Przegląd Polski 27 kwietnia 2007
- Nowe książki o Janie Lechoniu - Jerzy R. Krzyżanowski
- Pod innym kątem. Meandry przyjaźni - Jan Zieliński
- Ojciec emigracyjnego dramatopisarstwa - Nina Taylor-Terlecka
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Nowe książki
o Janie Lechoniu

Lata, jakie upływają od śmierci wybitnego człowieka, wcale nie muszą oznaczać zmniejszania zainteresowania jego życiem i twórczością. Dowodem tego są dwie ważne pozycje wydane ostatnio przez warszawską Bibliotekę "Więzi": korespondencja Jana Lechonia (1899-1956) i Mieczysława Grydzewskiego (1894-1970), opracowana przez Beatę Dorosz, oraz tom wspomnień o Lechoniu przygotowany przez Pawła Kądzielę. Obie książki zasługują na obszerne omówienie.
Niestrudzona badaczka biografii i dzieła poety, Beata Dorosz z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, raz jeszcze dała dowód umiejętności pełnego wykorzystania stypendiów Fundacji Kościuszkowskiej, gdy dotarła do nowojorskiego zbioru listów w Polskim Instytucie Naukowym w Ameryce i Houghton Library na Harvard University w Cambridge, Mass. "Jesteśmy dumni - pisał prof. Tadeusz Gromada we wstępie do książki Beaty Dorosz Lechoń nowojorski (1999) - że archiwum Jana Lechonia, naszego wybitnego członka, przechowywane jest w zbiorach Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku jako jedna z najcenniejszych pamiątek kultury narodowej na emigracji". Rezultatem starannej kwerendy było odnalezienie 475 listów, które Beata Dorosz opublikowała w dwóch imponujących tomach, w sumie liczących 980 stronic druku! Zbiór korespondencji został znakomicie opracowany pod względem edytorskim - listy opatrzono obszernymi przypisami, notami wstępnymi, fotografiami i indeksami, wyjaśniając i przybliżając dzisiejszemu czytelnikowi fakty sprzed już ponad pół wieku, jaki upłynął od zgonu poety, co stanowi należny hołd złożony jego pamięci.
Ostry podział
Znajomość, a wkrótce przyjaźń między poetą a wydawcą rozpoczęła się w roku 1916, w epoce poprzedzającej powstanie miesięcznika Skamander redagowanego przez Grydzewskiego, z tego jednak okresu pochodzi jeden zaledwie list datowany 10 maja 1923 r.; trzy listy noszą datę 1938, a jeden - 1941, natomiast cała ogromna korespondencja obejmuje lata 1945-1956, a więc okres pobytu Lechonia w Nowym Jorku i redagowania przez Grydzewskiego Wiadomości w Londynie. Tym samym listy te stanowią bogatą ilustrację dziejów powojennej emigracji, jej problemów, sporów i drobnych radości przeżywanych po obu stronach Atlantyku.
Podkreślić od razu trzeba, że sprawy polityczne, będące w tym okresie nieuniknionym tematem, zdecydowały w znacznej mierze o związaniu się Lechonia właśnie z Wiadomościami, reprezentującymi nieprzejednaną postawę niepodległościową, w odróżnieniu od Kultury Jerzego Giedroycia, której kompromisową wobec opanowanego przez komunistów kraju linię Lechoń odrzucał do tego stopnia, że nie tylko w niej nie drukował, ale w listach nie szczędził jej redaktorowi wielu gorzkich słów. Więcej niż gorzkie słowa, bo zgoła niecenzuralne epitety kierował pod adresem lansowanego przez Kulturę Czesława Miłosza, określając nie tylko jego polityczną postawę, ale i poezję wyrażeniami nienadającymi się do powtórzenia (np. t. I, s. 52-54). Redaktorka tomu na szczęście nie zawahała się przed ich wydrukowaniem, nie pomijając równie negatywnych opinii Miłosza o Lechoniu ("głupi człowiek", t. I, s. 53). Dla Lechonia, który reguły klasycznej poezji, rytmu i rymu przyjął jako zasadę niepodważalną, nie tylko postawa polityczna, ale i awangardowa forma wierszy Miłosza stanowiła odstępstwo nie do przyjęcia.
"Nie próżnuję, jak Ty myślisz"
O ile jednak niemal wszystko różniło tych dwóch poetów, o tyle niemal wszystko łączyło Lechonia i Grydzewskiego, przy czym niemałą więź stanowiło pedantyczne podejście do pracy. Znaną jest rzeczą staranność redaktora w sprawdzaniu cytatów w pracach przesyłanych do Wiadomości, na tym jednak polu poeta niewiele ustępował swojemu wydawcy, upominając się o zachowanie nawet błędów w nadsyłanych rękopisach, których odcyfrowanie stanowiło niemałą trudność z uwagi na nieczytelny charakter jego pisma. Dużo miejsca w całej korespondencji zajmują te właśnie sprawy, czasem doprowadzające wieloletnią przyjaźń i współpracę niemal do kryzysu. Jeśli jednak kwestie te uzna się za marginalne (choć dla nich były one zgoła zasadnicze), więcej uwagi poświęcić należy ogólnemu obrazowi twórczości Lechonia, jaki się z listów wyłania. Dodać też od razu należy, że przypisy, jakimi redaktorka opatrzyła teksty listów, mają ogromną wartość poznawczą. Są wzorowym przykładem starannej, żmudnej roboty edytorskiej.
