opowiadał o pracy nad kartonami do polichromii w tym obiekcie. Nie ukrywam, dla zebranych była to uczta duchowa. I nie tylko z powodu treści, jaka do nas docierała z ust aktora (a nie brakowało tam wzburzonych, ostrych słów Wyspiańskiego-buntownika, z którego artystycznymi wizjami wielu jego oponentów się nie zgadzało), ale przede wszystkim obrazów; światła reflektorów wydobywały z ciemności wielobarwne kwiaty wkomponowane w witraże i namalowane także na ścianach świątyni.

Co właściwe widzimy na witrażach Wyspiańskiego na Wawelu, w licznych obiektach sakralnych? Ktoś, kto zadaje takie pytanie, odpowiedź może uzyskać w pawilonie wystawowo-informacyjnym, zaprojektowanym przez Krzysztofa Ingardena i Jacka Ewego, a usytuowanym przy placu Wszystkich Świętych, nieopodal kościoła Franciszkanów. Tym otwartym w czerwcu ub. roku pawilonem - nazwanym "Wyspiański 2000" - Kraków złożył hołd artyście, którego dzieła w podwawelskim grodzie powstały.

"Wysoce śmieszne miasteczko", ale...

Czym dla Wyspiańskiego był Kraków? Odpowiedź, niestety, do prostych nie należy. Choćby dlatego, że wiele listów - przysyłanych z Paryża przez młodego twórcę do przyjaciół - zawierało takie np. stwierdzenia: "Kraków mi za mały", "Myślą wciąż jestem w Paryżu", "Kraków mam za małe, pretensjonalne, wysoce śmieszne miasteczko" itd.

Mimo tych utyskiwań Kraków był jednak dla twórcy najważniejszy. Tu powstały wszystkie jego dzieła. W domach czy kamienicach, do których dziś może zajrzeć każdy ciekawy przechodzeń.

Choć adresów, pod jakimi mieszkał, jest sporo, to jeden z nich budzi emocje: ulica Krowoderska 79. Tam poeta, w obszernym lokum na drugim piętrze, mieszkał z żoną Teofilą, czwórką dzieci i dwiema służącymi przez ponad pięć lat. Według anegdoty na drzwiach wisiała kartka o treści: "Tu mieszka Stanisław Wyspiański i prosi aby go nie odwiedzać". Tam, w Szafirowej Pracowni (a tak nazywa się dziś narożny pokój z balkonem i ścianami pomalowanym błękitną farbą, w którym pracował w latach 1901-1906) powstały portrety rodziny i wielu przyjaciół, autoportrety, kartony witraży do okien prezbiterium katedry na Wawelu. Także dramaty: Akropolis, Wyzwolenie, Kazimierz Wielki, Bolesław Śmiały oraz scenografie i projekty kostiumów do wielu sztuk. Tam też został zaprojektowany i wykonany nowy strój dla Lajkonika.

Szafirowa Pracownia Wyspiańskiego, pomimo upływu lat, jest wciąż ważna na mapie Krakowa. Tu od 6 lat mieści się siedziba Stowarzyszenia Twórczego "Dom Stanisława Wyspiańskiego". Tu dzieci i młodzież uczą się obcowania ze sztuką w ramach projektu edukacyjnego finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tu prowadzone są też wykłady dla dorosłych.

Krakowskie adresy poety

Wśród nich jest także dom przy ul. Krupniczej; tu się urodził 15 stycznia 1869 roku, tu spędził pierwsze 4 lata dzieciństwa. Co prawda lokum po rodzinie Wyspiańskich zajął później Józef Szujski, profesor UJ, jeden z największych dziejopisów polskich XIX wieku, jeszcze później profesor Stanisław Tarnowski, historyk literatury, prezes Akademii Umiejętności, wreszcie Józef Mehoffer, profesor Akademii Sztuk Pięknych, znany malarz i przyjaciel (choć konkurent), to jednak duch Wyspiańskiego jest obecny właśnie w Pałacu pod Szyszkami, bo tak nazywana jest kamienica, w której od 1996 r. mieści się Muzeum Józefa Mehoffera.

Z kolei w Domu Jana Długosza przy ul. Kanoniczej, u stóp Wawelu, Wyspiański mieszkał przez siedem lat. A dokładniej w małym parterowym domku będącym oficyną kamienicy przesiąkniętej narodową historią.

Wielu znawców literatury nie bez powodu za najpiękniejszy w twórczości poety uznaje wiersz, w którym napisał:

U stóp Wawelu
miał ojciec pracownię,
wielką izbę białą wysklepioną,
żyjącą figur zmarłych
wielkich tłumem;
tam chłopiec mały chodziłem,
co czułem,
to później w kształty
mej sztuki zakułem (...)

Znając ten wiersz dobrze wiedzieć, że ojciec poety miał pracownię w samym Domu Długosza. Ale też trzeba pamiętać, że tam, u stóp Wawelu, Stanisława obumarła matka. Tam także pożegnał na zawsze ukochanego braciszka.

Inny ważny adres poety to już nie Kraków, a Węgrzce. Wiejski dom ze stodołą, stajnią i szopą na 15 miesięcy przed śmiercią był miejscem, w którym Wyspiański jeszcze intensywnie pracował. Mimo że wiedział, iż jego koniec się zbliża.

Ten koniec nie zastał go jednak na wsi, pośród rodziny. Śmierć wybrała Kraków, szpital przy ul. Siemiradzkiego. Przyszła w listopadowy dzień mocno szargany burzą z piorunami.

Wieść o zgonie rozeszła się lotem błyskawicy. I nikt, od samego początku, nie miał wątpliwości, że narodowego wieszcza trzeba pochować na Skałce. Ale też nikt nie wziął pod uwagę wiersza-testamentu, skreślonego przez samego poetę:

Niech nikt nad grobem mi nie płacze,
krom jednej mojej żony,
za nic mi wasze łzy sobacze
i żal ten wasz zmyślony.
Niech dzwon nad trumną
mi nie kracze
ni śpiewy wrzeszczą czyje;
niech jeno deszcz
na pogrzeb mój zapłacze
i wicher niech zawyje.

Czy wicher zawył? Deszcz zapłakał? Wiemy, że w kondukcie pogrzebowym szło 40 tysięcy ludzi. A ten, jak zwyczaj nakazywał, zaczął się w kościele Mariackim; po nabożeństwie żałobnym karawan zaprzęgnięty w sześć karych koni obwiózł zmarłego najpierw dookoła krakowskiego Rynku, a później przez ul. Grodzką zawiózł poprzez Wawel - na Skałkę. Trumna została umieszczona w Krypcie Zasłużonych, w której spoczywał już Jan Długosz, Wincenty Pol, Ignacy Kraszewski, Teofil Lenartowicz, Adam Asnyk i Henryk Siemiradzki.

Ostatni adres: podwawelska Skałka. Tak, przypomina o utracie wielkiego artysty. Ale ostatnio czyni to również Muzeum Stanisława Wyspiańskiego (oddział Muzeum Narodowego) mieszczące się w kamienicy Szołayskich przy ul. Szczepańskiej. Tam do 9 marca 2008 r. można poznać wydarzenia związane z ceremonią pogrzebową dzięki wystawie "Pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego. 'Sami złożycie stos'".

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail