Przegląd Polski 25 maja 2007
- Poszukiwanie tożsamości (z łosiem w tle) - Beata Dorosz
- W rytmie serca - Halina Barbara Klein
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Poszukiwanie tożsamości
(z łosiem w tle)
Uczestnicy konferencji przed prawosławnym monasterem męskim Zwiastowania Najświętszej Marii Panny w Supraślu
"Paryż - Londyn - Monachium - Nowy Jork. Powrześniowa Emigracja Niepodległościowa na mapie kultury nie tylko polskiej" to tytuł konferencji, która odbyła się w dniach 15-17 maja br. Zorganizowały ją Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu w Białymstoku i tamtejszy oddział Instytutu Pamięci Narodowej.
Universitas Bialostocensis obchodzi 10-lecie usamodzielnienia się (wcześniej był filią Uniwersytetu Warszawskiego). W tym czasie wpisał się już na mapę życia naukowego jako ośrodek młody, ale prężny i z ambicjami. Współorganizowanie konferencji przez IPN pozwoliło zaś na przypomnienie, że to też placówka naukowa, nie tylko archiwum akt wykorzystywanych jako narzędzie ostrej walki politycznej.
Tytuł konferencji podkreślał istnienie polskich skupisk emigracyjnych niemal na całym świecie. Wskazywała też na to lista uczestników, bo oprócz przedstawicieli różnych środowisk naukowych w kraju do Białegostoku ściągnęli i emigranci, i badacze emigracji (nie tylko polskiej) z Francji, Izraela, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Szwecji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii oraz Włoch.
Relacja z białostockiej konferencji może być jedynie fragmentaryczna. Zadziwiająca okazała się atrakcyjność tego spotkania, na które zgłoszono aż 75 referatów, zatem tylko skromna część obrad odbyła się na sesjach plenarnych, a znakomita większość w ramach równolegle prowadzonych sekcji.
Kluczem do większości rozważań było poszukiwanie tożsamości - złożony stan ducha i umysłu, świadomości i emocji, przeżyć natury głęboko osobistej, jak i tych bardziej ogólnoludzkich: politycznych i narodowo-patriotycznych, których dane było doświadczać emigrantom, usiłującym w nowym świecie i odmiennych realiach odnaleźć własne miejsce i określić sens życia. Doznania te miały często głęboko dramatyczny wymiar, nie bez powodu więc tekst wyjaśniający decyzję o pozostaniu na Zachodzie Czesław Miłosz rozpoczął zdaniem: "To, o czym opowiem, można nazwać historią pewnego samobójstwa" ("Nie", Kultura, Paryż 1951 r., nr 5). Przed tak tragicznymi konsekwencjami bycia emigrantem chronić miały różne strategie. Odnosiły się one na przykład do języka, czego wyrazem był albo swoiście pojęty patriotyzm językowy i pozostanie przy twórczości w języku polskim (np. Jan Lechoń czy Miłosz, który do końca pisał po polsku, a na angielski był przekładany), albo doskonałe realizowanie się w języku obcym (np. Andrzej Busza, piszący po angielsku i tłumaczony na polski); obcość języka była tak bolesnym doświadczaniem nowego świata, że Zygmunt Haupt pisanie po angielsku uznawał za ponowne wygnanie. Doznawane przez wielu poczucie obcości i osamotnienia najbardziej tragiczny wyraz znalazło w samobójczej śmierci Lechonia, który wielokrotnie powtarzał: "Nowy Jork nie jest moim domem". Inni próbowali je przezwyciężyć, odnajdując zakorzenienie w tradycji kultury (Busza) lub w otaczającej ich naturze (Florian Śmieja, Bogdan Czaykowski). Gdy jedni deklarowali głębokie nastawienie antyasymilacyjne, jako pierwszą powinność wychodźcy traktując wytrwanie w statusie wygnańca (Tymon Terlecki), inni, otoczeni obcym żywiołem, za etyczny i artystyczny obowiązek emigranta uznawali pamięć o przeszłości (w jej jednostkowym i ogólnym wymiarze), najpełniej realizowaną w sztuce i choć nakaz pamiętania łączył się z bólem, dobrowolnie zanurzali się w żywiole pamięci (Stanisław Baliński).