Przyjęła się niesłuszna opinia o zaniku sił twórczych poety po wspaniałych osiągnięciach młodych lat życia, jednakże jego listy wyraźnie temu przeczą. "Nie tylko nie próżnuję, jak Ty myślisz - pisał Lechoń w marcu 1955 r. - ale ciężko pracuję - mam za sobą 200 audycji, niezliczoną ilość skeczów, 20 zeszytów Dziennika, więcej wierszy napisanych w Ameryce niż w ciągu całego poprzedniego życia i dużo drukowanych w Wiadomościach artykułów, właśnie nie ´na kolanieª pisanych, niezliczoną ilość przemówień z takimi kolubrynami jak zeszłoroczna seria wspomnień, kiedy opowiadałem je z pamięci - po półtorej godziny każda" (t. II, s. 361). Opublikowane w latach 1967-1973 trzy ogromne tomy Dziennika, o łącznej objętości 1786 stron druku, i wydane za jego życia 23 pozycje bibliograficzne opinię tę potwierdzają, mimo że nie obejmują utworów czy artykułów niezachowanych na piśmie, a przeznaczonych czy dla Radia Wolna Europa, czy do wystąpień publicznych. Wiadomości stanowiły ważną bazę publikacji poezji Lechonia, a Grydzewski dbał o utrwalenie jego dorobku, wydając w roku 1954 jego Poezje zebrane 1916-1953, a następnie przygotowując do druku Dziennik, którego tom I opatrzył wstępem. Zadbał też o utrwalanie dorobku Lechonia w swoim tygodniku, poświęcając numer specjalny Wiadomości z 9 czerwca 1957 r. jego pamięci, a w rok później publikując te materiały w formie broszury zatytułowanej Pamięci Jana Lechonia.
Humor, umiar i dyskrecja
Grydzewski przyjmował poezje przyjaciela z niesłabnącym entuzjazmem, każdy niemal utwór witając na łamach Wiadomości. "Złoty Kolego Serafinie - pisał w kwietniu 1954 r. - Znowu niespodzianka, wspaniały wiersz, szczególnie wzruszający przez strofy jakby napisane w latach 1917-1918" (t. II, s. 211). Ale entuzjazm redaktora nie był bezkrytyczny, czemu niejednokrotnie dawał wyraz proponując poprawki, przesyłając wielokrotne korekty, sugerując recenzentów itp., lub zgoła pisząc: "Dziękuję Ci za śliczny wiersz, ale czekam niecierpliwie na korekty. Długo czekać nie będę. Zmarnowałeś mi nr 467, który miał być 6-stronicowy i zawierać stronę dziennika. Musiałem w ostatniej chwili ograniczyć się do 4 stron, by nie było nowej awantury o korekty, które j e d n a k przetrzymujesz" (t. II, s. 355). Lechoń rewanżował się żartobliwymi komplementami: "Drogi Mietku! Składam Ci hołd Pruski, klęcząc na Rynku i całując Twą dłoń, która przez 30 lat rządziła literaturą polską, potwierdzając przysłowie, że Polska nierządem stoi" (t. II, s. 419).
Humor był nieodłączną cechą wzajemnych listów, często stanowiąc przykrycie dla spraw ważnych lub osobistych. Podziwiać zresztą należy umiar i dyskrecję obu piszących, gdy wkraczali w tę dziedzinę, z wielu względów zwłaszcza dla Lechonia drażliwą. Lechoń, jak pisze redaktorka tomów, "zachowywał głębokie, dyskretne milczenie w sprawach natury najbardziej osobistej" (t. I, s. 57). Np. anonimowa postać "najbliższego przyjaciela", nader często wspominana w Dzienniku, w listach nie pojawia się wcale, a o homoseksualistach obaj przyjaciele piszą delikatnie "panowie z branży". Mimo to listy stanowią nieodzowne uzupełnienie zapisów Dziennika, a nawet więcej, znakomicie je rozszerzają, toteż w eseju wprowadzającym Beata Dorosz słusznie konkluduje pisząc: "... dialog korespondencyjny Lechonia i Grydzewskiego można uznać nie tylko za nowe, odnalezione po latach ogniwo, ale za istotną klamrę spinającą rozproszony w wielu tekstach wizerunek psychologiczno-artystyczny Jana Lechonia" (t. I, s. 77).
