Przegląd Polski 30 marca 2007
- Świat lustrzanych odbić. W 150. rocznicę urodzin Gabrieli Zapolskiej (1857-1921) - Elwira M. Grossman
- Polscy artyści w USA - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Śmierć Mądralki
Mądralka zginęła na podwórku osady w Puszczy Białowieskiej. Jastrząb spadł na nią sponad dębów i sosen. Mądralka była najinteligentniejszą kurą w kurniku. Chodziła za Zosią jak pies. Rzeźbiarce z Francji weszła w kadr, przez co zyskała sławę międzynarodową. Magda stwierdziła, że jastrząb wyręczył ciocię, która nigdy by się nie zdobyła na unicestwienie Mądralki i przerobienie jej na rosół. No tak, westchnęła Magda, jesteśmy w puszczy, a tu jeszcze obowiązują zasady moralne... I jak to w Polsce, zasad się nadużywa. W puszczy zmniejszyła się o połowę ilość zwierzyny płowej i czarnej oraz ptactwa, bo objęto tu ścisłą ochroną drapieżniki. Wilki pustoszą nie tylko puszczę, ale i okoliczne gospodarstwa. Łupem jastrzębi i innych powietrznych drapieżców padają i kuropatwy, i cietrzewie, i kury...
Dlatego w puszczy z zasady nie oglądamy telewizorni, bo uświadamia, że jesteśmy w dżungli. Latający jak motyl Małysz to o wiele za mało na przekonanie nas, że jest inaczej. Sukcesy małego-wielkiego Małysza i dużej, dzielnej Otylii-motylkarki, fruwającej nad wodą jak ważka w kilka dni po sprawie sądowej, czy przereklamowany sukces piłkarzy, dających łupnia słabiutkim "Azerom", w terminologii telegadaczy, skłoniły tych ostatnich do ogłoszenia ostatniego weekendu jednym z najwspanialszych w historii polskiego sportu.
Dla mnie ten weekend był podobnie udany. Zaczął się w piątek wieczorem w Książnicy Podlaskiej w Białymstoku, gdzie wspominaliśmy zmarłego przed dwoma miesiącami pisarza. Była Alicja, wierna towarzyszka życia Ryszarda Kapuścińskiego, była Bożena Dudko, niezwykła kapumaniaczka, był Jan Smyk, reporter radiowy. Cała trójka opowiadała o rodzinnym Pińsku, którego nie zdążył opisać, a dokąd Bożena zorganizowała wyprawę dla uczczenia 75. urodzin autora Jeszcze dzień życia. Następnego dnia w gościnnym Zwierzyńcu pod białoruską granicą zdawałem relację z tego wieczoru. Włodzimierz uraczył nas opowieścią o dziku postrzelonym po białoruskiej stronie. Dokonał on ci żywota pod nogami jednego z leśników już po stronie polskiej. Karni Białorusini ze strzelbami w dłoniach nie odważyli się przekroczyć pasa zaoranej ziemi, jeno stali i bezradnie patrzyli, jak dzik wyciąga racice u stóp Polaka, robiąc mu niespodziewany prezent. Była w tej opowieści i smutna alegoria losu wielu łagierników, konających tuż po powrocie z obozów, w rodzinnej ziemi.
Zesłania na wyspy Archipelagu Gułag nie uniknął także i młody Włodek. Jako więzień polityczny przyczyniał się do rozwoju kolejnictwa w rejonie Komy i Workuty... Z tej rajskiej Rosji wyszedł z armią Andersa i na statku "Ille de France" poprzez Rio de Janeiro dotarł do Anglii, by w mundurze lotnika walczyć za wolność waszą, ale nie naszą... W Londynie poznał m.in. Ksawerego Pruszyńskiego. Wrócił do Polski, choć miał już wizę kanadyjską w kieszeni i angielską narzeczoną, pakującą walizki. Jeden list od matki sprawił, że porzucił marzenia o Kanadzie, by o mało nie trafić znowu na nieludzką ziemię. Po kilkunastu latach spędzonych w leśniczówkach na Mazurach i w Kartuzach leśnik i lotnik w jednej osobie przeniósł się pod Białowieżę, by hodować żubry. Do dziś mieszka w domu, stojącym na miejscu tego, w którym urodził się Igor Newerly. Autor Leśnego morza odwiedzał Włodka przez blisko dwie dekady, często z synem Jarosławem Abramowem-Newerlym. Życie 87-letniego dziś Włodzimierza Pirożnikowa to temat na książkę, nie tylko felieton...
W niedzielę zaczął się czas letni, więc posłusznie wyjrzało słońce. Poszliśmy w puszczę z Ewą i Zosią, Magdą i Alicją - i łopatą, aby zakopywać w zbiorowych mogiłach butelki po wódce, piwie i wodzie mineralnej, puszki po konserwach, różne kartony, folie i inne rupiecie, porzucane przez miejscową i przyjezdną "antropomorficzność" - jak mówi Ewa, profesor biologii, córka Zosi i Włodka. Urodę puszczy niszczy długi śmietnik wzdłuż drogi z Hajnówki do Białowieży, jak i pomniejsze skupiska występowania butelek wzdłuż dróg do "Trójmiasta", czyli na Budy, Teremiski i Pogorzelce, oraz w stronę Czerlonki. Ale nawet w rezerwacie ścisłym są liczne ślady urzędowania na tym terenie współczesnych antropomorficzności. Pogrzeby śmieci to stały, wiosenny rytuał mieszkańców i gości Zwierzyńca. Kochają puszczę, dbają o nią i boleją nad jej dewastacją. Nawet żubrom udziela się ogólna nerwowość, bo stały się bardziej płochliwe, nie można ich łatwo podejść, uciekają z trzaskiem gałęzi i groźnym pomrukiem.
Na zakończenie tak udanego weekendu podpisałem list zbiorowy, przysłany mi mailem w obronie pracowników nauki, unicestwianych, niczym Mądralka, przez politycznego jastrzębia. Żeby jeszcze tych wykształciuchów można było przerobić na rosół, niszczenie polskiej nauki przez ewidentnych nieuków miałoby może jakiś sens. A tak mamy tylko stale pogłębianą wiedzę, że Polskę porosła dżungla albo syberyjska tajga, gdzie rządzi prawo silniejszego, choć głupszego, i jedyny ratunek to ucieczka do wytrzebionej, ale zawsze jednak tylko puszczy...

