Przegląd Polski 15 czerwca 2007
- Mały cień wielkiego czarnoksiężnika - Joanna Roszak
- Życie niecodzienne Nowego Jorku - Krystyna Olszer
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Życie niecodzienne Nowego Jorku

Maria Kornatowska, wykładowca łódzkiej szkoły filmowej oraz autorka wielu książek i artykułów o filmie, opublikowała ostatnio w Instytucie Wydawniczym Latarnik książkę, która na pewno ucieszy jej licznych wielbicieli. Tytuł - Rozmyślania przy makijażu - rozpozna każdy czytelnik Nowego Dziennika.
Gdy przed laty autorka wybierała ten lekko frywolny tytuł, nawiązywała świadomie do literackiej tradycji popularnych przed laty w Polsce Rozmyślań przy goleniu Stanisława Dygata. Maria Kornatowska od 1992 roku spisała setki swoich rozmyślań, dzieląc się z czytelnikami wrażeniami z miasta, które czule nazywa "naszą umiłowaną metropolią".
Wydany w Polsce wybór nowojorskich felietonów wymagał obróbki pod kątem polskiego czytelnika. Materiał podzielono na 12 tematycznych rozdziałów, a nieco enigmatyczny tytuł uzupełniono niespodziewanym podtytułem "Życie codzienne Nowego Jorku". W zestawieniu z treścią wybranych felietonów podtytuł ten zaskakuje. Może to kwestia definicji, ale wydaje się, że w felietonach Marii Kornatowskiej znajdziemy wszystko, poza codziennością naszego miasta właśnie. Podejrzewam, że zastosowano tu trik wydawniczy wabiący potencjalnego nabywcę. Andrzej Dudziński, znany artysta grafik i jak Kornatowska nowojorczyk "na pół etatu", napisał we wstępie, że książka powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto wybiera się z wizytą do Wielkiego Jabłka.
I słusznie, bo autorka wskazuje miejsca, przedstawia ludzi i podsuwa refleksje, do których bez jej pomocy nie dotarłby wycieczkowicz znad Wisły czy Bugu. Dostarcza informacji o dzielnicach nieoznaczonych na szlakach turystycznych przewodników. Podpowiada, jak oglądać miasto, by dostrzec jego ukryte uroki, wyjaśnia, skąd bierze się jego piękno i jego brzydota, dzieli się niecodziennymi refleksjami na temat życia w tej "artystycznej stolicy świata". Wszystko, o czym pisze autorka Rozmyślań przy makijażu, jest niecodzienne w treści i formie. Książka stanowi jedyny w swoim rodzaju przewodnik po Nowym Jorku przedeptanym wzdłuż i wszerz w pantofelkach na wysokich obcasach, z szeroko otwartymi oczami wprawnej oglądaczki filmów o umyśle skłonnym do refleksji i wspaniałym poczuciu humoru. Przewodnik bardzo subiektywny w wyborze tematów i w opiniach, pełen nietuzinkowych - czasem kontrowersyjnych - informacji i wielkiej fascynacji miastem, do którego autorka żywi zdecydowaną, choć nie bezkrytyczną sympatię. Przedstawione w Rozmyślaniach elementy historii miasta są interesujące, świadczą o solidnym oczytaniu i podsuwają liczne tytuły, do których warto sięgnąć. Refleksje nawiązują często do znanych nowojorskich filmów, kryminalnych powieści i balladowych legend. Także do malarstwa, zwłaszcza obrazów ulubionego Edwarda Hoopera, którego Nighthawks bardzo odpowiednio zdobi elegancką okładkę książki.
Czytelnika, znającego poniedziałkowe felietony Marii Kornatowskiej z Nowego Dziennika, przy ich ponownej lekturze zaskoczy bogactwo informacji i oryginalność wybieranych tematów. Czegóż tam nie znajdzie? Historię miasta - portrety budowniczych sławnych drapaczy chmur, wspaniałych mostów, olbrzymich parków, starych pomników i teatrów; wielkich bogaczy i wielkodusznych filantropów; ludzi, którzy tworzyli legendę Broadwayu, Wall Street i innych atrakcji nowojorskiej metropolii. Obok nich autorka przedstawia wysiłki i zmagania "zwykłych zjadaczy hamburgerów", losy wczesnych imigrantów - tych nowojorskich pionierów, gangi przeróżnych epok i nacji, poszukiwaczy przygód, ulicznych muzyków i bezdomnych biedaków. Każdy z nich, na swój sposób, przyczynił się do powstania miasta i jego niepowtarzalnej atmosfery.
W krótkiej recenzji nie sposób ogarnąć bogactwa poruszonych tematów, wymienić wszystkiego, co zaciekawia i wzbudza refleksje. Lektura książki Marii Kornatowskiej z pewnością uświadomi wielu polskim nowojorczykom, jak mało znamy Wielkie Jabłko, i zaproponuje inne na nie spojrzenie. Zapewne niejeden czytelnik zobaczy nasze miasto od nowa, niejeden zacznie je zwiedzać od innej strony. Wcale nie codziennej, bo jak już znaczyłam, autorka porusza się w sferze zjawisk, które niewiele mają wspólnego z powszechnie rozumianą codziennością.