Wspomnieć na koniec trzeba o pewnym fragmencie poszukiwań korespondencji, przypominającym wątki detektywistyczne, co dość często się w tego rodzaju pracach zdarza. Okazało się mianowicie, że listy Lechonia do Grydzewskiego zaginęły w tajemniczy sposób z archiwum Wiadomości jeszcze przed zamknięciem tego pisma w roku 1981. Po długiej korespondencji, m.in. z redakcją Przeglądu Polskiego, wyjaśniono, że listy te wypożyczył z redakcji Wiadomości Aleksander Janta, a po jego śmierci wdowa po nim sprzedała je Uniwersytetowi Harvard, gdzie dopiero w roku 2000 odnalazła je redaktorka obecnego wydania, co we Wstępie szczegółowo opisała (t. I, s. 12-21).
I wreszcie próba odpowiedzi na pytanie zasadnicze, nigdy do końca niewyjaśnione, o samobójstwo Lechonia. I tu, jak w całym wydaniu, Beata Dorosz zachowuje wyważone, obiektywne stanowisko, gdy pisze: "Czy - być może zaginione - następne listy przybliżyłyby nas do mrocznej tajemnicy, za którą kryła się tragiczna decyzja poety i czy może dlatego Grydzewski traktował je wyjątkowo - pytania te pozostaną już zapewne bez odpowiedzi" (t. I, s. 25).
I Polskę zawsze widział
tak jak trzeba
Drugą ważną pozycją bibliograficzną jest antologia wspomnień o Lechoniu, przygotowana przez Pawła Kądzielę, autora licznych opracowań o pisarzach grupy Skamandra. Redaktor zebrał 45 wspomnień o poecie, grupując je według chronologii jego życia - poczynając od napisanych przez brata Lechonia, Zygmunta Serafinowicza, migawek z dzieciństwa aż po ostatnie pożegnanie przez wieloletniego przyjaciela poety, Kazimierza Wierzyńskiego. Wszystkie teksty wspomnień "ukazały się w prasie polskiej", jak zaznacza redaktor tomu (s. 323), zarówno krajowej, jak emigracyjnej, poczynając od roku 1952 aż po rok 2002, z tym że najwięcej wspomnień ukazało się w latach 1956-1957, tuż po śmierci Lechonia.
Pomijając teksty okolicznościowe, pisane najczęściej zaraz po zgonie poety, kilka zasługuje na szczególną uwagę, wyróżniając się czy to wartością dokumentalną, czy formą literacką. Do tych pierwszych zaliczyć należy esej Aleksandra Janty O dwa palce od serca czułem sępa szpony. Przyczynek do nowojorskich dziejów życia i śmierci Lechonia (s. 216-230) oraz tekst Pawła Hertza Lechoń w czarnym palcie, zakończony znaczącym podsumowaniem osiągnięć lat emigracyjnych: "Poezja Lechonia urasta do wielkości sprawy, o którą Polacy toczą swoją wojnę. Staje się zwyczajna, powszednia i prosta, osiągając piękność równą modzie dawnych wierszy. Gdy niegdyś była epilogiem, przychodziła na koniec dziejów, spinała je złotą klamrą, niby karmazynową zasłonę, teraz stawała się prologiem, otwierała nieznany ciąg historii" (s. 279). Podobnie ocenia ją Jan Fryling: "W pierwsze dwudziestolecie odzyskanej niepodległości prowadził, niby polonezem pod arką triumfu, Lechonia Karmazynowy poemat, u kresu zaś tych lat stanęły, jak strzaskana kolumna, Krzyże i miecze Wierzyńskiego. Poezja polska dotrzymała kroku losom narodu, zarówno wtedy, gdy wynosiły wzwyż, jak i wówczas, gdy nas miażdżyły koła historii" (s. 239). Wśród utworów grupy drugiej wyróżnić należy wspomnienia Zdzisława Czermańskiego O Leszku (s. 109-133), nie tylko przywołujące sceny z lat wspólnie spędzonych w Warszawie, Paryżu i Nowym Jorku, ale odznaczające się bogactwem materiału anegdotycznego, dowcipem i bystrością obserwacji, takich jak stwierdzenie: "I Polskę zawsze widział tak jak trzeba. W całym jej smutku i pięknych szarościach. Tego obrazu nigdy nie deformował i nigdy go też nie upiększał" (s. 132).
Redaktor tomu antologię opatrzył posłowiem, krótką kroniką życia i twórczości Lechonia, informacjami o tekstach i ich autorach, fotografiami i indeksem.
Mieczysław Grydzewski, Jan Lechoń, Listy 1923-1956.
Z autografu do druku przygotowała, wstępem i przypisami opatrzyła Beata
Dorosz. Biblioteka Więzi, Warszawa 2007, tom I - s. 463, tom II - s.
515, cena za oba tomy 37 dol.
Wspomnienia
o Janie Lechoniu. Zebrał i opracował Paweł Kądziela. Biblioteka "Więzi",
Warszawa 2007, s. 361, cena 21 dol.
Książki są do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika; w przypadku zamówienia z
wysyłką do ceny należy doliczyć 6,50 dol.
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
www.ksiazkionline.com