Pamięć i tożsamość szczególne znaczenie mają w emigracyjnych biografiach pisarzy żydowskich polskiego pochodzenia. Pamięć o holokauście jest tu tak samo istotna i bolesna, jak własne doświadczenie wygnania. Nowe miejsca wyzwalają całą gamę czasem ambiwalentnych uczuć - np. Nowy Jork u Anny Frajlich budzi obcość i niechęć, ale i bliskość, bo tu można doświadczyć istnienia domu, a dla Henryka Grynberga Ameryka jest nową zmartwychwstałą ojczyzną Żydów. W biografiach obojga wymienionych, ale i Aleksandra Wata, Arnolda Słuckiego czy Leo Lipskiego, polskość i żydowskość realizowały się przez doznanie emigracji: uporczywie trwali w języku polskim, w nim wyrażając swoją żydowskość; wyjeżdżali z Polski, bo nie mogli w niej żyć, ale - paradoksalnie - w nowych miejscach, bardziej sprzyjających żydowskiej tożsamości, pielęgnowali polskość.
Osobną grupę pisarzy (i odmienny problem badawczy) stanowi Związek Autorów Piszących po Polsku w Izraelu (m.in. Ida Fink, Natan Gross, Halina Birenbaum, Józef Bau), dla których decydujące jest poczucie przynależności do Polski, przeżywanej jako miejsce "niemożliwego powrotu" (Birenbaum), gdy miejsce, gdzie jest się sobą, nie jest identyfikowane z domem, a język polski jest głównym punktem identyfikacji ("mieszkam w języku" mówi Eli Barbur).
Tematyka żydowska nie ograniczała się do dyskusji o dylematach tożsamości. Podjęto też trudne problemy współżycia polsko-żydowskiego, które na emigracji wcale nie stały się mniej aktualne. Z jednej strony więc londyńskie Wiadomości, oskarżane przez współemigrantów o filosemityzm i antysemityzm, przeanalizowane zostały pod kątem pojawiających się na ich łamach żydowskich tematów, z drugiej - wskazano na żywotność (także na emigracji) dyskursu narodowo-antysemickiego, tkwiącego korzeniami w endecji międzywojnia, który w konsekwencji przyniósł też i dramaty depolonizacji (Aleksander Hertz).
Przegląd referatów uprawnia przypuszczenie, że badania nad literaturą i kulturą na emigracji ewoluują ku nieco szerszemu spectrum bohaterów i zagadnień, Czesław Miłosz i Gustaw Herling-Grudziński pojawili się bowiem w pojedynczych wystąpieniach, była to natomiast pierwsza chyba sesja, na której nie mówiono o Gombrowiczu (!), co należy odczytywać nie jako objaw wyczerpania związanych z nim tematów, a raczej symptom znużenia po bogatym w wydarzenia Roku Gombrowicza (2004). Natomiast Rok Giedroycia (2006) trwa w nauce nadal, bo Redaktor i jego Kultura zawładnęli wyobraźnią wielu badaczy. Z nazwisk twórców rzadko bywających bohaterami konferencyjnych "roztrząsań i rozbiorów" wymienić należy: z emigracji londyńskiej m.in. Herminię Naglerową i Mieczysława Lurczyńskiego, a pośród emigrantów w Ameryce - Alicję Iwańską i Danutę Mostwin.
Tradycyjnie już konferencje "emigracyjne" są miejscem konfrontacji dwóch szkół czy metod badawczych: interpretatorów i egzegetów z dokumentalistami. Spór, znany od lat z całego obszaru literaturoznawstwa i od lat nierozstrzygnięty, jest przysłowiową dysputą o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia. Po jednej stronie stają zwolennicy uprawiania badań nad emigracją wedle kanonów strukturalizmu, poststrukturalizmu, dekonstruktywizmu, po drugiej - badacze opierający swe dociekania na dokumentach źródłowych i archiwaliach. Piszącej te słowa bliższa jest metoda druga, w której baza archiwalna prowadzi do interpretacji, a wiedzę o życiu pisarza próbuje się związać z jego twórczością, by w ten sposób znaleźć się bliżej człowieka i jego dramatów, a przez to wzbogacać i wiedzę o świecie, i własną empatię.
Wzbogaceniem wiedzy o świecie i jedyną w swoim rodzaju nauką rozumienia drugiego człowieka okazała się w dość nieoczekiwany sposób wycieczka "szlakiem wielokulturowego Podlasia", będąca imprezą towarzyszącą konferencji.
Zwiedzanie Muzeum Ikon na terenie prawosławnego monasteru męskiego w Supraślu, w którym znajduje się czczona od XVI w. ikona Matki Boskiej Supraskiej, wprowadziło nas w świat historii i religii, połączonych trudnym węzłem. Opowieść przewodnika rozwijała się w trzech wątkach: historii tych terenów, gdzie często w ogniu polityki krzyżowały się wpływy religii i tradycji różnych narodów; historii sztuki, dzięki której objaśniona została przebogata symbolika ikon i tajniki ich powstawania; dyskretnie prowadzonej katechezy o prawdach wiary chrześcijańskiej. Najstarsze okazy ze zbiorów muzeum mają około 300 lat; niezwykłe są dwie ikony, faktycznie 50-60-letnie, sztucznie postarzone na wiek XVII-XVIII w tajnej pracowni działającej na terenie Kremla, by reżimowi notable mogli zarabiać tysiące dolarów, sprzedając podobne okazy nieświadomym niczego turystom zagranicznym; znakomita większość muzealnej kolekcji to dzieła sztuki ukradzione na Wschodzie, a zarekwirowane przemytnikom przez polskich celników na granicy.
Prawdziwą jednak egzotykę Podlasia odsłoniła wizyta we wsi Kruszyniany, w której osadził Tatarów Jan III Sobieski, a ich potomkowie mieszkają tam do dziś. Skromniutki meczet, pochodzący z XVIII w., gdyby nie półksiężyce wieńczące jego wieżyczki, bardziej przypominałby mały kościółek na dalekiej prowincji. We wsi istnieje jeden z dwóch w kraju cmentarzy muzułmańskich (mizar) z najstarszym w Polsce nagrobkiem muzułmańskim z 1704 r.; znaleźli tu też schronienie Czeczeni - tragiczni uchodźcy XXI w. Opowieść przewodnika, członka jednej z dwóch kruszyniańskich rodzin tatarskich, o historii tego narodu, jego łączności z Polską, uczestniczenia w jej dziejach z zachowaniem własnej odrębności religijnej i kulturowej, rodzącej się teraz wśród wielu Tatarów potrzeby powrotu do korzeni, a wreszcie czeczeńskie groby z 2002 r. - postawiły w zupełnie innym świetle konferencyjne dociekania na temat poszukiwania tożsamości. To, co dotąd było figurą stylistyczną z obszaru literaturoznawstwa, tu objawiło się w całej człowieczej złożoności i realności. Uświadomiło nam też, jak wielkim tyglem kultur i narodów, w którym wartością było jego bogactwo i różnorodność, była niegdyś Polska i jak nieodwracalne szkody w świadomości społecznej uczyniły lata reżimowej propagandy, przemilczającej to bogactwo i zakłamującej historię Polaków i żyjących obok nich Tatarów, Białorusinów, Ukraińców, Litwinów i Żydów - mieszkańców Podlasia.
Ucztą była kolacja z tradycyjnych potraw tatarskich w gospodarstwie agroturystycznym, którego gospodarze, porzuciwszy wcześniejsze "zdobycze" (wykształcenie uniwersyteckie, mieszkanie i posady w mieście), powracając do tatarskiego rodowodu, odnaleźli w sobie powołanie do nowej misji: ożywienia różnorodnych tradycji kultury tatarskiej. Dylematy poszukiwania tożsamości zaprowadziły ich na powrót do Kruszynian.
Wyprawa kończyła się późną nocą, autokar sunący w bezgranicznych ciemnościach Puszczy Białowieskiej był w tym otoczeniu obcym tworem z innego świata. Gospodarzem u siebie okazał się wspaniały łoś w koronie imponującego poroża - pojawił się nagle w świetle reflektorów i ignorując absolutnie nasze ożywienie, lekkim truchtem, ale bez pośpiechu oddalił się w głąb lasu - pewien swego terytorium i swojej niezagrożonej tożsamości.

