Przegląd Polski 6 kwietnia 2007
- Wielkanoc 2007 - ks. Janusz Balicki
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
"Gorzkie żale"
na placu Defilad
Dziwna jest Polska. W drugą rocznicę śmierci Jana Pawła II uczestniczyłem w inscenizacji Gorzkich żalów przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Podobne zdarzenia zachwycają takich jak ja, oderwanych od codziennego życia kraju. Miejscowi już dawno przywykli do licznych ożenków ognia z wodą. Do niedawna podobne nabożeństwo w miejscu kultu zgoła innej jednostki, jak i religii, możliwe było tylko w czasie papieskich pielgrzymek. A tu, proszę: sowiecki symbol panowania komunizmu i Gorzkie żale - w najlepszej komitywie. Niektórzy, co prawda, nadal leją gorzkie łzy za pogrzebaną dawno komuną, ale większość żałuje już tylko tego, że nie udało się jej przepędzić o dziesięć lat wcześniej. Tej dekady wolności, nawet względnej, bo biednej, bardzo teraz Polsce brakuje. "Uciekają do przodu" nawet biedniejsi kiedyś sąsiedzi, masowo wyjeżdża pokolenie JP II i jedyne pocieszenie w tym, że kiedyś wróci bogatsze, przede wszystkim o inną kulturę, doświadczenie i znajomość języków.
Do rangi niezwykłego symbolu urasta fakt, że w niedzielę wielkanocną przypada druga rocznica pogrzebu Jana Pawła II. Rocznica pogrzebu i Zmartwychwstania jak synteza dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, przestroga i nadzieja, radość i zaduma. Właśnie nie smutek, a zaduma widoczna na rozmodlonych twarzach na placu Defilad. Do nie tak dawna na tym placu gromadziły się tłumy udające wyznawców dwóch religii naraz; prosto z wiecu i defilady ludzie szli do kościołów, odsuniętych stąd na bezpieczną odległość. Teraz mają kościół tu, gdzie stoją. Za naszymi plecami, wzdłuż Alej Jerozolimskich, przesuwa się sznur samochodów, które już dla nas... Dookoła miasto, a jeszcze dalej kraj, który też dla nas, po prostu nareszcie nasz kraj, ale jakoś nie do końca. Zastanawia, jak głęboko wielowiekowa Golgota Polaków zdominowała nasze myślenie. Z największym trudem kraj wydobywa się ze starych nawyków. Codzienny uśmiech jest tu towarem wciąż reglamentowanym, życzliwości i bezinteresowności ciągle jak na kartki. O poparcie bliźniego łatwiej na kartach wyborczych niż w tak zwanym życiu.
Ale w tym wielkopostnym tygodniu jest inaczej. Na placu Piłsudskiego rozrasta się największy krzyż, jaki kiedykolwiek widziałem (poza tym na Giewoncie), ułożony ze szkła, wosku i ognia. Krzyż na Giewoncie też z ognia (i żelaza), bo służy śpiącemu rycerzowi za piorunochron. Krzyże na warszawskich placach i skrzyżowaniach spełniają podobną rolę, są odgromnikiem społecznych napięć. Klęczą przy nich bardzo młodzi ludzie, a napis na pobliskim hotelu jest najlepszym podpisem do tego obrazka: Victoria. Jednak pokolenie JP II zostało mocno przetrzebione, wielu jest za wielką i małą wodą. Ale przylatują, jak bociany do swych gniazd, na krótko, rzadziej jeszcze na stałe. Agnieszka Blach z małej osady Czerlonka niedaleko Białowieży przyjechała właśnie na święta z Bretanii, gdzie studiuje i pracuje. Od razu zakasała rękawy i myje okna u znajomych leśników. Stojąc na chybotliwej drabinie rozmawia z komórki najczystszą francuszczyzną z dalekim profesorem. Wieczorami rozsyła maile z podaniami o stypendia. Jacek Kalinowski z Wesołej pod Warszawą, mężczyzna czterdziestoletni, pracujący i studiujący w Polsce, to trochę nietypowy i nieco starszy przedstawiciel pokolenia JP II. Wciąż obwieszony aparatami, od dwudziestu lat utrwala na kliszy i "czipie" obecność polskiego Papieża na polskiej ziemi. Teraz dokumentuje to, co po Nim zostało. A zostały niedoczytane wciąż książki, niedomyślane nauki, ale i mnóstwo dobrej energii, odwagi i wiary w przyszłość, jaką zaszczepił ten pielgrzym pojednania coraz bardziej młodniejącemu społeczeństwu.
Gorzkie żale mają tyle lat, co żale Polaków o zmarnowane szanse. Utwór ten, ułożony na wzór jutrzni brewiarzowej w 1707 r., opiewa dzieje męki Pańskiej, ale i, pośrednio, niełatwe dzieje tego narodu. I choć Gorzkie żale, zarówno w formie, jak i w treści są dziełem archaicznym, brzmią dzisiaj dość współcześnie. Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie śpiewa chór, a poważne, skupione twarze uczestników tego pasyjnego nabożeństwa opowiadają historię nie ostatnich trzech stuleci, a ostatnich dwóch lat. Ten tłum jest znów jednością w zadumie. Znów, jak w dniu śmierci Jana Pawła II, nie wstydzi się łez, jest solidarny i silny. Przed dwoma laty pisała do mnie Edyta Leśniewska, studentka politologii: "Zrozumieliśmy, jakim darem jest drugi człowiek. Pojęliśmy potęgę, jaką daje wspólnota. Przestaliśmy być ludźmi urodzonymi w latach 70. i 80. Staliśmy się pokoleniem przełomu lat 80.".
Wtedy to pokolenie dojrzało i wierzyło, że testament pozostawiony przez Papieża-Polaka zostanie wypełniony. Różnie z tym bywa, bo wymierają lub odchodzą z życia publicznego autorytety, zmęczone codziennych żenieniem ognia z wodą. Ale i coraz mniej także w Polsce gorzkich żali jego mieszkańców, czego także życzę Czytelnikom przy wielkanocnym stole, za wielką wodą...