Maria Kornatowska spostrzega, i słusznie, że Nowy Jork znajduje się w ciągłym ruchu. Różne jego części rozwijają się gwałtownie w różnych epokach - zaludniają, tętnią życiem i pracą, by za chwilę popaść w ruinę. W Rozmyślaniach przy makijażu przyciągają uwagę opisy poszczególnych części miasta (sąsiedztwa, communities). Nowy Jork ma ich wielką mnogość, a Kornatowska zdaje się znać wszystkie i rozpoznawać odmienność każdej. Dla przykładu, opisując "niespokojny duch nowojorskich przemian", śledzi wędrówki młodych artystów, którzy w poszukiwaniu przestronnych, a niedrogich lokali na swoje pracownie, zmieniają często miejsca osiedlenia tworząc coraz to nowe enklawy. "Co rusz jesteśmy świadkami powstawania nowych artystycznych dzielnic, które przeżywają najpierw okres cyganeryjnej prosperity, by przeobrazić się z czasem w dzielnice modne i szykowne, dzielnice wytwornych sklepów, eleganckich galerii i barów, jak nie przymierzając, urocze skądinąd, SoHo" - pisze autorka. Nowojorski Polak nie zawsze rozpozna nawet ich nazwy. Co w mieście oznaczają takie punkty, jak Mount Tom, Cook Block czy Viniger Hill? I gdzie je znaleźć? W Rozmyślaniach nie chodzi tylko o stare Lower East Side (zwane z latynoska Loisaidą), artystyczne Greenwich Village, młode SoHo czy jeszcze młodsze Alphabet City (East Village). Odnotowując rozwój życia artystycznego Nowego Jorku autorka wskazuje takie modne ostatnio miejsca, jak NoLIta (North of Little Italy), Meat Packing District (Zachodnia 14 Ulica), SoBro (South Bronx) czy Dumbo (Down Under Manhattan Bridge Overpass). To w tych miejscach znajdują sobie dzisiaj mieszkania młodzi artyści, tu otwierają się modne kluby, bary i restauracje, w których się bywa, tworzy kontrkulturę czy sztukę alternatywną.
Wielkim nowojorskim ośrodkom kultury i komercji - operom, teatrom, muzeom i galeriom, domom towarowym i maklerskim, sieciom Starbucks czy Barnes & Noble - Kornatowska składa należny hołd, ale więcej ciepłych słów poświęca małym galeryjkom, gdzie najmłodsza bohema miasta zaprasza na swoje pierwsze wernisaże, księgarenkom z wieloletnią tradycją i oczytanym personelem, tajemniczym sklepikom udekorowanym w stylu New Age, dziwnym sklepo-galeriom, kawiarniom, uczęszczanym dziś przez studentów, a dawniej przez sławy pióra i pędzla. Tutaj i wszędzie indziej Maria Kornatowska poszukuje nowojorskiej specyfiki, którą znajduje także w portretach ludzi o odmiennych twarzach i kolorach skóry, ludzi odważnych, przedsiębiorczych i energicznych. Nie bez powodu mówi się, że na Manhattanie zgromadziła się cała intelektualna energia kraju. Ulice, którymi przewala się różnorodny tłum, budzą niepokój. Jest to bowiem tłum samotnych, obcych sobie ludzi, zapatrzonych w siebie lub zasłuchanych w słowa czy rytmy docierające do nich z komórkowych telefonów czy iPodów.
Maria Kornatowska pisze w sposób bardzo swoisty; lekko, z humorem i szczyptą ironii. Tak też traktuje podejmowane tematy. Jej stwierdzeń nie należy zawsze brać dosłownie, raczej czytać między wierszami. Do języka ma stosunek twórczy i odważny. Pisze krótkimi zdaniami, dynamicznie; często stosuje równoważniki. Każdy, kto czytuje Rozmyślania w Nowym Dzienniku, z miejsca rozpozna jej styl. Chociażby po słownictwie - raz archaizującym, bo lubi stare słowa, jak niegdysiejszy, atoli, poniektóry, acz, ponoć, ździebko, azali, a kiedy indziej - bardzo nowoczesnym czy wręcz slangowym. Namiętnie - jakby to sama określiła - wprowadza do swego języka zwroty rodem z wielkiej literatury (domowe pielesze, świetlana przyszłość, ziemskie kolisko, ojczyzny łono) obok nowych kolokwializmów w rodzaju "coś jest na rzeczy", "to byłoby na tyle". Pieniądze to u niej zawsze "kasa". Polszczyznę często-gęsto przetyka angielszczyzną. Dla biegłych w tym języku nie stanowi to problemu, ale czy każdy w Polsce będzie wiedział, o co chodzi, gdy przeczyta o "wild shoppersach", "brownstonach" i "townhousach", "newyorkerowskich reklamach" i "newage'owych trendach", a nawet o doormanach" i "konsjerżach"? Jej nowotwory językowe są zręczne i mają przyszłość - jak "zupodajnia", w okresie mody na zdrowe zupki. Czasem spolszcza słowa (Nowy Jork "ekspanduje" w różne strony, a rzeczywistość trzyma nas w "suspensie"). Niekiedy podaje skomplikowaną etymologię słów, jak hooligan, greaser, soap lock, Irish confetti albo ryzykuje angielskie cytaty bez polskich odpowiedników (pushcar man).
W sumie Rozmyślania przy makijażu to książka tak rozmaita i postmodernistyczna, jak "patchworkowe" jest miasto, które opisuje. Czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem, bo temat traktuje wielostronnie i bardzo osobiście. Subiektywne są również oceny i refleksje. Maria Kornatowska ogląda, podgląda i komentuje wyłącznie to, co ją interesuje, a robi to - jakby powiedziała jej imienniczka z Wesela - "przez pół drwiąco, przez pół serio". Przyjemnej lektury!
Maria Kornatowska, Rozmyślania przy makijażu. Życie
codzienne Nowego Jorku. Z przedmową Andrzeja Dudzińskiego. Instytut
Wydawniczy Latarnik, Michałów-Grabina 2007, s. 311, cena 17 dol. plus
6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni
Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
strona internetowa: www.ksiazkionline.com
