Przegląd Polski
4 stycznia 2008
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Wędrowiec -Z ukraińskim poetą i eseistą Wasylem Machną rozmawia Izabela Joanna Bożek
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Wild, Wild Wildstein
W noworocznej Rzeczpospolitej znajdujemy receptę dla osób pragnących zrobić w kraju karierę, wypisaną przez jednego z naczelnych lekarzy narodowego sumienia Rafała Ziemkiewicza. W felietonie o wysmakowanym tytule "Mister Bluzg", zamieszczonym pod stałą winietą "Między Michnikiem a Rydzykiem", dość komicznie sugerującą niezależność poglądów autora Michnikowszczyzny - pisze m.in. o obecnym wicemarszałku Sejmu Stefanie Niesiołowskim: "(...) w Polsce, jak w rzadko którym kraju, można zrobić wielką karierę na jednym: na braku zahamowań w ubliżaniu każdemu, komu w danej chwili opłaca się ubliżać".
Sam Ziemkiewicz nie ubliża bez zahamowań, pisząc o Adamie Michniku: "Człowiek, który swego czasu był w stanie sam jeden przysporzyć Polsce więcej szkód niż całe RSW Prasa-Książka-Ruch razem wzięte, stał się zaledwie stojakiem na zaszczyty, od czasu do czasu powtarzającym niczym zdarta płyta wciąż te same okrzyki o populizmie i nacjonalizmie", etc. Oraz, żeby nie pozostawić czytelnikowi cienia wątpliwości co do swego obrzydzenia do ubliżania bez zahamowań, cytuje za "profesorem Nowakiem" z Naszego Dziennika [nie mylić z Nowym Dziennikiem! - przyp. red.] wypowiedź Niesiołowskiego: "Dla mnie typowym fanatykiem nienawiści i agresji jest Adam Michnik, aczkolwiek niewątpliwie inteligentny. Reprezentuje rodzaj fanatyzmu, którym najbardziej się brzydzę, ponieważ pod pozorami troski o człowieka, o wolność, o demokrację lansuje twardą antykościelną, antypolską linię polityczną".
Do chóru apologetów Michnika dołączył na łamach świątecznej Rzeczpospolitej Ojciec Polskiej Lustracji w swym Alfabecie Wildsteina, poświęcając większość tej radosnej twórczości "salonowi", "towarzystwu", "autorytetom" i "wykształciuchom", czyli w największym skrócie środowisku Gazety Wyborczej. Polski Robespierre od dawna zmierza do obalenia monarchii nie tyle Burbonów, co Michnika, i zburzenia Bastylii-Agory. I choć głośna zapowiedź na pierwszej stronie zwiastuje sensację ("A jak Adaś, Ż jak Życiński. Lista, która znów wstrząśnie Polską"), czytamy podróbkę Alfabetu Urbana. Urban nie ma moralności, ale ma przynajmniej pióro, a Wildstein? Wildstein ma zamiast pióra kolta, niczym rewolwerowiec West z amerykańskiego westernu science fiction Barry'ego Sonnenfelda Wild, Wild West.
Akcja westernu rozgrywa się w roku 1869 w epoce rekonstrukcji. Sceny polskiej politycznej szopki Wildsteina też rozgrywają się w epoce rekonstrukcji. Rewolwerowiec Jim West śledzi i po kolei wykańcza byłych konfederatów, rezydujących najczęściej w saloonach. Szybkostrzelny Wildstein też pełni swą patriotyczną powinność wobec bywalców polskiego salonu. Obaj, West i Wildstein, unikają cudem linczu i zostają mianowani do godności specjalnych agentów czasów przemian. Film dostał najgorsze z możliwych oceny amerykańskich krytyków. Dzielny lustrator Wildstein jest lepszy od filmu, gdyż cieszy się w Polsce zasłużoną sławą.
Niesiony na jej fali poczuł się w obowiązku dokończyć dzieła - i wykończyć słaniających się na nogach przeciwników. Strzela jednak Panu Bogu w okno. To, co pisze, jest mało dowcipne i odkrywcze, te zdania zna już na pamięć każde dziecko polskiej demokracji: "Adaś Michnik. Motyl opozycji, z którego wykluła się poczwarka III RP [patrz: Michnik Adam]; Michnik Adam. Przyjaciel Jerzego Urbana, Czesława Kiszczaka, Wojciecha Jaruzelskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego. Prywatnie redaktor naczelny Gazety Wyborczej. Historiozof. Odkrył, że dzieje ludzkości to walka ludzi honoru z lustracją organizowaną przez ´lustratorówª znanych także jako ´łajdacyª, ´podleceª, ´szubrawcyª itp. Swoje ujęcie dziejów Michnik odnajdywał w literaturze i myśli XIX i XX wieku, m.in. w twórczości Stendhala, Mickiewicza, Conrada, Dąbrowskiej, która, jak się okazuje, traktowała o walce z lustracją", itd.
Wildstein sili się na oryginalność, ale nie bardzo umie strzelać do Michnika. Nie ten kaliber. Znów nie trafia celując, dla zmylenia przeciwnika, w autora książki - nomen omen - Warto być przyzwoitym: "Bartoszewski Władysław. Autorytet. Bohater polskiej historii najnowszej. Autorytetem stał się, kiedy określił dyplomację Kaczyńskich jako ´dyplomatołkówª, a zwolenników PiS jako ´bydłoª. Nie zgadzając się z jego opiniami na temat polityki zagranicznej, lekceważymy AK i polską martyrologię. Tak jak utożsamiamy się z SB za PRL prześladującą Michnika, kwestionując jego sądy na dowolny temat".
W Alfabecie Wildsteina jest także wpis: "Doda Elektroda. Polska Marilyn Monroe [patrz: Tusk Donald]". W Alfabecie z oczywistych względów brakuje wpisu: "Wildstein Bronisław. Polski Robespierre [patrz: Ojciec Rydzyk]". Ale wpisu na temat o. Rydzyka także próżno szukać na tej liście, która miała "znów wstrząsnąć Polską". Odważny lustrator z Rzeczpospolitej schował głowę w piasek pobożnych życzeń czytelników Naszego Dziennika. Widać dobrze opanował sztukę taktycznych uników i zahamowań "w ubliżaniu każdemu, komu w danej chwili opłaca się ubliżać"...

