Przegląd Polski 6 kwietnia 2007

Wielkanoc 2007

KS. JANUSZ BALICKI

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych (J. 20,1-9).

Spróbujmy wyobrazić sobie, że przyszliśmy na świat dwa tysiące lat wcześniej i żyjemy w czasach Jezusa. Mieszkamy w Jerozolimie opisanej w powyżej Ewangelii. Jak byśmy reagowali na wydarzenia, których pamięć obchodzimy w święta wielkanocne? Odpowiedź nie jest tak oczywista i prosta; wszystko zależałoby bowiem od tego, po której stronie bylibyśmy zaangażowani. Jeśli po stronie Jezusa, to niewątpliwie widząc Go na krzyżu przeżywalibyśmy wraz z Jego uczniami najpierw wstrząs, ból i załamanie, a potem niedowierzanie na wieść o Jego Zmartwychwstaniu, wreszcie trudną do opisania radość. Nie jest wykluczone, że należelibyśmy do tych kilkuset uczniów, którzy mieli szczęście widzieć Go po zmartwychwstaniu.

Moglibyśmy jednak opowiadać się po stronie tych, którzy skazali Go na śmierć. W takim wypadku, będąc świadkami ukrzyżowania, mielibyśmy satysfakcję, że wreszcie radykalne działanie rozwiązało problem, jaki Jego osoba stwarzała dla wspólnoty, a zwłaszcza dla przełożonych świątyni jerozolimskiej. Wieść o zmartwychwstaniu Jezusa traktowalibyśmy jako wrogą propagandę Jego zagorzałych zwolenników, chociaż nie jest wykluczone, że mielibyśmy kontakt ze strażnikami, pełniącymi w owym czasie straż przy grobie i dowiedzielibyśmy od nich, że w niedzielny ranek stało się coś, czego nigdy w życiu nie przeżyli. I to świadectwo mogłoby jednak nie zmienić naszego poglądu na temat Jezusa z Nazaretu, więc później z obawą obserwowalibyśmy rozwój Jego kultu.

Relacje ludzi, którzy słuchali Jego apostołów dzielących się swymi doświadczeniami spotkań z Jezusem po Jego śmierci, siałyby w naszych sercach wątpliwości. Część z nas starałaby się jednak siłą powstrzymać ich od głoszenia Jego zmartwychwstania, biczując ich, skazując na więzienia czy wręcz zabijając. Niektórzy z nas - być może - ostatecznie zaczęliby przyjmować za prawdę to, co oni głosili.

Jest jeszcze trzecia możliwość - obojętność. Po prostu nie interesowalibyśmy się tym, co się zdarzyło. Mielibyśmy własne problemy, własne sprawy do załatwienia. Obchodzilibyśmy Święto Paschy tak, jak to robili nasi praojcowie, nie myśląc wcale o tym, czego świadkami stała się Jerozolima tamtych dni. Być może część z nas nawiązałaby później kontakt z Jego uczniami i przestała mieć obojętny stosunek do Jezusa. Wszystkie scenariusze byłyby możliwe...

***

Obecnie, w XXI w. obserwujemy podobne postawy wobec Jezusa, dochodzi natomiast jeszcze czwarta. Reprezentuje ją niemały procent współczesnych chrześcijan. Przyznają się oni wprawdzie do Jezusa, ponieważ urodzili się w rodzinie chrześcijańskiej, nigdy jednak nie przeżyli osobistego spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym. Ich wiara nie jest pogłębiona własnym poszukiwaniem. Mogą nawet dożyć późnej starości w swej wierze, ale jeśli spotkają kogoś, kto im ją zacznie podważać, to odejdą od niej. Stanowią potencjalny i stosunkowo łatwy materiał dla sekt czy innych religii.

Słyszy się często, że Polaków cechuje taka właśnie religijność tradycyjna, płytka i obrzędowa. Czy to prawda, trudno powiedzieć. Uogólnienia bywają nieobiektywne i nie do końca prawdziwe. Jak wiadomo, obecnie setki tysięcy naszych rodaków wyjeżdża za granicę do pracy. Ci bardziej w wierze ugruntowani wnoszą nową pobożność w zlaicyzowane środowiska mieszkańców zachodniej Europy czy Ameryki. Słabsi, spotykając się masowo z osobami wyznającymi inne religie, czują się zdezorientowani i zagubieni. Można spotkać się z przykładami zafascynowania kulturowo najbardziej cofniętymi religiami. Dlatego warto więc może przy okazji świąt wielkanocnych postawić sobie pytanie o istotę chrześcijaństwa. Nie wchodzimy w tym miejscu w roztrząsanie szczególnych zagadnień teologicznych, nie odwołujemy się do świętych ksiąg tych religii i do życia ich założycieli. W klimacie paschalnego świętowania przywołujemy natomiast świadectwa spotkania apostołów ze Zmartwychwstałym. To zmartwychwstanie Jezusa stoi w centrum naszej wiary. Bez zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby naszej religii. To ze zmartwychwstania Chrystusa narodził się Kościół dwa tysiące lat temu.

Jeśli powiemy, że nauczanie na temat życia wiecznego jest treścią każdej religii, to niepowtarzalność chrześcijaństwa stanowi fakt, że jego wyznawcy mogą się jakby "namacalnie" o tym przekonać przez doświadczenia uczniów Chrystusa, którzy mogli oglądać pusty grób i dotykać Zmartwychwstałego. Trzeba mieć świadomość, że władze świątyni jerozolimskiej, które wydały decyzję o ukrzyżowaniu Jezusa, zrobiłyby wszystko, żeby udowodnić, że tak się nie stało, ukazując Jego ciało, jednak tego nie zrobiły.

Zmartwychwstanie Chrystusa było rzeczywistym pokonaniem śmierci, która miała miejsce w Wielki Piątek na Golgocie. Płynie z niego jasne przesłanie: życie ludzkie nie kończy się śmiercią! o

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail