Przegląd Polski 9 marca 2007
- Jodły zaszumiały w Sarasocie - Chris. M. Klimiuk
- MIĘDZY BROADWAYEM A HOLLYWOOD - Nasz komik w Metropolitan i Hollywood - Mariola Szydłowska
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Jodły zaszumiały
w Sarasocie

Tak ważnego dla nas wydarzenia kulturalnego w Ameryce dawno nie było. Najsłynniejszą polską operę, Halkę Stanisława Moniuszki, wystawiono w Sarasocie na Florydzie
Sarasota słynie z ambitnych i nośnych artystycznie przedsięwzięć, czemu wielokrotnie dawało wyraz w przeszłości. Halka, wraz z najczęściej graną Madame Butterfly Pucciniego oraz rzadziej wystawianą operą Verdiego Attyla, uświetniła 48. sezon operowy w mieście.
Było to wydarzenie dużej rangi, ponieważ po raz ostatni Halkę grano w Ameryce pod koniec lat 40. ub. wieku. Wystawiono ją, niestety bez większego powodzenia, w Chicago Civic Opera. Kolejne próby w latach 50., 60. i 70. podejmowały jedynie polonijne grupy amatorskie. Z operą przyjeżdżało parokrotnie do Ameryki kilka polskich zespołów objazdowych.
Przed rokiem postanowiono, że inscenizacja dzieła Moniuszki w Sarasocie zostanie przygotowana przez zawodowych artystów, muzyków i tancerzy. Co ciekawe, inicjatywa nie wyszła (jak to zazwyczaj bywa) od prominentnych przedstawicieli Polonii, lecz od Amerykanów, by ożywić miejscową operę. Halkę włączono do serii przedstawień światowych arcydzieł (Masterworks Revival Series).
"Pomysł zrodził się wśród dyrektorów artystycznych sarasockiej opery", podkreślił jej dyrektor ds. marketingu Richard Russell. Pomysł pomysłem, ale dobrze, że poparły go polonijne organizacje: Polish American Club of Sarasota i Polish American Society of Venice. W inicjatywę włączyła się Ambasada RP w Waszyngtonie. "Odzew był bardzo szeroki. Przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania i wszystkim, bez wyjątku, jesteśmy głęboko wdzięczni za zaangażowanie oraz poparcie" - stwierdził Russell.
Z kolei dyrektor artystyczny sarasockiej opery, a zarazem jej czołowy dyrygent Victor DeRenzi zwrócił uwagę, że "niezależnie jak dobrze przygotuje się w Sarasocie inscenizację Traviaty lub Don Giovanniego, mało kto przyjdzie specjalnie do prowincjonalnej opery, by obejrzeć właśnie w niej te przedstawienia. Znane i często grane opery może bowiem obejrzeć sobie w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Toronto lub Paryżu. Z tego powodu opera w Sarasocie wybiera mniej znane dzieła, by przyciągnąć miłośników opery z Miami, Orlando, Jacksonville i innych odległych miast Florydy, a także turystów i rencistów spędzających zimę na południu.
Zanim kurtyna poszła w górę
Jeszcze w połowie stycznia w celu dofinansowania opery mecenasi sztuki urządzili w Klubie Polo w Sarasocie Polish Gala Dinner z wyszukanymi daniami i specjałami. Dochód z dosyć drogich biletów (dotacja: co najmniej 120 dol.) przeznaczono w całości na wsparcie inicjatywy.
Ambasada RP, w osobie attaché ds. kulturalnych Mariusza Brymory, zachęcona entuzjastyczną reakcją Polonii, postanowiła pójść dalej i zorganizowała towarzyszący inscenizacji Halki festiwal pod hasłem "Sarasota Goes Polish", na który złożyły się minifestiwal polskich filmów, wystawa pamiątek po Moniuszce oraz festiwal jazzowy "Chopin Goes Jazz". Prelekcje i odczyty miały miejsce w bibliotece Selby i w Muzeum Ringlingów.
Przewodnicząca sarasockiego klubu (Polish-American Club of Sarasota) dr Magdalena Pogonowska, która wydatnie przyczyniła się do powodzenia inicjatywy, zauważyła w rozmowie ze mną, że "było rzeczą budującą, iż Amerykanie polskiego pochodzenia i Polacy przybyli w różnych okresach z Polski sami sugerowali finansowe zaangażowanie się w szczytny projekt na rzecz propagowania polskiej kultury w Ameryce".
Premiera Halki odbyła się w sobotę 3 lutego 2007. Przed spektaklem miało miejsce uroczyste przyjęcie w sarasockim Klubie Uniwersyteckim, na którym honorowymi gośćmi byli światowej sławy sopranistka Teresa Kubiak, ambasador RP w Waszyngtonie Janusz Reiter i wspomniany już Mariusz Brymora. Obecni też byli przedstawiciele miejscowych władz.
Na operowej widowni nie zabrakło przedstawicieli Polonii nie tylko z Sarasoty, Bradenton i pobliskiego Venice, Nokomis, North Port, Port Charlotte czy Punta Gorda, ale także z Tampy, Clearwater, Saint Petersburga, Orlando, a nawet Miami. Bilety na wszystkie przedstawienia (do 3 marca odbyło się osiem spektakli) wyprzedano w 80% na wiele miesięcy przed premierą.
Przykład twórczej współpracy
W obsadzie prawie nie było polskich nazwisk, poza Marią Knapik, Polką z Kanady, która wystąpiła w tytułowej partii. Choreografię przygotowała Iwona Puc z Chicago. Pozostali artyści to przeważnie rodowici Amerykanie. W rolę Zofii wcieliła się Courtney Ames, a partię Jontka śpiewał Benjamin Warschawski. Scenicznym Januszem był Jonathan Carle. Partie Stolnika śpiewał z zaangażowaniem Jeffrey Tucker. Na sarasockiej scenie wystąpił chicagowski zespół taneczny Lira Ensemble pod artystycznym kierownictwem Lucyny Migały. Zespół przekształcił Halkę trochę w show, prezentując polskie tańce: mazura, poloneza i zbójnickiego. Chicagowscy tancerze wystąpili w przepięknych polskich strojach ludowych. Słowa uznania należą się Howardowi Tsvi Kaplanowi za projekty kostiumów, które przywdziali śpiewacy i członkowie chóru. Całość wyreżyserował Pat Diamond.
Sopranistka Maria Knapik powiedziała, że "Amerykanie podeszli do projektu z niezwykłym poświęceniem i zaangażowaniem". Operę wystawiono po polsku, by nie zmieniać jej szczególnego charakteru. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ opery włoskie, francuskie lub niemieckie wykonuje się wyłącznie w językach oryginału. Tłumaczone na angielski teksty zawsze pojawiają się na ekranach obok sceny. Maria Knapik zauważyła, że "amerykańscy śpiewacy nauczyli się swych partii fonetycznie, ale śpiewane teksty były w pełni zrozumiałe (dla Polaków)". Podkreśliła także, że jej sceniczny partner Jonathan Carle (Janusz) "sam przetłumaczył swój tekst, słowo po słowie, z angielsko-polskim i polsko-angielskim słownikiem w ręku". Solistka dopomagała rodowitym Amerykanom w lepszym zrozumieniu tekstów, ich tłumaczeniu, a także właściwym rozłożeniu akcentów. Pomagało im również kilkoro innych Polaków, by mogli dobrze przygotować swoje partie. Słowa uznania należą się prof. Wieńczysławowi Wagnerowi oraz Annie Zgórskiej. Wszyscy intensywnie pracowali miesiącami, by premiera wypadła jak najlepiej.
W rozmowie z dziennikarzem Miami Herald Maria Knapik powiedziała, że uwielbia Halkę. "Akcja przechodzi bardzo szybko od momentów lirycznych do dramatycznych i pod tym względem jest bardzo podobna do akcji Traviaty. Nawet dla wytrawnej polskiej solistki zagranie Halki jest zawsze wielkim wyzwaniem". Melodyjne, nostalgiczne arie z Halki, Gdybym rannym słonkiem i Szumią jodły z pewnością zapadły w pamięć nie tylko sarasockim muzykom i innym wykonawcom, ale i publiczności.
"Polski to bardzo piękny język"
Recenzent sarasockej Herald-Tribune zauważył, że inscenizację opery na Florydzie przygotowano w 160-lecie jej powstania. Polska premiera Halki w połowie XIX wieku, przypomniał, miała miejsce z paroletnim opóźnieniem wywołanym względami politycznymi. Co prawda władze carskie zezwoliły na wystawienie Halki już w roku 1848 w Wilnie, ale cenzorzy zażądali od Stanisława Moniuszki zasadniczych przeróbek libretta. Kompozytor przystał na poprawki, aczkolwiek z oporami. Zwrócił się o pomoc do autora wileńskiego libretta Włodzimierza Wolskiego. Tym sposobem Wolski stał się autorem obu wersji libretta, czyli wileńskiego i warszawskiego. Premiera w Warszawie odbyła się w roku 1858.
Dyrygent David Neely zwrócił uwagę, że "kompozytor wydłużył operę z dwóch do czterech aktów, dopisał kilka nowych partii muzycznych i zaakceptował nowe partie libretta. Po warszawskiej premierze czteroaktowej wersji Halki Moniuszko stał się - niemal z dnia na dzień - bohaterem narodowym. Do końca 1890 roku jego dzieło miało ponad 500 przedstawień" - przypomniał Nelly.
Do dziś poza Polską opera nie jest szczególnie popularna, ale grano ją w kilkunastu krajach. Ci, którzy chcieliby ją obejrzeć na taśmie wideo lub płycie DVD, mogą mieć kłopoty z ich kupnem. David Neely zauważył, że "jeśli chodzi o opery z krajów słowiańskich, to na światowych scenach znacznie częściej wystawiane są opery rosyjskie i czeskie". Polskie zajmują raczej odległe miejsca. Jednym z głównych powodów, według Nelly'ego, jest bariera językowa, choć jemu nasza mowa przypadła do gustu. Neely uważa, że "polski to bardzo piękny język, jednak w odczuciu przeciętnych Amerykanów łączy w sobie trudności wymowy słów rosyjskich i czeskich. Z pewnością Polacy podchodzą do tego zagadnienia odmiennie. Jedno wszak jest pewne: język polski jest jednym z najrzadziej używanych języków na scenie operowej".
Reżyser był pod wrażeniem zaangażowania śpiewaków, którzy miesiącami mozolnie szlifowali swoje partie. Jedynie Maria Knapik nie miała problemów z polskimi tekstami. W wywiadzie podkreśliła, że "uważa się za szczególnie wyróżnioną i uprzywilejowaną, iż mogła pracować z Amerykanami przy wystawieniu polskiej opery narodowej w Sarasocie". Maria Knapik śpiewała partie Halki na różnych scenach i koncertach - nie tak dawno w Kanadzie. W dwa tygodnie po wyjeździe z Sarasoty solistka powróci do Teatru Wielkiego w Warszawie, czyli do Opery Narodowej, by wystąpić w nowej inscenizacji Halki w Polsce.

